Wkurwienia w kategorii: ‘Różności’
Wpis po latach
5 lipca, 2014, Autor: KirciaWitam wszystkich po kilku latach przerwy w pisaniu. Sama się dziwię, że to już tyle czasu minęło. Kilka starych bywalców jednak zostało (pozdrawiam Was szczególnie). Nawet dokładnie nie pamiętam jak trafiłam na tę stronę. Obecnie mój styl pisania nie jest taki wulgarny co kiedyś. Na pewno po takim czasie macie inne powody do „wkurwiania się” (może oprócz sytuacji gospodarczej i politycznej). Teraz już jestem na studiach. Sesja i egzaminy to sam stres. Najgorsze jest bieganie za ocenami i żebranie o ocenę (zaś we wrześniu czeka mnie poprawka). Dopiero niedawno zaczęłam wakacje, ale na szczęście z nastaniem moich wakacji rozpoczęła się dobra pogoda.
Teraz pozdrawiam wszystkich czytelników mojego wpisu. Odezwijcie się.
(W archiwum zobaczyłam ostatni wpis o kartach miejskich. Na szczęście klikanie w sierpniu zostanie zniesione po 3 latach od wprowadzenia.)
„Umiesz liczyć, licz na siebie!” (No chyba że masz tzw. znajomości)
13 czerwca, 2014, Autor: SzturmierzWitam, witam o zdrowie pytam!
Wkurwiłem się, wkurwiłem się i to poważnie. Oto ziścił się najczarniejszy ze scenariuszy, jaki jawił się gdzieś z tyłu mojej głowy od samego początku, kiedy to z nadzieją maszerowałem po raz kolejny już w tym roku z CV do jednego z zakładów w mojej mieścinie, by podjąć tam pracę. Miałem nadzieję, że kiedy to znudzi im się oglądanie mojej zawziętej mordy, zlitują się i pozwolą wykazać w ich szeregach, tym bardziej że właśnie na dniach organizowane były tzw. „przyjęcia”. Zaznaczałem, że mam doświadczenie, pracowałem już na podobnym stanowisku, chcę pracować, jestem dyspozycyjny i w ogóle, wiadomo. Jeszcze wczoraj nie rozstawałem się z telefonem, co rusz sprawdzałem czy aby ktoś nie dzwonił, niestety. Nadzieja na to, że będę miał tą pracę pękła niby mydlana bańka, z chwilą kiedy to, moja siostra wróciła do domu po skończonych zajęciach. Jak codziennie zaczęliśmy sobie gadać, o tym, a tamtym, aż zeszło na temat jej koleżanki. -Kurwa, aż muszę chwilę pooddychać, bo mnie chuj strzeli zaraz chyba.- A wiesz o czym się dzisiaj dowiedziałam, ta (dajmy że na imię jej Zosia) Zosia dostała pracę w (dajmy że ta firma nazywa się „Zapierdolex S.A”), a wiesz co jest najlepsze? Ojciec jej załatwił. Nie muszę już chyba dodawać, że to właśnie do „Zapierdolex’u dymałem jak cygan po zasiłek kilka razy w miesiącu, w poszukiwaniu zatrudnienia. No kurwa, ja pierdole, powiedzcie mi moi drodzy, co ja mam, jak kurwa do kurwy nędznej pierdolonej mam się teraz czuć, co mam kurwa robić?! Iść tam kurwa ze szpadlem, kurwa nie wiem zakupić (HA KURWA, PYTANIE „ZA CO!”) jakiegoś kałacha na czarnym rynku i powystrzelać ten cały pierdolony kurwidół, w efekcie spędzając resztę życia kurwa za kratami?! (Przynajmniej nie musiałbym martwić się o jutro kurwa!) Ja pierdolę! Ale nie żeby to był pierwszy raz, jak spotykam się z takim obrotem sprawy. Jeden przypadek zdaje mi się opisałem już tutaj, a od tamtego czasu było ich dosyć kurwa sporo. Człowiek kurwa idzie z nadzieją, że jeśli się postara, zrobi coś więcej, by zdobyć kurwa jebaną posadę, oczywiście za najniższą krajową jak dobrze pójdzie, to kurwa nie! Po co?! Niby kurwa dlaczego, ja chłoptaś kurwa z ulicy, nikomu tam nieznany, chętny do pracy miałbym dostąpić tego pierdolonego zaszczytu? Co ja sobie kurwa naiwny myślałem! Szlak mnie kurwa trafi. nie mam kurwa już nawet sił wkurwiać się, chodzić tam czy kurwa gdziekolwiek indziej, jak burzowe chmury, na horyzoncie mojej nędznej życiowej tułaczki jawi się „EMIGRACJA”. Tyle że teraz, pozbywszy się sentymentów wypierdolę stąd i nie wiem kurwa kiedy ponownie przyjdzie mi spędzić w Polsce dłuższy okres czasu.
