Wkurwienia w kategorii: ‘Polityka i gospodarka’
Wkurwiający miszmasz 2
15 kwietnia, 2014, Autor: WigarusDawno niczego konkretnego nie pisałem, a to z prostej przyczyny: nie byłem na nic wkurwiony. A w każdym razie nie na tyle, żeby o tym pisać. To były raczej sytuacje, które wystarczyło olać, i rzeczywiście w momencie, kiedy już umieściłeś je sobie w pewnym ciemnym, nieoświetlonym miejscu, mogłeś dalej cieszyć się tym zjebanym życiem. Ale dzisiaj moja podróż do domu była tak długa i męcząca, że wyciągnęło to na wierzch moje wkurwienie i by je rozładować, poślę je w różne kierunki. Tak więc, kurwa, zapraszam na mój teatrzyk.
1. Uniwersytet Gdański to popierdolone miejsce, podejrzewam, że w takim samym stopniu jak większość placówek tego typu. O Politechnice Gdańskiej też słyszałem wiele dziwnych rzeczy, ale nie będę się na niej skupiał, bo nigdy nie przekroczyłem jej progu i sytuacja, jaka tam panuje, mnie nie dotyczy. Wyobraźcie sobie, że na wielu kierunkach na UG trzeba posiadać TRZY wpisy z jednego przedmiotu. Czyli ze średnio dwunastu wykładów i ćwiczeń trzeba zdobyć aż trzydzieści sześć jebanych autografów. Czemu? Ano dlatego, że gówniany zarząd nadal w niektórych przypadkach uważa, że elektroniczny wpis jest niewystarczający. W normalnym przypadku, tak, jak choćby na Politechnice, gdzie studiuje mój znajomy, wpis elektroniczny jest wystarczający i potrzeba kilku kliknięć, żeby wykładowca mógł cokolwiek tam zmienić. Ale u nas, kurwa, nie! Masz papierowy indeks, masz elektroniczny indeks i do tego jeszcze dojebią ci „Kartę Osiągnięć Semestralnych”, która jest tym samym co indeks, tylko na jedną stronę A4. I ocenę w elektronicznym indeksie można wpisać tylko w kilka konkretnie wyznaczonych dni, dzięki czemu z dwóch przedmiotów nie mam wpisów, bo po prostu mnie pominięto, co nie jest oczywiście moją winą. Ale mam na to wyjebane, bo tym systemem rządzą nieogarnięci ludzie. A idź pan w chuj z takim systemem. Do tego jeszcze jeden z najgłupszych wykładowców na wydziale twierdzi, że dzięki temu uczymy się systematyczności, a sam płaszczy dupsko na krześle i nie może poświęcić dziesięciu minut na danie wpisów, gdyż „od tego są konsultacje”, które ten cwel prowadzi w momencie, gdy jakieś 2/3 studentów ma lektorat. Nie rozumiem też, po co ta cała profesorska gawiedź straszy ludzi, że ich nie przepuści, skoro potem napierdalają im trzecią poprawkę z rzędu. Mam przedmiot, z którego co tydzień jest jakieś minikolokwium. Zdałem pięć na sześć testów z tego gówna, a teraz okazuje się, że osoby, które miały wyjebane, mogą sobie, ot tak, przyjść, napisać jeden teścik i być dopuszczonymi do kolosa. Także wiecie, to jest właśnie to, czym zajmują się w większości profesorowie, magistrowie i doktorzy – kilka razy powiedzą parę głupot, posiedzą, pogadają, wepchną się na jakąś pseudokonferencję i to tyle.
