Wkurwienia w kategorii: ‘Zachowanie’
„Nowoczesne” wychowanie
22 kwietnia, 2013, Autor: WigarusW dzisiejszych czasach media „óczą” nas, że dziecko należy wychowywać „nowocześnie”. W dobie Superniani utrwaliły się pewne kurewskie schematy, które mnie wprost wkurwiają, a które sprawiają, że nowsze pokolenia stają się coraz bardziej niedojebane. Mam ponad 20 lat i chuj wiem o życiu, ale wyszedłem z tego okresu, więc co nieco mógłbym powiedzieć. Wydawać by się mogło, że generacja 4 lata ode mnie młodsza nie powinna się znacznie różnić, co nie? To tylko, kurwa, 4 lata – w dziejach historii 4 lata to jest pierdnięcie, które nic nie znaczy. A jednak chyba coś jest nie tak. Nie zamierzam uogólniać, bo uogólnianie jest złe, ale chodzi mi o częste zjawiska, których jestem świadkiem.
Jak to jest, że gówniarze chodzą rozpierdoleni po chodniku, w wyjściowych dresikach i na chama pokazują wszystkim swoje pojebane telefoniki, puszczając z nich muzykę? Co ich do tego prowokuje? Rodzina nie poświęca im czasu? I jeszcze te teksty o jebaniu policji, paleniu trawy i ruchaniu dziwek. Jedyne, co oni jarali, to drewno w kominku, a policja to ich, kurwa, w GTA non stop łapie i dlatego mają taki stosunek do niej. Dziwki? Chyba na RedTube. Nie wspominając już o tym, że dają się robić w chuja, bo cokolwiek tępy drechu ze Złomu PKS, Chuja PCV albo Pierda PCK „nawinie” (sorry, ale jako długoletni słuchacz rapu stwierdzam po prostu, że to nawet nie jest flow – to jest efekt grymasu intelektualnie zacofanej małpy w ortalionie), to oni łykają to jak niecnotliwa dama biały płyn z fallusa. Rozumiem, świadomie coś robić i mieć jakieś o tym pojęcie; angażować się w to, tyle że te dzieciaki nie mają mózgu, a nawet jeśli jakimś cudem mają, to nie korzystają z niego konsekwentnie. Myślicie, że te wszystkie rapujące Dresiki typu Tampon ZHP albo Cwelu NRD na czym najwięcej zarabiają? Oczywiście, że na was, głupie dzieciaki. Ale z drugiej strony… Dobry biznes zawsze wymaga idiotów, bo oni najwięcej płacą. Problem jest tylko taki, że wielu z tych gówniarzy nie idzie w inną stronę, tylko przez wiele lat siedzi na ławkach i w tym podobnych miejscach i nie próbuje nawet znaleźć sobie czegoś lepszego, no nie wiem – jakiegoś celu, dzięki któremu wyszliby z tego gówna. Styl życia można mieć różny, ale też na pewien styl życia trzeba sobie zapracować, a nie być pasożytem społecznym, „bo tak”. Skoro Jebią Policję na 100%, to dlaczego grzecznie kupują sobie bluzy z tymi napisami? Skoro pierdolą policję, to chyba nie robi im to, że coś ukradną? A może się mylę? Kozaki w grupie, a osobno tylko gówniarstwo.
Inna sprawa – ciągłe napierdalanie, wręcz maniakalna nagonka na gry komputerowe. Bo to przecież działa w 2 strony – dorośli też są winni. Dlaczego każdą możliwą, wręcz najgorszą rzecz zwala się na gry komputerowe? Małolat kogoś zarżnął nożem, a w biurku miał „Postala 2” – to na pewno przez to. Fakt, że były takie przypadki, gdzie psychole utożsamiali się z grą, tyle że je można policzyć na palcach. Ale, do kurwy nędzy, jeśli dziecko ma, dajmy na to, 12 lat, to co robi „Postal 2” na jego dysku? Jakoś musiało dojść do jego zainstalowania, więc najwyraźniej albo rodzice mieli to w dupie, albo byli idiotami i stwierdzili, że znak +18 nie ma większego znaczenia, bo co niby miałby on oznaczać? Ponadto nie wytłumaczyli należycie, na czym polega świat wirtualny, a na czym polega świat prawdziwy. Wiecie, to nie problem gier, że są brutalne – to problem tego, że ludzie są idiotami. Ale zawsze lepiej pozwać producentów gier, bo to daje jakieś złudne usprawiedliwienie – to raz, a dwa – daje hajs. Dlaczego by na przykład nie pozwać firmy, która wyprodukowała nóż, którym dokonano morderstwa? Przecież jego ostrze samo kusiło, aby użyć go w niecnych celach. Pojebane w chuj.