Chuj, nie miało być długo, błędów pewnie najebane jak grzybów po deszczu – ale mam to w dupie! Pierdole, nie dziś kurwa czas bym jeszcze tym się wkurwiał.
PS: A jeśli dzisiejszy mecz Holandia – Hiszpania skończy się zwycięstwem tych drugich, kurwa nie ręczę za siebie!
Trzymajcie się tam!
Wkurwiający miszmasz 3
8 czerwca, 2014, Autor: WigarusDzisiaj bez wstępu, bo mi się nie chce.
1. Przede wszystkim chciałem się tu skupić na rozsławionej ostatnimi czasy postaci, jaką jest pewna uczennica, która powiedziała, że Pan Phremier jest zdrajcą narodu polskiego. To, co mnie najbardziej przeraża w tej sytuacji, to fakt, iż tę dziewuchę media i część internautów uznają za jakiś autorytet pokroju Lao Tse, Arystotelesa albo Dalajlamy, pomimo iż nie reprezentuje ona sobą absolutnie niczego, na co należałoby zwrócić uwagę. I tak dziewczyna, która dotąd miała Aska tylko po to, żeby chwalić się szpilkami i zakupami, teraz dostaje polityczno-filozoficzno-obyczajowe pytania wyjęte z przysłowiowej dupy. W dodatku odpowiada na nie w sposób tak idiotyczny, że ogarnięty człowiek zaczyna się zastanawiać, czy to się dzieje naprawdę, czy to jakiś pierdolony Matrix, za chwilę ktoś wyjmie wtyczkę i ten cyrk się zakończy. „Wielka odwaga, powiedziała mu prawdę w twarz” – tak przeciętnie prezentuje się komentarz jej zwolenników. Nikt jednak z jej fanów nie mówi o tym, że ta licealistka jest mocno zmanipulowana przez własnych rodziców i powtarza praktycznie to samo, co ci zechcą jej wpoić do jej pustej główki. I tak, jak wiadomo, że Pan Phremier jest zdrajcą, tak inny, nieco niższy Pan Prezes Bliźniak jest już w porządku, bo przecież jeśli dopchnie się do władzy, to zwali winę polskiego burdelu na poprzedni rząd. Jakby te dwie partie różniły się od siebie celami, które im przyświecają… I ta dziewucha tak przedstawia sprawę, a nawet upraszcza ją jeszcze bardziej, bo twierdzi, że okej, Phremier jest zdrajcą, ale argumenty zachowa dla siebie. Zobaczcie, ile rzeczy w ten sposób możemy udowodnić – wystarczy, że wykorzystam jakąś okazję i przy kamerach powiem, że np. wiem o tym, iż myszy pochodzą z Księżyca i monitorują każdy nasz ruch. Mam odpowiednie dowody, a nawet zdjęcia, ale pozostawię je dla siebie. Nawet nie chodzi o to, że lubię Phremiera, ponieważ nie lubię go i uważam, że już dawno powinno odepchnąć się go od koryta, bo konfabuluje, utrudnia życie przeciętnego człowieka i wmawia mu przy tym, że w swojej biedzie istnieje jako bogacz, no ale kurwa… Co zmieniły te słowa? Nic. Nic się nie wydarzyło poza medialnym szumem oraz nabiciem popularności tej dziewczynie, która uważa, że „Żydzi podczas zaborów upijali Polaków”, a „Wszystko robi na Chwałę Bożą”, po czym wstawia samojebkę z przymierzalni. Ludzie, gdzie wy, kurwa, szukacie autorytetów? To kolejna gwiazda pokroju Trynkiewicza, Mamy Madzi, Smoleńskiej Brzozy czy Dżendera – media będą tak długo wałkować ten temat, aż znajdą sobie inny cel, nie mniej bezsensowny.
