Archiwum dla luty, 2010
Osrany kibel
2 lutego, 2010, Autor: ZiutekJa pierdole.
Idę sobie dzisiaj na siłownię. Nie, nie chodzi znów o klapki do góry grzbietem ani o kąpielówki. Z tym dzisiaj wszystko było ok. Problem był innej natury. Bo właśnie o sprawy blisko związane z naturą się rozchodzi.
Otóż przebrałem się, ale jeszcze stwierdziłem, że popuszczę z hydrantu, bo coś ciśnienie lekkie czuję, a poza tym idąc na bieżnię warto pozbyć się zbędnego balastu. Wchodzę, otwieram pierwsze drzwiczki, patrzę…
No ja ciesz kurwa pierdolę. Cały, dosłownie cały klop, tzn. cała muszla ujebana w gównie. Po prostu osrana. Ja nie wiem co to za bydle tam wcześniej było, i jak zdołało doprowadzić to miejsce do takiego stanu. Kurwa, zwierzęta się tak nie zachowują. Ja pierdole, ludzie, jakim trzeba być flejtuchem, żeby coś takiego zrobić i nie posprzątać po sobie? W ogóle nie wiem jak można było osrać w ten sposób cały kibel, bo gówno było dosłownie wszędzie, co on zawiesił się na lampie i srał z wysokości rzadką sraczką? Nie wiem, ale to mi wygląda na jakieś celowe działanie.
Nie cierpię debili, którzy zapaskudziwszy kibel nie mogą wykonać tego minimalnego wysiłku, żeby po sobie posprzątać. To prawdziwe jełopy, granatem od pługa oderwane, którzy innych mają w dupie i nie obchodzi ich co zobaczy i poczuje ktoś, kto wejdzie do kibla po nich. Ale to co dzisiaj zobaczyłem po prostu mnie przerosło. Kulturalny kurwa klub, wszystko cacy, i nagle zwala się jakiś ćwok i odstawia taką wiochę. Bo to jest wiocha, najgorsza z możliwych kurwa.
Ale się wkurwiłem!
Tagi: kibel, klop, muszla klozetowaZarabianie na siebie
2 lutego, 2010, Autor: anonimJa mam wyjebane, nie jestem murzynem zeby robic na kogos, sam krece swoje lody.. chuj z tym ze ciezko, a na zachodzie mialbym x3 wiecej roboty i x3 wieksze zarobki… mam swoje sianko swoj biznes swoje patenty i na tym wychodze najlepiej, proponuje wam nie tracic czasu na pracowanie na kogos, ten sam czas mozecie poswiecic na pracowanie dla siebie i na siebie.. polecam wam na poczatek jak nie macie wlasnych pomyslow oglosic sie jako sprzataczka prywatnie i nie macie wtedy 5zl / godzine tylko np 150zl za usluge… 5 uslug dziennie i jestescie zarobieni (mycie okien, kurze, odkurzanie, naczynia, posciel, pranie, prasowanie) z kolezanka na 2 chaty robicie dzielicie sie na pol… bo jedna moze miec robote za 50 druga za 100… wiadomo :) poza sprzataniem, myciem dywanow, opiekowaniem sie dziecmi, mozecie isc na budowe chlopcy drodzy poduczyc sie prostych spraw, typu malowanie i oglaszac sie samemu.. w ten sam sposob pomnazajac swoje wydatki, informatycy, nauczyciele prywatni… !
ULOTKI NA DRUKARCE! NOZYCZKI I LECICIE!! PLAKATY TASMA PLECAK MIASTO!!! ULOTKI POD DRZWI JAK TELEPIZZA!! i po 7 dniach roznoszenia wlasnych ulotek (zamiast roznoszenia cv) odbieracie telefony od klientow a nie pracodawcow!!! TO JEST PROSTE!:)
REJESTRUJECIE FIRME W URZEDZIE MIASTA, GUS, URZAD SKARBOWY, ZUS, PIECZATKA!
I MACIE przez 2 lata oko 350zl oplat zusu nic wiecej!! jedyne obowiazkowe oplaty przez 2 lata waszej firmy to 350zl.. zarabiajac 500zl dziennie nie bedzie to dla was problem!
WIEM JAK JEST SAM SPROBOWALEM! JESTEM DO PRZODU! SPROBUJCIE SAMI WIELE WAS TO NIE KOSZTUJE! ZAMIAST CV DRUKUJCIE WLASNE ULOTKI I SPRZEDAJCIE LUDZIOM WLASNE UMIEJETNOSCI! OGLASZAJCIE SIE W SIECI, GAZETACH, SZKOLACH, FORACH, CHODZCIE WE WLASNYCH KOSZULKACH Z WLASNYM LOGO PO RYNKU PROMUJAC SWOJA STRONE NA KTOREJ MACIE INFO!! DZIALACIE! ROZWIJAJCIE GOSPODARKE!! TYLKO TAK MOZEMY POMOC SOBIE WZAJEMNIE!!
zainteresowanych prosze o kontakt mailowy, chetnie pomoge osiagnac sukces, za darmo.. taki wujek dobra rada.. bo akurat okres zimowy mnie wkurwia i mam ochote komus pomoc wyrwac sie z gowna, mysle ze samo wprowadzenie dalo wielu ludziom duzo do myslenia i otworzylo nowe spojzenie na pewna kwestie… czy warto tyrac na kogos, czy robic w tym czasie lepiej na siebie?
pozdrawiam
Piotrek, wroclaw
—
Wysłano z formularza nowego wpisu.
