Wkurwienia w kategorii: ‘Zachowanie’
Deszcz i sąsiedzi
26 lipca, 2017, Autor: Wigarus
Czasami się zastanawiam, jak to jest z tymi wszystkimi prognozami pogody w internecie. Przeglądając informacje, które się tam zamieszcza, dochodzę do wniosku, że ci wszyscy synoptycy wróżą pogodę z fusów albo chuj wie z czego jeszcze. Jest 26 lipca (wspomnę, bo nie wiem, kiedy ten wpis ujrzy światło dzienne), deszcz wylewa się z chmur jak bełt z mordy najebanego Bonusa BGC, zalało mi znaczną część podwórka, ale według prognozy pogody są to „przelotne opady”. Kurwa, serio? Ale fałszywe informacje o pogodzie to małe piwo w porównaniu z chujstwem, o którym dzisiaj chcę napisać.
Każda taka deszczowa pogoda powoduje – jak już wspomniałem – że część mojego podwórka zostaje zalana. Wszystko przez moich dwóch sąsiadów, dajmy na to, że jeden się nazywa Dariusz, a drugi Andrzej. No więc, Dariusz wprowadził się kilka ładnych lat temu na sąsiadującą z moim podwórkiem działkę. Działka ta kiedyś należała do mojego wujka, któremu się zmarło i jej wysokość była mniej więcej taka jak wysokość gruntu na moim podwórku, ale Dariusz w swej wspaniałomyślności stwierdził, że ona musi być wyższa, więc kazał ją regularnie nawozić. No i w ten piękny sposób, parę lat temu, zalało mi podwórko, bo woda strumyczkiem przepływała sobie na moją posiadłość i tworzyła stawek, a potem przepływała sobie pod ścianą i zalewała mi pokój. Wtedy jasny chuj nas strzelił i postanowiliśmy coś powiedzieć Dariuszkowi, bo tak, kurwa, nie może być, że on ma to w dupie i się tym nie przejmuje. Niech sobie każdy na podwórku robi, co chce, ale wszystko ma swoje granice do momentu, aż to nie zacznie uprzykrzać życia drugiej osobie. No to Dariusz postanowił, że zrobi wspólny betonowy mur i to rozwiąże sprawę. No ale ostatecznie pokój był zalany i całą noc zbieraliśmy wodę; interweniowała nawet straż pożarna.
Tylko że, kurwa, to niczego nie rozwiązało, ponieważ woda dalej się lała, tylko trochę wolniej. Jakiś rok temu w Trójmieście, gdzie mieszkam, doszło do ulewy stulecia. To był jeden z tych deszczy, który zalał całe podziemne piętro Galerii Bałtyckiej. I sytuacja znowu się powtórzyła. Wtedy Dariusz stwierdził, że Andrzej, który wprowadził się do sąsiedniego domu po swoim ojcu, robi remont generalny i to wszystko leci od niego. Sprawdziliśmy i rzeczywiście, ale to nie zmieniało faktu, że woda przelatywała od Andrzeja, potem do Dariusza, a potem do nas. Ale wiecie, jak to się dzieje w tym dzikim kraju – Dariusz już cały happy, bo wyszło, że nie jego wina, to może wyłożyć lachę na całą sprawę. Ograniczy się tylko przy większym deszczu do wykręcenia numeru do mojego ojca, że „No, zaraz pana zaleje” i to koniec tej fenomenalnej akcji. My zbieramy wodę przez całą noc, a on z rodzinką sobie siorbią herbatkę o 1.00 w nocy, no chyba że zasłonią rolety. Tyle dobrego, że pokój, który zalało, i tak miał być remontowany i dostaliśmy odszkodowanie z biura ubezpieczeń.
