wiara milosc i przyjazn to dla mnie najwieksze wartosci
12 lipca, 2013, Autor: PiotrMiszawitam was na tym skurwiałym łez padole. nie było mnie tutaj ćwiartke czasu ale nie o tym teraz. jest wiele bodźców wkurwiających, wyprowadzających cie z tej pierdolonej równowagi którą chciałbyś za wszelką czasami skurwysyńską cene utrzymać. ale jak czytasz wypowiedzi gimberek, nastolatek dla ktorych najbardziej traumatycznym przeżyciem w życiu była pierwsza masturbacja o wielkich wartościach, o wielkich czynach i słowach to coś ci w tym zrytym pojebanym jak stara kurwa rura z ciemnej nory łbie pęka. to jeden z takich pierdolonych bodźców, że czasami masz wypierdolone i śmiejesz się z takich beznadziejnych dennych, nudnych zwierząt a czasami zaciskasz pięści i masz ochote rozjebać albo siebie albo ten świat albo ich, a czasami jedno i drugie. jak takie śmiecie, życiowe świeżaki, dziewice mogą używać tak dobranych słów, co jest dla nich najważniejsze co bezcenne. jakim prawem skurwysyny prowokujecie mnie. aż kipi obłudą i fałszem. pytam.przyjaźn miłość znają tylko chyba kurwa z pierdolonego na złe i na dobre. nie mam sił tu egzystować już w tej pierdolniętej bezuczuciowej matni. nie chce mi sie nawet dalej kurwa pisac tego wkurwa, może kiedyś dokończe. jakby co to zmienilem nick z belfer na ten który widzicie. z fartem
Wakacje w Zakopcu
10 lipca, 2013, Autor: skrycie_zlyMoi rodzice mają kemping i co roku jeżdżą w Biesy i Czady, rok temu też na Mazury a w tym roku postanowili się wybrać do Zakopanego. Jako że po wakacjach internat to ten ostatni raz zabrałem się z nimi…
Zakopane jest nudne. Zakopane jest drogie. I w ogóle nie tatrzańskie.
Na samym wjeździe zobaczyliśmy najbardziej góralskiego górola mówiącego gwarą. Lekko spasłego kolesia po 40tce w obcisłej koszulce. Już czuję ten klimat…
Górol ów reklamował swoje pole namiotowe za 100zł za 4 osoby plus przyczepa. Ok, nie jest źle, myślimy. A koleś pyta nas czy na noc czy dłużej. My że na jedną noc. Kolo udaje smutną minę i mówi:
– uuuu, na jedną to 135zł.
My: A za co..?
– Noooo, bo prąd idzie bo woda blablabla.
Pojechaliśmy więc nocować na parking autobusowy obok dworca. Pipiiiiiip, tu-dum,tu-dum. Odgłosy natury.
Druga sprawa.
Ten taki flagowy deptak Zakopanego jest pełen tego, co nad morzem i nawet u mnie na dolnym śląsku w sklepie z rzeczami za 5zł….
Poza tym zakopane jest nudne, zeżarte komerchą i zatłoczone.
Zamiast przyjeżdżać tutaj kupcie namiot i heja w Bieszczady. Tam górale są prawdziwi i nie sprzedają figurki delfina z napisem „Tatry” ani „Ustka”
Czteropak wkurwienia
27 czerwca, 2013, Autor: WigarusDzisiaj 4 w 1. Przed każdym wkurwem warto wypić jednego browara ;)
1. Pewnego razu jechałem na smutną uczelnię. Oczywiście znienawidzoną SKM-ką. Zawsze uważałem, iż nazwa firmy powinna brzmieć adekwatnie do świadczonych przez nią usług. W tym przypadku sprawy się komplikują, ponieważ pociągi strasznie się wloką, a tory są remontowane, odkąd zaczął się pierwszy semestr, czyli od 1 października. Jak już coś naprawią, to okazuje się, że peron dalej coś się spierdoliło, i tak w kółko. Ponoć chcą za jakieś dwa lata zakupić ten mega szybki pociąg Pendolino, ale ja już chyba wiem, jak to będzie wyglądać: to będzie ładnie wyglądający produkt, ale nie uda mu się osiągnąć zamierzonych prędkości