Wkurwienia w kategorii: ‘Różności’

O rodzinie i przyjaźniach

9 kwietnia, 2018, Autor:

Kilka razy obiło mi się o uszy stwierdzenie, że rodzinę powinno się szanować, bo łączą was więzy krwi, genealogia itp. Dziś mogę spokojnie stwierdzić, że to gówno prawda. Wszystko to wyjaśnię w dzisiejszym wpisie.

Ogólnie jakieś dwa miesiące temu naszła mnie myśl, że tak naprawdę to ludzie początkowo nieznajomi, których sam sobie dobieram i którzy potem są moimi przyjaciółmi, stanowią bardziej wartościową grupę osób w moim życiu. Dzieje się tak, ponieważ – jak mówi znane powiedzenie – rodziny się nie wybiera. To, że mam pojebaną ciotkę, która zagarnęła w wyniku śmierci mojego wujka praktycznie wszystko, co się dało, i ani myśli o łożeniu na opiekunkę dla mojej babci, nie wpisywało się na listę moich życiowych wyborów (o tym kilka lat temu poczyniłem wpis, a sytuacja się nie zmieniła prócz tego, że na początku tego miesiąca doszło do pierwszej i pewnie nie ostatniej rozprawy sądowej).

Na tę samą listę nie wpisuje się też to, że babcia zajmie moje dwa pokoje (bo ojciec się nad nią zlitował, ponieważ ciotka zostawiła jej mieszkanie w stanie krytycznym) i ogólnie jako osoba zaawansowanie stara będzie elementem niereformowalnym, bo na cokolwiek zwrócisz jej uwagę, to od razu się poryczy. Ta kobieta narzeka niekiedy na to, że gadam z kumplem przez Skype o 22-23.00 w nocy, ale nie widzi problemu w niedzielnym puszczaniu TV Trwam na całą pizdę około godziny 7.00. Za to w dni powszednie potrafi spać do 11.00 i zabrudzić całą łazienkę, podczas gdy była już ona wcześniej umyta. Staram się być maksymalnie wyrozumiały, ale po prostu nie potrafię.

Inna część rodziny to takie święte krowy z „wyższych sfer”. „Cześć” mi nie powiedzą, wolałyby raczej mnie unikać albo nawet uznają, że mnie nie poznały. W sumie chuj z nimi, bo to nawet śmieszne z jednej strony, zwłaszcza że wszyscy wiedzą, na czym się dorobiły (lecz to zostawię dla siebie). Staram się interesować ich urodzinami czy innymi wydarzeniami z życia tak często jak one moimi, czyli wcale. Oczywiście nie mówię o wszystkich, chcąc być jednak w miarę sprawiedliwy w swych osądach. Istnieje jeszcze garstka osób, które są okej i z którymi co prawda też nie mam jakiegoś super kontaktu, no ale z drugiej strony nigdy go aż tak bardzo nie miałem, więc nie mam żalu. Przynajmniej się do mnie przyznają albo zamienią parę słów.

