Wkurwy oznaczone tagiem: ‘sklep’
Brak kultury
7 lutego, 2011, Autor: RefugeeWitam kurwa!
No to na mnie teraz przyszła kolej… Opowiem Wam historię z życia wziętą z własnego kurwa doświadczenia.
To była piękna niedziela, słoneczko świeciło, na dworze piździło. Ale chuj, ja pod dachem w pracy sobie robię kilometry w te i we wte, we wte i w tamte…. Było koło 9-10 rano. Se układam końcówkę (sprzątam) żeby to klient był zadowolony jak tylko wejdzie do sklepu, że jest czyściutko zajebiście kul menciu. No i se tak układam, aż nagle słyszę tupot małych stóp jak ktoś zapierdala w pantofelkach. Ale to nie babsko, rzecz jasna, tylko facet – poznałam po tupocie :) Ale nie spojrzałam, tylko układałam sobie dalej pochylając się zdeczka.
I ten oto pan do mnie przemawia! (bez żadnego dzień dobry, przepraszam, czy cmoknij mnie w pompkę rzecz jasna, bo człowiek by niebyłby sobą gdyby tak powiedział) „gdzie masz jogurty naturalne?”, „gdzie położyłaś jogurty naturalne??” ja cisza… bo się wkurwiłam! z jakiej paki on do mnie jebie na 'ty’ ?! nosz kurwa mać! Ja z lekko zgarbionej pozycji, prostuję się, żeby spojrzeć mu w tą zrytą facjatę i mu nawrzucać co myślę kurwa, na oko wyglądał elegancko, na czarno ubrany w garniturze, stukające pantofelki, z teczką w dłoni i na głowie jakiś śmieszny beret. No nic. Mówię do niego już ostro wkurwiona: „nie przypominam sobie, żebyśmy byli na ty” a on zrobił kamienną mordę po czym do mnie „to spierdalaj!” nosz kurwa myślałam, że zaraz mu zajadę z półobrotu piętką w twarz, że aż by się porzygał! ale poszedł wieśniak. Żaden klient mnie tak chamsko kurwa nie potraktował! To ja dla tych chujów sprzątam codziennie z rana, myję półki, sprawdzam daty, wykładam towar, robię ceny a on śmie się odzywać w taki sposób!! Zaznaczam, że był w alejce, w której był wyżej wymieniony towar! Następnym razem jak mu kurwa przypierdolę, to wpadnie w taki kurwa rezonans, że mu się jajka potłuką!!!
„Polski” sklep „Piotr i Paweł”
6 maja, 2010, Autor: AfricanDevilKilkanaście dni temu spotkałem się z dawno nie widzianym znajomym.
Zaczęło się od tematów błahych, skończyło na ciężkich.
Nie będę tu przytaczać całej rozmowy, w każdym razie wyniknęło z niej,
iż ukryty w krzakach premier Putin grzał z obu luf ZSU-23 do nadlatującego polskiego samolotu, a potem, kiedy ów spadł, premier w asyście stu agentów FSB dobijał tych co przeżyli, wysysał dane z laptopów i komórek ofiar, grabił im kieszenie, a w przerwach dzwonił do naszego premiera ze słowami – udało się! Potem nasłuchałem się jakiś dziwnych pseudo – patriotycznych pogadanek itd…
Nie miałem zbytniej ochoty ze zwichrowanym politycznym impotentem
i strategicznym analfabetą rozmawiać, ale na koniec okazało się, że jakimś tam patriotą w jego oczach jestem , bo kupuję przede wszystkim rzeczy z napisem „made in Poland”. Kolega jednak do końca nie był przekonany
co do mojego patriotyzmu zakupowego, albowiem zazwyczaj robię zakupy
u zachodnich krwiopijców.
– Trzeba wspierać polskie sklepy! – powiedział na koniec, żegnając się.
– Ja kupuję tylko w „Piotr i Paweł”!