2. Ostatnio ciągle też słyszę o niejakiej deklaracji wiary, co potwierdza moją teorię, że nie żyjemy w kraju świeckim, a mocno podlegającym kościołowi. I mógłbym to w sumie olać, jednak mam dosyć łamania państwowego prawa dla jakichś „wyższych celów”, które wcale mi nie pomagają. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, iż duża część lekarzy, którzy podpisali tę deklarację, nie chce o tym rozmawiać, zarzucając nagonkę na ich wiarę. Moi drodzy docenci, to nie jest żadna nagonka na to, w co wierzycie, tylko na to, że wiara, którą wyznajecie, zostaje wepchnięta do medycyny. I fakt, że jakiś doktorek Mengele stwierdził, że tekst biblijny jest dla niego ważniejszy od przysięgi lekarskiej, może sprawić, iż nie dostanę określonej pomocy medycznej, która jest mi niezbędna do życia, ponieważ nie zawiera się to w jego światopoglądzie. I przez to mogę chociażby umrzeć, a taki Mengele nie zostanie ukarany. Przykłady tego już powoli zaczynają wychodzić na światło dzienne, bowiem okazuje się, że wielu fanatycznych lekarzy uważa, iż transplantologia jest zabijaniem, a antykoncepcja grzechem. Ta banda skurwysynów, bo inaczej nie potrafię ich nazwać, nie może zostać dopuszczona do leczenia ludzi. Nie życzę sobie, aby takie osoby nawet przyklejały mi plasterek z Kaczorem Donaldem na palec i chcę, aby ta lista została upubliczniona, a na gabinetach tych doktorków było wyraźnie napisane, że osoby te podpisały Świętojebliwą Deklarację. Tak, jak wspominałem w jakimś innym wkurwie, miejsce wiary jest w świątyni i sferze prywatnej danego wyznawcy – tam możecie wierzyć, w kogo chcecie i nic mi do tego. Pomyślcie, drodzy wielce katoliccy docenci, jak byście zareagowali, gdybyście wyjechali na jakiś wykład za granicę, ulegli kontuzji, trafili do szpitala i miałby was operować lekarz scjentolog, który zamiast tradycyjnych leków, dawałby wam tylko te uznane przez kościół scjentologii. Albo gdyby był to ortodoksyjny żyd, który uznałby, że dopóki pacjent ma napletek, nie może go operować. Myślę, iż na pewno zaakceptowalibyście taki stan rzeczy. A może się mylę? Dlatego mam dla takowych lekarzy dwie propozycje: mają wypierdalać z publicznych ośrodków albo pracować za „co łaska”. Bóg jest ważniejszy, więc na pewno się ze mną zgodzą. Moim zdaniem każda placówka publiczna powinna być neutralna. Nie przeszkadza mi to, że jakaś ulica czy szpital nosi imię Jana Pawła II albo Maryi Po Pięciokroć Przedziwnej, jednakże kierowanie się religią w usługach świadczonych przez takie instytucje powinno z automatu je dyskwalifikować. Najpierw lekarze, a potem co? Strażacy? Policjanci? A może od razu konsekrujemy cały Kodeks Karny?
3. http://wiadomosci.onet.pl/rzeszow/inscenizacja-zamachu-na-papieza-w-ramach-swieta-szkoly-internauci-komentuja/fglze
Po prostu wejdźcie w ten link. Nie chce mi się tego za bardzo komentować, zastanawiam się tylko, jak daleko można się posunąć w swojej głupocie. Moje stanowisko w tej sprawie jest takie, że obowiązuje zasada „Twój cyrk, twoje małpy” – nie bywam w kościele, więc teoretycznie nie powinno mnie to interesować. Mimo wszystko, kiedy przypadkiem natknąłem się na tę wiadomość, nie mogłem wyjść z podziwu. Bo czy nie wydaje się dziwne, że ludzie w tym uczestniczący nie zdawali sobie sprawy, iż dokonali pewnej profanacji? Czy nie pomyśleli o tym, że robienie takich jaj w ich świątyni nie godzi w dobre imię tego, co sami czczą? Czy oni w ogóle rozumieją, w co wierzą? To już nie są niewinne Jasełka, to praktycznie taki sam ruch, jakby ci ludzie odtworzyli przybijanie do krzyża w ramach wesołego spektaklu. To mnie nie tyle wkurwia, gdyż jak zaznaczyłem „Ich cyrk – ich małpy”. Ale intryguje mnie, co im siedzi w głowach. I pomyśleć, że jakieś kilka lat temu internauci śmiali się z Wejherowa, kiedy światło dzienne ujrzał film o tym, jak parafianie tańczą z obrazami. Tyle że tę tradycję jestem w stanie zrozumieć – w sumie może mi się to wydawać dziwne, lecz na dobrą sprawę nie widzę w tym akcie żadnej profanacji. A to, że mnie to śmieszy, wynika z tego, że myślę inaczej, nie po kaszubsku, tak jak oni, choć mam kaszubską rodzinę. W każdym razie czekam na inne przedstawienia, nie wiem, może odtworzą śmierć Popiełuszki? Albo wizytę świętego Wojciecha w Prusach?