Dlatego właśnie uznaję, że to osoby, które JA sam wybieram, są tymi najbardziej wartościowymi w mojej hierarchii. Chociaż też zdarzają się pewne smutne incydenty. Czasami znajomości, które trwały wiele lat, po prostu sypią się ot, tak. Odkąd wszedłem w związek, staram się spędzać maksymalnie dużo czasu ze swoją dziewczyną. Wiadomo, że wiąże się z to ze zmianą stylu życia, bo zwykle spędzamy ze sobą weekendy, tak więc mam trochę mniej czasu dla znajomych. Ale zawsze próbuję go znaleźć. Zresztą, kiedy moi znajomi byli w związkach i nie mieli początkowo dla mnie czasu, starałem się to zrozumieć i nie miałem do nikogo pretensji, więc w sumie oczekuję tego samego od nich. Ale niestety nie każdy umie to pojąć. Miałem chujową sytuację, bo kolega, z którym często jeździłem na różne wycieczki itd. nagle zaczął mi dogryzać z powodu związku. I to jeszcze w najgorszy możliwy sposób, bo nie w cztery oczy, tylko za plecami. Ogólnie miałem sporo problemów na studiach, miałem depresję z tego powodu, no ale ostatecznie na sześć egzaminów zdałem pięć, co i tak jest dla mnie wielkim sukcesem. Problem w tym, że jednego nie zdałem, więc jestem zmuszony zapłacić kilka stówek, a to dla mnie naprawdę spore obciążenie. Stąd też podziękowałem za propozycję wyjazdu, tłumacząc, że po prostu nie mam na chwilę obecną hajsu. Ale zdaje się, że on tego nie zrozumiał. Pisał mi notorycznie co dwa tygodnie tak, jakby wyjazd z nim stanowił dla mnie niemal święty obowiązek. Do tego jeszcze wmawiał mi, że na pewno wydobędę jakieś pieniądze, no bo, kurwa, przecież on zna lepiej stan mojego konta niż ja sam. Dodam, że trudnię się raczej dorywczymi pracami, bo mimo znikomej ilości zajęć na uczelni, muszę cisnąć magisterkę i ogólnie mam dość trudne studia, na które ciężko mi się uczy. Więc oszczędzamy z dziewczyną każdy grosz, żeby mieć na jakieś nasze małe pragnienia, a w sierpniu pojechać sobie na Woodstock (tak, wiem, że to się już tak nie nazywa). I szczerze mówiąc, bardziej wolę spędzać wolny czas z dziewczyną, nie robiąc nic, co osoby trzecie mogłyby uznać za ciekawe, ot choćby połazić sobie po lesie, niż jechać na kilka dni, żeby codziennie łoić alkohol. Po prostu mnie to przestało w pewnym momencie bawić i nic kompletnie na to nie poradzę. I tu pojawia się moment kulminacyjny, ponieważ na zbiorowej konwersacji, gdzie było kilku znajomych, tenże kolega – ponieważ uznał to za wielce wyborny dowcip – zmienił mi imię i nazwisko na „Pantoflarz”. Ogólnie niby nic takiego, ale coś we mnie się ruszyło.

No, kurwa. Typ siedzi cicho jak mysz kościelna, nie pisze do mnie i nie dzwoni. Ogólnie nie robi nic od czasu, kiedy ostatnim razem widzieliśmy się na urodzinach kumpla (gdzie zresztą byłem też ze swoją dziewczyną), ale jak taka ostatnia pizda robi coś za plecami, podśmiechuje się i gdy temat dotyczy mnie bezpośrednio, to mówi o tym moim kolegom, a nie mnie osobiście. Na tamtych urodzinach powiedział mojej dziewczynie, że nasz związek to i tak nic takiego i możliwe, że po tygodniu i tak nie będziemy razem. Popłakała się – to dość emocjonalne dla niej i pewnie dużo osób poczuje z tego powodu żenadę, ale mnie akurat to ruszyło. Ja pierdolę, typ,. który jest 7-8 lat w związku i ukrywa skrzętnie ten swój związek przed innymi, czerpiąc z tego jeszcze jakąś dziwną satysfakcję, uznaje się za specjalistę w sprawach relacji partnerskich. No, zaraz jebnę chyba. I to nie jest tak, że on się nie afiszuje. On to najzwyczajniej w świecie ukrywa, jak gdyby stanowiło to dla niego jakieś brzemię. Jego bliski kolega nawet nie ma pojęcia, że on jest w związku. Ostatnio tak dodałem dwa do dwóch, podsumowałem wszystkie wspomnienia i na serio wyszło mi, że on ma jakąś awersję do ludzi w związkach, kocha się z nich śmiać i uznaje to za mało istotny aspekt życia.