z powodu zjebanych torów. Czyli w sumie tak, jakbym chciał wyjebać poza orbitę ziemską Tupolewem. Jeszcze przedtem czekam sobie na peronie, a tam informacja, że do do pociągu w kierunku Gdańska zostały jakieś 3 minuty. Uznałem po 5 minutach, że mój zegarek chyba zapierdala, bo według tablicy minęła dopiero minuta. Chyba stałem w jakiejś innej strefie czasowej. No ale chuj, wreszcie przyjechał. W pociągach SKM wręcz legendarne są tak zwane przedziały rowerowe. Bardzo często rzeczywiście znajdziesz tam jakiś rower albo nawet dwa, ale jeszcze częściej napotkasz tam dresiki i żulostwo, które nie dość, że śmierdzi i wygląda, jakby miało ochotę ci napierdolić, to jeszcze uważa się za pierdolonych panów świata. Kontrolerzy chuja im zrobią – jak wystawią mandat, to jeden z takich czcigodnych pasażerów pokaże im, że dwa mandaty już dostał i ma to kompletnie w dupie. Jeden wypowie magiczną formułkę: „Nie mam biletu, nie mam dokumentów, nic mi nie zrobicie” i spokojnie wychodzi sobie na peron. Konsekwencje? Zero. Inny stwierdzi, że nie obchodzi go znak zakazu palenia w przedziale i po prostu jara peta pełen dumy ze swej wyższości. Panowie z Renomy (kontrolerzy) też nie lepsi. Bilet na SKM można nabyć w różnych wersjach, a to jako zwykły bilet, a to jako kwit, a to jako wersja nabita na kartę miejską albo na przykład legitymację studencką. Za każdym razem, kiedy panowie z Renomy wchodzą i jeden z nich bez jakiegokolwiek czytnika prosi mnie o okazanie biletu, mam ochotę się zaśmiać. Koleś popatrzy tępym wzrokiem na mój elektroniczny bilet miesięczny i sobie pójdzie. Kurwa, chyba ma laser w oczach. Zwykle sprawdzają niedbale te bilety, bo na przykład przy metropolitarnym za 110 złotych musisz mieć jeszcze podbitą legitkę upoważniającą do ulgi. W zwykłe dni niemal żaden z tych miłych panów nie zwraca na to uwagi, lecz w takie dni jak np. początek roku szkolnego, początek roku akademickiego czy w kilka dni przed Bożym Narodzeniem nagle brak podbitej legitymacji zaczyna być bardzo, bardzo ważny. Biznes jakoś się toczy, co nie? Kilka dni temu usłyszałem w wiadomościach o wypadku, w którym z pociągu wypadło dziecko. Mamusia i tatuś najebani jechali przedziałem (a jakże!) rowerowym, a drzwi były otwarte. Bardzo rozśmieszyło mnie pełne emocji pytanie pana dziennikarza „Gdzie była obsługa pociągu?”. Kurwa, ja jeżdżę permanentnie pociągiem od października i jeszcze nigdy nie widziałem, żeby po przedziałach chodził ktoś taki jak obsługa pociągu. Owszem, czasami wejdzie jakieś Security, ale oni też chuja robią i zwykle wysiadają na następnym peronie. Jeśli już miałbym szukać obsługi pociągu, to tylko w miejscu, gdzie siedzi konduktor, tam jest typek od mówienia „Odjazd”. No i jeszcze ci, co sprzedają bilety. Poza tym nikogo innego nie miałem przyjemności spotkać. A nawet zakładając, że taka obsługa by funkcjonowała, to przecież niektóre wagony nie mają przejść pomiędzy sobą. Kible w pociągach to sprawa równie skomplikowana – wiesz, że istnieją, jednak nie da się do większości z nich dostać. W sumie mało kto próbuje się do nich dostać ze względu na – ujmijmy to łagodnie – niezbyt higieniczny wygląd. Właściwie to się powinno nazywać dziura z gównem. Zakochane parki, apel do was: jeżeli cykacie sobie romantyczne fotki na torach, to pamiętajcie, że być