Archiwum dla 2010
Przeniesienie firmy, czyli jak zmusić pracownika do nadgodzin.
24 kwietnia, 2010, Autor: NataliaWitam, znowu „łekin powłucił” jak to u nas mawiają. Dawno mnie nie było, czasu na nic nie ma. Było parę rzeczy, co mnie wkurwiło, ale nie pisałam bo dotyczyło to tragedii w Smoleńsku i po żałobie narodowej. Po swoich refleksjach doszłam do wniosku, że ten temat zostawię w spokoju.
Natomiast chciałabym przejść do tematu chciwości ludzi, a między innymi pracodawców. To co się dzieje teraz, to przekracza wszelkie pojęcie. Chciałam zmienić pracę, to dostałam propozycję za 3.50 na h i do tego świątki, piątki i weekendy. Odpuściłam, pracuję tam dalej gdzie teraz. Nie napiszę gdzie pracuję, poniewż może ktoś z kapusiów donieść. Pracujemy w dość małym mieście, gdzie dojazd jest chujowy dla innych spoza mego miasta. Ja nie mam problemów, mam do pracy około 2km, więc dojdę. Dowiedzieliśmy się, że firmę przeniosą gdzieś na wiochę oddaloną od nas o prawie 20km. Autobusy na krzyż jeżdżą, pociągów nie ma wcale. Zastanawiam się, jak dojadę, za taką pensję dojazd samochodem jest nieopłacalny. Kurwa mać, wniosek jest jeden – siedzieć dłużej w pracy aż do godizny przyjazdu autobusu. Ładnie się teraz kiwa ludzi.
przychodnia
23 kwietnia, 2010, Autor: MarksJa pierdole służba zdrowia. Przychodzę do przychodni, swojej przychodni, przynajmniej tak mi się wydawało. Parking na którym zawsze jakiś chuj auto postawi tak, że nie da się zmieścić. Połowa z 4 aut czyli 2 postawione w poprzek dwóch miejsc parkingowych, druga połowa, następne 2 postawione po skosie również zajmując po 2 miejsca parkingowe- brawo kierowcy, kto was skarał dając wam prawo jazdy. Płot- ja już w domu ze dwa razy zmieniałem, malowałem, odświeżałem, a przychodnia od kiedy pamiętam ma ten metalowy rozsypujący się… Budynek- rozpieprzająca się rudera do której gdybym nie musiał normalnie nigdy bym nie wszedł z obawy o życie i zdrowie. Tynk odpada, farba płowieje, zacieki jak chuj. Poczekalnia- gnojowisko, norma chyba w każdym publicznym miejscu które ma pomóc ludziom dojść do zdrowia. Podchodzisz, mówisz taka i taka sprawa; ”Jutro od 14 z książeczką jakąś tam z czymś tam”-odpowiada dziwna baba z wkurwiającą miną. Dobra zapamiętałem, wracam do domu. Przyjeżdżam na drugi dzień: „Ojej, już za późno, dużo osób zarejestrowanych nikt się już nie zmieści, proszę przyjechać jutro”. Aha kurwa, dziesięć osób wcisnęła i zadowolona bo pani doktor jeszcze przerwę na kawę ma wpisaną w godziny przyjęć, no tak mogłem się domyślić. 3Ci dzień. Przyjeżdżam z podbitą książeczką przed 14.00 ustawowo żeby zdążyć: ”Musi sobie pan podejść od drugiej strony” Ja nic kurwa nie muszę. Idę przez ciasny jak dupa korytarz w stronę światła. Tam już czeka…kolejka. Stoję dość długo, w końcu dochodzę do okienka. „Numer?” Jaki kurwa numer… rzadko tu przychodzę w ogóle nie wiem o co ci chodzi, a poza tym jestem mężczyzną i choruje rzadko, pokazuje jej jebaną książeczkę już podbitą;”A książeczka nie potrzebna.” A jednak trochę kurwa potrzebna bo w środku był ten skurwiały numer mojej kartoteki. Daje mi jakieś gówno do wypełnienia nie wiadomo po chuj i na chuj. Pytam czy mogę długopis pożyczyć bo nie noszę swojego w kieszeni: „No nie wiem czy mam, tego co używam panu nie dam”. Nie chce tego którego używasz idiotko z odciskiem twojej rapy tylko jakiś kurwa inny. Dała mi rozklekotany plastyk z wkładem w środku. Wychodzę z kolejki, wieszam się na… hmm stole? Wypełniłem, teraz stoję w tej samej kolejce ale ostatni żeby to oddać. W końcu udaje się;”Proszę czekać pani doktor zawoła”. Siedzę śledząc oczami pierdolonych ludzi i ich dziwne zachowania. Kiwają się na krzesłach, dzwonią do znajomych, sapią, chrapią, jęczą… Przede mną wchodzą ludzie którzy w kolejce byli za mną. Chuj nie takie przykre rzeczy mnie dotykały w instytucjach tego jebanego państwa, zajmuje się sobą i ciekawym widokiem szarego muru za oknem. W końcu wchodzę. Po 5 minutach wychodzę. Straciłem 2 godziny żeby wejść na 5 minut i posłuchać pierdolenia o moim zdrowiu. Biorąc pod uwagę że już wcześniej wiedziałem, że jest zjebane nie zostałem zbytnio oświecony przez panią doktor…
Konkurs urodzinowy!
21 kwietnia, 2010, Autor: adminWitam moi Milusińscy!
Jak wiecie wielkimi krokami zbliża się data pierwszych urodzin naszej wspaniałej stronki. Powstał pomysł (dzięki joawel), żeby ogłosić w związku z tym konkurs. Wpadłem więc na genialną (a jakże) koncepcję, by był to konkurs na… urodzinowy slogan dla naszej stronki. Takie hasło, jednozdaniowe (kilkuwyrazowe), chwalące naszą stronkę. Im bardziej dowcipne, tym lepsze.
Zgłoszenia można nadsyłać do mnie, można też w komentarzach do tego postu lub na ścianie wkurwień.
Nagrodą w konkursie będzie międzynarodowa sława i splendor dla zwycięzcy, niekończące się kolejki po autograf, tłumy wielbicieli, roznegliżowane panienki rzucające się na szyję, lub – jeśli zwycięzcą zostanie kobieta – tabuny macho-menów prężących dumnie swoje muskuły w szpalerze, przez który nasza zwyciężczyni iść będzie dumnym krokiem po czerwonym dywanie do czekającej na nią limuzyny z kierowcą murzynem.
Pozdrawiam i życzę weny twórczej
admin


(oceniano 4 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)

