Archiwum dla 2010
gay team bank
11 maja, 2010, Autor: MiroWitam znowu w tym popierdolonym swiecie!
Ale sie ostatnio wkurwilem, kurwa!
Mieszkam sobie za granica juz od dluzszego czasu. Dzieki temu moge zarobic wiecej kasy co daje mi zajebiscie duzo radosci – nic dziwnego. Co pewien czas przelewam pieniadze do ojczyzny, zajebistej Polski zeby pozniej wypierdolic je na jakies inwestycje. Mialem uzbierana niezla sume pieniedzy i akurat wszczelilem sie w ten moment kiedy dolar wzrosl masakrycznie w staosunku do zlotowki. Ja pierdole jakie kurwa szczecie ze kasa dotarla do Polski na czas – tak sie kurwa cieszylem. No i standardowo osoba uprawniona (moj ojciec) do korzystania z mojego konta zalatwia reszczte czyli zamawia kase z banku, poczym na drugi dzien wybiera i wymienia w kantorze po lepszym kursie. No i kurwa co? Dzwoni do banku zeby zamowic kase a tu lipa! Jakas jebana cipa mowi mu ze pieniadze moga byc dopiero za 3 dni czyli po weekendzie. O zesz kurwa ja pierdole ty suko jebana!!! To bylo jedyne 10000 dolarow a pierdolony bank akurat teraz nie ma pieniedzy.
I tak to jebany bank wydal mi kase w poniedzialek kiedy kurs juz sie spierdolil! I chuja zarobilem.
Slyszalem jeszcze, ze inne banki mialy lepszy sposob. Blokowaly strony internetowe zeby ludzie nie mogli sie zalogowac na swoje konta.
CO ZA CHAMSTWO W TEJ polsce!!!
Gry komputerowe
10 maja, 2010, Autor: mikelDżem dobły.
Jak zapowiadałem, postanowiłem napisać wpis (który wpisany będzie we wpisach na stronie na której się wpisuje wpisy) o grach komputerowych. Nakłoniły mnie do tego moje przemyślenia, którymi przygotowuję się do zrobienia pewnej pracy do szkoły (właśnie na temat gier komputerowych ;P).
Zaczęło się to wszystko oczywiście dość niewinnie – pierwsza maszyna obliczeniowa (Eniac 1946 rok chyba). Następnie powstały jakieś cholerne gry wideo, czy werbalne gierki na komputery, wróć, na gigantyczne maszyny komputeropodobne. Później jakiś tam programista napisał ponga, tą gierkę w której na dole się rusza kładką, która odbija piłkę, zaś ona ma za zadanie rozwalić kafelki w górnej części ekranu, na pewno graliście. Gry stawały się popularne, a masa idiotów poświęcała na nie swój czas.
Powstawały komputery bardziej „osobiste”, mieszczące się nawet na jednej ścianie w pokoju, następnie na biurku itd, aż zaczęły powstawać bardziej skomplikowane gry. Teraz przenieśmy się do czasów obecnych. Nie jest to oczywiście grzechem, jak ktoś sobie raz na tydzień pogra w jakąś dobrą produkcję, ale… Coś, co zostało stworzone dla sporadycznej zabawy opanowało niektórych ludzi. Wymienię kilka gier, które zna każdy i napiszę co jest w nich… Popularnego?
– Tibia – jedna z najstarszych – masa głównie dzieci grających i marnujących swe fundusze na firmę Cipsoft. Grałem, ale nie do cholery po 6 godzin dziennie, jak to potrafią niektórzy, a przede wszystkim nie wywalałem na to kasy!
– World of Warcraft – inny rodzaj MMORPG (Tibia to też ten rodzaj gry), jednak najgorsze jest to, że psują przez tą grę sobie życie ludzie DOROŚLI! Spasione amerykańskie „cioty” tracą pracę, rodziny, pieniądze przez tą grę,
– Counter-strike – gra, na której ludzie zarabiają. Granie w to stało się zawodem, masa fanów, turniejów, mistrzostw świata, masa sponsorów i wiele pieniędzy do „wygrania”.
