Wkurwienia w kategorii: ‘Edukacja’

Benzynka

21 marca, 2011, Autor:

W związku z rosnącym wkurwieniem narodu wprost proporcjonalnie do cen benzyny proponuje wprowadzić do szkół nowe lektury, do TV nowe programy i do kin nowe filmy:
Trzy etyliny i cena.
Nasza szkapa (jako alternatywny środek transportu).
Drogo i wściekli, oraz tom II 2expensive 2furious
Orleno: E-98ósmy pasażer dystrybutora.
Opałowy czy kujawski ? (program poranny)
Cukier czy benzyna ?
Etylina z Libijskiego wzgórza.
Indiana Jones i zaginiona baryłka.
Oktanowa pułapka.
Nie słodzę, prowadzę.

Propozycję obowiązkowych pozycji proszę dopisywać w komentarzach =]

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 9 raz(y), średnia ocen: 8,56 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

Sadzenie drzew

19 marca, 2011, Autor:

Srasznie to się ostatnio modne zrobiło żeby zasadzić gdzieś jakieś drzewo. Nawet pieniądze z Unii pod tym pretekstem wyciągają i karmią ludzi w TV głodnymi kawałkami o sadzeniu milionów drzew. Tak się jakoś składa że  większość naszego społeczeństwa jest bardzo podatna na wszelkie formy marketingowego nacisku i z lubością łyka owe hasła jak przysłowiowy „pelikan gorącego kartofla”. „Tu będzie moje! A tu moje!! Razem posadzimy milion drzew!!!”. Jak się już jeden z drugim rozochoci to wsiada w swój wspaniały samochód i dumny z siebie jak nastolatek po inicjacji seksualnej jedzie do szkółki lub innego marketu budowlanego celem wejścia w posiadanie sadzonek. Nie było by w tym nic złego gdyby nie fakt że jak się już powiedziało „A” to głupio na tym poprzestać i nie powiedzieć „B”. Niestety o ile powiedzenie „A” nie wiąże się z koniecznością bycia nachalnie inteligentnym to już prawidłowe wyartykułowanie „B” dla większości okazuje się być co najmniej nie trywialne.  Nie żeby problem tkwił w wykonaniu w ziemi odpowiedniego dołka. Nie żeby były problemy czy zielonym do góry czy w dół. Podlewać też podlewają i nawet rośnie to całkiem ładnie. Problemem jest zasadniczo rzecz z pozoru błaha, a mianowicie lokalizacja przyszłego pomnika przyrody który to każdy widzi w tym co przytargał ze sklepu. Jak ma własną działkę to jego sprawa niech sobie tam sadzi co tylko chce i gdzie mu się podoba. Zasadniczo gorzej się sprawy mają na osiedlach. Każdy chce by jego wspaniałe drzewo rosło przed blokiem. „A tak! Niech wszyscy widzą jakie piękne drzewo posadziłem/łam!! Nikt mi nie zabroni bo to przecież ekologicznie i w ogóle!!!…” Rośnie potem pod tym blokiem jakiś skurwiały las jak ze snu wariata bo każdy przecież lubi inne drzewa i ma własną (lepszą) koncepcję zagospodarowania terenu. W dodatku to jego drzewo jest najważniejsze na świecie i nikt nie ma prawa się w ogóle odzywać w tej sprawie. A już pytanie kogokolwiek o zdanie było by przejawem życiowego nieudacznictwa. Kolejna plaga to „ekologiczni tradycjonaliści”. Chcieli by mieć na święta żywą pachnącą choinkę ale kupowanie ciętej nie mieści się w ich ekologicznym światopoglądzie. Wpadają więc an genialny pomysł aby nabyć drzewko w donicy razem z systemem korzeniowym. Problem pojawia się mniej więcej w okolicach Trzech Króli kiedy to obyczaj nakazuje pozbyć się drzewka. Wtedy oczywistym staje się że niebawem zasili ono trawnik przed blokiem i najlepiej aby dało się je wypatrzyć w środku nocy bez okularów – czytaj musi zostać zasadzone w bezpośrednim sąsiedztwie nieruchomości. Efekt jest taki że co roku na trawniku w niewyjaśnionych okolicznościach przybywa kilka iglaków. Nie żebym nie lubił zieleni ale wtykanie tego w glebę gdzie popadnie jakoś nie bardzo licuje z moim poczuciem estetyki. Nikt wsadzając to w ziemię nie zastanawia się jak to będzie wyglądało za powiedzmy pięć lat. Najwyraźniej większość nowo narodzonych ekologów w życiu nie widziała lasu na oczy. Kupiłeś nowy telewizor i po włączeniu dałeś się zaskoczyć durnej reklamie w której ktoś pierdolił że trzeba sadzić – usiądź, weź dziesięć głębokich oddechów. Jeśli nadal czujesz potrzebę sadzenia to idź na spacer, postaraj się to rozchodzić. Kupiłeś na święta drzewko w doniczce – poszukaj miejsca w którym to drzewko nie będzie przeszkadzać za pięć czy dwadzieścia lat. Oddasz przysługę sobie i sąsiadom. Z pewnością twoja wspólnota płaci krocie za utrzymanie tego szajsu który już rośnie przed twoim blokiem w jako takim porządku, nie generuj dodatkowych kosztów.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 33 raz(y), średnia ocen: 5,58 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!
Tagi:

