Wkurwienia w kategorii: ‘Zwyczaje’
Trochę o mojej byłej [część 1/2]
5 marca, 2014, Autor: Letalne PrącieJakiś czas temu między wysyłaniem CV i szukaniem roboty grałem sobie na pegazusie i myślałem: fajnie byłoby mieć fuchę w której robisz co lubisz i umiesz i płacą ci za siedzenie na necie, za spanie i w ogóle. I traf cholera chciał, że taką znalazłem:D
Co prawda często bywało gorąco i nie miałem czasu nawet się odlać, ale przychodziły potem dni luźniejsze. Jedynym słabym elementem był czynnik ludzki. Jeden mówi, żeby uważać na tamtych dwóch, bo cię zaraz podpieprzą, a za chwilę jeden z tamtych mówi to samo o tym pierwszym i kimś tam, który też zaraz wprowadza cię w dalszą spiralę intryg. Wniosek: nie ufaj nikomu.
Przyjęli mnie razem z takim typem, z którym jako świeżynki byliśmy trochę, a nawet mocno zaskoczeni tymi scenami jak z telenoweli. Ten podpieprzył chłopaka z tamtego działu, potem rewanż. Ogólnie kilka grupek obrzucających się świństwami i nigdy nie wiesz kto cię usłyszeć może. Ale, że nie zdążyliśmy nasiąknąć tą trucizną uczyliśmy się razem, pomagaliśmy sobie nawzajem i generalnie tworzyliśmy dobry zespół z resztą działu. No ale czas na wkurwa:
Ludzie na stanowiskach zdarzają się chamscy i potrafią wkurwić, ale ten przypadek był chodzącym wkurwieniem. W rankingu statystyk „uważaj na niego” miał bezsprzecznie pierwsze miejsce. Pomijając oczywiste podkładanie świń miał dar bycia kutasem. Wpadał do pokoju, nie zdążył nawet zobaczyć co robisz i już opierdalał, że robisz to źle i za długo. Jestem w stanie przyjąć coś takiego na klatę od osoby, która wie o czym mówi i naprawdę mogłaby zrobić to lepiej. Ale nie kurwa jakiś pierdolony cham, który opierdala i podpierdala wszystkich (nawet kolegów z którymi wychodzi na piwo po pracy), bo robi to nie dla pieniędzy, tylko z czystej pasji kurewstwa. Nienawidziłem go i brzydziłem się nim, chociaż tak szczerze ciężko opisać w słowach to co czułem. Stał się szybko moim numerem jeden. Moim celem w tej pracy.
Nikt go nie lubił poza Zaciętą Mordą, która nawet pisząc maile używała tylu wykrzykników i znaków zapytania na raz, że czasem zanim człowiek doszedł do treści musiał spędzić chwilę na otrzaskanie się z szeregiem interpunkcji. I zazwyczaj tej treści mogło nie być, bo same wykrzykniki już mówiły:
NIEWIEMOCOCHODZIALECIEOPIERDALAM.
Zdaję sobie sprawę, że nie umiem ukrywać silnych emocji. W tym przypadku nawet się nie starałem. Kultura jednak zabraniała otwartego konfliktu (no i był stanowisko wyżej) dlatego panowała po prostu lodowa atmosfera.
Noc, awaria, zasuwam jak dzika locha. Przełożony w tym samym pomieszczeniu grzebie jakieś swoje rzeczy. Obok niego Człowiek-Kutas non stop mi robi uwagi co do mojej pracy. Kłuje, dogryza i na brak jakiejkolwiek reakcji z mojej strony komentuje: „popatrz jaki twardy, ja bym już coś odpowiedział”. I co, miałem mu nawrzucać przy szefie, który z nim przyjechał i łoili razem browarki? Kutas nigdy się do mnie nie odzywał kiedy byliśmy sami, więc nie dość, że Człowiek-Kutas to pizda jeszcze. Agresor rósł… Postanowiłem, że jeśli usłyszę jakikolwiek komentarz co do siebie, a nie tego co robię to kurwa mogą mnie oskarżyć, wyjebać dyscyplinarnie, ale wpierdol murowany. I naprawdę bym nie patrzył, że szef obok, że przekroczył już 40tkę. Byłem na granicy. Ale rozeszło się, szefo coś tam mu pocisnał i napięcie nie mogło się rozładować. Złość.. co ja piszę: skrajna agresja i nienawiść nie miały którędy uciec i czekały na dogodną chwilę. Na moment prywatności i zwykłego czystego wpierdolu, który nie chciał nadejść.
Któregoś dnia, kiedy walczyłem z oryginalną usterką, więc czas grzebania był znacznie dłuższy niż zazwyczaj, stanął z fajkiem kilka kroków ode mnie też w towarzystwie mojego szefa:
-Mieliśmy już takiego, który sobie nie dawał rady. Aj Ti go home! He he.