To tylko kilka gier, które opanowały świat. Nie wspominając już o opętaniach przez gry. Czytając basha można się doczytać cytatów, jak jakiś idiota (maniak cs’a – gra w która często gram, ale bez przesady) otworzył puszkę z fantą w sklepiku szkolnym i rzucił krzycząc „fire in the hole”. No cudownie – odruchy ludzi opanowały już – media, najbliższe otoczenie i gry komputerowe! Pięknie, kurwa.
Nie wiem o czym jeszcze chciałem napisać, w każdym razem to nie zostało napisane przez 50-letniego rodzica, którego syn się uzależnił, tylko przez 16 latka który widzi co się dzieje z tym światem. Radzę wam, opanujcie się, zanim gry Was nie opanują, ale nie odmawiajcie sobie tej przyjemności. Wierzę w was, że dacie radę.
Na koniec jeszcze skopiowana z nonsensopedi typowa recenzja gry komputerowej:
- Nazwy „KillDeath”, „GameProducer” i „LeaderProducer” są przypadkowe.
KillDeath to, tak jak wszystkie produkcje ze stajni GameProducer, kolejna produkcja ze stajni GameProducer. Nieprzełamana od kilku lat hegemonia LeaderProducer nie została przełamana przez GameProducer. Jednak w KillDeath trudno nie zauważyć tego, co na pierwszy rzut oka rzuca się w oczy.
Naszym celem w grze będzie pokonanie szeregu przeciwników, którzy stawiają nam czynny opór, abyśmy ich nie pokonali. Aby rozbudować nasze imperium, będziemy musieli zakładać kopalnie węgla, aby wykopywać w nich węgiel i hodowle bydła, aby hodować w nich bydło. Możemy wtedy zdobyć środki płatnicze, aby uregulować należności, do których regulacji potrzebne są środki płatnicze. Przykładowo złoto znajdziemy w kopalni złota, do której wchodzi się przez drzwi do kopalni złota, a diamenty wykopiemy tam, gdzie można je znaleźć. Wyszukiwanie drzew warto rozpocząć na terenach zalesionych i już możemy produkować pierwszych łuczników, którzy walczą z wrogiem za pomocą strzał.
Ta strategia warta jest polecenia tym wszystkim, którzy grają w strategie. Jeśli lubisz dobre strategie, to ta dobra strategia jest dla ciebie. W chłodne, jesienne wieczory nic tak nie umila czasu, jak gra przeznaczona na chłodne, jesienne wieczory.
Pozdrawiam.
1000 przysiadów dziennie
8 maja, 2010, Autor: SilverNo więc od czego by tu zacząć…
momencik, matka coś chce…
…
…
… dobra, jestem. Więc, dzisiaj chciałem pochwalić się swoim sposobem na utrzymanie kondycji w dobrym stanie, mianowicie: kurwa… znowu…. brb
…
… tak, więc jak już nadmieniłem chodzi o dbanie o kondycje, moja metoda to …. przepraszam na chwile….
…..
ach, moja metoda to 100 przysiadów dziennie… (kurwa, siostra coś chce….
….
ja pierdole, czy ona z niczym nie umie sobie sama poradzić?) no więc, wiele osób które, chcą zadbać o swoje ciało często ma problem z motywacją, mianowicie: nie chce im się, zrobią później, itd itp. i te kurwa… zw….