może kilka dni temu, być może kilka miesięcy temu, być może nawet wczoraj ktoś oddawał się aktowi wypróżnienia i ten fragment torów, na którym teraz się znajdujecie, mógł paść tego wypróżniania ofiarą. A to według mnie jest straszniejsze niż upiory i strzygi. Jeszcze jedno: ostatnio czytałem o tym, że w życie ma wejść prawo zakazujące osobom, które śmierdzą, podróżowania pociągiem, ale i nie tylko: także tramwajem i autobusem. Moim zdaniem to dobra inicjatywa, choć trudna do rozpisania jako konkretne prawo. Jedni po prostu spocą się, bo będzie tłok, a inni będą capić, bo zapomnieli o mydle. W jednej gazecie czytałem komentarze co do tego mającego niby powstać przepisu, gdzie część ludzi zgadza się z uchwaleniem takiego prawa, ale pewna część również jest przeciwna. Niezmiernie śmieszy mnie ta przeciwna strona, a raczej jej argumenty. Jakiś internauta powiedział, że to burzy ideę tolerancji. Dobre, kurwa… Mój drogi światły człowieku, tolerancja jest wtedy, kiedy różne warstwy społeczne, seksualne czy zawodowe, mimo że nie do końca się rozumieją, wzajemnie akceptują swoją egzystencję bez czynienia szkody pozostałym warstwom. Wielu pasażerów, czy to studentów, czy pracowników, którzy wracają z pracy spierdoleni jak koń po westernie, chce godnie przyjąć ten syf, którym podróżują. I nie dość, że część wagonów śmierdzi moczem i szlugami, to jeszcze jakiś niemyty żul niszczy nam tę strefę prywatności swoim smrodem. Tak samo, jak wkurwia mnie, że Świadkowie Jehowi pukają mi do drzwi, choć ich nie zapraszałem, tak samo wkurwia mnie też to, że nie zapraszałem twojego smrodu do mojej przestrzeni. Drugi internauta stwierdził, że nie możemy tak napierdalać na śmierdzących bezdomnych, bo nikt nie zapewnił im miejsca, gdzie mogliby się umyć. Przyczyny utraty domu są najróżniejsze, nie zawsze sprawiedliwe, jednak tego typu argument mogę wystosować do każdej rzeczy. „Sorry, że ukradłem ten telewizor, ale nikt nie zapewnił mi godnej pracy, która dałaby mi możliwość jego kupna”. „Przepraszam, że zjadłem tamtego człowieka, ale nikt z lekarzy psychiatrów nie zainteresował się moim przypadkiem, więc jestem niewinny”.
2. Inna sprawa, że podwyższają mi piętro w moim domu. Piętro te dotąd służyło jako strych i pewnie przez kilka lat nadal będzie strychem, ale mam przyszłościowy plan, by przekształcić je w swój pokój. No i wiecie, należało zdjąć dach. Problem był taki, że ekipa się tym zajmująca nie dopilnowała, aby zabezpieczyć to miejsce, więc jednym słowem na suficie dwóch pokoi pod piętrem pojawiły się mokre plamy. Cały tydzień ma rzekomo padać, więc ogólnie słaba sytuacja. Przydałyby się jakieś plandeki do zabezpieczenia, ale chuj – oni uznali, że folia to najlepsze rozwiązanie. Wkurwia mnie to, że przy każdym deszczu muszę popierdalać z miejsca na miejsce, żeby wypatrywać, czy nie podłożyć gdzieś wiadra. A nic nie zapowiada, żeby z tą robotą uporano się do końca lipca, bo pracują nad tym 3 (słownie: trzy) osoby. Kurwa… Chyba czas zbudować arkę, żeby nie utonąć we własnym domu. Albo przynajmniej założę sobie jakiś kapok. Pamiętam, że 10 lat temu, kiedy byłem smarkaczem, tynkowano mi dom i do samego tynkowania zebrano około dziesięcioosobową ekipę. Ta robota to większe i poważniejsze gówno, więc 3 osoby to zbyt mało, ale co ja się tam, kurwa, znam.