Przyznam, że również popełniałem wiele błędów, bo ten kolega miał w przeszłości na mnie duży wpływ. Jego chamskie żarty w stosunku do innych mnie bawiły, ponieważ uznawałem je po prostu za śmieszne. Sam niekiedy dokładałem do pieca. Ale to wiązało się z tym, że niemal 90% moich znajomych nie chciało, abym przychodził z nim na imprezy. Wtedy go broniłem, próbowałem zapewniać, że się poprawi. Było mi głupio, bo do dużej części tych ludzi nic nie miałem i chciałem, żeby mnie dobrze zapamiętali. Lecz w rzeczywistości nadal zachowywał się tak samo. Chciałeś zagadać do jakiejś dziewczyny przy (zmieńmy mu na potrzeby tego wpisu imię) Stefanie? Zapomnij. Stefan zaraz rzuci tekst, który postawi cię w takiej sytuacji, że spalisz się ze wstydu. Masz inne zdanie niż Stefan? Stefan wejdzie ci w połowę zdania i to wręcz z pretensją. Gdy zmienisz punkt widzenia, wypomni ci, jak to wcześniej mówiłeś inaczej, ale sam potrafi zmienić zdanie praktycznie z tygodnia na tydzień. Zdechnie ci pies albo rzuci cię dziewczyna? Licz na chamskie odzywki ze strony Stefana przynajmniej raz na jedno spotkanie, bo to zajebiście zabawne.

Chuj z taką przyjaźnią. Co prawda trwała ona kilka ładnych lat, jednak chyba nie warto jej kontynuować, skoro ktoś nie może zaakceptować zmian w twoim życiu. Wolę być nudny i szczęśliwy, niż robić rzeczy, które mnie nie bawią. I obiecuję, że jeżeli tylko dowiem się, że Stefan powiedział, choćby rzucając to mimo woli, coś o mojej dziewczynie, to mimo swojego raczej pozytywnego nastawienia do ludzi, wypierdolę mu lepę na pysk. Chociaż może po prostu nie warto tracić na niego czasu?

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 2 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

Wieczór… Spacer… Ja…

13 marca, 2018, Autor:

Pod monopolem bardzo słabo świecą ledy,

mi żeby streścić życie – już zabrakło kredy…

 

Nie zdejmę nogi z gazu, bo nie mam jej na gazie,

ciekawe co byś zrobiło Życie, gdyby dać Ci raz – po – razie?

 

Wiesz… Twej mordy nie skrępuje tu nawet Skrucha,

nikt bowiem tak jak Ty – tu nikogo nie wyruchał.

 

Choć nie szepczesz nam tu czułych słów do ucha,

– to jesteś Klaunem, bo pod kostiumem tylko Martwa czeka Kostucha.

 

To wrażenie, że wciąż się ścigam z Duchem,

gówno mi dajesz,

a grozisz stale tłustym paluchem.

 

Życie Ty Luju.

Biedna dziwko bez sumienia.

Dajesz cukierka,

potem zawijasz znów kamienia.

 

To Oda Bezsilności,

na wkurwie poczęta.

Nie dziwiąc się Innym wcale,

że zaczynają dzień od skręta.

 

~ Nuka ~

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 9 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!
Tagi:

Urząd pracy

22 lutego, 2018, Autor:

Urzędy pracy to bezsensowne miejsca. Ciężko policzyć ile razy zmieniałem pracę, i nigdy urząd nie pomógł mi znaleźć jakiejś. Jedyny sens pójścia tam to rejestracja dla zasiłków, nic poza tym. Ostatnio miałem olbrzymi problem żeby się zarejestrować. Rejestracja która powinna zająć mi pięć minut trwała kilka dni. Pierwszym problemem okazał się brak jednego rozwiązania umowy o pracę. Nie „mogli” mnie bez tego zarejestrować. Dopiero po trzech wizytach magicznie się okazało że mogą, jeśli odpowiedni wniosek napiszę -.-. Tak więc po trzech wizytach, podczas których za każdym razem musiałem brać numerek i czekać udało mi się zarejestrować. Najpierw jednak musiałem wypełnić wniosek, i odczekać jeden dzień bo okazało się że musi go podpisać kierowniczka której nie ma. Tak więc czwartego dnia udało się. Mija miesiąc, wpadam po oferty pracy i dostaję jedno skierowanie.

Udaje się na miejsce na rozmowę i widzę:

Budynek wielkości budki z kebabem. Schowany sprytnie między blokami, za sklepem monopolowym obok którego stała 4-5 żuli i piło od rana. Minęło 30 minut nim udało mi się znaleźć tą firmę. Właściwie to było tam kilka firm. Niektóre obok monopolowego, inne w blokach mieszkalnych. Nie wiedziałem że w tym mieście są takie zadupia. Gdy w końcu znalazłem, wchodzę do środka i okazuje się że nie ma tam kierownika/majstra/alfy. Nie wiem kto takim miejscem rządzić mógł, w każdym razie go nie było. A jedyny pracownik powiedział że nie ma pojęcia gdzie jest, ani kiedy może być.