Ostatnio modne stało się przyrównywanie klapsa do bicia. W dzisiejszych czasach nie ma już różnicy. Praktycznie tak samo, jak nie istnieje granica między pierdnięciem a zesraniem się albo pomiędzy upadkiem jabłka na głowę a upadkiem cegły na głowę. Jednocześnie mówi się, że dziecka nie należy wychowywać bezstresowo. Hm? Lekki paradoks? Co więc należy robić? Sadzać je na karne jeżyki? Tak, fakt, że bachor spierdala ci cały czas z dywanika, a ty co kilka sekund biegniesz do niego jak pojebany, żeby go z powrotem posadzić, ma od chuja sensu. W rodzinie – przynajmniej ja coś takiego kiedyś wyczytałem – istnieje coś takiego jak funkcja stratyfikacyjna, czyli ustalanie jasnej hierarchii. Ale oczywiście tu zaraz zjawią się mądrzy psychologowie i powiedzą „NIE, NIE WOLNO. Przecież to tylko wzbudzi agresję w dziecku. Będzie się chciało bić, będzie chciało oddać”. Agresję to wzbudzi w nim permanentne przesiadywanie w jednym miejscu. Poza tym, nie wolno nikomu wmawiać, że ten świat jest tak zajebisty, że wystarczy załatwić problemy słowem. My będziemy zwracać uwagę, że „Tak nie wolno”, a nasz potomek nadal będzie sobie pozwalać na dalsze kopanie nas i brak szacunku. I nie, nie chodzi mi o bicie. Nie chodzi mi o patologię. Inteligentne inaczej programy typu „Chujowi Surowi Rodzice” próbują przekazać nam, że najlepszym sposobem na ujarzmienie gówniarza jest zabranie go do kościoła, zabranie telefonu i nakaz zapierdalania z węglem i drewnem na taczkach. Powiem tak: ja nie bronię tych gówniarzy (zakładając, że to nie jest reżyserka, ale obawiam się, iż jednak jest), ale na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Czy ten program ma mi uświadomić, że wystarczy zmusić swoje dzieci do ciągłego zapierdalania, „bo tak”, i to pomoże w tydzień? Niekiedy nawet wykorzystuje się tam tę młodzież jako tanią siłę roboczą, zresztą co ja będę mówić – na pewno podpisują tam jakiś kontrakt i obie strony dostają niemały hajs. Nikt mi nie wmówi, że człowiek w otoczeniu kamer zachowa się w pełni naturalnie, bez żadnego scenariusza, biorąc udział w tej szopce dla idiotów.
A wracając do kwestii wirtualnej, to też uważam, iż dzieciakom należy ograniczyć dostęp do Internetu, dopóki nie nabiorą pewnej dojrzałości. Mówię serio. Bachorstwo wchodzi na strony, na które nie powinno wchodzić, nawet nie mówię tu o pornografii, tylko o normalnych serwisach, gdzie ludzie chcą poważnie porozmawiać. Wpierdoli się taki jeden z drugim, nie zastanowi się nad treścią wiadomości i jeszcze będzie uważać, że ma do tego prawo, aby pisać — CoŚ WtYm $tYlU —. Problem z otwartością sieci w stosunku do dzieci jest taki, że zapoznają się one z rzeczami bez ich realnego przeżycia. Zamiast w piłkę na boisku z prawdziwymi kolegami, cisną w WoW-a czy tam w FIFĘ na kompie. Zamiast raz naprawdę przeżyć jakąś przygodę, ponapierdalać się z przyjaciółmi patykami, żyją w hermetycznym świecie. Bo przecież nowoczesne wychowanie nie dopuszcza tego, by dziecku się coś stało. Siniaki? Zadrapania? Bójki? Obtłuczenia? Przecież to wszystko jest potrzebne, aby poznać życie. Przewrócisz się, to się ubrudzisz i nabijesz guza, ale guz po tygodniu zniknie, a koszulkę się wypierze, za to ty zdobędziesz coś cenniejszego – normalne dzieciństwo. Nie lubię używać słowa „normalny”, bo tak naprawdę trudno je sprecyzować, jednak nowoczesny model wychowania nie należy do czegoś, co pomaga młodej generacji. Przez dzieciństwo spędzone przed kompem co takie dziecko osiągnie? Wyjdzie na zewnątrz po jakimś czasie i dupa – nie będzie mogło się odnaleźć. Nie ma w tym też takiego dreszczyku poznania czegoś – wszystko masz na tacy i często w sposób wulgarny, wypaczony. Pamiętam, że jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy za małolata ktoś powiedział chłopakom w szkole, że ma nowy numer Playboya, to był bogiem. Zwykle długo odkładało się na takie gazetki, oczywiście prosząc kogoś starszego i zaufanego o ich kupno, a potem trzymało się je pod łóżkiem, żeby rodzice nie widzieli. Rozumiecie, nie chodzi mi o to, żeby zakazywać pokazywania niektórych rzeczy, tylko chodzi o to, że kiedyś była w tym frajda i trud i należało wykazać się nie lada sprytem, by cokolwiek zdobyć. Dzisiaj jeden smarkacz z drugim w 5 sekund wejdzie se na pornole i to cała filozofia.