I dzisiaj, zaledwie rok po całej sprawie, znowu wyjebało i znowu ta sama akcja. Tym razem może nie tak hardkorowa, bo ojciec w tym nieszczęsnym miejscu dał trochę betonowej wylewki od strony, z której zwykle przeciekało, ale widać ewidentnie, że to od Andrzejka leci. Wstaję rano około 7.00, patrzę przez okno i już wiem, co będę robić przez cały dzień. Najpierw dzwoni Dariusz: „No, zaraz pana zaleje”. Dzięki, kurwa, stary, bo bym sam na to nie wpadł, ponieważ nie mam pierdolonych szyb, przez które mógłbym to zauważyć. Postanowiliśmy zjebać Andrzeja, jednak akurat nie przebywał w domu. Tak więc dowiedzieliśmy się, jaki ma numer, i skontaktowaliśmy się z nim. Ten stwierdził w swej nonszalancji, że nie przebywa w domu i nie będzie przyjeżdżać, ponieważ ma inne plany. Zagroziliśmy, że go pozwiemy, a on na to, że droga wolna. Jednakże potem jakby zmiękł i powiedział, że jeszcze dwa miesiące remontu u niego i zrobi zbiornik na wodę o pojemności około 120 litrów. Wszystko fajnie, tylko że ja mam remont TERAZ w tej, kurwa, właśnie chwili. Mam mieć zalane mieszkanie, które dopiero co zostało wyremontowane? Już pomijam fakt, że akurat pokój, o którym mowa, nie jest mój, co też mnie wkurwia, ale to już historia na innego wkurwa.
W każdym razie wiem, że to nie forum prawne, lecz z racji, że jestem człowiekiem mściwym, a oprócz tego chciałbym w końcu zaznać świętego spokoju i nie trafić do wariatkowa, do czego mi z wielu powodów, o których napiszę innym razem, blisko, chciałbym zapytać: jak można tego typa udupić? Mogę mu dać te dwa miesiące, ale nie wierzę w ani jedną jego deklarację. Myślę, że jeżeli skutki nadal będą takie same, pójdę z tym do urzędu miasta albo do sądu.
Cebula atakuje
2 lipca, 2017, Autor: start2010Miałem fajny wstęp ale skurwesyn mnie z głowy wypadł.
Ale wracając do rzeczy.
Szukałem wszędzie termosu na jedzenie abym mógł ciepłe żarcie zabrać do roboty lecz nigdzie nie ma znaczy się znalazłem, bardziej na zupę ale chuj niech będzie poradzę sobie. Lecz gdy tak szukałem w internetach gdzie w okolicy znajdę zobaczyłem iż jakiś jest w ikei. I tak będąc obok zaszedłem i tam.
Jeszcze nie wszedłem do środka sklepu i nagle takie JEB po oczach, jakby pierdolnęła bomba atomowa, oczy kurwa łzawią. Chyba pół cebulandii do tej jednej ikei się zjechała. Cebula na cebuli cebulę pogania.
No nic, myślę zaryzykuję i pójdę dalej. W tej ikei byłem tylko dwa razy w życiu. Tak kurewsko wielka, że większe rzeczy widzę tylko codziennie w toalecie po przebudzeniu. Już w drzwiach obrotowych się zgubiłem. W końcu udało mi się ją opuścić, lecz gdzie teraz iść? Słyszę i widzę tłumy idą na górę więc poszedłem za plebsem i to był błąd. W sumie błędem było to, że w ogóle wszedłem do tego sklepu.
Ludzi od chuja. W lewo nie pójdziesz bo ktoś stoi, w prawo kurwa regał, prosto ktoś postanowił jednak się cofnąć i wchodzi z pełną premedytacją swoją grubą dupą taranując Cię bo on jednak zdecydował, że musi usiąść i przetestować sofę. Widzę, że jednak popełniłem błąd akcesoria do domu jednak są niżej bo tutaj same meble. Ale jak stad wyjść. Idę za strzałką. Wszędzie ludzie, zachodzą mi drogę. Szybka decyzja, skracam drogę. Lecę pomiędzy łóżkami nagle o coś zahaczyłem i słyszę JEB. Poleciało jakieś kurwa dziecko i płacz. Leci mamuśka, próbuję spierdolić ale zostałem przyblokowany przez jakiegoś dziada który stanął sobie i myśli nad sensem życia oraz inną mamuśkę z dzieckiem w wózku. Mamuśka do mnie z mordą, ja coś jej odpowiedziałem. Dziad w końcu poszedł, udało mi się spierdolić ale wyjścia za chuja dalej nie ma. Pierdolony kurwa labirynt. Biegnę dalej, widzę jest kurwa udało się. Stanąłem sobie tak aby mieć widok na schody co by mnie nie spierdoliły jak w Harrym Potterze i wyjść z tego szoku co tam się kurwa dzieję i naglę coś przykuwa moją uwagę. Stoi jakiś dziad z babką i kurwa ładują ołówki i linijki ikea do torby.