2. Wkurwia mnie marnotrawstwo jedzenia w wielkich sieciach typu Tesco czy Biedronka. Kurwa, to jest po prostu chore. Gardzę fanatyczną ekologią, ale w momencie, kiedy wypierdala się żywność, bo ma dwa dni do terminu, albo jeden z pięciu bananów jest zepsuty, to mnie szlag trafia. Zresztą taka sytuacja nie dotyczy tylko jedzenia – wystarczy, że cokolwiek chociaż trochę się zniszczy i już trafia to na śmietnik. Faktem jest to, że z takich rzeczy nie ma się zysku, ale skoro nie ma się z tego zysku, to co za różnica, czy zostawi się to potrzebującym, czy wywali się do kosza? Skoro i tak nie przyniesie to zysku, to chyba obojętne? Tymczasem hermetyczne prawo, jakim rządzą się takie sieci sklepów, bardzo restrykcyjnie każe przestrzegać tego, by produkty tego typu trafiały właśnie do kosza. Chociaż w sumie tak się dzieje w każdym przypadku – nie tak dawno temu oberwało się jakiemuś piekarzowi, o czym pisano w gazecie, za to, że zostawiał biednym pieczywo, które nie zeszło mu danego dnia. I do takich sytuacji dochodzi codziennie. Zawsze myślałem, że w śmietniku grzebie się już w momencie, kiedy byle ostatki są w stanie cię jakoś zadowolić, jednak okazuje się, że z tego, co w nich można znaleźć, śmiało dałoby się wykarmić dwie wielodzietne rodziny.
3. Wkurwia mnie to, że nie mogę spokojnie napić się piwa w plenerze, bo od razu muszę się kitrać, żeby straż wiejska albo policja tego nie widziała. Nie rozumiem sensu zakazu picia w miejscach publicznych. Że propaguję niby spożycie alkoholu i daję zły przykład? Kurwa, co? A reklamy browarów w telewizji puszczane w godzinach popołudniowych tego nie robią? A poza tym, dlaczego władzom przeszkadza propagowanie czegoś, co w kodeksie karnym jest uznane za legalne i co można kupić w niemal każdym spożywczaku? Tutaj pojawia się nieścisłość, ponieważ ten chory system utożsamia osoby takie jak ja z potencjalnymi alkoholikami, a to tak samo, jakbym porównywał kulturystę, który codziennie podnosi sztangę, do człowieka, który na siłowni pojawia się raz na miesiąc. Należy zadać sobie zajebiście ważne pytanie: jakie szkody moralne przyniesie zarówno mi jak i osobom trzecim spożywanie przeze mnie piwa w miejscu publicznym? Czy nagle w dom jebnie jakiś piorun? A może nagle dzieci zaczną bawić się w dom w wersji, gdzie mąż napierdala swoją żonę kablem od żelazka? Okej, rozumiem – gdybym najebał się jak świnia i kopał skrzynki wysokiego napięcia albo startował do pierwszej lepszej napotkanej osoby, to służby mundurowe miałyby prawo ingerować. Tylko, że skoro nie robię trzody, to o co, kurwa, chodzi? W normalnym kraju, którym Polska w mojej opinii nie jest, można pić nawet pod komisariatem i jeśli zachowujesz się normalnie, to nikt ci nie zwróci uwagi. Nie udawajmy, że panuje u nas prohibicja, skoro alkohol jest legalny.
4. Pojebane są wszelakie ministerstwa, których reprezentanci nie mają pojęcia, gdzie zaczynają się granice ich działalności. Chyba każdy pamięta ekscesy minister Komar (nazwisko oczywiście zmienione), która nie widziała różnicy między sportem a koncertem. A tym razem wkurwia mnie, że wszystkie te pieniądze (warto podkreślić, że NASZE pieniądze) ministerstwo kultury pakuje w Świątynię Opatrzności Bożej, która społeczeństwu nie jest do niczego potrzebna. Finansowane powinny być placówki ogólnego użytku, a kościoły do takowych nie należą. Wybudowanie tej wyciskarki do pomarańczy nie poprawi mojego komfortu życia, nie sprawi, że będzie mi się lepiej uczyć i pracować, a przede wszystkim w moim mniemaniu jest przestępstwem. Polska nie jest państwem wyznaniowym i jeśli klerycy na wysokich levelach chcą wznieść sobie świątynie, to niech robią to z kieszeni własnej i kieszeni tych wyznawców ich religii, którzy są tym zainteresowani. Albo niech dzwonią do watykańskiego Corleone i poproszą go o wsparcie, w końcu powinno mu na tym zależeć.