Ktoś mnie kurwa przeklął, czy co?
1 lutego, 2010, Autor: Ark22. stycznia popełniłem post, w którym wspomniałem o tym, że na ładnych parę dni pozostawiono mnie w domu samego.
No i zaczęło się.
Rozpisałem się i… skasowałem, bo mi się wydało przynudne i zdecydowałem się wypunktować:
23. Przy wygłupach zabolało mnie żebro. Zauważalnie do tego stopnia, że moje 'O kurwa!’ miało sporo decybeli.
24. Drobiazg – spierdoliły się drzwi harmonijkowe. Poza tym tylko zmarzłem. Żebro boli nadal.
25. Nie myślałem o lekarzu, bo i tak musiałem być w pracy.
26. Po kolejnej do dupy przespanej nocy (pobudka przy każdym zbyt gwałtownym ruchu) zacząłem rozważać urwanie się z pracy i wycieczkę do lekarza. Nie wyszło – musiałem odsiedzieć pełne 8 godzin.
27. Nadal do dupy z żebrem zwłaszcza, że znowu trzeba było poodśnieżać. Stwierdziłem że jeśli się wyśpię, to może będzie lepiej – położyłem się wcześnie spać i 'spóźnię się’ nazajutrz.
28. Wyspany, ale spóźniony. O mało co nie umoczyłem przez to (różni ludzie są na tym świecie, ale o tym może innym razem). Jednak po takim wypoczynku bolało mniej. Wieczorem całkiem spokojnie – przepala się tylko żarówka.
29. Wracam po obiedzie u Siostry, a po drodze kupuję 2 5-metrowe bandaże elastyczne (kurwa, naprawdę nie robią dłuższych szerokich na te chociaż 15cm, czy to w tych moich gównianych aptekach nie ma?). Schodzę do piwnicy reaktywować piec, a tam kurwa mała powódź – szambo wyjebało. Dzwonię, sprzątam, dzwonię. Dziadek umawia fachowców na sobotnie przedpołudnie. Jest po 22:00, więc nastawiam budzik żeby im odśnieżyć dojście. Odwołuję sobotnią kolację (właściwie, to tylko zmienia się lokalizacja, ale i tak kłopot). Żebro boli.
30. Mimo budzika w komórce i pobudek – zaspałem, odśnieżam więc możliwie ekspresowo (fachowcy na szczęście pomagają). Po niespełna 45 minutach sprawa załatwiona – Fachowcy – szapoba (czy jak tam się wieśniaczy z francuska). Nie mam siły, ani za bardzo ochoty, ale zasuwam na tę kolację. Nie żałuję, bo przesmaczna oczywiście (druga Siostra).
31. Życie bywa piękne – przyjeżdża Siostra z Siostrzenicą. Dostaję cudne jedzenie, pomagają sprzątać, przewijają bandaże, a ja cały dzień niemal nie wychodzę z domu. Prawie pięknie… prawie, bo zjebała się pralka. Po 'ręcznym odwirowaniu’ czuję się jak po siłowni, którą nota bene odwiedziłem ostatnio ze 4 lata temu i to hobbystycznie. Około 23:00 przypomina mi się niedzielne podlewanie doniczkowców. Zdecydowałem się iść do lekarza, bo boli nadal. Wieczorem polsat napisał mi że 5.02 mi się wyłączy, bo nie opłacony (zapomniałem przedłużyć zlecenia stałe z konta; na rok zawsze ustawiam). Naprawiłem. To było moje drugie włączenie kompa w domu od czasu ostatniego postu.
01. Wstałem, reaktywowałem piec, zmarzłem po kąpieli (piec się jeszcze nie rozpędził po nocnym odpoczynku), wypiłem kawę i poszedłem do lekarza. Szczęśliwie trafiłem na swojego rodzinnego. Całkiem w porządku łapiduch, jajcarz taki trochę, ale możliwe że słaby, bo więcej ludzisk ma jego konkurencja. Opowiedziałem co i jak, dostałem zjeby za to że z żebrem złamanym/pękniętym przychodzę po 10. dniach dopiero. Oczywiście nie dał mi skierowania na rentgen po takim czasie, przepisał jakieś tam rozluźniająco-spinające pierdolety i jeden przeciwbólowy, ale na szczęście dał zwolnienie (dłuższe niż było potrzebne, ale w mojej pozycji nie zamierzałem
dyskutować). Przy okazji uprzedził, że takie sprawy jak żebra lubią się odnawiać. Trudno. Odpocznę na pewno, może przez te 2. tygodnie zupełnie przestanie boleć.
W międzyczasie ze 3x zapchały mi się rury wylotowe w piecu i więcej niż 4x nasrało tego białego gówna tak, że głupie 40m2 podwórka i powiedzmy 50m2 wkoło (tylko to co najbardziej konieczne) odśnieżałem na 2. raty.
W plecy jestem 20% pensji przez 2 tygodnie, 70-80zł za lekarstwa i bandaże, 100zł za Fachowców (taniocha, bo znajomi), a przede mną jeszcze 2. tygodnie.
No i kurwa znowu coś sypie.


(oceniano 9 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)