Synu kurwy ty durny, zewrzyj mordę! Przysiągłem sobie, że jeśli zdarzy się jakakolwiek sytuacja, kiedy będę mógł przyczynić się do jego wyjebania i nie będzie to dotykało nikogo poza nim (i ew. Zaciętą Mordą) to zeszmacę się i stanę się tą kurwą, będę łgał i przyrzekał i podpierdolę go kurwa dla spokoju umysłu. Jebać zasady, wojna wymaga ofiar. Czekałem, szukałem i kipiałem za każdym razem, kiedy słyszałem jego głos. Musiał coś wyczuwać swoim kurwiarskim instynktem, bo zaczął mnie omijać. Myślałem, że mi się zdaje, ale koleżeński dział sąsiedzki stwierdził, że zarówno Kutas jak i jego głupia cipka przestali się rzucać do naszych działów. Ale spokojnie, nienawiść jest cierpliwa, bo oto nastał Ten Dzień.
-Idź do kurwidołka i zablokuj mu kompa – powiedział Szefo.
-Co? – myślałem, że się przesłyszałem
-Został zwolniony: chcesz iść, czy ja mam to zrobić?
Cały świat się rozmywa i widzę wyraźnie jedynie drogę do jego pokoju. Przechodzę obok Zaciętej Mordy, która coś pierdoliła, że już pewnie mu coś tam podglądam, ale heh, mogła mówić co chciała, bo i tak doszło to do mnie po całej zabawie. Go home, Kutasie.
Tymi rencami! Czułem się jakbym sam go wyjebał. Misja skompletowana! Ulga i niesamowita radość.
W ogóle w firmie o mało szampana nie było, bo praktycznie wszyscy chodzili z bananami od ucha o ucha. Piękne chwile. Tylko Morda się wyłamała, ale kurwa. Dlaczego go wyjebali? Szef przemilczał i powstało miliard teorii i z resztą nie boli mnie to. Tamtego dnia mogłem odejść z firmy i nic, dosłownie nic nie było w stanie mi zepsuć nastroju.
I jak to w życiu często bywa później żałowałem. Nie tego, że się go pozbyliśmy, ale żałowałem, że nie odszedłem. Parafrazując: raz obok Mordy, raz pod Mordą. Tak. Roszady w zarządzie, fuzja działów i Rozdarta Japa została moim szefem.
Pranie odmóżdżonych mózgownic
8 lutego, 2014, Autor: niezrzeszonyW związku z tym, że pomimo nawału zajęć czysto zawodowych nie mam czasu na nic, jak każdy potrzebuję chwili warzywnego relaksu celem odprężenia i przynajmniej chwilowego oderwania się od brązowości gówna codziennego. Najczęściej sprowadza się to do tępego spoglądania w odbiornik telewizyjny uczciwie opłacony abonamentem (khie khie:) z ciężko zarobionych pieniędzy w towarzystwie ergonomicznego pilota i złocistego napoju.
Klepiąc z półautomatu w klawisze pilota przeszukuję kanały w poszukiwaniu czegokolwiek sensownego, po obejrzeniu czego nie będę zmuszony zwrócić nieprzetrawionej kolacji w kanał. Jedziemy: politycy, pedał, pedał, chuj wie co, baba skamląca, że jej tragedią życiową jest spiczasty nos, paradokument, pedały, politycy, opera mydlana, wybory miss trans (ja pierdole!), paradokument, jeszcze więcej pedałów, politycy… JEST! popaczam se o islamskich terrorystach. Komercyjna telewizja, więc wiem – tuż za winklem czają się reklamy, ale ok – w końcu muszą z czegoś żyć, a mi się nie chce przełączyć.
Nadejszła oto nieuchronna chwila i zaczyna się blok reklam: tabletki na ból głowy, na katar, na kaszel (oczywiście nie może być prosto – na suchy i mokry), na srakę, na brak sraki, na kaszel ze sraką, witaminy co się nie wchłaniają, witaminy co się wchłaniają… Kurwa, ile można słuchać „przed zażyciem zapoznaj się z treścią ulotki (…)”? Zabrzmię jak jakiś pradziad, ale kiedyś reklamowało się jakieś cud środki czyszczące, nikomu nie potrzebne gadżety i tym podobne, a blok nie składał się z 10 minut pieprzenia o tym, że jak se łykniesz tabletę to cię wątroba nie będzie napierdalała – kurwa nie żryj śmieci to będziesz zdrowszy. I to nie jest problem tylko TV – często słucham radia i ciągle słyszę jebane „przed użyciem”, przed seansem w kinie Goździkowa radzi…
Zamiast stawiać na edukację, aby uświadomić, że wszystko co robimy, jak się traktujemy wkrótce będzie miało swoje konsekwencje, lepiej faszerować medykamentami bo za tym idzie kasa, masa kasy, a większość z nas daje się na to nabrać…
Gadka Szmata
27 stycznia, 2014, Autor: Letalne PrącieW pociągu znajduję czasem starych znajomych. Osoby, które lubię bardzo i widuję się z nimi rzadko, hura! i przegaduję z nimi całą trasę. Spotykam czasem też osoby z byłej szkoły/klasy z którymi wtedy, przez te kilka lat zamieniłem kilka zdań i to głównie typu „gdzie mamy polaka” itp. Wtedy obojgu nam wystarczała taka namiętność i nigdy nie wychodziliśmy poza jej granice, ani fajka na przerwie. Każdy z nas miał swoje życie, znajomych i kropka.