Miłe zaskoczenie

16 marca, 2011, Autor:

Witam ponownie. Dziś napiszę o takiej błahej (raczej) rzeczy – chujowym wkurwie, który może mocno wkurwić. Otóż jakiś czas temu nie byłam obecna jednego dnia na lekcjach.  Zapytałam jedną osobę co było na jednej lekcji (resztę już miałam, bo inna osoba podała). Ona odpowiedziała, że była jakaś karteczka i mi nie zeskanuje, bo pani mi da. Dziś patrzę, a tu tyle chujostwa do zrobienia. I oczywiście poszło nieprzygotowanie. Mało osób miało to coś i nauczycielka z takim zapytaniem” To co jedynki mam stawiać za brak pracy domowej”. No się tak wkurwiłam. To ja rzetelnie chce odrabiać prace domowe, a ktoś mnie wprowadza w błąd i muszę zgłaszać jakieś gówniane nieprzygotowania, które mogłabym poświęcić na czarną godzinę. Mnie to wkurwia tym bardziej, że jak ja podaję lekcje to dokładnie i o wszystkim zawsze informuje. Bo później przykro jest, że osoba ma nieprzyjemności, bo czegoś nie podałam. I też tego wymagam od innych.    A morał tej bajki jest krótki i znany: ” Pilnuj się mocno, jeśli nie chcesz być przez innych w coś wpierdalany”.

Często zdarzają się podobne przypadki w pracy, gdzie się wpierdala dobrego kolegę w bagno. I tu jest już o wiele gorzej.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 9 raz(y), średnia ocen: 9,33 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

Mój pierwszy wkurw czyli co mnie ogólnie wkurwia w tym kraju

8 marca, 2011, Autor:

Witajcie wszyscy kurwa!

Na wstępie chciałem podziękować Adminowi tej szacownej strony o charakterze opiniotwórczym za dołączenie mnie do jej znamienitego towarzystwa i dzięki temu uzyskaniu przez mnie awansu społecznego. Osobiście uważam,  że pomysłodawca i autor owego portalu powinien dostać Pokojową Nagrodę Nobla za uratowanie od samodestrukcji tysięcy ludzi i uchronienie tego państwa przed społecznymi protestami z transparentami w stylu 'KURWA MAĆ’ rodem z Egiptu czy Libii (choć nie jest to wykluczone i tak w tym kraju).  Z pewnością nagroda ta była by bardziej uzasadniona w tym przypadku, niż za wspieranie wojny w Iraku czy protesty ekologiczne, z których biologicznie rzecz biorąc – gówno wynika.

Bez zbędnego wazeliniarstwa i wchodzenia w dupę bez mydła, wiele wkurwiających rzeczy w tym kraju czai się na nas na co dzień i tylko czeka, aż wyjdziemy z domu (a nawet jak nie to i tak nas dopadnie), żeby nas wkurwić : zawalone autobusy miejskie z moherami i dresikami puszczającymi głośno jakieś łubudubu albo inny szajs z komóreczek; dziurawe drogi, od których mózg w czaszce się telepie; baba przed tobą przy kasie PKP, która kupuje bilet, ale w zasadzie wygląda, że w ogóle nie wie gdzie chce jechać, a ty masz 2 minuty do odjazdu; samo wkurwiające PKP; śmierdząco-jebiące żule na dworcu zbierające na wino czy nigdy niekończące się kolejki w Biedronce. Chciałem w tym poście jednak napisać, jako że to mój pierwszy, jakie niebanalne  rzeczy mnie wkurwiają w tym kraju o charakterze społecznych problemów, w związku z sytuacją życiową w jakiej się znalazłem… uprzedzam, że może mi to trochę zająć więc zajmijcie lepiej dupą wygodne miejsca i się nie wkurwiajcie, przynajmniej na mnie.  Choć tak ogólnie chcę żebyście się wkurwili po przeczytaniu tego na to co jest tu opisane.