Ponieważ nie tak dawno to cudo otwarto w mojej aglomeracji, wybrałem się tam. Sklep z zewnątrz, rzeczywiście prezentuje się w miarę atrakcyjnie, choć i tak jest to zwykła prostokątna, blaszana buda. Sklep zbudowano obok firmy, która zajmuje się sprowadzaniem prezerwatyw, reklamują je dwa samochody – wielki, sztucznie uniesiony do góry Hummer i Smart z przyczepą. Zastanawia mnie to, czy to chodzi o rozmiar, czy tez..? J
Coż… Moje dywagacje przerwało wejście do sklepu.
W środku błysk aż miło. Wszystko elegancko poukładane, czyściutko, super.
No – pomyślałem – Do tej pory jedynie Polomarket trzymał poziom polskich sklepów, ale ci widać są lepsi.
Od dzisiaj będę kupował tylko w polskim sklepie! – postanowiłem i ruszyłem między półki w poszukiwaniu promocji. A mordę przy tym mam zawsze zaciekawioną jak kocur, co zagląda do starej, drewnianej komórki w poszukiwaniu chętnych samic!
Ruszyłem! W prawo! W lewo! Promocje! W lewo!
Po kilkunastu metrach sklepowej ganiatyki morda mi zrzedła, zupełnie jak
małemu Kaziowi, któremu obiecali na komunię rower górski, a dali mu paczkę czekoladek i kazali zamknąć mordę.
Jak się okazało, cen atrakcyjnych tu nie ma – pomyślałem żałośnie, porównując je w myślach do innych sklepów.
Trzeba się poświęcić! – pomyślałem, dumnie wypinając pierś do przodu
i nie bacząc na ryk przerażenia w kieszeni chwyciłem pierwszy towar – Sałatki!
Oglądam dokładnie – bo zawsze tak robię i co? Made in Germany.
Cóż. Nie chcę nikogo obrażać, ale niemieckie wyroby spożywcze w głównej
mierze według mnie nadają się do pasienia zwierząt hodowlanych.
Następna z półeczki. Z tuńczykiem. Uwielbiam!
Kurwa, na widok ceny mordę mi wykręciło i od razu ją odłożyłem.
Trzecia. Grecka z serem feta. Producent? Made in Germany. Kurwa.
Zmieniłem kurs i uderzyłem w inną stronę.
Jogurty! Mleczne desery! Prawdziwa gratka dla smakosza mlecznych rozkoszy! Morda mi się zaśmiała, jak pacjentowi szpitala psychiatrycznego, któremu kolega do kieszeni nasrał. Biorę!
Waniliowy! Uwielbiam wanilię i jakby w Polsce rosła, to nasadziłbym sobie cały las i co dzień pakował w niego mordę, pracując nochalem jak wilk, kiedy pazurami grzebie, żeby spod ziemi kość wydostać.
Waniliowy! 400g! Wyprodukowano w Unii Europejskiej. Malutkimi literami Niemcy. Następny – bananowy. Wyprodukowano w Niemczech. Deser puszysty – wyprodukowano w Belgii. Kurwa!
Polskie też były. Najmniejsze, w najbrzydszych opakowaniach, jakby ze
wstydem ukryte wobec pięknych braci.
Zmieniłem kurs. Omiotłem wielką chłodnię z napisem – wspaniałe, staropolskie przysmaki. Ponad połowę jej zawartości stanowią produkty firmy Zimbo – z Niemiec. Czyżby już zaczęli pisać nową historię?
Zanim naszły mnie podejrzenia, czy aby Mieszko Pierwszy nie był volksdeutschem, przeszedłem się jeszcze kilka chwil po sklepie.
Fasolka szparagowa made in Austria, marchewka z groszkiem made in Belgia… Wyprodukowano we Włoszech, w Niemczech, we Francji, w Chinach..
Cóż, kupiłem sobie jakąś przyprawę, żeby nie wyjść z pustymi rękoma, wyszedłem przed sklep, splunąłem na niego i wsiadłem do mojego samochodziku made in Japan na benzynie made in Poland i częściach zamiennych made in najbliższy tani szrot.