Po kilku latach spotykamy się niezobowiązująco w pociągu. Cześć, cześć powinno wystarczyć, tak jak to było do tej pory, a nawet kilkuletnia przerwa na naturalne milczenie była niezauważalna.
Niestety,
nagle stajemy się bóg wie jakimi przyjaciółmi i zaczyna się wypytywanie o szkołę, pracę, a co u tego, a co u tamtego, a co cię to kurwa obchodzi? Nie miałbym jeszcze pretensji, gdyby rozmowa była dwustronna, ale mam nadzieję w niej nie istnieć i czuję się jak na jakimś wywiadzie.
Ku swemu nieszczęściu staram się nie być gburem i grzecznie, choć zdawkowo udzielam odpowiedzi. Wyczekując tej chwili, kiedy znajomy, ach przepraszam, przyjaciel sprzed lat wyszuka w pamięci kolejne mdłe pytanie, ukradkiem wyciągam książkę.
tnm (tak nawiasem mówiąc)
Zrobię sobie papierową okładkę z napisem „Książkę”. Bo kolejną wkurwiającą zagrywką jest pytanie „a co czytaaasz?”. Można zacząć rozmowę „co czytałeś ostatnio?”, ale NIGDY nie zadaje się pytania osobie wciągniętej w lekturę, lub pragnącej tego dokonać. Bo raz: że to wkurwia, dwa: że rozprasza, trzy: że nie prowadzi do NICZEGO dalej, cztery: spójrz na grzbiet?!, pięć: że wkurwia.(koniec dygresji)
Nie tylko ja jestem w takiej sytuacji i irytuje mnie też niemożebnie, gdy trafią się dwie takie niemoty. Ciągną, wleką na siłę tę „rozmowę” jak trupa pod górkę. Nie klei się to i nawet nie zbliża się do poziomu gadki. Przerwy między kolejnymi odzewami są na tyle długie, że możnaby zgubić wątek, gdyby tylko jakiś istniał. W tych pauzach zaczynam mieć nadzieję, że mana się wyczerpała i przestaną rzucać tymi niemrawymi wywłokami zapytań.
Gadka już na początku jest zimna. Jeśli trupowi zrobisz masaż serca to też krwi mu trochę popłynie, ciśnienie ruszy gałką oczną, drgnie nerw i zamrze na powrót.
Tak samo i tu.
Tu nie ma czego ratować głupkowatym żartem, przyklejonymi uśmiechami, pieprzeniem o pogodzie. Chryste, pacjent już prawie pod ziemią, ale nie, kurwa, bawimy się dalej. Czy to nie jest znęcanie się? Jest i to kurwa nade mną i resztą niewinnego otoczenia.
Nawet z kompletnie nieznajomą osobą można prowadzić niezłą rozmowę.
Fragment z pamiętnika, rozmowa z maturzystą znanym tylko z widzenia:
„(…)
– Bez zobowiązań, tak tylko zagadać, żeby mi morda nie zamarzła. – bo rzeczywiście było zimno ;p
– Więc teraz będziemy wymieniać się durnymi uwagami o nauczycielach, czy pogodzie?
– Proponuję plan zdobycia dostępu do morza i pasma górskiego przez internat, ale jak wolisz..
i potoczyła się rozmowa o rozmowie, którą mielibyśmy przeprowadzać.
”
No to siema, nara, pochwa i halucynacje!
Gruba krowa
14 stycznia, 2014, Autor: KistosIdę sobie szkolnym korytarzem do szatni, wbijam, daję numerek i czekam na kurtkę. W tym czasie stojąca nieopodal swoich koleżanek gruba cipa z pryszczami na ryju i odrostami we włosach zaczęła się naśmiewać z mojego stylu chodzenia. Że niby się wożę, i zaczęła parodiować. Zignorowałem to ze względu na obecność nauczyciela którego szanuję.
Ale kurwa, brzydka szmata parodiująca mój krok. Fakt, chodzę z głową podniesioną do góry, twardo, trochę zarzucam barkami jak pozerzy, ale to przez rozbudowanie mięśni pleców. A taka kurwa której koleżanki ślinią się na widok sylwetki typu V robi sobie jaja.
Nie uważam się za nie wiem kogo, mam w sobie pokorę. Ale wkurwa mnie jak kupa gówna nie mająca w życiu dość siły by coś z sobą robić próbuje mnie oceniać lub robić sobie ze mnie jaja.


(oceniano 11 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)