Wkurwienia w kategorii: ‘Pogoda’
Szwedzka pogoda
19 lutego, 2010, Autor: adminJa pierdole, jak mnie wkurwia szwedzka pogoda. Normalnie zimno i zimno, co rano wyjdę, to widzę jeszcze więcej śniegu, i tak codziennie, bez końca. A dzisiaj nieopatrznie sprawdziłem na temperaturę w Polsce, i co? I co, kurwa? Odwilż, piękna, wiosenna odwilż, cudowne 3 jebane stopnie Celsjusza, a tu? A tu minus kurwa 10!! Kurwa, jak zimno, jak mi dzisiaj gęba zmarzła w drodze do pracy, no żesz ja pierdole, kiedy to się skończy?!?!?!
Tagi: mróz, SzwecjaKtoś mnie kurwa przeklął, czy co?
1 lutego, 2010, Autor: Ark22. stycznia popełniłem post, w którym wspomniałem o tym, że na ładnych parę dni pozostawiono mnie w domu samego.
No i zaczęło się.
Rozpisałem się i… skasowałem, bo mi się wydało przynudne i zdecydowałem się wypunktować:
23. Przy wygłupach zabolało mnie żebro. Zauważalnie do tego stopnia, że moje 'O kurwa!’ miało sporo decybeli.
24. Drobiazg – spierdoliły się drzwi harmonijkowe. Poza tym tylko zmarzłem. Żebro boli nadal.
25. Nie myślałem o lekarzu, bo i tak musiałem być w pracy.
26. Po kolejnej do dupy przespanej nocy (pobudka przy każdym zbyt gwałtownym ruchu) zacząłem rozważać urwanie się z pracy i wycieczkę do lekarza. Nie wyszło – musiałem odsiedzieć pełne 8 godzin.
27. Nadal do dupy z żebrem zwłaszcza, że znowu trzeba było poodśnieżać. Stwierdziłem że jeśli się wyśpię, to może będzie lepiej – położyłem się wcześnie spać i 'spóźnię się’ nazajutrz.
28. Wyspany, ale spóźniony. O mało co nie umoczyłem przez to (różni ludzie są na tym świecie, ale o tym może innym razem). Jednak po takim wypoczynku bolało mniej. Wieczorem całkiem spokojnie – przepala się tylko żarówka.
29. Wracam po obiedzie u Siostry, a po drodze kupuję 2 5-metrowe bandaże elastyczne (kurwa, naprawdę nie robią dłuższych szerokich na te chociaż 15cm, czy to w tych moich gównianych aptekach nie ma?). Schodzę do piwnicy reaktywować piec, a tam kurwa mała powódź – szambo wyjebało. Dzwonię, sprzątam, dzwonię. Dziadek umawia fachowców na sobotnie przedpołudnie. Jest po 22:00, więc nastawiam budzik żeby im odśnieżyć dojście. Odwołuję sobotnią kolację (właściwie, to tylko zmienia się lokalizacja, ale i tak kłopot). Żebro boli.
30. Mimo budzika w komórce i pobudek – zaspałem, odśnieżam więc możliwie ekspresowo (fachowcy na szczęście pomagają). Po niespełna 45 minutach sprawa załatwiona – Fachowcy – szapoba (czy jak tam się wieśniaczy z francuska). Nie mam siły, ani za bardzo ochoty, ale zasuwam na tę kolację. Nie żałuję, bo przesmaczna oczywiście (druga Siostra).
31. Życie bywa piękne – przyjeżdża Siostra z Siostrzenicą. Dostaję cudne jedzenie, pomagają sprzątać, przewijają bandaże, a ja cały dzień niemal nie wychodzę z domu. Prawie pięknie… prawie, bo zjebała się pralka. Po 'ręcznym odwirowaniu’ czuję się jak po siłowni, którą nota bene odwiedziłem ostatnio ze 4 lata temu i to hobbystycznie. Około 23:00 przypomina mi się niedzielne podlewanie doniczkowców. Zdecydowałem się iść do lekarza, bo boli nadal. Wieczorem polsat napisał mi że 5.02 mi się wyłączy, bo nie opłacony (zapomniałem przedłużyć zlecenia stałe z konta; na rok zawsze ustawiam). Naprawiłem. To było moje drugie włączenie kompa w domu od czasu ostatniego postu.
01. Wstałem, reaktywowałem piec, zmarzłem po kąpieli (piec się jeszcze nie rozpędził po nocnym odpoczynku), wypiłem kawę i poszedłem do lekarza. Szczęśliwie trafiłem na swojego rodzinnego. Całkiem w porządku łapiduch, jajcarz taki trochę, ale możliwe że słaby, bo więcej ludzisk ma jego konkurencja. Opowiedziałem co i jak, dostałem zjeby za to że z żebrem złamanym/pękniętym przychodzę po 10. dniach dopiero. Oczywiście nie dał mi skierowania na rentgen po takim czasie, przepisał jakieś tam rozluźniająco-spinające pierdolety i jeden przeciwbólowy, ale na szczęście dał zwolnienie (dłuższe niż było potrzebne, ale w mojej pozycji nie zamierzałem
dyskutować). Przy okazji uprzedził, że takie sprawy jak żebra lubią się odnawiać. Trudno. Odpocznę na pewno, może przez te 2. tygodnie zupełnie przestanie boleć.