Po tym co zastałem na piętrze nie byłem pewny czy mam ryzykować idąc niżej. Ale kurwa być tak blisko i tyle przeżyć i nie pójść? Zaryzykowałem. I to był kolejny błąd.
Ludzi… Kurwa cebuli jeszcze więcej niż wyżej. Na wejściu jakieś łyżki kuchenne plastikowe. Wszyscy się rzucili jak świnie do koryta (widzieliście kiedyś jak świnie biegną jak się rzuci im jedzenie? Tak to wyglądało) to było gorsze niż walki w Lidlu, mimo, że nie nikt się nie bił bo ikea ma jednak więcej towaru. Ja kurwa w kolejnym szoku, pod nogami plątają się dzieci, inne jeżdzą w wózkach, dodać do tego wózki ikei, ludzie którzy popychają mnie od tyłu. Ani w lewo bo ludzie stoją przy korycie, prosto też nie bo kurwa ktoś stoi, z prawej jadą tymi wózkami, między regałami też nie bo kurwa jak w pierdolonym mrowisku się nie przeciśniesz. W końcu udało mi się minąłem jedną osobę, chcę skręcić i chuj ktoś wchodzi Ci pod nogi. Moje wkurwienie osiąga punkt kulminacyjny, trzymam się środa, żeby jakiegoś słoika nie złapać i komuś nie zajebać. Nagle w oddali słyszę, „ło promocja, bier no winyj tego bo promocja. niech widza ze sie powodzi” Po tym wszystkim zrezygnowałem. Jebać ten termos. Postanowiłem się cofnąć puki wiem gdzie jest wyjście, lecz za chuja nie mogę bo kolejne tłumy napierają i wszystko blokują. Tak idąc w przód jest. Widzę. Termos. Ale chujowy i mały. I nie kupiłem. Zmierzam do wyjścia. Omijając tą cebulę wymyśliłem chyba kurwa lepszą choreografię niż Egurrola. Widzę. Są kasy. Za nimi żarcie. Hotdogi za 1zł. Lody za 1zł. A kolejka aż do kurwa jebanej windy przy wejściu do sklepu.
Po tym wszystkim zrezygnowałem z innych zakupów i pojechałem do domu. Tyle wkurwienia na koniec tygodnia przez jeden pierdolony termos.
Jak pracownicy IKEI nie zarabiają minimum 3-4 tysięcy to to jest kurwa jakiś dramat. Ja bym po jednym dniu komuś zajebał i poszedł do domu bo inaczej skończyłbym w psychiatryku.
Ps. wstawię to również na fb profil IKEI. Trochę w zmienionej formie. A może po tym pracownicy chociaż małą podwyżkę dostaną? A chuj wie ale warto próbować. Bo moja noga tam już nigdy nie postanie. Chyba, że odrazu po otworzeniu drzwi i to w tygodniu.
Wkurwienie życia codziennego
12 maja, 2017, Autor: start2010Wrzesień. Każdego roku. Początek roku szkolnego.
TVN, Polsat, TVP, gazety, bzdety, radia.
– Małe pryszczate skurwysyny poszły dziś do szkoły, o godzinie 8 zabrzmiał dziś pierwszy dzwonek. Sprawdźmy, co małe pedałki mają o tym do powiedzenia.
– Jak się czujesz, że wracasz do szkoły?
– Szkoda, że wakacje się skończyły, ale z drugiej strony cieszę się, że zobaczę moich fałszywych kolegów i popierdolonych nauczycieli.
Więcej zobaczysz na www.TVchujciwdupe.pl
Styczeń, luty. Każdego roku. Ferie.
TVchuje i inni kłamcy.
– Już dziś pierwsze małe przyszczate skurwysyny zaczynają ferie zimowe. Teraz poradnik dla mało ambitnych rodziców 500+ jak zorganizować gnojowi ferie.