3. Niesamowicie wkurwiają mnie te wszystkie fejsbukowe stronki typu „Spotted: Liceum nr X w Y”, „Spotted: Stacja SKM”, „Spotted: Złomowisko w Chwaszczynie”. Kurwa… Ogólnie strony te moim jakże skromnym zdaniem przeznaczone są dla pizd i ciot, które naoglądały się zbyt wielu komedii romantycznych i melodramatów. Człowieku, piszesz do dziewczyny, która stała na drugim końcu peronu, której nie znasz i która być może właśnie wyjeżdżała z twojego chujowego miasta, i do tego uważasz, że gdy napiszesz, że nosiła czerwoną bluzkę i durszlak na głowie, to wszyscy zrozumieją, o kogo dokładnie chodzi? Myślisz, że ona specjalnie wejdzie na tę chujową stronkę, żeby zobaczyć, czy ktoś taki jak ty do niej napisał? Ja pierdolę… Szansa na to, że stanie się tak, jak mówię, jest mniejsza niż wygrana w totka. Ale najbardziej w tym wszystkim denerwuje mnie wirtualizacja tak poważnych rzeczy jak miłość czy etyka. Seks wchodzi w sferę wirtualną – teraz każda tępa i głęboka w gardle dziwka może założyć sobie profil na kamerkach i trzepać hajs (w sumie nie tylko hajs, ale też coś innego…), o jakim przeciętnemu człowiekowi nawet się nie śniło. Niektórzy z moich znajomych się śmieją, mówiąc: „O, patrz, jakaś laska pokazała cycki za 6 złotych”. Tak, to jest śmieszne, lecz także smutne, bo z tych 6 złotych w ciągu 2 godzin może zrobić się nawet 300 złotych, a to jest już dniówka dla większości Polaków nieosiągalna. Czy każda z tych lasek jest kurwą? Prywatnie, poza kamerkami, pewnie nie, ale na stronie, dzięki której zarabia, już tak. Wirtualne nawet są już znicze na grobach. Ja rozumiem – fajnie pogadać ze znajomym, który mieszka gdzieś daleko albo wejść na forum, zadać pytanie i uzyskać na nie odpowiedź. Lecz większość rzeczy chyba nie idzie w odpowiednim kierunku. Wiele znam przypadków, kiedy dziewczyna zrywa z chłopakiem przez sms-a albo Facebooka. Kurwa, jak dla mnie taki związek nigdy nie istniał, skoro o ważnych sprawach mówi się pod internetową maską, a nie w cztery oczy.
4. Ludzie dziwią się, że czytam książki. Nie mogą pojąć, dlaczego to robię, skoro roku szkolnego czy akademickiego już nie ma. Zaczynam się obawiać. Zaczynam się martwić o społeczeństwo, dla którego najwyraźniej czytanie książek stało się strasznie skomplikowane i męczące. Wszyscy oglądają filmy, słuchają muzyki, ale o książkach zapominają, a przecież to nie znowu taka kultura elitarna. Może to wynika ze szkoły – lektury zwykle były, jakie były, choć zdarzały się perełki. Może stąd właśnie ta awersja do czytania. Mnie z kolei czytanie nie nudzi. Nudzą mnie za to kolejne telenowele, gdzie główni bohaterowie grani przez słodziachnego Mroczka i jego klona idą przez 3 odcinki po schodach, żeby zjeść kotleta. Nudzi mnie wielka podnieta mediów, bo Polska rozwaliła San Marino w piłce nożnej. Nudzi mnie, że dla niektórych czytanie książek świadczy o byciu podczłowiekiem. Nie uważam, żeby czytanie czyniło mnie nadczłowiekiem, ale kilka lat temu uznawałem to po prostu za normalną cechę. Za 100 lat pozostaną nam tylko historie obrazkowe i historia zatoczy koło, bo niczym nie będziemy się już różnić od jaskiniowców. Wyobraźcie sobie zdziwienie ludzi, którym mówię, że od ponad kilku lat pisze różnorakie opowiadania, czy to na konkursy, czy tak dla siebie. Od razu pada: „Chce ci się?”. Nie, kurwa, po prostu smagają mnie batami jak pierdolonego niewolnika w kolumbijskiej manufakturze i dlatego piszę. To mi wychodzi, więc to właśnie robię – na razie nie mam z tego żadnego hajsu, ale wszystko może się zdarzyć. Dlatego wkurwia mnie, że zerowe czytelnictwo staje się jakąś nową modą, godną pochwały ze strony gimbusów czy innych ynteligentów.
Szczyt wkurwienia!
24 czerwca, 2013, Autor: Szturmierz92*Uwaga, będzie KURWA wulgarnie!
