Wkurwienia w kategorii: ‘Ludzie’
No po prostu kurwa nie!
16 lipca, 2012, Autor: anonymousWitam kurwa, już całkiem długo nie tworzyłem w tym zacnym miejscu.
Do rzeczy. Śnię sobie cudnej pupci jakiejś tam koleżanki z pracy i nagle JEEEEEEEEEB!
Coś tak jebło że pilot ,który zwykle przed pójściem spać odkładam za siebie na półkę zleciał mi na pysk. Dalej napierdala. Po kilku sekundach rozkminiłem że ktoś napierdala „Requiem for a dream” na full basie i głośności. Myślę sobie „kurwa, skoro już mam się budzić przy muzyce to niech to będzie Bob Marley a nie coś pogrzebowego…”. W tamtej chwili byłem tak zjebany na kacu że nic nie zrobiłem, pokurwowałem sobie i dalej w kimę bo muza ucichła. Jakieś 3 godziny później znowu! Tym razem słyszę „Peja – kurewskie życie”, tradycyjnie na full głośnikach. „Przynajmniej utwór pasuje… kurewskie życie”. No więc wystawiam łeb za okno i szukam cwela co puszcza to gówno. Myślałem że to jakiś kozak z samochodu sobie puszcza bo takie echo dziwne. Jednak okazało się to sąsiad. No więc idę do tego starego chuja. Pukam i otwiera mi 50letni zgred, który nie wie co to spodnie. Mówię „Mógłby pan to wyciszyć albo chociaż zamknąć okno??” a on „Oh, nie pomyślałem że komuś może to przeszkadzać…”. Potem gadanie o dupie marynie itp.
Tego samego dnia, godz. 18:00. Siedzę na kompie a tu kurwa dzwoni ktoś na skype, ale nie kurwa do mnie. Słyszę ten jebany dzwonek z okna sąsiada. Odebrał i zaczyna na całe osiedle gadaninę ze swoim zięciem. No kurwa, ten facet jest chory psychicznie! Nie wytrzymałem i ryczę przez okno: „Zcisz te jebane głośniki Ty stary debilu!” a on nic. Rzucałem mu nawet kurwa jajkami w okno, nie pomogło. Po kilku godzinach zadzwoniłem na psy. Chociaż raz się przydali. Zrobili najazd i dali mandat chujowi bo reszta sąsiadów też to zgłaszał :D Zadowolony idę se kurwa spać i ktoś mi puka do drzwi. Otwieram a tu nasz sąsiad. Mówi, pijany ze łzami w oczach: „I co?! Jest pan zadowolony z siebie??! Musiałem 100zł mandatu zapłacić!!”. Z uśmiechem na twarzy nic nie powiedziałem, pomyślałem tylko „Dobrze Ci, Ty stara kurwo” i zamknąłem drzwi.
Dzióbki i sweet focie
27 czerwca, 2012, Autor: KistosWchodzę na nasza-klasa.pl i co widzę. W ostatnio dodanych zdjęciach na co drugiej focie dzióbek. Na FaceBooku to samo…
Kurwa ludzie po chuj tak krzywić mordę do aparatu ? Ja nawet jak piję wódę wiśniową z gwinta ( czego nie lubię jak chuj ) to się tak nie krzywię. No ja pierdolę niektórzy takie miny potrafią pierdolnąć że wyglądają jak by zamiast twarzy mieli mordę jeża ( nie obrażając tych zwierząt ).
Kurwa co to za moda w ogóle ?
I jeszcze te pojebane nazwy i komentarze typu : Sweetaśnie, lovi albo kurwa ślicznie mimo że tak nie jest. Nie lepiej powstrzymać się od komentu lub pierdolnąć prosto z mostu jak jest i oszczędzić ludziom wstydu i w kurwienia ?
Sweet fociom mówię kurwa wielkie NIE !
„Nowe” piętnastoletnie auto
20 czerwca, 2012, Autor: omandrynOstatnio jak tu zajrzałem to jeszcze mój ojciec był prawiczkiem więc trochę czasu upłynęło. Większość z Was pewnie wkurwia się na Euro 2012 lecz ja mam je jakoś głęboko w dupie od czasu porażki naszych i nie ryczę z tego powodu nocami pod łóżkiem. By trochę odstąpić od tego tematu napiszę trochę o mojej ostatniej akcji która nie obyła się bez stutysięcznych wkurwień, bluzgów, połamanych znaków drogowych i wybitych szyb.