4. Swoją drogą punkt trzeci łączy się z czwartym. Ostatnio również zrobiło się trochę szumu wokół pewnego występu teatralnego, a konkretniej sztuki pod tytułem „Golgota Picnic”. Oczywiście środowiska Paranoi i Smoleńska od razu zareagowały, choć nikt z tych wyśmienitych moralizatorów nawet nie poświęcił swojego czasu na całkowite zapoznanie się z przedstawieniem. Jedyne, co wiadomo, to to, że „obraża się tam symbole i wartości katolickie” – poza tym nikt nie postarał się ogólnie przybliżyć sensu tej sztuki. Nie twierdzę, że nie jest ona gównem, gdyż jej nie oglądałem, ale niech ci wielcy obrońcy sami dadzą ludziom wyrobić sobie opinię. Jeśli większość uzna, że to rzeczywiście artystyczna onanizacja pokroju zabarwionych jajek w waginie pewnej „artystki”, to to widowisko niczym się nie obroni. A tak tylko jest wielka obraza z powodu czegoś, co nawet jeszcze nie doszło do skutku. Na temat sztuki wypowiadają się tak wybitne grupy jak Fronda oraz Radio Maryja – już po tych nazwach nie możemy spodziewać się trzeźwego podejścia do sprawy. To mi przypomina tę samą sytuację, jaka miała miejsce, kiedy do polski przyjechał zespół Gorgoroth i TVN od razu miał o czym pierdolić. Te same media i ta sama partia rządząca jest zachwycona posągiem w Świebodzinie. No kurwa, nie mam pytań. Ludzie, to nie jest impreza, która dzieje się na oczach postronnych, tylko która odbywa się w określonym miejscu dla ludzi tym zainteresowanych. Nikt nikogo nie zabija, a żadne demony nie wylatują z wentylacji. Możecie ją bluzgać, ale nie macie prawa mówić, jaki spektakl ogół może oglądać, a jakiego nie może, zwłaszcza, że jest to impreza zamknięta. I tu mamy paradoks, bo z jednej strony rzekomo mocno wierzącym przeszkadzają takie imprezy, choć w nich nie uczestniczą, a jednak mimo to nie przeszkadza im odtwarzanie scenek z zamachu na papieża w kartonowym papamobile… Nie rozumiem tego i chyba nigdy tego nie zrozumiem.
5. https://www.youtube.com/watch?v=ptsTG_Iu3zg
Banda bydła rzuciła się na laczki… no kurwa, Kraj Spirytem i Cebulą Płynący. Może by mnie to tak nie wkurwiało, gdyby nie fakt, że parę osób, które znam i z których część jest mi bliska, pracuje w tego typu marketach. Współczuję im, ponieważ każdy z nich mógł mieć taką sytuację. To jest, kurwa, przegięcie, tego zwykłe słowa nie są w stanie opisać. Potem Polacy się dziwią, że mają taką opinię za granicą. A wystarczy, że nadarzy się okazja, a w głowie uruchamia im się dioda cwaniactwa. „Bo się opłaca”, „Bo mi się należy”, „Bo to modne tera”. Wstyd, po prostu wstyd.
Tolerancja? część druga
18 maja, 2014, Autor: WigarusTak sobie ostatnio przeglądałem swoje starsze wpisy i zajarzyłem, że wpis o tolerancji w momencie pisania uznałem za część pierwszą. No więc wypadałoby kiedyś napisać część drugą i ten przełomowy moment właśnie następuje. A to wszystko za sprawą Eurowizji, która sama w sobie jest zdarzeniem kiczowatym i niezbyt ambitnym, ale nie oszukujmy się – bardzo dużym, popularnym i pozwalającym jakoś się wypromować. Ot, taki festiwal, który będzie oglądany przez jakiegoś Andrzeja Nowaka, gdy ten z rodziną będzie wpierdalać bigos albo kiedy będzie siedział w fotelu z Argusem w ręku. Kto wygrał w tym roku, chyba wiedzą wszyscy, tak więc temat tolerancji jak najbardziej pokrywa się z tym wydarzeniem. Zdaję sobie sprawę, że tysiąc osób zdążyło już o tym napisać, kolejne tysiąc nagrać vlogi, lecz póki co temat jest jeszcze aktualny.
