Wkurwiający miszmasz 2
15 kwietnia, 2014, Autor: WigarusDawno niczego konkretnego nie pisałem, a to z prostej przyczyny: nie byłem na nic wkurwiony. A w każdym razie nie na tyle, żeby o tym pisać. To były raczej sytuacje, które wystarczyło olać, i rzeczywiście w momencie, kiedy już umieściłeś je sobie w pewnym ciemnym, nieoświetlonym miejscu, mogłeś dalej cieszyć się tym zjebanym życiem. Ale dzisiaj moja podróż do domu była tak długa i męcząca, że wyciągnęło to na wierzch moje wkurwienie i by je rozładować, poślę je w różne kierunki. Tak więc, kurwa, zapraszam na mój teatrzyk.
1. Uniwersytet Gdański to popierdolone miejsce, podejrzewam, że w takim samym stopniu jak większość placówek tego typu. O Politechnice Gdańskiej też słyszałem wiele dziwnych rzeczy, ale nie będę się na niej skupiał, bo nigdy nie przekroczyłem jej progu i sytuacja, jaka tam panuje, mnie nie dotyczy. Wyobraźcie sobie, że na wielu kierunkach na UG trzeba posiadać TRZY wpisy z jednego przedmiotu. Czyli ze średnio dwunastu wykładów i ćwiczeń trzeba zdobyć aż trzydzieści sześć jebanych autografów. Czemu? Ano dlatego, że gówniany zarząd nadal w niektórych przypadkach uważa, że elektroniczny wpis jest niewystarczający. W normalnym przypadku, tak, jak choćby na Politechnice, gdzie studiuje mój znajomy, wpis elektroniczny jest wystarczający i potrzeba kilku kliknięć, żeby wykładowca mógł cokolwiek tam zmienić. Ale u nas, kurwa, nie! Masz papierowy indeks, masz elektroniczny indeks i do tego jeszcze dojebią ci „Kartę Osiągnięć Semestralnych”, która jest tym samym co indeks, tylko na jedną stronę A4. I ocenę w elektronicznym indeksie można wpisać tylko w kilka konkretnie wyznaczonych dni, dzięki czemu z dwóch przedmiotów nie mam wpisów, bo po prostu mnie pominięto, co nie jest oczywiście moją winą. Ale mam na to wyjebane, bo tym systemem rządzą nieogarnięci ludzie. A idź pan w chuj z takim systemem. Do tego jeszcze jeden z najgłupszych wykładowców na wydziale twierdzi, że dzięki temu uczymy się systematyczności, a sam płaszczy dupsko na krześle i nie może poświęcić dziesięciu minut na danie wpisów, gdyż „od tego są konsultacje”, które ten cwel prowadzi w momencie, gdy jakieś 2/3 studentów ma lektorat. Nie rozumiem też, po co ta cała profesorska gawiedź straszy ludzi, że ich nie przepuści, skoro potem napierdalają im trzecią poprawkę z rzędu. Mam przedmiot, z którego co tydzień jest jakieś minikolokwium. Zdałem pięć na sześć testów z tego gówna, a teraz okazuje się, że osoby, które miały wyjebane, mogą sobie, ot tak, przyjść, napisać jeden teścik i być dopuszczonymi do kolosa. Także wiecie, to jest właśnie to, czym zajmują się w większości profesorowie, magistrowie i doktorzy – kilka razy powiedzą parę głupot, posiedzą, pogadają, wepchną się na jakąś pseudokonferencję i to tyle.