Pewnego ranka wstałem, podrapałem się bo dupie i postanowiłem kupić samochód. Jedni myślą z rana jak tu przeżyć następny dzień czy obawiają się że kibel się zapcha no ale mi się w pizdu zachciało kupna samochodu. Pożyczanie od staruszków i ich wysłuchiwania jęków miałem już dosyć. Pieniądze miałem odłożone na niespodziewany wydatek typu ciąża, III wojna światowa czy atak zmutowanych gołębi więc od razu zabrałem się za szukanie ofert. Nowe auto odpadało od razu bo tyle mamony to nie miałem, wiec używany wchodził w grę. W Internecie jak znalazłem ciekawą ofertę to sprzedający mieszkał gdzieś z 1000km ode mnie lub najebany czy tam naćpany omyłkowo zamieścił ofertę. Cóż, popytam się znajomych pewnie coś mają. Mieli… traktory i 2 kombajny na sprzedaż. Zajebiście, tylko jakoś tak kombajnem zapierdalać po mieście na rondzie nie przystoi więc sprostowałem jeszcze raz że poszukuje auta typu brum brum a nie pojazdu do rzezi. Po 2 tygodniach kumpel zainicjował spotkanie ze swoim znajomym który ma naprawdę świetną ofertę z powodów których nie przytoczę. Jak na mój przeznaczony kapitał na zakup a jakość oferowanego samochodu było to dla mnie wybawieniem. Od razu pierdoliłem poszukiwania i się z gościem dogadałem. Zniżył na dodatek cenę, dorzucił zimowki i jeszcze kasetę do radia dorzucił ze smerfnymi hitami. Nosz kurwa smerfne hity? Nie ma chuja bym nie kupił tego auta! Dostarczyłem umowę, wszystko git majonez. I tu zaczęło się gówno po same biodra…
Pojechałem od razu do domu bo była to sobota więc opłacenie OC i innych pierdół nie wchodziło w grę. Poczekałem do poniedziałku by opłacić ubezpieczenie. Gościu bardzo miły, zaczął pieprzyć o jakichś nowych ofertach jak to mają w zwyczaju a gdy już skończył powiedziałem że akceptuje warunki. Poprosił więc o umowę kupna samochodu i od razu na jego twarzy wymalowało się zdziwienie jakby zapomniał jak się czyta. Od razu pytam się czy coś nie tak bo ten grymas twarzy nic dobrego nie wróżył. Przypuszczenie okazało się faktem. Przy podpisie sprzedającego na umowie gościu podpisał swoim imieniem i nazwiskiem, lecz samochód był jeszcze zarejestrowany na jego ojca który przypisał mu auto w spadku. Ja głupi jakoś nie za bardzo wierzyłem w taką akcję więc nawet w papiery przy kupnie specjalnie nie zaglądałem a powinienem. No ale jak można kurwa przy odziedziczeniu autka nie przerejestrować je na siebie tylko od razu je sprzedawać na nazwisko czyjeś i podpisać się że sprzedał ktoś inny? To jak ja bym napisał że sprzedaję sąsiada dom, kolegi skarpetki oraz budynek sejmu i jebnął swój podpis na papierze… No ale mówię chuj tam pojadę do typa, niech na nowej umowie podpisze odpowiednim imieniem i nazwiskiem lub niech przerejestruje na siebie a potem mi sprzeda, choć ta druga opcja nie za bardzo mi odpowiadała bo wymagała czasu a auto było mi potrzebne. Więc dzwonie do gościa by się ugadać na kolejną randkę a ten mi pitoli że wyjechał… do roboty. Osz kurwa mać! Pakuj dupsko w pociąg czy w jakiś radziecki