Ostatnia rzecz (ogólnie to jest ich więcej, jednak na tym chyba skończę) to wychowanie proponowane przez nasz chory system edukacji. Jak ja chodziłem do szkoły, to system wydawał mi się lekko pojebany, głównie dlatego, że już następowały początki zmian programowych. Ale obecnie, gdy słyszę, że pięciolatkom czy sześciolatkom nie da się zagwarantować legalnie nauki liter i cyfr, bo tego powinna uczyć dopiero „normalna szkoła”, to mnie bierze kurwica. Najpierw zacznie się od liter i cyfr, a potem odniesie się to do wszystkiego. Za 20 lat ludzie w szóstej klasie podstawówki będą przerabiać elementarz. O minimalnej wiedzy na temat najważniejszych rzeczy też nie będzie mowy. Ci tam na górze chcą, żeby nasze społeczeństwo miało inteligencję godną zooplanktonu, bo wtedy łatwiej się takimi idiotami będzie manipulować. Ale nie tylko to w wychowaniu szkolnym jest najgorsze. Na przykład talenty. W większości szkół gówno kogoś obchodzi, czy masz talent plastyczny, muzyczny, pisarski – nie dostaniesz za to niczego na plus. Nikt nie zwróci na to uwagi. Natomiast szkolnych debili, zjebów, które kiedyś prawdopodobnie zostały pierdolnięte łopatą w łeb, będzie się na siłę przepuszczać „dla ich własnego dobra”. Szczerze? Uważam, że szkoła nie powinna być obowiązkowa. Niech będzie dla wybranych ludzi, którym naprawdę zależy i wtedy może udałoby się podnieść jej poziom. A jak ktoś nie chce, to nie musi chodzić – tania siła robocza zawsze się przyda. Że taka szkoła będzie płatna? A czy ktoś się łudzi, że dzisiejsza szkoła jest darmowa? Książki, akcesoria, składki, komitet – z tego wychodzą niemałe kwoty.
Trochę się zastanawiam, czy nie zmieniam się w takiego tetryka narzekającego, jak to za jego czasów było lepiej. Ale chyba nie… Są przecież rzeczy uniwersalne. Skoro jakieś tysiąc lat temu dzieci bawiły się patykami, a ja jakiś czas temu też się nimi bawiłem, to chyba o czymś taka sytuacja świadczy?
