„Banda narodowych popierdoleńców”
5 września, 2016, Autor: Bill BramaWITAM,
Spontan jest fajny. Spontan jest bowiem głównym motorem najlepszych przygód. Dzięki niemu zasypiasz i budzisz się w miejscu lub stanie w jakim nie spodziewałeś się znaleźć wraz z rozpoczęciem dnia, i to jest kurwa piękne. Drogą spontaniczności właśnie, znalazłem się ostatnio na koncercie w jednym z najbardziej kultowych trójmiejskich klubów muzycznych. Przed wydarzeniem zdążyłem upierdolić się jak wesoły pociąg do tego poziomu, że grana muzyka nie miała już żadnego znaczenia – byle było głośno. I było bardzo wesoło…
Kiedy ucichły ostatnie akordy i wielki kocioł ludzi zaczął stawać się cichym pobojowiskiem, usiadłem pod filarem zmęczony byciem bezkształtną masą w tłumie migających twarzy i dźwięków, i w spokoju oglądałem proces rozbierania sceny. Wszędzie walały się puste kubki po piwach (na jednym z nich chyba niefortunnie siedziałem), obok mnie pod ścianą gziła się jakaś parka, innymi słowy – miła pokoncertowa atmosfera. Nagle na scenę wyszedł gitarzysta. Swoją obecnością porwał ostatnią grupkę ludzi pod barierki – mnie także. Miły facet. Uprzejmie dziękował za koncert, podpisywał się wszędzie gdzie się dało i na końcu mówił o swojej ubogiej znajomości naszego pięknego języka. Znał jedynie podstawowe zwroty „dziękuję” „przepraszam” „dzień dobry” itd. Postanowiłem mu zatem uświadomić, że najbardziej podstawowym i uniwersalnym polskim zwrotem jest „kurwa”. Wszyscy wokół zaśmiewali się w najlepsze razem z tym gitarzystą, któremu jednak obiło się o uszy to słowo.
WTEM przypierdolił się do mnie jakiś gruby brodaty kuc w koszulce z patriotycznym motywem. „Jak możesz kurwa, polski kurwa piękny kurwa język, szmaciarzu kurwa jebany, zaraz Ci wpierdolę, no kurwa”! Nie dość, że frajer stał się praktycznym przykładem istoty mojego żartu, to jeszcze chciał zbezcześcić miejsce kultu i wspaniałych wspomnień. Do akcji jednak wkroczył sympatyczny kolega tego jebańca i odciągnął świniaka ode mnie.
Gdy na trzeźwo sobie o tym myślę, to żałuję. Żałuję, że jego szczęka pozostała nienaruszona. Pierdolcie się jebani narodowi hipokryci. Oby Wam ta cała pseudonarodowościowa stulejka złamała się w dupie wroga narodu. Wylewam na Was swój jad kurwie syny spłodzone przez armię wyzwolenia, w miłości do wielkiego czerwonego brata. Grasanci pierdoleni, ubierający swoje rozboje w patriotyczne idee. Idźcie się napierdalać w imię rapsów o żołnierzach wyklętych gdzieś do Afganistanu, a mi dajcie spać spokojnie. Sczeźnijcie najwięksi dzierżawcy polskiego patriotyzmu. Chuj warci jesteście.
Popiepszone wakacje
1 września, 2016, Autor: Wkuwiony AnalfabetaNa samym początku cieszę się wreszcie wakacje odpoczynek przed komputerem i tak dalej a tu nagle dup spierdolił mi się ruter i przez pierwsze 2 tygodnie 0 internetu. Gdy w końcu szmelc został wymieniony zaczęła nakurwiać mi głowa w końcu jadę do doktorki która przepisała mi tylko jakieś piepszone ziółka od których głowa zaczęła mi nakurwiać jeszcze mocniej. Jadę więc do szpitala gdzie po chujowo długim oczekiwaniu łaskawie przyjmują mnie na oddział wbijają mi w żyłę jakąś popiepszoną rurkę a ta gruba stara tapirzyca przychodzi 10 razy dziennie z wielką igłą zawsze wtedy gdy wreszcie uda mi się zasnąć. Gdy wkońcu mnie wypisują ledwo pszeleze 100m a już jestem zmęczony a starzy zmuszają mnie do przegonienia przez całe miasto. Zanim zdążę odpocząć już muszę wsiadać do auta i jedziem z rodzinką nad może gdzie nie mogę nawet wejść do wody by „Nie narażać się na wilgoć i niską temperaturę” w końcu wracamy nawet nie zdążę rozładować swego wkurwienia a tu mój brat informuje mnie że zepsuł mój adapter który po.życzyłem mu parę dni temu.