1. Wyślij debila do otwartej placówki bo nie masz urlopu a mały skurwiel jest zbyt niepełnosprytny aby podetrzeć sobie samemu dupę po sraniu.
2. Bądź oryginalny. Za hajs podatnika 500+ baluj. Jedź na jeden dzień w góry niech sąsiad widzi, że Ci się powodzi.
Kwiecień. Każdego roku. Egzamin szóstoklasisty.
Chuje móje dzikie węże, gazety pierdolety i radyja.
– Już dziś pełno małych popierdolonych rozpieszczonych małych popierdoleńców napiszę swój pierwszy w życiu ważny egzamin. Sprawdźmy jak sobie z tym kretyni radzą.
– Czy stresujesz się egzaminem?
– Nie, ponieważ jestem bardzo dobrze przygotowany oraz znam super hiper techniki odstresowywujące pierdolniętych psychologów.
Po egzaminie.
– Jak sobie poradziłeś małe skretyniałe dziecko kukurydzy?
– Uważam, że poszło mi bardzo dobrze a egzamin był łatwy. Liczę na 35pkt.
– Ale max jest 40pkt więc nie był łatwy bo byś napisał na właśnie 40pkt.
– Weź spierdalaj.
Kwiecień. Każdego roku. Egzamin gimbazjalny.
Gość niedzielny, Telewizja nieTrwam
– Przez najbliższe 3 dni pasożyty narodu Polskiego będą pisały egzamin gimbazjalny od którego zależeć będzie czy w przyszłości zostanie bezrobotnym czy bezrobotnym za granicami naszego kraju.
– Jak się czujesz przed egzaminem?
– Uważam, że jestem bardzo dobrze przygotowany, nauczyciele super nauczyli.
– Jak sobie radzisz ze stresem?
– Pijemy w parku tanie wino, palimy fajki po to aby zapomnieć.
po egzaminie
– Jak Ci poszło na egzaminie?
– Uważam, że poszło mi bardzo dobrze. Mam spore szanse na liceum humanistyczne, przez co będę miała sporą szansę zasilić szereg bezrobotnych.
Maj. Każdego roku. Matury
Chuje, chuje, chuje, chuje, ksiądz w kościele
– Już dziś w całym kraju zaczyna się najważniejszy egzamin w życiu młodego niedojebanego człowieka a chodzi o egzamin bezrobotności. Sprawdziliśmy w kilku szkołach jak sobie radzą z nim uczniowie.
– Przez całe swoje życie uczyłem się aby zdać bardzo dobrze maturę poniważ moim marzeniem jest dostać się na europeistykę lub politologię a po tym zarabiać spore hajsy minimum 10 tysiecy na rękę. pojebie
– A Ty? Czy jesteś dobrze przygotowany do matury?
– Tak nauczyciele bardzo dobrze nas przygotowali do matury. Bo jak wiadomo bez matury nie ma wykształcenia. A bez tego jest się bezrobotnym.
– A jak radzicie sobie ze stresem?
– Używamy super hiper wyjebistych zajekurwabistych technik relaksacyjnych starożytnych Majów z prawego dopływu Nilu w zachodnim płaskowyżu Mongolii położonych w nizinach wielkich gór wododziałowych. To się musi udać!
Czerwiec. Każdego roku. Wakacje.
– Już dziś tak zabrzmiał w jednej ze szkół ostatni dzwonek w tym roku szklonego. Sprawdźmy czy uczniowie się cieszą oraz jakie mają plany na wakacje.
(dzwonek. w tle słychać okrzyki, kurrrrwrwwwwwaaaa koniec, chuj wam wszystkim w dupę)
– Powiedz mały pojebie, na chuj siedziałeś do ostatnich dni w szkole oraz czy cieszysz się, że są wakacje?
(za kamerami)
– Bo kurwa mam popierdolonych rodziców którzy nie nauczyli mnie podcierać samemu dupy
– Ale nie możesz tego powiedzieć musisz być szczęśliwy a zarazem smutny przed kamerą. Chuj wytnie się
(do kamery)
– Cieszę sie, że są wakacje ale bede tęsknił za kolegami i nauczycielami.
– A co będziesz robił w te wakacje?