Zatruli mi kurwy kota (+16)
11 kwietnia, 2013, Autor: Szturmierz92To już drugi, który zszedł z tego świata w tak haniebny sposób. Zatruli je kurwy jedne, parszywe muły! Tak chodzi mi o moje koty. Nie dalej jak 4, może 5 lat temu sąsiad powiadomił mnie że na jego zacnej kurwa posesji leżą zwłoki kota – jak sam określił „to chyba wasz, nie?”. Tak kurwa, nasz, nasz… Po krótkich sąsiedzkich oględzinach stwierdzono że wpadł pod koła samochodu i poniósł śmierć na wskutek obrażeń. Dobra, co prawda mieszkam przy drodze, ale kurwa jak kot wpadnie pod dajmy samochód, to zazwyczaj niema co po nim zbierać. Same flaki, krew i pokiereszowane kości w worku ze skóry. Tamten co ważne, był po prostu sztywny i nie oddychał. Żadnej tam krwi, kurwa złamań i tak dalej. Już wtedy wiedziałem że ten cwany chuj podkłada trutki, którymi raczą się myszki, szczury i jak się wtedy domyślałem mój nieżyjący stary kociak. Skończyło się na zakopaniu truchła, cichych łzach, leczeniu ran i rzucaniu oskarżeń, jak się domyślacie tylko w mojej głowie. Do wczoraj miałem jeszcze 2 koty. Wstaję rano, po jakimś czasie mamusia informuje mnie że „znowu mamy pogrzeb” – myślę o chuj chodzi. Woła mnie do okna, patrzę oczywiście kurwa martwy kotek. W lutym pochowałem 20 letniego psa – chuj mnie strzeli kurwa zaraz. Nie wiele myśląc wykopałem dół na zwłoki, podszedłem do martwego kota – leżał rzucony pod oknem, nieopodal ulicy. Tak jak poprzednim razem, zero oznak poturbowania, urazów mechanicznych, zero krwi. Do teraz mam przed oczami jego wytrzeszczone oczy, rozwarty pyszczek i siny, fioletowy wręcz język wypadający z za zębów. Wspomnienia z przed lat wróciły i zacząłem podejrzewać jak zginął. Po zakopaniu kota, wracając do domu na trawniku zauważyłem wymiociny – teraz to ja już kurwa byłem pewny że kot się kurwa nawpierdalał trutki. Dom mu kurwie spalę, albo podrzucę psu kiełbaskę napchaną takim ścierwem. Nie wiem kurwa gdzie ten chuj zbolały te trutki rzuca, podkłada czy kurwa rozsiewa, ale na pewno nie w domu! Jakoś nie chce mi się wierzyć żeby kot wlazł mu do domu, wpierdolił trutkę i beztrosko sobie wyszedł – najlepiej kurwa drzwiami frontowymi. Jebany ciećwierz, z reguły nie jestem mściwy, ale kurwa ten kot przechylił szalę goryczy. Nie wiem jeszcze co mu chujowi zrobię, ale coś wymyślę.
3majcie się, a swoje koty najlepiej na krótkiej smyczy…
Tagi: kot, pogrzeb, sąsiedzi, skucha, skurwysyn, śmierć, trucizna, żal, zemsta, zwierzątko‘Allo’Allo!
29 stycznia, 2013, Autor: Baron_VietinghofI tak miło było… Było miło, do czasu – aż się wkurwiłem. Może to głupota, drobiazg, ale po to jest to Forum, po to ono jest, żebyście się Wy Wszyscy, kurwa, dowiedzieli.
Co za jebany MacGyver wymyśla te pierdolone wynalazki w telefonach, a ludzie dają się na to nabrać? Nawpierdalane są do tego telefonu kamery, maszyny do pisania, mikrofalówki, lodówki, lokówki i zmywarki, a Publika się cieszy. A Ty się wkurwiasz. Bo pojechało towarzystwo na ferie czy wakacje i napierdalają Cię filmami, zdjęciami, MMS-ami i pizdesami, chcąc się podzielić radosną nowiną. A ja jestem konserwatywny – i mam solidny i prosty telefon komórkowy, który używam do dzwonienia. Do dzwonienia, kurwa mać, nie do pisania, bo od tego jest ta duża i wygodna klawiatura, której teraz używam. No bo co za jełop rajcuje się wciskaniem mikro-guziczków, które ledwo co widać? I oczekuje ode mnie, że mnie też to rajcuje i będę teraz, kurwa, wytężał wzrok i jak baletnica ćwiczył swoje słoniowe paluszki, żeby mu, kurwa, odpisywać? A na przykład te wszystkie pojebane życzenia wysyłane SMS-ami w Święta jedne i drugie. Ściągane z jakichś chujowych, popierdolonych stron i pisane wg takiego samego schematu. Cieszy Was, jak dostajecie hurtowo takie same, identyczne, idiotyczne życzenia od kilkunastu osób? A może Sami je tak wysyłacie? Ja to pierdolę, jak mam coś komuś zakomunikować, to po prostu do niego dzwonię, bo OD TEGO JEST TELEFON, który wymyślił Pan Bell. Pan Bell w grobie by się przekręcił i chuj by go strzelił, gdyby dowiedział się, jak sprofanowano jego szlachetny wynalazek. Zbrukano go, tak jak chrzci się dobre piwo czy wino wodą. Tak jak lepsze jest wrogiem dobrego. Ale jak Wiecie, zgodnie z prawem Ohma, im rzecz, mechanizm jest bardziej skomplikowany, tym szybciej chuj to strzeli. I psują się kamerki, aparaty, MP trójki czy czwórki, wpierdalają się wirusy z Internetu, i sprzęt, za który wywaliliście Koleżanko i Kolego kupę kasy, nie wart jest odniesienia go do serwisu. Bo naprawa nie opłaca się; za jej cenę można sobie kupić jeszcze lepsze bajeranckie, migające światełkami gówno. A ja od lat mam ten sam prosty, wg obecnych standardów – prymitywny aparat, który nigdy mnie nie zawiódł, nie raz był wdeptany w błoto, śnieg, piach, oblany piwem – i działa.