Pozwólcie że przybliżę tajniki swojej kurwa pracy. Może być kurwa przydatne, w dalszej części! Tak np. Ostatnimi dniami, (czyt. nocami) zapierdalam od 22 do 6 rano w hali pamiętającej czasy głębokiego PRL’u <witamy w państwowym kurwa zakładzie w POLSCE w 20013 roku!> gdzie temperatura nawet w nocy przekracza 30 pierdolonych stopni~. Zgięty kurwa w pół pochylam się kurwa nad stolikiem przystosowanym kurwa chyba dla pierdolonych karzełków, a żeby było kurwa śmieszniej przy stoliku od strony pierdolonej maszyny, tam gdzie właśnie stoję wpierdolili jeszcze jakiś kurewski podest! No kurwa do jasnej kurwy, ja rozumiem że w całym pierdolonym zakładzie przy wzroście 1m 85 wybijam się ponad średnią, ale nikt kurwa z tego co zauważyłem niema kurwa 1m 20 żeby takie pierdolone warunki odpierdalać do chuja! No więc stoję kurwa i macham rękami, operując kolejny „wyrób” z pierdolonego plastiku. Oczywiście, sam muszę odmierzyć kurwa, wsypać polipropylen i inne chujstwa barwiące do zbiornika i kurwa uruchomić pierdolony jak zwykle SPIERDOLONY zatykający się kurwa jebana mać wąż/odkurzacz (chuj wie) który to wszystko wciąga do maszyny. Oczywiście jeśli z tym zabiegiem przekroczę kurwa limit 20 sekund możesz łapać kurwa telefon i wykręcać numer do mechanika – maszyna się SPIERKURWADOLI na 100%! Jeśli jakimś kurwa bożym pierdolonym cudem działa to pędzisz na łeb na szyję żeby na czas otworzyć pierdolone kurwa drzwi, wyciągnąć odlaną formę i ją obrobić w odpowiedni sposób. Ale to nie koniec kurwa ekscesów. Z racji że i inna maszyna uległa spierdoleniu, a jej naprawa trwała cały kurewski dzień, przenieśli mnie na inną. Umieszczoną na drugim kurwa końcu tej pierdolonej czechosłowackiej hali. W sumie jeden chuj, prawda? Co najwyżej będziesz miał dalej do wyjścia pomyślicie – otóż kurwa nie w tym problem! Akurat ja napierdalam taką część powiedzmy skrzynki że oprócz odlewania tej formy, muszę ją jeszcze połączyć z drugim elementem, które to napierdala pewna dziewczyna (całkiem ładna – CHUJ Z TYM) na drugim kurwa pierdolonym, w dupę kurwa k0chanym końcu sali, gdzie obok niej stała spierdolona maszyna, na której uprzednio kurwa robiłem jak się domyślacie. I tak, mam 20 pierdolonych sekund, żeby oblecieć w dwie strony kurwa z wózeczkiem i załadować kurwa to małe gówno i napierdalać dalej na mojej maszynie. Tak kurwa i wszystko to za najniższa pierdoloną krajową – chuj by kurwa, pierdole nie mogę! Chuj, przeboleję, ważne że mam pracę, jaka by nie była, żadna nie hańbi. Ale kurwa dopiero co wyleczyłem kurwa lewy pierdolony bark, nawet nie przestał mnie boleć kurwa do końca, to przed kilkunastoma minutami, próbowałem rozprostować kości i kurwa trach! w prawym mnie jebło! Tak to kurwa jest jak się przez pierdolone 8 godzin napierdala zgiętym kurwa w kąt 45 stopni kurwa, napierdala włazem(od tej pierdolonej chińskiej „bardzo wydajnej” maszyny”), bo to nie są drzwi kurwa – o wadze pewnie kurwa 10 pierdolonych ton i zapierdala wózeczkiem na złamanie kurewskiego karku w te i z powrotem kurwa. Tak że 2 pozostałe dni wolnego mogę sobie co najwyżej wsadzić tam gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę kurwa.
A i jeszcze ten pierdolony internet. Rozumem kurwa, umowa się kończy, jakiś chyba miesiąc do jej rozwiązania – ale kurwy pierdolone marki ORANGE. To że przez ponad 4 lata czy chuj nie wie ile darliście kasę za marny 1 Mb, a teraz z oczywistych względów rodzina kładzie na wasze zawyżone stawki i na was samych lachę, nie znaczy to że macie lecieć w chuja i odpierdalać takie ekscesy skurwysyny. JEBAĆ ORANGE kurwa! A tak na marginesie, wkurwia mnie ten wasz pierdolony spot reklamowy z tym pierdolonym żałosnym sercem i mózgiem, chuj wam w dupę skurwiałe psy!
Nie wiem czy ktokolwiek cokolwiek zrozumiał, chuj, trudno pierdole to wszystko, idę się kurwa natrzeć pierdoloną maścią!
Tagi: ból, interet, kurwy, orange, spierdolony, Wkurwienie, zenit


(oceniano 5 raz(y), średnia ocen: 6,20 na 10)