2. Wkurwia mnie marnotrawstwo jedzenia w wielkich sieciach typu Tesco czy Biedronka. Kurwa, to jest po prostu chore. Gardzę fanatyczną ekologią, ale w momencie, kiedy wypierdala się żywność, bo ma dwa dni do terminu, albo jeden z pięciu bananów jest zepsuty, to mnie szlag trafia. Zresztą taka sytuacja nie dotyczy tylko jedzenia – wystarczy, że cokolwiek chociaż trochę się zniszczy i już trafia to na śmietnik. Faktem jest to, że z takich rzeczy nie ma się zysku, ale skoro nie ma się z tego zysku, to co za różnica, czy zostawi się to potrzebującym, czy wywali się do kosza? Skoro i tak nie przyniesie to zysku, to chyba obojętne? Tymczasem hermetyczne prawo, jakim rządzą się takie sieci sklepów, bardzo restrykcyjnie każe przestrzegać tego, by produkty tego typu trafiały właśnie do kosza. Chociaż w sumie tak się dzieje w każdym przypadku – nie tak dawno temu oberwało się jakiemuś piekarzowi, o czym pisano w gazecie, za to, że zostawiał biednym pieczywo, które nie zeszło mu danego dnia. I do takich sytuacji dochodzi codziennie. Zawsze myślałem, że w śmietniku grzebie się już w momencie, kiedy byle ostatki są w stanie cię jakoś zadowolić, jednak okazuje się, że z tego, co w nich można znaleźć, śmiało dałoby się wykarmić dwie wielodzietne rodziny.
3. Wkurwia mnie to, że nie mogę spokojnie napić się piwa w plenerze, bo od razu muszę się kitrać, żeby straż wiejska albo policja tego nie widziała. Nie rozumiem sensu zakazu picia w miejscach publicznych. Że propaguję niby spożycie alkoholu i daję zły przykład? Kurwa, co? A reklamy browarów w telewizji puszczane w godzinach popołudniowych tego nie robią? A poza tym, dlaczego władzom przeszkadza propagowanie czegoś, co w kodeksie karnym jest uznane za legalne i co można kupić w niemal każdym spożywczaku? Tutaj pojawia się nieścisłość, ponieważ ten chory system utożsamia osoby takie jak ja z potencjalnymi alkoholikami, a to tak samo, jakbym porównywał kulturystę, który codziennie podnosi sztangę, do człowieka, który na siłowni pojawia się raz na miesiąc. Należy zadać sobie zajebiście ważne pytanie: jakie szkody moralne przyniesie zarówno mi jak i osobom trzecim spożywanie przeze mnie piwa w miejscu publicznym? Czy nagle w dom jebnie jakiś piorun? A może nagle dzieci zaczną bawić się w dom w wersji, gdzie mąż napierdala swoją żonę kablem od żelazka? Okej, rozumiem – gdybym najebał się jak świnia i kopał skrzynki wysokiego napięcia albo startował do pierwszej lepszej napotkanej osoby, to służby mundurowe miałyby prawo ingerować. Tylko, że skoro nie robię trzody, to o co, kurwa, chodzi? W normalnym kraju, którym Polska w mojej opinii nie jest, można pić nawet pod komisariatem i jeśli zachowujesz się normalnie, to nikt ci nie zwróci uwagi. Nie udawajmy, że panuje u nas prohibicja, skoro alkohol jest legalny.
4. Pojebane są wszelakie ministerstwa, których reprezentanci nie mają pojęcia, gdzie zaczynają się granice ich działalności. Chyba każdy pamięta ekscesy minister Komar (nazwisko oczywiście zmienione), która nie widziała różnicy między sportem a koncertem. A tym razem wkurwia mnie, że wszystkie te pieniądze (warto podkreślić, że NASZE pieniądze) ministerstwo kultury pakuje w Świątynię Opatrzności Bożej, która społeczeństwu nie jest do niczego potrzebna. Finansowane powinny być placówki ogólnego użytku, a kościoły do takowych nie należą. Wybudowanie tej wyciskarki do pomarańczy nie poprawi mojego komfortu życia, nie sprawi, że będzie mi się lepiej uczyć i pracować, a przede wszystkim w moim mniemaniu jest przestępstwem. Polska nie jest państwem wyznaniowym i jeśli klerycy na wysokich levelach chcą wznieść sobie świątynie, to niech robią to z kieszeni własnej i kieszeni tych wyznawców ich religii, którzy są tym zainteresowani. Albo niech dzwonią do watykańskiego Corleone i poproszą go o wsparcie, w końcu powinno mu na tym zależeć.