czołg i zapierdalaj ino raz do mnie bo sam do Ciebie przyjadę nieopłaconym samochodem którym wjadę Ci w rzyć po samą szyję! Łaskawie pojął aluzje i nazajutrz doszliśmy do porozumienia by przerejestrował na siebie a potem mi sprzedał. Po kolejnym dniu wszystko było zrobione. Wziąłem ze sobą dwie kolejne umowy by je jeszcze raz spisać, by wyglądało to tak że niby w ten czas mi fure sprzedał. On ze śmiechem że już nie raz sprzedawał samochody i powinno być wszystko miodzio, a tamto to było zwykłe zagalopowanie. Uwierzyłem mu, może mówi prawdę skoro już nie jeden rower i samochód sprzedał? No to zapierdalam znowu do ubezpieczyciela. Poszło jak trza. No to jeb w bryke i jade przerejestrować. Wpadam do odpowiedniego pomieszczenia i gościówa za biurkiem strzeliła podobny grymas jak tamten od OC. Myślę że jak będzie problem tamtego typu to auto zatopię z wkurwu u mnie w zagajniku. I co? No kurwa pewnie że problem! No bo jak? Gościu sprzedał mi auto dnia dajmy dla przykładu 01.01.2111r. bo tak widnieje na umowie a stał się właścicielem auta 05.01.2111r.? Czyli jakby nie patrzeć sprzedał mi nie jego własność, chuj z tym że potem stał się jego właścicielem ale tak nie może być i dała mi do zrozumienia żebym wypierdalał w podskokach bo już czas ją nagli do spicia kolejnej kawki przegryzając sucharem. Po tym incydencie nawet się uśmiechnąłem do niej i kulturalnie zamknąłem drzwi bez urwanych zawiasów jak to by wypadało zrobić. Dzwonię spokojnie do kolesia i łagodnym głosem tłumacze co i jak oraz nakazuje w trybie natychmiastowym by zaraz się zjawił i spisał tą pierdoloną umowę od początku tak jak powinno. Łatwo poszło, zaraz był na miejscu. Szuru buru, nowe umowy spisane. Wracam do brzydkiej lampuciary i z siłą tytana przygniatam do blatu jej biurka przed nosem nowy świstek. Parę słów w moim kierunku co ja niby odpierdalam i jakie ona ma ciężkie życie przez takich jak ja i 99% reszty społeczeństwa. Zadanie wykonane, ze szczęścia wracając do domu w połowie drogi miałem chcice by sprzedać to auto bo jakoś przez nie jakieś fatum się mnie uczepiło. Lecz po tej całej akcji do dziś nim śmigam i jest baja. Ostateczny werdykt? Dziś mogę powiedzieć że warto było, zobaczymy co będzie dalej.
Tak więc strzeżcie się by w papierach było wszystko napisane tak jak powinno niezależnie czego dokumenty dotyczą. Zresztą komu to ja tłumaczę. Polska biurokracja zostawia po sobie takie piękne wspomnienia że z przyjemnością duża liczba osób podjęłaby się zdetonowania bomby pod biurowcem. Jakby była taka akcja to proszę wpisać mnie pierwszego w kolejkę. Już ja taką bombę wypierdolę że w kosmosie będą ufoludków jeszcze przez jakiś czas wkurwiać.
PS: Jak kupiłem już te auto wiele ciekawych rzeczy znalazłem w środku czyszcząc nowy nabytek. Dla przykładu podam racice bodajże owcy, tonę igliwia, ostrzę kosy, okulary typu spawalniczego, mapa Kostaryki, paznokieć jak mniemam jednej z ofiar przewożonych w bagażniku oraz rytualny nóż do składania ofiar na dachu obory.