– Za hajs podatnika 500+ balował
I tak jest kurwa co roku, że się słuchać tego nie da. Co mnie to kurwa wszystko obchodzi? A bombardują tym w radiach, gazetach, telewizjach.
Zapalenie pochwy. Upławy, infekcje grzybicze.
Się kurwa nie myłaś to będziesz miała kurwo grzyba na piździe. A te reklamy powinny być zakazane bo za każdym razem trafiam podczas jedzenia.
Ostatnio reklamowane są tabletki calominal. Suplement diety na odchudzanie z którego wynika, że nie warto się odchudać bo jak się spali tłuszcz to powstanie nowy. Według reklamy trzeba wpierdalać te tabletki i można siedzieć dalej na dupie przed lodówką i żreć i żaden nowy tłuszcz dzięki tym magicznym właściwością tabletki się nie wchłonie.
Czy kurwa ludzie są naprawdę tak popierdoleni i kupują cały ten syf?
Wkurwia mnie radio. Nie ma w nim nic, żadnej przyjemnej muzyki tylko zachodnie eskowe, 4chuTV czy inne MTV gówna które są ” HITEM ” bo tak. Od pierwszego usłyszenia mnie te piosenki wkurwiają, ale są hitem nie wiem kto tak uważa. I na każdym kanale to samo. I tak napierdala to samo kilka razy w ciągu całej godziny.
10 – reklamy, wiadomości
10.20 reklamy
10.30 wiadomości + reklamy na wszelki wypadek
10.40 reklamy
10.55-11.00 reklamy/wiadomości
Ja słucham radia czy reklam? Pomijam fakt, że za każdym kurwa razem gdy wsiadam do samochodu jest godzina z końcówką 58.
Nie wiem, czy coś chciałem jeszcze napisać, ale i tak już za dużo się rozpisałem.
W internecie jak w lesie
11 kwietnia, 2017, Autor: skrycie_zlyTo będzie szybki, krótki wpis, pisany pod wpływem impulsu, także sorry za brak polotu i finezji.
Otóż czytałem sobie rzeczy na facebooku i trafiłem na post na jednej z podgrup JBWA (tam się zbierają ludzie trochę tacy jak ja pod względem sposobu myślenia i wieku) o aborcjach.
Jakaś kobieta (w ciąży) napisała, że oooo aborcja to zabijanie hurr durr, więc odpowiedziałem, że wcale tak nie uważam i generalnie napisałem co o tym wszystkim myślę, że kobieta decyduje o swoim ciele itp popierając wszystko logicznymi z mojego punktu widzenia argumentami, nieważne, ale rozjebało mnie na łopatki to, że w odpowiedzi dowiedziałem się, że jestem tępy, niedojrzały i że ogólnie nic nie wiem o życiu i jeszcze szkoda że mnie mama nie potraktowała tak jak mogła by według moich poglądach na te sprawy. Za chwilę wbija koleś o takim samym nazwisku, domyślam się że wezwała wsparcie męża i razem mnie jechali i choć dzielnie starałem się bronić argumentami, to nadal mi ubliżano czy poniżano mnie, bez żadnych konstruktywnych treści w ich wiadomościach, mimo iż utrzymałem pełne opanowanie i niczym osobistym im nie rzuciłem.
Dlaczego w ludziach, którzy teoretycznie powinni myśleć nieco bardziej nowocześnie, którzy od dziecka są uczeni że każdy ma prawo myśleć po swojemu, jest tyle jadu i żółci? Zostałem wychowany na Kubusiu Puchatku w postaci książek i podobnych tworów wpajających powszechnie dobre i mądre rzeczy i staram się zaakceptować fakt, że ktoś może myśleć inaczej niż ja, o ile nie szkodzi tym innym dookoła, tymczasem ludzie których spotykam wydają się być wychowani na forach typu Pudelek, gdzie się obrzuca gównem każdego kogo się chce bo ma się zły dzień.
Miałem nadzieję, że jak tak zwane „stare komuchy” wymrą, to w Polsce zapanuje ład i tolerancja, ale powoli ją tracę.
Z każdym dniem nie lubię coraz większej ilości ludzi :D
Tagi: agresja, Ludzie, myślenie, poglądy, tolerancja


(oceniano 3 raz(y), średnia ocen: 9,67 na 10)