Lista zjebanych osób – Tom II
28 sierpnia, 2016, Autor: WigarusZacznijmy to chore gówno:
5. Maniacy e-papierosów. Kurwa, palisz to palisz, to nie jest ani pozytywne, ani jakoś szczególnie negatywne. Zresztą, zawsze jak ktoś mówi o jakimś samochodzie, który można by kupić z zaoszczędzonych na fajkach pieniądzach, to tylko się śmieję, bo zwykle jeśli nie wydajesz tej kasy na fajki, to wydajesz ją na coś innego i w efekcie gówno oszczędzasz. No ale teraz to są e-papierosy, a to już przecież nie jest zwykłe palenie, tylko jebany styl życia. Nawet już określa się to jako subkulturę. O co biega? Dlaczego ludzie palący e-pety uważają, że wolno im to robić w autobusach? Albo dlaczego tłumaczą swoje palenie e-petów tym, że walczą z nałogiem i próbują rzucić? Przecież takie tłumaczenie jest w chuj absurdalne. To tak, jakby alkoholik powiedział: „Kiedyś piłem codziennie, ale piłem tylko wódkę, a teraz przerzuciłem się na piwo, bo rzucam”. Dochodzi nawet do patologicznych sytuacji, gdzie rodzice kupują swoim dzieciom e-papierosy na ich urodziny. Kiedyś kupowało się rower, komputer albo Neostradę, teraz funduje się e-peta, żeby gówniak mógł popierdalać z nim przez miasto i zaciągać się co pół minuty. Dorosłość przybrała właśnie taką formę. Pracowałem blisko takiego stoiska z olejkami i elektronicznymi papierosami. I wiecie co? Jakieś 80% kupujących stanowiły dzieciaki w wieku gimnazjalnym i wczesnolicealnym. Nie orientuję się, jak działa prawo polskie w takich przypadkach, ale jakoś te dzieciaki dostawały to, co chciały, i nikt ich nie sprawdzał. Wróćmy jednak do poczucia tego, że takie osoby tworzą jakąkolwiek subkulturę. Mam inną propozycję – od teraz nie używajmy zwykłych kibli ze spłuczką, tylko produkujmy kible elektroniczne, które wysyłają gówno przez ogólną sieć prosto na satelitę w dalekim kosmosie. Gratulujemy, teraz możesz się pochwalić, że nie srasz jak jakiś plebs, tylko uprawiasz e-sranie, które jest przeznaczone dla wąskiej grupy odbiorców.
6. Weganie. Tak, jak toleruję dużą liczbę osób, tak wegan po prostu nie trawię i uznaję ich na wyjątkowo zadufane w sobie istoty, którą myślą, że budują lepszy świat, a tak naprawdę uprawiają megalomanię, sądząc, iż ich styl życia jest najlepszy na świecie. Mówią coś o wartościowaniu życia, ale zapytani, dlaczego wpierdalają rośliny, powołują się na jakieś badania, że przecież rośliny nie czują bólu i nie odbierają tak bodźców jak zwierzęta. Gratuluję, właśnie doszło do wartościowania przez was życia. Tego samego wartościowania, które zarzucacie każdemu, kto spożywa mięso. Dziwi mnie też, że tak duża grupa z nich musi sobie zastępować mięso jakimiś substytutami, ale jednocześnie nadal twierdzi, że mięso przecież nie ma smaku i nie potrzebuje go do życia. Tak. Zajebista logika – nie lubię mięsa, ale spożywam jakiś roślinny odpowiednik o tym samym smaku, bo w głębi duszy czuję, że jednak mięso jest mi potrzebne. Śmieszy mnie też zarzucanie wyzysku rolnikom, którzy podbierają jajka biednym kurom. Bo to przecież nie jest tak, że wybudowali im kurnik, sypią im ziarno, zmieniają słomę na grzędach i przywiązują obok psa, żeby chronił je przed lisem, czy kuną. Co ciekawe, mimo że sram na politykę i nienawidzę zarówno prawa jak i lewa, to zauważyłem, iż znaczna część wegan jest z tej lewej strony. Co to ma do rzeczy? Ano wyobraźcie sobie paradoks człowieka, który rzuciłby się za rybą w Bałtyk, byle tylko źli rybacy jej nie złowili i nie przerobili na paluszki, ale jednocześnie takiego człowieka, który nie ma problemu w mówieniu, że aborcja jest w sumie spoko, a Ziemia jest przeludniona :D Ostatnio nawet natrafiłem na artykuł, gdzie dwóch braci ogłosiło, że wpadło na pomysł „wegańskiego rzeźnika”. Kurwa, leżę i się nie podnoszę. Albo sprzedajecie mięso i rzeczywiście można o was powiedzieć, że