5. Tu pojawia się kolejny aspekt wkurwienia – religia na pokaz. Niedługo nastąpi kanonizacja JPII i ja już dobrze wiem, jak wielki rozpierdol wtedy powstanie. Właściwie to już powstaje, bo to ogromny chwyt marketingowy, który pozwala sprzedawać wiele rzeczy związanych z tą postacią. Nie będę się wypowiadać o samym JPII, chociaż mam o nim swoje osobiste zdanie. Chciałbym tylko zastanowić się, co szary Kowalski powie o papieżu, w sensie, z czym mu się skojarzy. Podejrzewam, że przeciętna odpowiedź będzie skupiać się na kremówkach, obaleniu komunizmu, nartach, na tym, że jest Polakiem, i ogólnie, że „dużo zrobił”. Takie osoby uważają się za wielkich zwolenników JPII, a nie czytały ani jednej jego encykliki. I jak tu się nie śmiać z takich debili? Kiedy przeczytałem, że ma powstać 12 posągów papieża, myślałem, że to dobry żart, ponieważ na artykuł ten natknąłem się 1 kwietnia. Ale, kurwa, okazało się, że nie. Że to tak na poważnie. Dużo katolików już dawno straciło rachubę w tym, w co oni właściwie wierzą. Według mnie ten kult papieża Polaka to powoli odrębna religia, wręcz gałąź odchodząca od innej gałęzi, jaką jest chrześcijaństwo, bo ono również nie było pierwsze. Nie gardzę ludźmi, którym imponuje ta postać, bo nie twierdzę, że nie była charyzmatyczna i że nie miała porywającego tłumy wizerunku, ale zastanawiam się po prostu, jaki sens kryje się w tym, żeby stawiać takie pomniki. To już skrajny fanatyzm.
No i pierdolę, koniec nastał.
Interes narodowy
11 lutego, 2014, Autor: kroma007Witajcie znów na łamach mojej żałosnej twórczości. Zbieram się od dłuższego czasu do napisania tej opowiastki i wkurwienie we mnie narasta wprost proporcjonalnie do czasu odwlekania tego. Zaczęło się od jednej krótkiej sprawy właściwie, ale zdarzenia towarzyszące i wg mnie, mający związek z tym, rozszerzyły zakres wkurwa do większych rozmiarów (ponownie;D ) więc postanowiłem zebrać wszystko do kupy i umieścić pod wspólnym tytułem… bo jak powszechnie wiadomo – kupy nic nie ruszy.
No to lecim!… bo wkurw długi, a gdyby komuś z was srać się zachciało w trakcie to nie było by ciekawie;]
Wkurwia mnie ta „rewolucja” na Ukrainie. Może nawet nie samo to, bo są u siebie przecież więc niech se tam robią co chcą, wolno im. Ale wkurwia mnie ingerencja ze strony innych w ich wewnętrzne sprawy, mam na myśli tu oczywiście polskie znaczenie w tych zajściach. Po co ci pseudo-politycy się w to pchają? Bo pchanie się w obce interesy ma sens tylko wtedy gdy, szczerze, ale odbywa się na bezczelny wzór amerykański, tzn. pomożemy, kogoś wesprzemy, ale niech coś z tego mamy. Co polskie wpierdalanie się w te sprawy daje nam? – nic, zero, wielkie gówno… albo jak kto woli. Więc dlatego po pierwsze uważam, że nie ma sensu się w to mieszać.
Mało tego, strażak jedności europejskiej w osobie premiera Polski (bez nazwisk z szacunku do was) gotów jest od ręki wysypać 3 mln zł na pomoc tzw. opozycji, czym kimkolwiek są ci, którzy urządzają ten rozpiździel, a zaraz wyjaśnię kim są naprawdę. Nie pytajcie mnie dlaczego w Polsce nie ma pieniędzy, a nagle premier jak święty Mikołaj 3 mln chce charytatywnie rzucić Ukrainie. hmm… a może te 3 miliony pochodzą z tych zaginionych 19 miliardów bo splądrowaniu OFE?!:D (celowo napisałem liczby słownie żeby przykuły waszą uwagę i żeby zaginiony „miliard” (mld), a w sumie aż 19, nie pomylił się z marnym „milionem” (mln)). Nie zmienia to jednak tego, że te pieniądze są ciągle nasze, wasze, ale premier woli dać je komu innemu;]
Wspomniałem też o tych protestujących, kimkolwiek oni są. A warto jednak dokładniej się przyjrzeć, kogo tak ślepo, bez pomyślunku i charytatywnie wspierają ci debile… yyy, tzn. polscy politycy rzecz jasna;] Jedną z głównych sił w owych protestach bowiem są tzw. „banderowcy” czyli spadkobiercy myśli i czynów bojówek UPA, i ich przywódcy Bandery, którzy to dokonali na ok. 100000 Polaków Rzezi Wołyńskiej (pisałem o tym w jednym z moich poprzednich wkurwów). Bezczelnie wręcz twierdzą publicznie, że Rzeź Wołyńska to „bzdura” – cytat z ostatniego wywiadu. Dlaczego więc ci debile [patrz wyż. o polskich politykach] wspierają kłamców, którzy wielbią morderców Polaków i chcą się do nich upodobnić? To nie tylko wbrew racjonalnemu myśleniu, poczuciu dobrego smaku czy godności ludzkiej, ale przede wszystkim przeciwko prawdzie historycznej i pamięci o pomordowanych. To wbrew Polsce! Oburzony jestem więc tym jak jeden z polskich polityków wspaniałomyślnie wspiera wolność na Ukrainie i krzyczy tam banderowskie hasła bez zastanowienia się co takiego mówi.