znów matka…, wracając do tematu, jak sobie z tym poradzić? – z tym (przepraszam, mamusia znów kurwa… ach, nie ważne… ) Wracając do problemu motywacji, wszystko jest kwestią dobrego trenera, mam ich co najmniej dwóch: … nie zgadniecie? matka i siostra, matka w szczególności, i z całym szacunkiem dla niej, bo dla siostry go zbyt wiele nie mam, wątpię żebym co chwilę naprawdę byłbym jej potrzebny, ale wracając do treningu, sprowadza się on do tego że gdy skończę coś robić, wracam do pokoju i np. siadam przed kompem, w jakiś magiczny sposób zawsze gdy mój zadek dotknie fotela z drugiego pokoju słychać odgłos wołania (jakiś kurwa guzik mam w siedzeniu czy jak, kurwa??) No więc standardowe potrzeby mojej mamy to kolejno: pościel mi łóżko, zrób mi herbaty (wstajesz 2 razy bo sie musi woda zagotować), przynieś mi ciasteczko, wiesz co może jeszcze jedno, i gruszkę…, coś mi tu wyskoczyło (komputer) – przychodzę i patrzę w monitor: „o zniknęło”, podnieś mi tu żaluzje, odsłoń mi tu zasłonki jeszcze, przykry mnie kocykiem, otwórz mi okno, zamknij mi okno, otwórz mi balkon… tylko zamknij za 10.. no może za 11 minut… , przyniesiesz mi szklaneczkę? zasłoń mi tu zasłonki bo mnie razi…, wyrzucisz mi to do kosza?, odnieś szklaneczkę proszę, zgaś światło w łazience bo nie zgasiłam, zgaś światło w korytarzu (oczywiście żeby się dowiedzieć gdzie mam zgasić światło muszę najpierw poleźć do niej), zabij mi tu muchę… gdzie jest? niewiem… ale tu była… (15 minut czekam, niema, ide do siebie, siadam… O jest, jest! biegnę… uciekła! (sorki, mama woła…)
10 minut później…
eh och ach och ja pierdole… koniec wymieniania (bo mnie siostra woła) generalnie te rzeczy się powtarzają wszystkie po kilka razy dziennie i jest ich dużo dużo więcej co w efekcie ( kurwa znowu )
w efekcie wygląda to tak, że kurwa nic nie mogę w ciągu dnia zrobić bo co chwile jestem odrywany od tego czym się zajmuje i muszę zaczynać od nowa… dla przykładu ten tekst piszę już ze 2 godziny, co dalej ze wszystkim mam kurwa zaległości i na nic nie mam czasu, a jeszcze mam studia (dzienne) pracę (zazwyczaj po 7dni w tygodniu) koło (jestem prezesem koła naukowego) no i pannę, kumpli itd. efekt tego wszystkiego jest taki że siedzę dzień w dzień do 4 rano przy kompie i coś piszę a czasem jak nie mam siły i mózg mi wysiada to i tak siedzę do 4-5 i gram z kumplami (no bo kurwa jestem im coś winien za ten brak czasu) Tak więc mój codzienny trening – 1000 przysiadów dziennie – na zasadzie siadam do czegoś i muszę to przerwać i wstać mnie naprawdę wiele kosztuje… no ale bądź co bądź kurwa działa, a wyboru raczej nie mam, więc co mam kurwa powiedzieć?
gorąco polecam trening 1000 przysiadów dziennie, jest skuteczny i nie zawodny, nikomu innemu bym go kurwa nie polecił ale wy i tak już wkurwieni chodzicie…
Tagi: Zaiste Wykurwisty Wkurw.
7 maja, 2010, Autor: mikelWiecie, każdy ma kiedyś tak, że jest załamany, czy coś. Ale na przykład ja, nie jestem załamany… Jestem wkurwiony.