Gdy byłem w gimnazjum uczono mnie jak powinna wyglądać rozmowa o pracę. Tłumaczono mi co należy mówić, czego unikać. Nawet takie detale jak unikanie wyciągnięcia ręki do pracodawcy ( co nie powinno mieć miejsca ). I to wszystko o kant dupy z biegiem lat. Bo połowa firm zatrudnia przez agencje pracy. A drugą połową zarządzają Janusze którzy zapominają o umówionej rozmowie. Kiedyś trzy pieprzone godziny czekałem na rozmowę o pracę, bo kierownik był zajęty.

 

Wkuriowny wracam więc na pociąg. Po drodze zostaję zaczepiony przez grupę pijaków. Kasy nie miałem, ale mimo to nie docierała do nich grzeczna odmowa. Dopiero po uprzejmym spierdalać odpuścili. Na sam pociąg musiałem poczekać, bo dosłownie 4 minuty wcześniej odjechał poprzedni. Czekać na stojąco, bo miejsca siedzące na poczekalni zajęte. Pociąg był opóźniony standardowo. A jak wracałem to zaczęło padać.

 

Nieudanym dniem bym to nazwał. Szkoda. Bo gdy wstałem o szóstej to byłem pełen wigoru. Czułem się dobrze. Widać los nie pozwoli spędzić miło dnia w środku tygodnia.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 3 raz(y), średnia ocen: 8,67 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

Jestem „niewpełnisprawny” Wkurw w kilku aktach.

17 lutego, 2018, Autor:

Rzecz ma się wydarzeń sprzed niemal 4 miesięcy, której konsekwencję ciągną się za mną po dziś dzień i nie zanosi się na rychły koniec przykrych wydarzeń. Jest końcówka października ubiegłego roku. Jak co dzień grzecznie wstałem z łóżka, zjadłem śniadanie. Z widmem nadciągającej 8 godzinnej zmiany w zakładzie w którym pracowałem, odpaliłem pierwszego papierosa. Dochodziła godzina 13:30. Niechętnie zacząłem ładować swoje dupsko do dwudziestoparoletniego  audi , by udać się nim do roboty. Wszystko zdawało się być normalne, codzienna rutyna, ta sama droga z i do pracy, ciąg powtarzalnych czynności na stanowisku przez najbliższe kilka godzin – dzień jak co dzień.

Niestety, moją rutynę przerwał przykry incydent. Otóż od jakiegoś już  czasu miałem „przyjemność” szkolić pewnego (nazwijmy to) mało rozgarniętego młodzieńca na swoim stanowisku pracy. Typowy Sebix z Gierkowskiego osiedla, dużo szczeka, mało robi i ogólnie „ma wyjebane”. Z jego licznych opowiadań na temat miłosnych podbojów, potyczek z jemu podobnymi i ogólnie życia na krawędzi wysnułem,  że jest wielkim miłośnikiem pewnego suszu, który pozyskuje z nielegalnych w naszym kraju źródeł – cóż za zaskoczenie powiecie. Ja też nie byłem specjalnie zdziwiony. Ale Do rzeczy.

