Youtube, ty kurwo z korporacji!
9 lutego, 2026, Autor: kotAlgorytmy to największe ścierwo świata.
Od jakiegoś czasu wyszukiwarka YT działa tragicznie. Wyświetla to, co im się podoba a nie to, czego szukamy. Ale już pomijając ten fakt, zjebali kolejną funkcję.
Pamiętacie filtry sortowania po dacie przesłania? Już ich NIE MA!
Oglądaj teraz tylko cały gówno kontent ai i Influ, którzy każdym tematem podniecali się jak by się zaraz mieli zesrać.
Chcesz zrobić kanał na Youtube? Nie ma sensu. Już nie trafisz do ludzi używając odpowiednich tagów, opisów, tytułów, bo film ma mało wyświetleń jak jesteś nowy. Jedyna opcja by zobaczono twój materiał, którą był sort po dacie nie istnieje.
Jedyna opcja by poznać undergroundowych autorów lub posłuchać nowych rzeczy co mają po kilka wyświetleń została zaorana.
Było obejście by ten filtr wklepywać w link ręcznie, ale też już wyłączyli.
MY ci śmieciu będziemy mówić co masz oglądać. Jesteś tylko naszym parobasem. Płać i płacz jak nie chcesz reklam a i tak Cię dojedziemy.
Nienawidzę wielkich korpo. Jak bym był miliarderem wykupił bym wszystkie i zaorał do zera. Wszystkie te ich denne serwisy dla influ bym pozamykał.
Sorry, ale się po prostu wkurwiłem, że zabrano mi kontrolę nad tym co i jak chcę widzieć. Niedługo to nam influencerzy zaczną wyskakiwać z lodówki z promowaniem produktów. Ta rzeczywistość jest tragiczna…
Ten rok był pojebany
27 grudnia, 2025, Autor: NukaTen rok był pojebany. Ale poprzedni też był. I długo nie pamiętam takiego lekkiego, który mogłabym wspominać z pozytywnym rozrzewnieniem. Chyba jednak nie jest mi to dane.
Czasem – kiedy zrobi się w życiu zbyt poważnie – odpalam sobie pana Roberta B., który to z nieskrytą pewnością twierdzi, że jest życie po życiu, ma na to dowody w postaci audycji randomowych ludzi i ich argumentów. W ślad za jego twierdzeniami, słucham wtedy jeszcze o Sai Babie, o ufo, o kołach sterowych i o różnych ludzkich sytuacjach, których racjonalnego wytłumaczenia – na próżno szukać. I jest mi jakoś cieplej z myślą, że ludzka dusza jest na swego rodzaju poziomach trudności i przed zejściem tutaj, wybiera, gdzie i kiedy chce się wcielić.
Ale kiedy już się obudzimy kolejnego dnia, panie Robercie, to wie Pan, jak to jest. Obawiam się wtedy, że ludzka dusza nie pyta, czy i w jakim wydaniu może tu zejść.
Bo na co dzień życie jakoś nie pyta, czy mamy ochotę. Życie po prostu wpycha do pyska i nawet nie pyta, czy smakuje.
To dla wielu ludzi wciąż ta restauracja gdzieś na skraju szosy, gdzie jest kawałek zimnego mięsa i mimo niedogodności, cieszą się, że on w ogóle jest.
To niedziałające światło w toalecie. Zepsuta spłuczka w zapchanym kiblu. To barman, który ledwo trzyma się na nogach.
To samochód przed tą restauracją, w który ktoś właśnie z impetem przypierdolił.
A Ty… A Ty tylko zostawiłeś dziecko w foteliku na tę małą chwilę.
Tak.
Zmierzam do tego, że tym właśnie jest życie, panie Robercie. Kompilacją różnych problemów jednocześnie. Przynajmniej to, jakie wokół obserwuję.
Ale udając się na chmurkę wyobrażeń, można w jakiś sposób cofnąć się do błogiego dzieciństwa, w którym to każdy samolot był ptakiem.
To zawsze miła odmiana od trudów codzienności, satysfakcjonujące uproszczenie ludzkiego życia do jednego, znaczącego wydarzenia, które tłumaczyłoby wszystko inne. Tam już nikt nie zadaje pytań, kiedy jeden element pasuje.
Problem w tym, że trudno jest sobie wyobrazić te miliony ofiar wojen, czy innych katastrof, które miałyby wybrać śmierć taką, a nie inną.
Ofiary, które przed zejściem na ziemię zdecydowałyby o swoim końcu w taki sposób, że oprawca mógłby dostać za swój czyn podwójne dożywocie. Nie sądzę też, aby któraś dusza na górze wybrała dla siebie taki scenariusz życia, w którym jest porwana dla różnych celów, a reszta jej losów jest podana chociażby w książce „Zodiak”.