Boże Ciało oczyma katolika
7 czerwca, 2012, Autor: SzturmierzJak powszechnie wiadomo dzisiaj, to jest 07.06.2012 w całej Polsce wszyscy katolicy (w tym ja) obchodzili Boże Ciało. Pomyślałem, że wypadałoby pójść na masze skoro tak rzadko na niej bywam. No więc poszedłem, trochę się spóźniłem, bo jak zwykle trochę mi się zaspało – w końcu mam kurwa wolne (chcąc nie chcąc i tak bym miał) no ale chuj, dobra dotarłem na miejsce. Przekraczam próg przedsionka, jednej z bocznych naw kościoła, otwieram drzwi – a tu jeb! Tysiące ściśniętych w gęstym tłumie ludzi, w jednym momencie skierowało wzrok na moją skromną osobę. Z ich przeszywających mnie na wskroś oczu mogłem wyczytać najgorsze obelgi, litościwe błagania typu „kurwa koleś zlituj się i nie wchodź jeszcze Ty!”, ale i pogardę, że nie przybyłem na czas i śmiałem przerwać rozpoczynające się już nabożeństwo. Lekko zaszokowany wycofałem się i niczym szara myszka przystanąłem w koncie przedsionka, zaraz przed drzwiami. Jak się okazało, był to błąd. Już chyba lepiej bym zrobił, wpierdalając się w ten dziki tłum i tam skonał, niż stanął tam gdzie stanąłem. Nie minęło 5 minut, jak ludzie, zaczęli wypęzać z kościoła. Nie wiem jak udało im się stamtąd wyjść, może wynieśli ich nad głowami, jak na Woodstock’ u bo innej możliwości nie widziałem. Wszyscy Ci ludzie a było ich sporo, byli dziwnie bladzi, jeden nawet odbił się dwa razy od ściany, po czym dopiero wyszedł. Jakież było moje zdziwienie, jak zobaczyłem skupionego pijaczka (oczywiście pod wpływem) dzielnie wbijającego w silnie zwarty tłum. Myślałem że zaraz się cofnie, albo sami ludzie go wypierdolą z hukiem, ale nie – przebił się jakoś i został tam do końca. Widać alkohol ma jakieś zajebiste nieznane dotąd właściwości. no więc stoje, ludzie zaczynają napierać od pleców, bo tłum na dworze się zagęścił – kurwa mać, myślę, no nie wyjdę jak mi nogi odejmie i padnę pokotem na zimną posadzkę kościoła. Nie dość że kurwa wstyd, to pewnie nikt dupy nie ruszy żeby mi pomóc. Zacisnąłem pięści i oparłem się o ścianę. Modliłem się o to bym mieć spokój i móc skupić się na przedłużającym się kazaniu. Ale ni chuja, bo kilka minut później, matka niepotrafiąca zająć się dwoma małymi córeczkami, pierdoliła system i całą złość potomstwa pozostawiła reszcie ludzi z przedsionka. „Na ręce, na ręce, chce na ręce!!!” – i tak kurwa co 2 sekundy. Biegało to kurwa w jedną i drugą stronę, między nogami, oczywiście za każdym kursem obijał się gówniarz o mnie. Myślałem, że zbiorę się na siłach i pierdolnę raz drugi w dupę to się gnojkowi odechce. Ale że jestem pizda, musiałem znosić te katuszę przez drugą połowę mszy. Wreszcie komunia – jak dobrze, tylko procesja i do domu, pomyślałem. No właśnie kurwa, procesja. Wyszedłem z kościoła, niestety ministrant z głośnikami ustawił się jakieś 3 metry ode mnie i napierdala śpiewem organisty prosto w łeb. Okey, jakby ten organista jeszcze śpiewał w miarę, a głośnik nie przerywał co 3 sekundy – przemilczał bym. W pewnym momencie nie widziałem już czy idę w procesji, czy może znajduje się kurwa na festiwalu muzyki klubowej – bo zamiast śpiewu, z głośnika wydobywał się swoisty dup-step! Jeszcze trochę, a daję głowę uciąć że cały tłum zacząłby podskakiwać w rytm „muzyki” zwanej katolikdance :/ W takim tłumie, jak wiadomo, nie trudno o wkurwienie, tysiące spoconych ciał ocierają się o ciebie, pod nogami chrupią kwiaty, wydzielając przykrą woń, co już nieźle mnie wkurwiło. Idę, sobie a raczej posuwam się niesiony przez tłum a przede mną kurwa jakieś roszady pierdolone mohery odpierdalają. Nie dość że ścisk jak chuj, człowiek niema gdzie stopy postawić, to tym się jeszcze zmiany miejsc zachciało -no kurwa! Myślałem że tak jednej jak i drugiej podstawię nogę i się wypierdolą, nie mając pojęcia kto to zrobił, po czym zostaną rozdeptane przez katolicki tłum. Ale oczywiście po raz drugi okazałem się pizdą i znosiłem takie kurewskie zmiany położenia przez kilka następnych minut. Nie dotrwałem do końca, skręciłem w boczną ulicę i wkurwiony pognałem z siostrą do domu. Kurwa, że co roku musi być to samo, chociaż przynajmniej w tym roku żaden bezczelny dziadek się na mnie nie zjebał, bo i tak też bywało…
Dzięki, nara!


(oceniano 6 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