Ostatnia wkurwiająca mnie kwestia w tej materii. Armia rumuńska i węgierska stoją gotowe u granic Ukrainy aby na wypadek rozpoczęcia wojny domowej, pod pretekstem ochrony ludności węgierskiej i rumuńskiej, które mieszkają na Ukrainie, wkroczyć w ich obronie. A gdyby nie Igrzyska Olimpijskie w Soczi to Putin pewnie już by tam czołgami wjechał;] Dobry pretekst, choć oczywistym jest, że chodzi każdemu o zdobycze ziemskie dla siebie. A co robi polski rząd w celu rzekomej ochrony ludności polskiej zamieszkującej Ukrainę? – znowu nic. Nie wznoszę tu absolutnie haseł typu „Lwów znów polski” bo jak pisałem jestem przeciwnikiem ingerencji w wewnętrzne sprawy innych państw, ale mam na celu uzmysłowić wam brak jakiegokolwiek zainteresowania rządu polskimi interesami, wręcz brak czegoś jakby instynktu samozachowawczego. A co gdyby faktycznie się tak stało i doszło do podziału Ukrainy, o czym jawnie się mówi ostatnio? Rząd polski dalej stałby jako grzeczny ambasador Zachodniej Europy i dobrobytu łUnii i machał tylko palcem, jak to świetnie robi cały czas? …To chyba kpina.
Przejdę teraz do spraw, które pozornie nie mają nic wspólnego z tym co powyżej napisałem. Rzecz tyczy się głównie tego, że temu rządowi brakuje już po prostu pieniędzy i nie wiedzą skąd je brać. Przestrzegałem przed tym w jednym z moich poprzednich wkurwów tworząc wyimaginowaną postać Pana Debila i jego lekkomyślnego trybu życia, kto czytał, może jeszcze pamięta. Pomijam już nawet kwestie zagarnięcia pieniędzy z OFE czy też dodatkowemu opodatkowaniu, wręcz oharaczowaniu Lasów Państwowych, które kilkukrotnie próbowano już sprzedać w przeszłości. Może się to wreszcie skończyć w ten sposób bo Lasy nie wytrzymają dojenia, rząd błyskotliwie stwierdzi, że są nierentowne i je sprzeda za co zgarnie kasę, która pozwoli mu funkcjonować przez jakiś czas jeszcze, choć to tylko pozory. W praktyce polski budżet państwa jest trupem, którego próbują reanimować takimi desperackimi pomysłami. Z tymże trupa ożywić się już nie da i wszystkie te działania odwlekają nieuchronnie to co nieuniknione, czyli że Polska jest bankrutem. Jesteśmy więc okradani cały czas i coraz bardziej, a to pewnie nie koniec bo pieniędzy będzie ciągle brakować i nie może być inaczej jeśli wydatki przekraczają wpływy. Wyrwane przez rząd pieniądze starczą na ok. 2 lata czyli mniej więcej tyle czasu ile pozostało do zakończenia kadencji. Później będą mogli mówić już, że to nie za ich władzy Polska zbankrutowała przecież… tłumaczenie jak w podstawówce. Dobijające jest to, że choć jesteśmy okradani bardziej niż się da, to tak naprawdę kosmiczne zadłużenie publiczne powoduje, że każdy z nas ma jeszcze dodatkowo ogromny dług do spłacenia, bo publiczny znaczy przecież nas wszystkich… ot, taki paradoks Pana Debila.