prowadzicie rzeźnię, albo tego nie robicie. Nie widziałem nigdzie „mięsnego warzywniaka”. Mam jednak pewną teorię co do nazwy tego sklepu: oni po prostu chcą przyciągnąć to całe „hipsterstwo”, które korzystając z ich usług, będzie czuło się elitarnie. Chuj, że za następną ulicą znajdą sklep czy restaurację z artykułami roślinnymi, które po prostu będą się nazywać „sklepem wegańskim/wegetariańskim”. To przecież nie to samo. To brzmi zbyt konwencjonalnie. I tu znowu posłużę się porównaniem do kibla. Bo to trochę tak, jakby ktoś otworzył toaletę publiczną, ale nazwał ją „Strefa Pozytywnego Wydalania”. Brzmi mądrze i elitarnie? Owszem, tyle że zamiast 2 złotych zapłacisz 10, bo to nie byle jaki sedes. No i można zrobić fotę i wstawić na Instachuja czy Pejsbuka, żeby znajomi z zazdrości wykurwili z papci.
7. Ludzie, którzy nie potrafią zrozumieć, że z pociągu/autobusu/tramwaju najpierw się, kurwa, wysiada, a później dopiero się do niego wsiada. Wychodzący pasażerowie mają jebane pierwszeństwo i to nie dlatego, że czują wyższość, tylko dlatego że to jest po prostu logiczne. Jeśli pojazd jest zajebany, to lepiej żeby kilka osób najpierw wysiadło na swoim przystanku, by pasażerowie wsiadający mogli się tam wcisnąć, nie tworząc przy tym kompletnego chaosu. Ale nie, kurwa. „Grażyna, musimy wsiąść pierwsi, bo 5 sekund nas zbawi, mimo że autobus po prostu stoi i raczej nie spierdoli nam sprzed nosa, skoro przed chwilą się zatrzymał”. Proste rzeczy, kurwa. Nie fizyka kwantowa, nie transplantacja serca, nie wielki zderzacz hadronów, tylko proste zasady, które można rozpisać w dwóch, góra trzech zdaniach.
8. Czwarty punkt pierwszego tomu był o księżach. Ósmy będzie o ludziach, którym wiara (i tu niekoniecznie musi chodzić o religię) tak przeżarła mózg, że brakuje im dystansu do samych siebie. Nie zaliczają się do fanatyków, lecz mają do tego aspiracje. Lubisz te osoby, możesz z nimi pogadać na wiele tematów, ale spróbuj wyrazić własne zdanie na temat ich świętości, to masz przejebane. I okej, nie od dziś wiadomo, że w towarzystwie rozmowa nie powinna schodzić na politykę i religię, chyba że jesteś w grupie tak zaufanych „ziomów”, że wiesz, że nikt się tym zbytnio nie przejmie. Ale tu nawet nie chodzi o poważne rozmowy, tylko o żarciki, jakieś spostrzeżenia czy uwagi. Ja po kilku piwach często rzucam niejednoznaczne komentarze z tym związane, dla przykładu ktoś kiedyś wspomniał o Najwybitniejszym Polaku Znanym Na Całym Świecie (podpowiedź 1.: to nie był Wałęsa; podpowiedź 2.: ma rzymską dwójkę w nazwie). No i oczywiście gadka, że był wielkim człowiekiem itd. Odpowiedziałem, że nie wiem, czy był wielkim człowiekiem, bo nie wiem, jakiego był wzrostu. Kurwa, jakie oburzenie. Jak ja śmiałem podważyć autorytet (w sumie to chyba tego nie zrobiłem, nie?) tak wybitnego człowieka. Ktoś puści „dla beki” techno remix „Dobry Jezu a nasz Panie” i efekt ten sam. Kurwa, gdzie jest dystans? Najgorsze jest to, że takich osób jest w sumie dużo i każda ustala sobie jakieś autorytety, o których tak naprawdę wie tyle, co jej na mszy powiedzą. Często uznają te autorytety za bogów, mimo że to już podchodzi ewidentnie pod bałwochwalstwo. Polityk z muszką zawsze ma rację. Papież Polak wiele zrobił. Prezydent najlepszy od lat. I koniec, kropka! I takie osoby niekoniecznie są głupie. Mogą posiadać dużą wiedzę z różnych dziedzin, jednakże pragną żyć we własnym świecie, nie dopuszczając do siebie opinii, które mogłyby je zmusić do zastanowienia się. Bo nie chodzi mi o to, żeby je siłą nawracać i usilnie im pokazać, że są idiotami. Tylko żeby potrafiły zająć jakieś stanowisko i je obronić. Ale nie. One zatykają uszy i krzyczą „la, la, la”, żeby ich strefa komfortu nie została naruszona. I to się tyczy każdego: katola, ateusza, żyda, muzułmanina, prawaka czy lewaka.
