Wkurwienia w kategorii: ‘Miasta’
Drogawe dziury..
19 sierpnia, 2010, Autor: TomashWstałem dziś rano, zasiadłem do swojego 20 letniego bolidu i ruszyłem jak co dzień do pracy. Jak zwykle mijając potężne kałuże powstałe w wyniku zapchania studzienek odpływowych. Dotarłem na miejsce iii…. no właśnie. Mimo monotonii brzmienia, taki byle scenariusz pozostaje jedynie marzeniem. Prawda jest zupełnie inna.
Wstaję, biegiem wyszykowałem się i lecę do pracy. Wsiadam do samochodu, panel od radia nie zdjęty=wzmak rozładował akumulator. Modlę się by zapalił… dupa. Nawet rozrusznikiem nie obróci. No nic. Dzięki Bogu i partii mieszkam na górce. Na pych odpali na pewno. Zepchnąłem byka z podjazdu i jadę w dół… raz-zgasł. Dwa-zgasł. Trzy-obrócił parę razy i ponownie cisza. Górka się skończyła i stanąłem przy głównej drodze. Na szczęście po drugiej stronie jest znowu z górki. Wysiadam z myślą o pchaniu… Prosto w kałużę, a właściwie nie kałużę a małe jebane jezioro na całą szerokość drogi i tak głębokie że but zniknął pod lustrem wody. Kurwa! buty mokre, akumulator martwy ale chuj, klient czeka trzeba jechać. Wysiadam więc i brodząc w tym jebiącym jeziorze pcham samochód dalej. Przede mną główna droga, jak wypchnę byka pod samochód będzie kraksa… Samochodów jedzie w pizdu. Żaden jednakże cholerny sukinsyn nie zatrzyma się żeby pomóc odpalić. A ja nawet mam kable w bagażniku. Więc tak sobie jadą i jadą i jadą a ja kurwa stoję w tej pieprzonej kałuży, pada kurwa deszcz i ogólnie jest zjebanie. Chwilka bez samochodów więc pcham dalej… Przepchnąłem główną, wskakuję do samochodu, bieg, puszczam sprzęgło iii stanął. Bo kurwa nie włączyłem zapłonu. No nic to, jeszcze kawałek z górki. Włączam zapłon, odpycham, ok. odpalił. Bogu dzięki. Tak oto mokry, wkurwiony, spocony jak świnia i styrany jadę aż tu nagle telefon „Przepraszam ale mam ważne spotkanie i spóźnię się godzinkę…” Nosz do kurwy nędzy! Mokre buty, wysiłek godny Syzyfa tylko po to by się dowiedzieć że mam godzinę kwitnąć i czekać. Myślę nad powrotem do domu i przebraniem się… odpada. Samochód musi się podładować a otwartego na chodzie nie zostawię. Jadę zatem sobie przed siebie, przejeżdżam kałuże, jedną, druga aż tu nagle JEB! całe koło wpada. No do k**** j****** w d*** p********** cholery! Wysiadam, znowu jezioro a koło w dziurze. Na szczęście zawieszenie i opona cała. Myślę zatem co dalej. A w dupie będzie co będzie. Wsiadam i zaczynam „bujać” przód, tył, przód.. Ok wyskoczyłem. No to jazda dalej. Dojeżdżam do granic Gdyni i tu się zaczęło. Cały Sopot, remonty remonty remonty. Chujowo się tak jedzie ale co zrobić. Już nie mówię że jechałem chyba trzy na godzinę w sznurku cholernych idiotów którzy z powodu remontu jechali w tempie martwego ślimaka… Tak oto po 40! minutach docieram do granic Gdańska. No i się zaczęło. Trzęsie, dziura na dziurze…. Niby główna arteria miasta a taki rozpierdol jakbym furmanką jechał przez zaorane pole buraków, na kwadratowych kołach i z pijanym koniem… Myślę sobie, pojadę bocznymi uliczkami… Nic bardziej błędnego. Skręcam w prawo a tu NIE MA ASFALTU!, nie ma kostki, nie ma drogi! Jest jebane NIC! jakiś piach, tłuczony beton i inne gówno. Uciekłem czym prędzej na główną i jakoś dojechałem na miejsce. Powrotu nie opiszę, mogę tylko napisać że ilość epitetów wywrzeszczanych przed kierownicą w kierunku innych kierowców, policji, drogowców i całej reszty wywołała fakt że włączyłem wycieraczki myśląc że to deszcz a to piana wściekłości którą zaplułem przednią szybę… Na szczęście opuściłem Gdańsk. Następny przystanek Wejherowo. Jadę zatem i stukam te kilometry. Radyjko gra jakiś Daft Punk i ogólnie humor powoli mi się poprawił. Dojeżdżam do Wejherowa. Ponownie zakorkowana główna arteria skłania mnie do jazdy równoległą drogą między blokami. Zatem jadę, gładko jak po aksamitnej panience, mimo że mokro mam 60 na budziku i jest fajnie… aż tu naglę… NIE MA DROGI! asfalt nagle się urywa i dalej leci piaskowa droga z pół metrowymi pełnymi wody dziurami. Hamowanie nic nie dało. Wpadłem w te dziury z hukiem zdolnym przerazić martwego… Wysiadam, zaglądam pod samochód… Naderwane mocowanie wachacza, wgnieciona felga… Kurwa zajebiście! Na szczęście w bagażniku młotek więc dwa strzały jako tako prostują felgę – dzięki Bogu żałowałem na alusy. Dojechałem na miejsce. Sprawy załatwione… Wracam do domu.