Krótko nakreśliłem sytuację aby łatwiej wyciągać wnioski dalej. Wpływów nie ma tak wiele jak mogłoby być, bo nie ma kto odprowadzać tych mafijnych podatków, skoro miliony Polaków w wieku produkcyjnym wyjechało z tego kraju. Wyjechali bo tu nie ma pracy więc i tak nie było by za bardzo z czego tych podatków odprowadzać. I bez tych milionów emigrantów bezrobocie w Polsce jest grubo dwucyfrowe. Brakuje więc białych murzynów, którzy harowaliby w tym kraju za byle co, z czego połowę wynagrodzenia zabierałoby im jeszcze państwo.
Stąd rodzą się pomysły, jak ten z zeszłego tygodnia „jakiejś tam nowej partii Gowina”, żeby sprowadzić do Polski 5 mln imigrantów. Ale nie chodzi tu bynajmniej o tych Polaków, którzy wyjechali za chlebem za granicę czy o repatriantów urodzonych na byłych polskich ziemiach, aby stworzyć im tu takie warunki, żeby chcieli wrócić. Chodzi o jakichkolwiek białych, albo niekoniecznie nawet, murzynów, którzy przyjechaliby tu, zapieprzali za te grosze, z których większość w różnej formie haraczów, podatków i danin będą odprowadzać do bezdennego budżetu państwa, który i tak jest już trupem! Nawet nie wspominam o konsekwencjach społecznych takich poronionych pomysłów bo już np. Wielka Brytania czy Francja przejechały się na tym co powoduje tzw. medialnie „multikulturalizm”. Nie ma to na celu więc poprawienia bytu Polaków i stworzenia im godnych warunków życia aby chcieli wrócić czy nie wyjeżdżać, a szukaniu jedynie desperacko kasy, którą rządzący potrafią ściągać jedynie z obywateli bo nie mają na to ambitniejszych pomysłów.
Powyżej przedstawione argumenty miały na celu doprowadzenie nas do wniosków, dotyczących interesów dla rządzących w Polsce najważniejszych:
1. Nie chodzi im o INTERES KRAJU, bo nikt się nie zastanowi co za efekty przyniosą ich bezmyślne działania na arenie międzynarodowej, które osłabiają pozycję kraju i wystawiają go wręcz czasem na pośmiewisko. Ze wspaniałomyślnego wspierania łUnii lub kogokolwiek innego, jak jakiś banderowców na Ukrainie, Polska jako kraj nic na tym nie zyska. Nasi politycy (lub debile jak kto woli) chcą udawać, że są wielkimi entuzjastami wolnej demokracji, a tak naprawdę robią z Polski portową dziwkę, którą każdy rucha jak chce po wejściu statku do portu. Wolą sypnąć (naszym) groszem łaskawie na rozróby na Majdanie, niż jeszcze coś z tej afery wydoić dla Polski jak chociażby cwaniak Putin.
2. Nie chodzi im o INTERES NARODU, bo o Polakach za granicą nie pomyślą nawet, a o tych którzy tu są, wolą też za bardzo nie pamiętać. Lepszy jest jakikolwiek cygański ciapaty murzyn, byle żeby za grosze w gównie chciał robić i dał się okradać podatkami. Przecież to jest działanie antypolonijne, to zbrodnia przeciw własnemu narodowi!
A czym jest ten naród? To nie tylko społeczeństwo czy jakaś populacja ludzi, która obecnie mieszka w Polsce – to, jak przyznam mądrze powiedział w jednym z ostatnich wywiadów Korwin-Mikke, choć nie jestem jego zwolennikiem – nie tylko ludzie którzy tu mieszkają teraz, to Polacy na całym świecie, to nasi przodkowie i wszyscy potomkowie, którzy przyjdą kiedyś na świat. Czy to co się dzieje w Polsce w jakikolwiek sposób jest z myślą o przyszłych pokoleniach? Co zastaną nasze dzieci i wnuki jeśli naszemu pokoleniu już ledwo co się żyje? Dlaczego w tym kraju ludzie słyszą, że są nieudacznikami, nie mają kwalifikacji i to ich wina, że zarabiają tak mało, a ci sami wkurwieni Polacy po wyjeździe za granicę, są cenieni jako pracowici i ambitni, zarabiają wielokrotnie więcej i godnie żyją? Bo takieście kurwa warunki im tu stworzyli, czyli żadne, a za swoją niekompetencję i beznadziejne rządy wolicie powiedzieć, że sami jesteśmy sobie tego winni.