W tej telewizji to już nic nie ma
27 sierpnia, 2016, Autor: SzyKamSiedzę w robocie, klikam w komputer, Matka Natura cichym głosem szepnęła o nawadnianiu ciała. No co, nie będę się kłócił, poczciwa kobita, wie lepiej. Skierowałem komendę do łydek o potrzebie napięcia mięśni, te bez wahania wykonały komendę. W w okolicach rzepki łupnęło, gruchnęło, kolana od 90 do 0 stopni w jakieś 2,37 s. (dobry wynik). Chwyciłem kubek, lezę. Myk, myk jestem w kuchni. Analogowe ochędożenie ceramiki, doprowadzenie wody do temperatury wrzenia i zalanie mieszanki najszlachetniejszych pędów z krzewów herbacianych zajęło chwilę, ale ten krótki okruch czasu pozwolił na to by moje uszy a w konsekwencji całe ciało przesiąkło mądrościami płynącymi z takowej dysputy:
(niewiasta -> nazwa kodowa Matylda, samiec -> dla niepoznaki Gniewko, zmieniłem bo jeszcze przeczytajo, napadno i pobijo)
– W tej telewizji to już nic nie ma – rzekła z oburzeniem Matylda
– No co ty – z przekąsem wtórował Gniewko
– Jak włączasz telewizor gdzieś koło 16 to same szmiry. Jakieś „Naga prawda”, „Pamiętniki z wakacji”, przecież tego nikt nie ogląda!
– No wiesz, od momentu tzw. „dobrej zmiany” to ja już w ogóle nie oglądam Wiadomości – odparł Gniewko podnosząc głowę znad talerza dumnie prezentując kawałem strawy na wąskach piczkodrapkach.
Potem powymieniali się jeszcze trafnymi uwagami jakie to okropności goszczą w na łamach wizualnej odmiany 4 władzy. No dobra, kolorowo nie jest, ale przywołując jedynie przypadki brzegowe w postaci „Mody na sukces” i szeregu pseudo-fabularno-dokumentalnych wypocin nie trudno sprowadzić telewizornię do poziomu gleby. Zabełtałem erbę, 3 w lewo, 4 w prawo i ochoczo przystąpiłem do rozmowy.
– Właściwie to macie rację – zacząłem spokojnie by nie wywoływać wczesnych negatywnych emocji. Próbowaliście może NIE oglądać tego szlamu o którym wspominaliście? W telewizji jest coś więcej niż telenowele i inna naprędce wymyślona karma dla mas tylko po to by wypełnić przestrzenie między reklamami.
Kontynuowałem o tym jak na TVP2 można oglądnąć fajny dokument (późno bo późno, ale można) czy dorwać coś poczciwego na TVP Kultura. Wypowiedź skończyłem rozprawą nad tym jak można sprawdzić co w danym wycinku czasu emitują i … uwaga, nie dziękujcie mi, nie włączać pudełeczka. Spotkałem się z kontrargumentami spod znaku 4 liter „wiesz jak jest” i że „nie będę czekała do nocy żeby coś pooglądać”. Rozmowa kierowała się pod dyktando „jest źle i nie da się z tym zrobić” co mogło skutkować tylko jednym. Rzuciłem uśmiech nr 5, wlałem w nogi siłę potrzebną do wytworzenia prędkości początkowej i skierowałem swoje kroki do pieczary pracy. Mam nadzieję że hucznie zapowiadane jesienne ramówki stacji telewizyjnych uraczą te strudzone dusze czymś godnym.


(oceniano 9 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