Powiem wam jedno: wkurwiłem się. Ale nie dlatego, jak uważa dużo Andrzejów Nowaków, że biuściaste Słowianki są najlepsze i w ogóle to powinny wygrać, ale dlatego że w pewnym momencie nie za bardzo wiedziałem, co właściwie, kurwa, oglądam. Niby jakiś europejski konkurs piosenki, aczkolwiek po czasie okazało się, że dałoby się to podciągnąć pod występ cyrkowy. Brakowało tylko wielbłądów chodzących po linie, klaunów pederastów, małp na lianach i magika z różdżką. Może jestem naiwny, ale Eurowizja to ponoć konkurs piosenki, a nie zawody w wytypowaniu najbardziej popierdolonego ekscesu roku 2014. Ktoś powie, że Conchita ładnie śpiewał/a – na muzyce znam się średnio, może to prawda, jednak w mojej opinii wykonywana przez nią/niego piosenka nie odstawała od reszty i nie wyróżniała się niczym prócz tego, że wykonywał ją facet przebrany za kobietę i mający brodę. Gdyby ów człowiek wystąpił w gajerku jako facet, nie wzbudziłby kontrowersji i zachwytu fanatycznie tolerancyjnej eurogawiedzi. Nie przekonuje mnie gadka, że taki wizerunek miał służyć wyższym celom, ponieważ tu miało chodzić o muzykę, a nie o promowanie konkretnej mniejszości. I nie jest dla mnie istotne, czy śpiewałby gej, Cygan czy kaleka bez rąk – jaranie się tym, że dany piosenkarz zalicza się do mniejszości i musi dobitnie to podkreślać, żeby odwrócić uwagę od muzyki, jest pojebane. Oczywiście, można by było doczepić się np. Murzynów z getta, że rapują o swoim życiu, co w sumie też niejako promuje ich mniejszość. Można byłoby doczepić się do jazzu albo rastafiarianów śpiewających reggae. Również można by się było doczepić do Steviego Wondera, bo przecież jest niewidomy, tyle że w tych czterech przypadkach jakoś nie kłuje mnie to w oczy, ponieważ te wszystkie odmienności – i owszem – są zawarte w ich muzyce, jednak nie dominują. I tak naprawdę nie pamiętam już, o czym śpiewał/a Conchita, wiem tylko, że nosiła brodę.
Wkurwia mnie też to, jak bardzo zmodyfikowano pojęcie tolerancji. Tolerancja to nie jest już postępowanie polegające na tym, że zdaję sobie sprawę z odmienności jakiejś grupy bądź jednostki, lecz wiem, że może ona w innych aspektach być taka jak ja, a dopóki odkłada swoją różnicę na odpowiednią półkę, traktuję ją okej. Obecnie jest to podrzucanie pod mój nos wszystkich tych ekscesów, dając rozkaz, abym bezgranicznie to uwielbiał, abym nie miał wobec tego żadnego zdania i podziwiał ich inność jako coś lepszego od tego, że ja stanowię większość. Jakby ktoś miał skrzydła i popierdalał na nich do roboty, to nie powiem – podziwiałbym go, ale co jest fajnego w tym, że facet przebiera w sukienkę? Znaczy, okej, kogoś może to jarać, ale dlaczego zmusza się mnie, żebym ja na siłę to lubił? Wpierdalanie własnej seksualności do spraw politycznych, kulturowych czy obyczajowych, przysłaniając je tym aspektem, jest hipokryzją. A skoro ludzie tacy jak Conchita chcą, bym ich tolerował, to może niech też w jakimś stopniu uszanują to, że ja na przykład nie chodzę po ulicy z tabliczką mającą napis „Siema, jestem hetero i jestem zajebisty”. A jeszcze inna sprawa, że przez to, że nie lubi się pewnych cech pewnej mniejszości, można w mgnieniu oka zostać wyjebanym z pracy, na przykład, jeśli część swojej wypłaty przeznaczysz na jakąś akcję związaną z nią i nie do końca jej przychylną. Czy gdybym założył jakąś firmę, to miałbym prawo kontrolować usługi i produkty kupowane przez moich pracowników? Prowizoryczna sytuacja: jestem ateistą, więc jak pan Kowalski i Malinowski, którzy pracują w mojej firmie, dadzą choćby złotówkę na kościół, to ich wyjebię. Mogę tak zrobić? Pewnie mogę, a jednak czułbym się z tym źle, bo ich światopogląd – o ile rozsądnie prezentowany – nie wpływa na rozwój mojego biznesu. Róbta co chceta – jedni wydadzą na jedzenie dla dzieci, inni na dziwki, jeszcze inni na kapłana za ołtarzem. Nie moja to sprawa.