I to by było na tyle. Miłego MMS i SMS-owania, kurwa mać.
Tagi: Ludzie, telefonZakładowy skurwiel
29 stycznia, 2013, Autor: karpiulaMam w pracy takiego „zakładowego skurwiela” który oficjalnie jest takim samym robolem jak my wszyscy, aczkolwiek tak się podlizuje kierownictwu, że może robić co mu sie żywnie podoba, a jego obowiązki wypełniają inni, bo on jest tak zapracowany, że nie ma czasu na pierdoły, no cóż, grzać krzesło w biurze też ciężka praca. Także skurwiel chodzi, nic nie robi i opierdala ludzi jak mu się żywnie podoba, niektórzy spuszczają głowe i grzecznie słuchają opierdolu, inni jebią go jak burą suke, aczkolwiek tych można na palcach jednej dłoni policzyć. Po dziś dzień miałem z nim spokój, on omijał mnie, ja jego, (mimo że nie raz gdy słyszałem jego pierdolenie miałem ochote sprzedać mu buta) aż po dziś dzień.
Spokojnie sobie pracowałem, gdy w pewnym momencie zatkał mi się odpływ topnika w maszynie, a co za tym idzie przelała się ona do cyny co poskutkowało chmurką trujących i śmierdzących oparów, chmurką ponieważ zauważyłem to w pore, zanim jeszcze osiągneła rozmiary burzowe. Ale jak to zwykle bywa, zawsze kurwa znajdzie się ktoś komu to przeszkadza i zajebałby cię mimo, że nie jesteś w stanie przewidzieć danej sytuacji. Na moje nieszczęście za mną pracuje żona zakładowego skurwiela, która jest tak samo skurwiała jak i on. Oczywiście po zaledwie dwóch sekundach poszła na skarge do mężusia. I wtedy skończył sie mój spokój tego dnia. Chwile później słysze za sobą „co tu się kurwa znowu dzieje? nie potrafisz pilnować tej maszyny?!” a jakże by inaczej, zjeb genetyczny nie potrafi kulturalnie powiedzieć tylko zawsze drze tego ryja. Odwracam sie i z takim samym poziomem kultury odpowiadam „zatkał mi się kurwa odpływ topnika, przelało sie, zaśmierdziało, zatrzymałem, wyczyściłem, o co ci kurwa chodzi?” a ten dalej swoje „jak ty kurwa maszyny pilnujesz, wiecznie tylko tu smrodzisz” i tak dalej i tak dalej. Wkurwienie wzrasta, ciśnienie skacze a ten dalej swoje wywody prowadzi. W końcu wydarłem ryja „nie jestem kurwa w stanie tego kontrolować i spierdalaj mi stąd!” w tym momencie zauważyłem, że trzęsą mi się ręce, więc odwróciłem się w kierunku maszyny, żeby nie stracić całkowicie nad sobą kontroli, na chuj pluć sobie w papiery przez jakiegoś złamasa. Rzeczony złamas po zorientowaniu się, że tej wojny nie wygra, odszedł czerwony jak cegła, lecz po 10 metrach zatrzymał się i zaczął drzeć morde na kogoś innego, typowy człowiek skurwiel, wkurwia mnie fakt, że mój przełożony toleruje jego zachowanie, mimo, iż nie ma osoby na mojej hali (prócz jego żony oczywiście) która odmówiłaby sobie przyjemności skopania mu dupska gdyby nadażyła się taka okazja… myśle, że znalazłbym się w pierwszej piątce oprawców. W życiu nie spotkałem takiego skurwiela i wątpie, że kiedyś ponownie spotkam.
Tagi: cyna, opierdol, praca, skurwiel, topnik


(oceniano 20 raz(y), średnia ocen: 9,75 na 10)