Słowem wstępu, nie było mnie tu trochę czasu, bo musiałem się „otrząsnąć”. Mianowicie; kilka tygodni temu wyjebało mi obojczyk. Tzn. nie trzymał mi się mostka (podwichnięcie stawu mostkowo-obojczykowego). Wyobraźcie sobie, że rano człowiek wstaje, rusza ręką i czuje jakby mu się coś łamało, tak też ja miałem. Zero bólu, nic kurwa, tylko słyszę roztrzaskiwanie się kości. Usiadłem, ruszyłem ręką, poczułem że w górnej fazie ruchu, ręka mi ucieka na bok, a po chwili poczułem ten trzask pod karkiem. Gdy przy tym ruchu przyłożyłem do obojczyka drugą rękę, myślałem że się zesram… Obojczyk normalnie podczas ruchu obrotowego ręką porusza się nie wiem, 1cm w tą i z powrotem? A mój? Wyskakiwał najpierw jak pojebany do przodu (dziwne, że skóry nie rozerwało), ruszam dalej, a obojczyk JEB na pełnej parze wdupia się z powrotem w staw! Pomyślałem sobie, no okej. Poczekałem tydzień, nic się nie zmieniło. Byłem nawet z tym na treningu (muay thai) to nic się nie działo, ale mimo wszystko poszedłem do lekarza. W dwójkę się chuje naradzali, aż w końcu powiedział, że nie ma opcji, trza to operować. Skierowanie do dziecięcego chirurga (w końcu 16 latek musi być przeglądany przez specjalistę od ciał które ważą 10kg, nie?) i heja banana kolejny dzień bez szkoły. Tam szanowna Pani chirurg nie dość, że pojeździła po pierwszym chirurgu, to jeszcze zaczęła się do mnie pluć, że jak jesteśmy tacy mądrzy (z tym chirurgiem), to żebyśmy sobie sami to zoperowali. Kazała mi kupić ortezę (taki skomplikowany temblak), za kurwa 400zł! Następnego dnia rehabilitantki w szpitalu mi pokazały jak to zakładać. Mija 4 dni, a ja czuje jebany w dupę kurwa ruchany ból w barku, taki, że myślałem że się zesram! Nie zrozumiecie, to coś jak ciota, tylko w barku. Nie, żebym miał ciotę, ale tego się po prostu nie da opisać, dlatego :P Jadę do tego samego gabinetu, a tam zupełnie inny lekarz… Pan stwierdził, że obojczyk jest zupełnie poza stawem i trzeba operować. W poniedziałek skierowanie do szpitala. Szpital? Chujowy. Wszystko chujowe, pociachali mnie, a później jeszcze mnie nie chcieli wypuścić na egzaminy (operacja we wtorek, chcieli mnie wypuścić we wtorek tydzień później, gdy miałem egzamin). Jakoś przeżyłem z patologicznymi dziećmi obok mnie (gość 14 lat kurwa po drzewach łaził, dobrze chujowi, że połamał sobie rękę (ale tak chujowo, druty miał przeprowadzane przez łokieć xD). Wychodzę na egzaminy, na antybiotykach… Eh. Pierwszy egzamin. Wyglądał mniej więcej tak:
1. tekst – zadania zamknięte – 2. tekst – zadania zamknięte – 3. tekst – zadania zamknięte – zadania otwarte – 4. tekst – zadania otwarte. W tym zadanie „streść tekst pierwszy”. Co zrobił mikel? To co kurwa jebane 1/3 gimnazjalistów w Polsce – streścił tekst czwarty!
Egzamin… Przyrodniczy (za chuja nie matematyczno) – najmocniej się czułem z matmy i z fizyki, ale oczywiście tego można było ze świeczką szukać, choć było jedno zad. z fizyki. Coś w stylu – oblicz czas potrzebny na podgrzanie ĆWIERĆ litra wody z 20 do 100 stopni, jeżeli czajnik o mocy * potrzebuje * energii na podgrzanie litra wody o 1 stopień. Co zrobił mikel? Obliczył to dla jednego litra wody. I punkt kurwa w dupę. A matura z matematyki? Kumpel sobie rozwiązywał, gość gorszy ode mnie zdecydowanie i 55%, no bez jaj! Idę zdać maturę i na studia, kurwa.
Co ja tu jeszcze mogę napisać, oprócz tego, że piszę jedną ręką (tego też spróbujcie! Wiecie jak zajebiście? Tego posta już 20 minut piszę. Właśnie wskoczyła 21 minuta).
Nie chce mi się już więcej pisać… Bo żal :/



(oceniano 10 raz(y), średnia ocen: 9,90 na 10)