Co do reprezentantów Polski, to śmieszy mnie ogólny ból dupy rodaków, którzy buntują się przeciw temu, że przegraliśmy z Conchitą. Czy reprezentowaliśmy wyższy poziom? Nie, chcieliśmy zwrócić na siebie uwagę poprzez ubijanie masła i dekolty – zrobiliśmy dokładnie to samo, co kobieta z brodą. Nasza piosenka do ambitnych nie należała i była hitem kilku miesięcy. Sam Donatan zaś… ech, rozumiem, że włożył dużo do subkultury hip-hopowej, ale dla mnie jest to osoba bardzo fałszywa i zmieniająca zdanie co kilka dni. Najpierw stworzył jakiś kawałek, który niby był parodią jego twórczości, potem, kiedy utwór wbił się na listę Eski czy Vivy, nagle okazało się, że stworzono go na poważnie. Tak samo z Eurowizją – najpierw niby twierdził, że nie przejmuje się wynikami, a jednak w momencie, gdy przegrał, raptem zaczął pisać, że gdyby nie jury, zająłby piąte miejsce. A to wszystko po to, by kilka dni po Eurowizji znowu odciąć kupon od „słowiańskich rytmów”, które z folkiem mają tyle wspólnego, co seria „Piątek trzynastego” z dramatem obyczajowym. Wypuścił jakieś kompletne gówno (to moja subiektywna opinia) i znowu zaprzeczył sam sobie. Także, rodacy, kumam, że Conchita jest niesmaczna, bo sam mam takie odczucia, ale jaranie się Donatanem, „bo dupa i cycki”, jest tak samo absurdalne.
Tolerancja przeradza się w chorobę. Teraz już próbuje się realizować zjebane projekty partyjne polegające na tym, że trzeba wpisać na listę równą liczbę kobiet i mężczyzn, bo przecież „równouprawnienie”. Mam zajebisty pomysł – po co ograniczać to tylko do partii, zróbmy tak ze wszystkim. Jak w kopalni pracuje 40 górników, to 20 wypierdolmy i na ich miejsce dajmy 20 górniczek. W twoim sklepie pracuje trójka mężczyzn? Wypierdol dwójkę i daj w to miejsce kobietę. Albo wiesz co, w sumie to uczyń kobietę drugim szefem, będziecie mieli po 50% zysku każdy. No bo jakże tak? Ty, męska szowinistyczna świnio, chcesz sam zbijać kokosy? Jak mogłeś w ogóle tak pomyśleć? Oczywiście, jeśli kobiety stanowią większość, to jest już okej – wtedy nikt się do tego nie przypierdoli. Na następną Eurowizję proponuję wysłać Mariusza T., żeby skowerował utwór „Wszystkie dzieci nasze są”. Że nie umie śpiewać? A to trzeba umieć śpiewać, żeby wystąpić na Eurowizji? Ważne, że reprezentowałby mniejszość pedofilską i mniejszość morderców (a to już dwie mniejszości!). A tak na serio teraz, słyszałem opinię kilku ludzi, którzy wygraną Cochnity uznali za postęp. Moim zdaniem to nie jest żaden postęp, bowiem postęp polega na tym, iż dochodzi do utworzenia jakichś nowych wynalazków albo prądów ideowych, które pozwalają ułatwić życie obywatelom i gwarantują im w jakimś stopniu bogactwo. Występ kobiety z brodą nie zapewnia mi ani jednego, ani drugiego. Jeśli miałbym ochotę obejrzeć takie widowisko, udałbym się do cyrku.




(oceniano 5 raz(y), średnia ocen: 7,80 na 10)