W międzyczasie ze 3x zapchały mi się rury wylotowe w piecu i więcej niż 4x nasrało tego białego gówna tak, że głupie 40m2 podwórka i powiedzmy 50m2 wkoło (tylko to co najbardziej konieczne) odśnieżałem na 2. raty.
W plecy jestem 20% pensji przez 2 tygodnie, 70-80zł za lekarstwa i bandaże, 100zł za Fachowców (taniocha, bo znajomi), a przede mną jeszcze 2. tygodnie.
No i kurwa znowu coś sypie.
Zima zła
25 stycznia, 2010, Autor: KirciaW Polsce w ostatnich latach dziwnie się dzieje. Albo jest jak w listopadzie lub są siarczyste mrozy tak jak w tym roku. Od końca tego tygodnia mrozy dają się mocno we znaki. Ni tu pójść do sklepu, ni do miasta, ni na spacer, czyli nigdzie dupy nie chce się ruszać. (Na szczęście mam wolne). A przecież słoneczko świeci. Pewien czas temu szłam na przystanek i miałam na wierzchu kilka kosmyków włosów. Dochodzę, a tu patrzę są oszronione. No jak pseudo pani zima!
Jak się włącza TV bądź internet to bębni od tematu, że ciągle zimno. Już nie chce się aż słuchać. Ciągle pokazują jakieś szkody wyrządzone i szukają bezdomnych, by uchronić ich przed zimnem. To bardzo szlachetne z ich strony. Tylko z roku na rok rośnie liczba bezdomnych, bo nawet takie syfiaste bloki komunistyczne drożeją. Jeszcze się dziwią, że tak dużo osób trafia na bruk. Jak człowiek jest bezdomnym to tak ciężko się wybić, a miasto nie da mieszkania. Nie tak dawno temu oglądałam jak jakieś biedne rodziny mieszkały w nowych barakach danych w zeszłym roku i przychodzą do tych ludzi bardzo duże rachunki za prąd (po ponad 1000zł), ponieważ grzeją i grzeją, a nadal jest zimno. Jeszcze był mocny szron na rurze. Sprawa za pomocą mediów poszła do urzędu miasta. A urzędasa gówno obchodzi. Jakiś typ (urzędas) powiedział, że te baraki są dobre i nowe (i koniec)! To się nazywa podejście – kupię im, żeby się odpie… i mam to w dupie. Domyślam się, że dużo osób jest chorych i są potworne kolejki do lekarza.
W czwartek ma śnieżek padać (oraz ma ciśnienie spaść) i będzie wiał wiatr. I tak źle i tak źle. Polska to taki kraj, gdzie zwykły obywatel ma mało do powiedzenia. Jak jesteś biedny to bardziej cierpisz. Pogoda najczęściej jest zwalona we wszystkich porach roku.
150
24 stycznia, 2010, Autor: MarksCzy ja już pisałem o mrozie? Nie? To napisze. Tak? To napisze jeszcze raz… W części Polski na której się znajduje zaczęło się przedwczoraj. Wychodziłem od rodziny i gdyby nie to, że owijam się szalikiem myśle, że z pewnością zamarzłbym na śmierć. Otóż pierwsza noc 15 stopni na minusie rzecz jasna, nieciekawa sytuacja którą jednak z zaciśniętymi połami płaszcza da się znieść. Kolejna noc; 20 stopni. To już nieciekawie bo tendencja malejąca. Następnie spadki temperatur zauważalnie zaczynają obniżać pułap coraz niżej poniżej zera z każdą nocą do poranka mrożąc bardziej. Nie wiem czy ktoś z Państwa zauważył niegdyś zjawisko które zwykłem nazywać „kulkami w nosie”. Mianowicie mając katar osoba znajdująca się na mrozie po jakimś czasie odczuwa wciągając powietrze nozdrzami, że ma coś w nosie. Nieprzyjemne uczucie i nadal nie wiem z czego wynika. Kolejne zjawisko to zmarznięte dłonie. Zazwyczaj normalni ludzie ubierają rękawiczki jednak ja.. wiadomo czasem zapomnę. Ręce momentalnie robią się czerwone, szorstkie, a ostry mróz dosłownie „parzy” w palce. Niestety z tymi rękoma często trzeba prowadzić samochód wodząc nimi po lodowatej kierownicy. Apropos szyby.. Niesamowite jak w ciągu paru minut posiedzenia na herbacie, w aucie na szybach pojawiają się malownicze obrazy. Czegoś takiego jak drapaczka zawsze zapominam, zanim włączy się ciepły nawiew jestem pod domem, a jazda ze słabą widocznością to nie tylko dyskomfort ale również obustronne zagrożenie które stwarzam… Ale żeby od razu kuuuurwwaaaa mandat do chuuja ??!!! Sobie pan policjant jeden z drugim spróbuje drapać te szyby rękami ooo spróbuje to się kurwaaa przekona jaka frajda. Po chuj mi tylnia szyba po chuj się pytam?? Ciepły nawiew w tym aucie z epoki lodowcowej to cud, nie mówiąc o działającym natrysku na szyby.. Pan policjant spoglądając na mnie spode łba ze zdziwioną miną drapie ołóweczkiem w małym czarnym notesiku. Nazwisko… imię.. honorarium…150. Przyjmuje Pan? Nie, nie przyjmuje żebyś mnie po sądach ciągał i wyjdę na tym jak zabłocki na gównie kiedy przegram sprawę..Oczywiście że biore, dawaj ten skurwiały świstek i jedź w swoją stronę….. A 150 piechotą nie chodzi…w dupę jeża..


(oceniano 6 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