3. Im chodzi wyłącznie o INTERES NA NARODZIE I KASĘ!! Pieniędzy nie ma na nic, zadłużenie publiczne rośnie i kasta rządząca szuka szmalu gdzie i jak tylko może, a nie długo nawet twoje obesrane majtki z ciebie zedrą (jak Szturmierz pisał) bo już nie będzie co więcej ukraść. Nie liczą się ludzie, nie liczy się przyszłość czy dobro kraju bo ważne, żeby nakradziona obywatelom kasa starczyła na jakiś czas reanimacji trupa i odwlekła w czasie definitywne bankructwo i przy okazji, żeby samemu jakieś lody udało się zakręcić pod ladą póki jest jeszcze z czego ukraść.
Dumny i dzielny Narodzie, jakżeś nisko upadł, że banda złodziei, zdrajców, kłamców i skurwysynów, dla których nie liczy się polska historia, tradycja i racja stanu, pomiata tobą, depcze twą godność i uważa za ćwierćinteligentów, którzy we wszystko im uwierzą. Dając nam namiastkę wolności w postaci urojonej demokracji gdzie od 25 lat możemy głosować na te same świnie w różnych kolorach, ale na kogo nie zagłosujemy, to przecież dalej tylko świnie. Kiedy tupniesz nogą i powiesz „dość tego”? Podniesiesz ten kraj z kolan, na które padł dawno temu i nikomu przy władzy nie zależy, żeby go z nich podnieść. Kiedy przywrócisz mu należną chwałę i godność, żeby żaden Polak nie musiał stąd wyjeżdżać za dostatnim życiem, a nazwa „Polska” była wymawiana z czcią i dumą, zamiast uczuciem pogardy i beznadziei? Nie musi tak być, nie powinno tak być, zasługujesz na więcej, zasługujesz na to co najlepsze. Naród ma prawo do dążenia do doskonałości i rozwijania się w swoim kraju, w którego interesie jest jego szczęście.
…więc w czyim interesie działają ci, którzy tobą rządzą? …twoim? …kraju? …bo jak dla mnie to chyba w żadnych z tych.
Pranie odmóżdżonych mózgownic
8 lutego, 2014, Autor: niezrzeszonyW związku z tym, że pomimo nawału zajęć czysto zawodowych nie mam czasu na nic, jak każdy potrzebuję chwili warzywnego relaksu celem odprężenia i przynajmniej chwilowego oderwania się od brązowości gówna codziennego. Najczęściej sprowadza się to do tępego spoglądania w odbiornik telewizyjny uczciwie opłacony abonamentem (khie khie:) z ciężko zarobionych pieniędzy w towarzystwie ergonomicznego pilota i złocistego napoju.
Klepiąc z półautomatu w klawisze pilota przeszukuję kanały w poszukiwaniu czegokolwiek sensownego, po obejrzeniu czego nie będę zmuszony zwrócić nieprzetrawionej kolacji w kanał. Jedziemy: politycy, pedał, pedał, chuj wie co, baba skamląca, że jej tragedią życiową jest spiczasty nos, paradokument, pedały, politycy, opera mydlana, wybory miss trans (ja pierdole!), paradokument, jeszcze więcej pedałów, politycy… JEST! popaczam se o islamskich terrorystach. Komercyjna telewizja, więc wiem – tuż za winklem czają się reklamy, ale ok – w końcu muszą z czegoś żyć, a mi się nie chce przełączyć.