5. Tu pojawia się kolejny aspekt wkurwienia – religia na pokaz. Niedługo nastąpi kanonizacja JPII i ja już dobrze wiem, jak wielki rozpierdol wtedy powstanie. Właściwie to już powstaje, bo to ogromny chwyt marketingowy, który pozwala sprzedawać wiele rzeczy związanych z tą postacią. Nie będę się wypowiadać o samym JPII, chociaż mam o nim swoje osobiste zdanie. Chciałbym tylko zastanowić się, co szary Kowalski powie o papieżu, w sensie, z czym mu się skojarzy. Podejrzewam, że przeciętna odpowiedź będzie skupiać się na kremówkach, obaleniu komunizmu, nartach, na tym, że jest Polakiem, i ogólnie, że „dużo zrobił”. Takie osoby uważają się za wielkich zwolenników JPII, a nie czytały ani jednej jego encykliki. I jak tu się nie śmiać z takich debili? Kiedy przeczytałem, że ma powstać 12 posągów papieża, myślałem, że to dobry żart, ponieważ na artykuł ten natknąłem się 1 kwietnia. Ale, kurwa, okazało się, że nie. Że to tak na poważnie. Dużo katolików już dawno straciło rachubę w tym, w co oni właściwie wierzą. Według mnie ten kult papieża Polaka to powoli odrębna religia, wręcz gałąź odchodząca od innej gałęzi, jaką jest chrześcijaństwo, bo ono również nie było pierwsze. Nie gardzę ludźmi, którym imponuje ta postać, bo nie twierdzę, że nie była charyzmatyczna i że nie miała porywającego tłumy wizerunku, ale zastanawiam się po prostu, jaki sens kryje się w tym, żeby stawiać takie pomniki. To już skrajny fanatyzm.
No i pierdolę, koniec nastał.
Ślimaki
9 kwietnia, 2014, Autor: KruQZacznę chyba najbardziej standardową formułką. Jest to mój pierwszy wkurw, więc proszę o wyrozumiałość.
Wkurwia mnie wiele rzeczy, ale większość mogę jakoś ominąć czy po prostu zlikwidować. Ale debilizmu innych ludzi choćbyśmy próbowali najmocniej jak potrafimy nie zmienimy. Chodzę do angielskiego High School przepełnionego uczniami. Serio, mamy jakieś 800 uczniów w całej szkole, więc, co logiczne, na korytarzach jest straszny tłok. Jescze żeby to były jakieś szerokie korytarze czy coś. Ale kurwa nie, nie można. Korytarze są tak wąskie że kurwa ledwo trzy osoby mogą iść koło siebie, przy czym zawsze jedna będzie wpadała na pierdolone szafki czy na jakichś pojebów którzy kurwa biegają jakby kurwa jakiś motorek w dupie mieli. Jeszcze lepiej, nie dość że kurwa jest ciasno w chuj, to jescze kurwa chodzą jak jakieś pierdolone ślimaki. No ja pierdolę. Stara się człowiek przejść to kurwa idą jakby nie wiem co. Jak kurwa 80-letnie dziadki po wojnie czy jakimś wypadku. I chuj, przeciskaj się przez te tłumy. Jestem dość wysoki, więc przepychanie dwunastolatków, kiedy sam mam szesnaście lat jakoś mi nie leży. No bo wypieprzy się takie chude dziecko rozpieprzy se łeb i co? Wszystko na ciebie.