Chciałbym powiedzieć że bez przygód ale co tam. Marzenie… Jadę oczywiście slalom gigant między kałużami i dziurami zdolnymi pozbawić koła TIR’a, z naprzeciwka przycina jakiś idiota z przyczepką. Oczywiście jak na idiotę przystało, jedzie środkiem i ani myśli zjechać z drogi. Żeby nie kasować samochodu uskoczyłem nie patrząc na drogę i wpadłem w kolosalną dziurę.. Felga znowu załatwiona ale chuj z felgą. Opona pęknięta i powietrze zapierdala… Powoli ale jednak. W dupie z wulkanizacją, dojechałem do domu co 5min stając by dopompować oponę (mam taki śmieszny kompresorek do gniazda zapalniczki). Postawiłem samochód przed domem, wchodzę do środka, siadam przed kompem iiii,,, net nie działa. TP-sa znowu dała dupy. Poszedłem więc spać.
Morał historii jest prosty i roztropny. W polsce bida, dróg ni ma a skoro drogi jak pola, zasiejmy na nich żyto. Będzie na dobre piwo bo jeździć to się po tym za chuja nie da.
Pozdrawiam.
Chytrzy Gołębiowie
24 czerwca, 2010, Autor: Letalne PrącieAD „stworzenia latające” autorstwa luke’a
W Toruniu gołębie przeprowadziły zmasowany kałatak, zalewając gównem w szerz i wzdłuż wszystko co miało okazję wpaść im pod skrzydła. Młodzi mieszkańcy poczęli się zastanawiać, skąd żesz do megawkurwy, zasrańce te czerpią swą potęgę?
Nie zajęło im to długo, bo w życiu, niestety, wszystko kończy się szybko i nieciekawie: tęgą rozminę lokalnego narodu przerwał, jak prężny fiut dziewiczą błonę, dźwięk rozsypywanych na ziemię okruchów chleba… Ów dźwięk przykuł zarówno uwagę ich, jak i hordy gołębi, których dzioby przykuwały skutecznie chleb do swego układu pokarmowego. Lokalni w szoku podeszli do kobiety karmiącej odzianej w moher i zagaili doń:
-Czemuż, ach, kobieto niemłoda, dajesz pokarm tej hołocie, temu plugastwu, tej srarańczy?! Czyż mało wokół jest gówna? Przestańże natychmiast i przekaż nowinę swym ziomkom, by ład zapanował w mieście: nie karm, bo srają!
Jednakże po minie niewiasty pojęli, iż ona sama niewiele pojąć mogła. Dlatego to, po krótkiej naradzie bezalkoholowej, powzięli działania uświadamiające mieszkańcom Rydzogrodu, że nie wartym jest oddawanie pokarmu szkodnikom. Wspólnymi siłami utworzyli w kilku bardziej srajliwych miejscach billboardy – duże i by kontrastowały z ptasimi odchodami czarne w chuj, z czytelnym napisem: Tak gołębie odwdzięczają się za dokarmianie!
Zacny plan i wykonanie dobre ze strony ludzkiej, jednak do pełni projektu potrzeba było nieświadomej współpracy wroga.. która nie nadeszła. Zdziwienie wstępowało w ludzi nie potrafiących domyśleć się cóż oznaczać mają owe czyste billboardy. Megawkurwienie niemożebne ogarnęło młodych i poczuli pustkę, pozostałą po zapale do działań i poświęconych pieniądzach. Dlaczegóż skurwiałe gołembie syny srać nie chcecie?! Jakżesz przechytrzyliście nas – homo sapiens sapiens, wy! sromotne columba! Prujecie z dupy, jak dzikie, wszędzie, tylko nie tu! NO KURWAŻESZ!