Pojechałem sobie do kapitalistycznego, podłego, wstrętnego, niepatriotycznego Carrefoura. Kupiłem kilkanaście dobrych rzeczy, z których znacząca większość miała znaczek „wyprodukowano w Polsce”.
Kiedy w domu zajadałem sobie polski jogurt, pomyślałem o moim koledze,
pseudo-patriocie i kierownictwie sklepu Piotr i Paweł i zażyczyłem im nagłej, niezapowiedzianej, niemożliwej do powstrzymania biegunki na ważnym spotkaniu biznesowym z dostawcami towarów. I wymarzyłem sobie, że mają na sobie jasne, lniane spodnie J
O tym jak sprzedawać towar, którego nie ma.
19 marca, 2010, Autor: joawelJak ja nie lubię, jak ktoś perfidnie robi mnie w chuja.
Chce rower! Wybrałam konkretny. Idę do sklepu w pon, mówię, że mam gotówkę i chcę, czyli dwa najważniejsze czynniki spełnione. A gość, że będą pod koniec tyg, no to dobra, gra, umawiamy się na maila w czw. Dzisiaj jest piątek i kurwa nic, to dzwonie, a panienka na to, że ona rozumie, że pogoda w weekend i że chcę, ale producent jest na targach w Azji i nie mają z nim kontaktu. We wt wracają z tej Azji i będą gadać, ale to jeszcze chwilkę potrwa bo małe serie produkują, ale już niebawem będą. Kurwa! Nie żeby znajomy był tam w listopadzie, pytał o to samo i miały być 4 grudnia. I tak kurwa mamy wiosnę i dalej nie ma. I co niby w pon jak byłam to nie wiedzieli, że tamci w Azji? Poza tym to duży producent i mam uwierzyć, że cała firma/fabryka wyjechała na jakieś targi? No, nie ze mną te numery. Idę do konkurencji. I mam tylko nadzieję, że przeżyję inny sprzęt, bo już się oswoiłam z myślą, że będę pomykać na tym, czego mieć nie mogę.
Tagi: Rower, sklepicetee czy hottee? a może icetea jednak*
21 września, 2009, Autor: joawelNienawidzę jak robi się mnie w chuja!
Sklep z warzywami/owocami i masą artykułów, które nie kwalifikują się do żadnej z dwóch pierwszych. Wchodzę:
– Dzień dobry, icetee brzoskwiniową poproszę.
– Aaaa, to Pani! Dzień dobry. Z lodówki tą herbatkę? (a niby kurwa skąd? z piekarnika?)
– Tak, poproszę.
– Proszę bardzo, 3 złote (ja pierdole, co to za cena jest?), co u Pani słychać?
– Wszystko dobrze, dziękuję, do widzenia.
– Do widzenia.
Wyjmuję herbatę z worka, łapię za butelkę i koniec, następuje ten moment, wkurw! Jak wyjęła z lodówki to, czemu to gówno jest ciepłe?!! Czy ja chciałam się napić ciepłej herbaty czy zimnego orzeźwiającego napoju?! Ja pierdolę, już tyle razy mnie na to nabrali, że sama się dziwię. Albo właśnie dołożyła towar albo, co gorsze, mają tylko włączone światło w lodówce, a ona nic a nic nie chłodzi, bo za prąd nie chcą płacić.
Ja to wszystko jeszcze zniosę, ale jak mnie robi w chuja to po jakiego chuja się do mnie uśmiecha, jest miła i zagaduje? Można pomyśleć, że mnie lubi czy coś tam takiego, ale skoro tak, to czemu mi daje ciepłą herbatę jak ja chciałam icetee! Mogła powiedzieć, że nie ma zimnej i luz, ale nie…
No co za bezczelność!
* po prawie 5 i pół miesiąca ktoś zwrócił uwagę na błędną pisownię głównego obiektu rozważań, dziękuję Ci lukasz26stg i przepraszam za ten karygodny błąd, wybacz…
Tagi: sklep, Zakupy

(oceniano 10 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