Nadejszła oto nieuchronna chwila i zaczyna się blok reklam: tabletki na ból głowy, na katar, na kaszel (oczywiście nie może być prosto – na suchy i mokry), na srakę, na brak sraki, na kaszel ze sraką, witaminy co się nie wchłaniają, witaminy co się wchłaniają… Kurwa, ile można słuchać „przed zażyciem zapoznaj się z treścią ulotki (…)”? Zabrzmię jak jakiś pradziad, ale kiedyś reklamowało się jakieś cud środki czyszczące, nikomu nie potrzebne gadżety i tym podobne, a blok nie składał się z 10 minut pieprzenia o tym, że jak se łykniesz tabletę to cię wątroba nie będzie napierdalała – kurwa nie żryj śmieci to będziesz zdrowszy. I to nie jest problem tylko TV – często słucham radia i ciągle słyszę jebane „przed użyciem”, przed seansem w kinie Goździkowa radzi…
Zamiast stawiać na edukację, aby uświadomić, że wszystko co robimy, jak się traktujemy wkrótce będzie miało swoje konsekwencje, lepiej faszerować medykamentami bo za tym idzie kasa, masa kasy, a większość z nas daje się na to nabrać…
wkurw od 6 rano!
22 stycznia, 2014, Autor: siasiaNiech mi ktoś powie, co jest, do kurwy, z naszym państwem? Jeszcze parę miesięcy temu starałam się bronić tych debili (debilów?) rządzących krajem, i teraz jest mi przez to bardzo, niewymownie wstyd. Czy ktokolwiek z tych ludzi ma jakikolwiek zalążek mózgu? Sprawa ma się tak, że chwilowo nie mogę chodzić do szkoły (ha! ale mi z tego powodu kurwa przykro) ani do pracy, bo mam, kurwa, zdiagnozowaną depresję (a jak na tej zdziczałej planecie kurwa NIE dostać depresji?)! I fobię społeczną. Czyli do cholery nie UMIEM wyjść z domu. Taka choroba. No, a więc wracając: nie mogę się uczyć ani pracować. Ale czy kurwa kogokolwiek w tym kraju to cokolwiek obchodzi? Tak się składa, że porządny, niesprawiający problemów obywatel nie ma cholernego prawa sobie rok odpocząć od szkoły, bo kurwa zaraz mu zabierają ubezpieczenie! Niech biedny, niezarabiający człowiek w depresji płaci co tydzień za wizyty u terapeuty, u psychologa i endokrynologa, co to za wydatek!
A jak już się taki desperat zacznie starać o prawo do bezpłatnego leczenia, to mu kurwa w oczy powiedzą, że jest zdolny do pracy i nauki bo niewychodzenie z domu to żadna przeszkoda. Że jak, kurwa? Że mam se przyprowadzić tę szkołę do domu, mam se wybudować własną, albo jaki chuj?
No. W każdym razie państwo nie chce pomagać, to mogłoby chociaż nie utrudniać. Nie dali mi cholernego ubezpieczenia, to żeby nie być takim kompletnym darmozjadem i ciężarem dla rodziców, chciałam wziąć się do roboty i porysować parę portretów na zamówienie (po pobieżnym przeanalizowaniu zarobków rysowników na allegro, stwierdzam, że średnio da się wyciągnąć 5-6 stów miesięcznie a więc opłaciłabym chociaż tych cholernych lekarzy), ale kurwa nie!! Bo nawet na jebanym allegro muszą węszyć i ściągać podatki, które potem przepiją, albo nie wiem co z nimi robią, skoro w kraju jakoś nie widać zmian na lepsze. Upierdolę się po łokcie w ołówku czy tam innym węglu, rysując sto tysięcy godzin jakieś portrety, i zarobię jakieś śmieszne pieniądze, bo muszą z tego połowę wziąć i przepierdolić! Nie ma ratunku dla tych ludzi, tego państwa, ani dla tej zjebanej planety…
A jak już tak sobie narzekam na tę Polskę, to powiem przy okazji, że wkurwia mnie, że nic nie idzie w tym kraju kupić. Jesteśmy jakieś sto lat do tyłu i wszystkie potrzebne rzeczy trzeba kupować za granicą. Przy czym cena przesyłki przekracza dziesięciokrotnie wartość samego towaru. Kurwa, serio, jak tu żyć?
A tak z innej beczki, chciałabym podziękować za przyjęcie mnie do tego prestiżowego grona! Jestem szczerze i dogłębnie wzruszona błyskawiczną „obsługą” i swojską atmosferą tegoż miejsca. Może jest jeszcze jakaś nadzieja dla ludzkości.



(oceniano 9 raz(y), średnia ocen: 8,00 na 10)