Posłowie
billboardy zostały ochlapane białą farbą, ale mimo wszystko ból przegranej pozostał w serduszku.
Amen.
Wielka tragedia dla naszego Kraju
10 kwietnia, 2010, Autor: Kircia10 kwietnia rozbił się samolot z prezydentem Lechem Kaczyńskim i małżonką oraz innymi osobami. Ich liczba sięga blisko 100. Była gęsta mgła i samolot prawdopodobnie zahaczył o drzewa. 4 razy podchodził do lądowania. To wielka strata dla Polaków, a szczególnie rodzin. Po za tym ginął m.in Ryszard Kaczorowski – ostatni prezydent RP na uchodźstwie pod sam koniec lat 80-tych ( obecnie miał 91 lat), zginęło też iluś księży , wicemarszałkowie, wiceministrowie i inni. O nich też nie można zapominać, ponieważ każde życie ludzkie jest ważne.
Nadal ciężko mi w to uwierzyć. Dlaczego musiało się to stać? Umrzeć tak w kilku sekundach. Jeszcze pokazali w telewizji jak samolot ten startował. Winę zwala się głównie na pogodę i samolot, który miał prawdopodobnie w okolicy 20 lat.
Katyń – to jakby przeklęte miejsce. Dokładnie 70 lat temu sowieci dokonali masowego ludobójstwa na niemal 22 tys. polskich oficerach. Rodziny nadal nie mogą się z tym pogodzić… . Przez tyle lat ta prawda nie umarła. A tu nagle takie nowe STRASZNE wydarzenie. Ono pozostanie już na zawsze w historii Polski. Będzie już niedługo w nowych wydaniach podręczników. Katyń zaś zostanie jeszcze bardziej rozpoznawalnym miejscem. Obecnie w każdej telewizji jest to emitowane , w zagranicznych też.
Pisać dalej nie mogę. Nie wiem już co. – Brak słów – mówią politycy i dziennikarze.
Mnie obecnie nie obchodzą już wasze oceny w skali 1-10. Nikt się nie spodziewał , że w taki dzień nastąpi taka tragedia. Z każdą śmiercią mam (bardziej) takie wrażenie, że człowiek jest taką kruchą istotą.
Tagi: katastrofa samolotu, Katyń, prezydentZ cylku, co mnie dzisiaj wkurwiło.
16 lutego, 2010, Autor: joawelGłupie baby, stojące w sklepie na całej szerokości przejścia i wybierające 10 minut czy kupić Fakt czy Super Express, jakby to miało jakieś znaczenie. Głupie małolaty stojące na całej szerokości chodnika i pieprzące trzy po trzy. Głupie towarzystwo w pracy, zachowujące się jakby ich iloraz inteligencji był odwrotnie proporcjonalny do ilości zadanych głupich pytań. Głupie tramwaje a właściwie to jeden konkretny, który najpierw mi spierdolił jak jechałam do centrum a potem jak z niego wracałam.
I to, co przechodzi mój normalny poziom wkurwienia a mianowicie ozdoby chodnikowe. Pracuję w nowym budynku, którego okolicę zaprojektował jakiś jebany debil i muszę się przechodzić po tym dzień w dzień. Pomiędzy normalne płytki chodnikowe powtykane są paski śliskiego jebanego czegoś. Od ściany do skraju chodnika się to ciągnie, ma szerokość 10 cm i występuje w przyrodzie, co jakieś ¾ metra. I jak nie dam kroku, to muszę wreszcie na to stanąć, bo przecież nie będę przebierać nóżkami jak przy Polonezie. A co się dzieje przy zetknięciu obuwia z tym czymś? Wpada się w poślizg niekontrolowany. I kurwa obstawiam, że ci, co to widzą mają setny ubaw z tego.
Wkurwia mnie to niemiłosiernie, bo po pierwsze nie lubię się ślizgać, po drugie nie podoba mi się to wcale bo chodnik to chodnik, po trzecie najważniejsze zawsze o tym gównie poślizgowym zapominam i gnę się jak jakiś jebany akrobata byle tylko się nie wypierdolić.
Tagi: baby, chodnik, małolaty, poślizg

(oceniano 11 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