Paląc szluga przed zakładem, jak to miałem zawsze w zwyczaju, nie ominęła mnie pogawędka z wyżej opisanym chłoptasiem. Chwalił się wtedy ile to on dzisiaj nie wyjarał przed robotą, bo wiadomo piąteczek, a do tego ogarnął niezły sztos w przystępnej cenie. Ok pomyślałem. Udając głębokie zainteresowanie tematem, zamieniłem z nim jeszcze kilka słów na odpierdol się i niemrawo ruszyłem w stronę zakładu. Robota szła gładko, maszyna pamiętająca epokę głębokiego PRL’u  tego dnia pierdoliła się nader rzadko jak na swoje standardy. W głowie odliczałem ilość pozostałego czasu do zakończenia się zmiany. Pokrzepiała mnie (jak się potem okazało) naiwna myśl spokojnie spędzonego wieczoru z kilkoma piwami w ręku. Ot takie plebejskie uciechy… Jak co dzień, przyszedł czas na wymianę pewnej części w hydraulicznej prasie, będącą integralną częścią maszyny którą przyszło mi obsługiwać. Mając w głowie to, co powiedział mi kilka godzin wcześniej Sebix, upewniłem się że zrozumiał to co będę teraz robił. Zabroniłem mu wtenczas dotykać jakiejkolwiek części przestarzałego ustrojstwa, bo moje ręce będą teraz w prasie i może dojść do nieszczęścia. Dodam tylko, że z polecenia kierownika, maszyna miała być włączona cały czas. Inaczej włączenie jej ponownie graniczyło z cudem. Kazałem mu więc pozamiatać, pokrzątać się, udawać chociaż że coś robi, tak żeby pod czujnym okiem kamer wyglądał na zapracowanego.

Nie wiele myśląc, zabrałem się więc do wymiany tej części. Praca tak mnie pochłonęła, że nie patrzyłem co w tym czasie robi Sebix. Jak wspominałem powyżej, mój współpracownik nie należał do zbyt rozgarniętych osób, widywałem mądrzejszych od niego. Kończyłem swoją powinność, wystarczyło tylko, że dokręcił bym śrubę i mógłbym powrócić do dalszej monotonnej pracy. Niestety, tak się jednak nie stało. Na drodze moim planom stanął ten kurwa imbecyl. W swojej przejaranej główce umyślał sobie, że stanie na wysokości zadania i wyczyści tzw rolki. Rolki te umiejscowione są tuż obok konsoli zarządzającej prasą. Tą kurwa prasą, w której miałem ręce. Zgadnijcie co się wtedy  stało… Tak. Ten kurwa baran wcisnął przycisk odpowiadający za uruchomienie prasy. W ok. 2 sekundy moja lewa dłoń została poddana naciskowi kilku ton. Zanim zacząłem krzyczeć, przez pierwsze setne sekund nie potrafiłem uwierzyć w to co się właśnie odpierdoliło. Kolejne kilka setnych zajęło mi ogarnięcie powodu, dla którego moja dłoń jest zgniatana. Potem była już tylko naturalna ludzka reakcja typu:

-„Kuuurwaa, wyłącz prasę!!!”

Moje oczy szukające pomocy, zetknęły się z tępym wzrokiem Sebix’a, do którego nie doszło jeszcze co właśnie odjebał przed kilkoma sekundami.  Kiedy już zatrybił, zbladł jak po zbyt dużym sztachu swojej ulubionej substancji , po czym roztrzęsiony jedną ręką złapał się za swój pusty łeb, drugą usiłował wyłączyć prasę. Udało mu się. Patrzę zatem na rękę, nie był to zbyt przyjemny widok. Przed zalaniem dłoni krwią, udało mi się nawet dostrzec wystający fragment kości i dość durzą ilość szarpanego mięsa itd. Pierwszy szok ustąpił miejsca wkurwieniu. Nie wiele wtedy myśląc, kierując się w stronę kibla, podbiegłem jeszcze do sprawcy całego zamieszania i z całej dostępnej mi wtedy siły, poczęstowałem młodzieńca soczystym liściem prosto w pysk. Biedak był tak zszokowany, że od tamtego momentu, po dziś dzień, nie miałem z nim już żadnego kontaktu.

Żeby nie robić przypału, mistrz, jaki prowadził w ten dzień naszą zmianę,  sam opatrzył mi tą rękę starając się przy tym, żebym przypadkiem nie pierdolnął na wskutek utraty przytomności. Nie było łatwo, ale gdyby nie poziom mojego wkurwienia, pewnie obudziłbym się dopiero na izbie przyjęć. Karetki też nie wzywali. Mój kolega z innego stanowiska dostał polecenie zabrania mnie do szpitala. Tak też zrobił. Właśnie od tego momentu trwa moja kurewska gehenna z naszym kochanym NFZ’em i jego przedstawicielami. Ale o tym w następnym wpisie. Długo mnie nie było, opisze to na raty jeśli nie macie nic przeciwko.

Pozdrawiam, oddany Szturmix.

 

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 5 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!