Nie wiem też, czy któraś z dusz przed wcieleniem, wybrałaby sobie za przyjaciół np. Harolda Shipmana, Richarda Kuklinskiego, czy Teda Bundy’ego. I nie wiem też, czemu o tym wcale nie wspominamy. Acz, to liczne przypadki.
Bo właśnie w bardziej szczegółowym ujęciu, obawiam się najgorszego, panie Robercie.
A mianowicie – tej wizji, która boli bardziej, niż nadepnięcie gołą stopą na klocki Lego.
Wniosku prozaicznego jak śniadaniowe bułki.
Że życie faktycznie mamy tylko jedno.
~ Nuka.
Mój Prezydencie kochany – dziękujemy! Tak trzymać!
22 grudnia, 2025, Autor: BenbenZa Caritas też niech Pan się weźmie, albowiem z tego o czym „rynek” mówi, do potrzebujących trafiają już manele przebrane i ponoć ograbione.
Z tego co Świat powiada, moze 40% darowizn trafia do tych, dla których zostały zapodane. Reszta to koszt utrzymywania biznesu.
Przemyślenia 2025
21 grudnia, 2025, Autor: Letalne PrącieCześć! Kończy się ten dwudziesty piąty rok. I pod koniec też zazwyczaj chyba każdy robi sobie jakieś tam podsumowania. I ja też w grudniu częściej zerkam na MegaWkurwa. I no cóż… umiera ten nasz kawałek internetu.
Bardzo się cieszyłem w tym roku, jak pojawiały się jakieś posty, zwłaszcza od Nuki czy od Kota. Przez jakiś czas szalał u nas Helmucik. Szalony człowiek, ale dodawało to jakiegoś kolorytu do naszej stronki. I można było go powkurwiać trochę w komentarzach, co nie ukrywam, też jakąś przyjemność mi sprawiało. No ale usunął się po raz trzeci(?) Cóż, takie ma prawo. Każdy jest właścicielem swoich wkurwów, więc czemu miałby ich nie móc usuwać.
Zaglądam na tego MegaWkurwa, żeby się dowiedzieć, co słychać u tych ludzi, których trochę kojarzę. Mam jakieś takie silne poczucie, nie wiem, nostalgii, takiego związania, trochę lojalności. I trochę mi przykro patrzeć, jak to umiera. Sam też nie wpisuję nic. Więc też przykładam się trochę do tego. Nie reklamuję naszego MegaWkurwa, bo jestem idiotą w socialach…
A ja osobiście nie piszę, bo bardzo mi brakuje takiego czasu akurat na napisanie „wkurwików”. Jest to jakaś forma artystyczna – przynajmniej ja to tak odbieram, jak większość ludzi wpisuje to, jest to jakoś ogarnięte. To nie jest „wysryw” po prostu zdenerwowania, tylko zazwyczaj ktoś musi poświęcić na to kilka minut, jakiś szkic zrobić, przejrzeć to i zapostować. I chciałbym co najmniej też taką formę utrzymać. Ale w efekcie nie piszę nic. Więc, hmmm, może to nie jest najlepszy pomysł.
Ostatnio w tym świątecznym szale wysyłania i odbierania paczek byłem na Poczcie Polskiej. Coś tam się odjebało. I wychodząc, byłem wkurwiony i swoim najbliższym nagrywałem głosówki, żeby się tym podzielić. I doszło do mnie, że tak naprawdę da się robić takie wkurwy przecież nagrywając. Więc może to jest jakąś metodą komunikacji. Może to będzie jakieś lekarstwo na moją bezpłodność tą na MegaWkurwie.
No bo tak to nie wiem… nagrywanie rolek czy takich rzeczy to chyba nie jest moja rzecz. A nie wiem, jak utrzymać z Wami kontakt. Czy bezpośrednio się odzywać na maila, czy na Signalach jakoś, czy dzwonić do siebie… to też tak nie na takich zasadach się zaczynała ta stronka. Pisząc publicznie zawsze ktoś z zewnątrz też może poczytać sobie, bo wiem, że niektórzy tylko tak korzystają z MW – jako goście. Być może ta forma się po prostu wyczerpała i już MegaWkurwa jako takiego nie będzie, tylko może będziemy na kontakcie takim bardzo prywatnym.
Kończąc, bardzo dziękuję, że kilka osób wciąż tu zagląda, wciąż się odzywa. Jest zawsze bardzo przyjemnie zobaczyć, jak ktoś cokolwiek komentuje.
Chyba tyle. Do przeczytania, może usłyszenia? Cześć!


(oceniano 1 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