Jeszcze gorzej jest jak z rzadka wyjdę z domu. Chociażby kupić bilet tygodniowy. Ludzi w chuj na tym rynku i przez galerię którą przechodzę. Panie ubrane jak na jakiś bal przebierańców, z jakimiś kurwa robakami na smyczy (takie to małe). Albo jeszcze lepiej, z wózkiem. No ja pierdolę, doprowadza mnie do po prostu do stanu wkurwienia maksymalnego. Kurwa, staram się przejść a ta kurwa jebana, chuuuj, idzie przed siebie, pcha ten wózek (a duży kurwa jak jakieś kombi czy inny chuj). Chuj tam, że chcesz kurwa przejść i dojść kurwa na to jebane bus station i kupić pierdolony bilet, to nie, kurwa, heja i do przodu, bo przecież jebane panisko chuja widzi, i myśli że to jej się należy pierwszeństwo wszędzie. A chuj z makiem. Nie kurwa, nie ma tak łatwo. Nie możesz zaczekać dwie pierdolone sekundy aż przejdę? Jak mi tak robią to słowo daję, że ledwo się powstrzymuję żeby z buta w ten wózek nie wypierdolić i kurwa zatańczyć jakiś jebnięty taniec zwycięstwa. Tak mnie to wkurwia. Może to dlatego tak rzadko wychodzę. Bo „podróż„ która powinna zająć dziesięć minut zajmuje pierdolone dwadzieścia pięć wymijania bab z wózkami i jebanych pedałów łażących na całą szerokość chodnika, że ani kurwa pomiędzy nimi, ani koło nich przejść. I tylko w ryj zajebać żeby mu te najki za 100 funtów spadły kurwa. Ale o tym kiedy indziej, bo ta zjebana moda też mnie wkurwia. Dziękuję bardzo, jeśli dotrwaliście do końca. Życzę dnia bez wkurwienia.
Bez odbioru.
Tagi: dzieci, idioci, slimakiWkurw miesiąca – marzec 2014
2 kwietnia, 2014, Autor: Letalne Prącie informujeHop hop!
Megawkurw miesiąca, odcinek trzeci.
Zasady:
Każdy może oddać głos na jeden wkurw w ankiecie.
każde pełne trzy dziesiątki wkurwików z ocen liczą się jako dodatkowy głos.
Zwycięzca dostanie figę z makiem sponsorowaną przez użytkownika pragnącego pozostać anonimowym. Przed wysłaniem chyba zaleję to spirytusem, żeby chociaż pachniało atrakcyjnie…
W tym marcu jak w garncu spalonym do sucha, słowem mało wkurwienia zanotowanego. Ale lepiej jak wkurwienie dojrzeje do wkurwa, niż jak ktokolwiek wrzuci dwa zdania, które cudem unikną wymoderowania, jak to miało miejsce już innego marca.
Dobra, do dzieła!
Głosowanie trwa do 10.04.2014r.
Trochę o mojej byłej [część 1/2]
Internety
Trochę o mojej byłej [część 2/2]
logika
…
Dies Irae
Megawkurwem marca ma zostać:
- Trochę o mojej byłej [część 1/2] (30%, 6 głosów)
- Dies Irae (30%, 6 głosów)
- logika (15%, 3 głosów)
- ... (15%, 3 głosów)
- Internety (5%, 1 głosów)
- Trochę o mojej byłej [część 2/2] (5%, 1 głosów)
Głosowało: 20 osób
-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-
Głosowanie dobiegło końca, wyłoniliśmy zwycięzcę! Zamieszczam wyniki punktowe, bo wszystkie trzy mają podniebne noty, gdyż tuż za podium stał 5-cio punktowiec.. także czołówka mocna.
III miejsce (5pkt < - 3 +2 (6 ocen 10/10)) - ...
II miejsce (7pkt < - 6 +1 (5 ocen na 10/10)) - Dies Irae
I miejsce (9pkt < - 6 + 3(11 ocen na 10/10)) megawkurwa marcowego to: Trochę o mojej byłej [część 1/2]
Gratulacji sam sobie składać nie będę, ale figę zjem i popiję. Cieszę się, że wam przypadł wkurw do gustu;) Do następnego razu!
Pożegnanie
1 kwietnia, 2014, Autor: ViprixWitajcie moi kochani wkurwiacze, mam dość smutną wiadomość do przekazania.
Otóż nie będę już uczestniczył w Megawkurwie ponieważ stałem się szczęśliwym człowiekiem i nic mnie nie denerwuje.
Odmeldowuje się Viprix



(oceniano 9 raz(y), średnia ocen: 8,00 na 10)