Jestem absolwentem biotechnologii – jeśli nie wiecie co to za gówno, to nie przejmujcie się. Szacuję, że około 90% społeczeństwa nie ma bladego, zielonego czy chuj wie jakiego koloru jeszcze pojęcia co to jest, czym się to zajmuje i do końca swoich marnych dni nie ogarnie świadomości ich istnienia. Trudno się z resztą dziwić bo nie widzę obecnie sensu istnienia tego wyimaginowanego zawodu, dla którego nie ma pracy w tym kraju. Kierunek tak przesrany, jakby się kto nażarł fasoli i przepijał maślanką, zniszczył mi sam zdrowie bardziej niż litry przepitego alkoholu w różnej postaci (o dziwo). Zamiast po ich zakończeniu z wielką satysfakcją, równą zaspokojeniu kobiety w łożu i podnietą rozpoczęcia nowego, poważnego życia, zostaje się z świstkiem ukończenia, którym se nawet dupy nie mogę podetrzeć bo jest z papieru kredowego. Żałosne… to po co ja zapierdalałem tyle lat jak dzika świnia w tramkach? Pracy w zawodzie nie ma żadnej bo ten kraj oczywiście jest niedorozwinięty, jeśli się już jakaś oferta trafi to jest pół miliona chętnych i wymaganie doświadczenia – rok, 2, 5 – to gdzie ja kurwa w takim razie mam zdobyć to doświadczenie skoro wszędzie chcą kogoś z doświadczeniem?! Jakieś pomylone, błędne koło… wkurwia mnie to!! Oczywiście dla zdeterminowanych i gotowych na wszystko, pozostaje zagranica i płacenie podatków w innych krajach, ale kurwa!!… w końcu nie po to państwo najpierw inwestuje w studenta, żeby ten musiał później spierdalać gdzie cytrusy rosną i krewetki w morzu pływają bo nie ma za co żyć, choć w zasadzie ale ten kraj nie ma po studiach nic do zaoferowania… No i siedzę jako ten głupi patriota na bezrobociu i się zajmuję głównie wkurwianiem.

Można zadać pytanie trafione w zasadzie w sam headshot – po co istnieją takie kierunki?? …w skrócie to po chuj, żeby banda maniaków lubiących grzebać w próchnie miała kasę na robienie swoich pseudobadań niedających nic społeczeństwu, no bo co nowego wniesie badanie genów jakiś kolejnych chwastów albo co kogo obchodzi ile włośników na korzonkach mają? dzięki temu jednak dorabiają się kolejnych tytułów naukowych, spełniając swoje upośledzone ambicje zawodowe i mogą chapać większą kasę. Wyłącznie z tego też powodu jak się zdaje, nowe roczniki przychodząc na ten kierunek bez celów wyższych, słuchają nieświadomi niczego z rozdziawionymi japami aż im ślina kapie, jakieś sranie w banie: kim to oni nie będą, że praca już na nich czeka i co to nie będą robić… kurwa chyba srać i drobić. Wkurwia mnie to oszukiwanie i takie pierdolenie kotka młotkiem!! Bo gdyby powiedzieli prawdę, jak należy, to mało kto by na taki syf się zgodził. Oczywiście pozostaje opcja, że są półmózgami i serio nie wiedzą jak chujowo jest na rynku pracy i pociskają studentom taką ściemę albo w ogóle, że są ćwierćdebilami i chujami łamanymi na kole i udają tylko, że tego nie wiedzą. Tak czy srak, nie zmienia to faktu, że są chujami.

Co mnie jeszcze wkurwia w tej całej szopce grającej? Kasa, która idzie w pizdu i jest bezproduktywnie wydawana w sumie nie wiadomo na co i nic z niej nie ma. Ten kierunek, a w zasadzie roczniki młodsze po mnie, ma status zamawianego tzn. że jest ekstra dofinansowany, podobno nawet parę milionów zł na rok. Kasa ta, przynajmniej jej część bo reszta to nie wiadomo, idzie na stypendia dla studentów, żeby zachęcić ich do studiowania tego ociekającego smrodem shitu. Fajna rzecz w sumie, tylko po co do chuja Wacka i pizdy Dziuni dofinansowywać przyszłych bezrobotnych, dla których nie ma pracy? No i te pieniążki, zamiast żeby coś z nich było, np. iść na staże dla absolwentów, którzy tak jak ja są w dupie tak ciemnej, jak u murzyna w jaskini przy zaćmieniu Księżyca, rozpierdalają się… a my dalej jesteśmy w tejże samej dupie. Wkurwiający fakt.

W związku z taką sytuacją, zdecydowałem się na desperacki krok niczym Żyd wchodzący do gazowni i postanowiłem zarejestrować się w Powiatowym Urzędzie Pracy. Miejsce zaiste legendarne, w którym czujesz jak złowieszcze moce szatańskie cię opentują, a schizofrenia maniakalno-depresyjna żąda czyjejś krwi, niekoniecznie młodych dziewic. Wobec braku pracy w zawodzie, jak i doświadczenia zawodowego pomyślałem, że chociaż o staż się postaram zorganizowany przez tą placówkę i jakoś to będzie. Za wczasu zasięgnąłem informacji o której, z czym itp. Pani w informacji uprzedziła, że jeśli będę  w godzinie otwarcia o 7.30 to jest szansa (kurwa – jest szansa??!!), że wszystko załatwię jednego dnia. Spiąłem dupę zatem i zwarłem poślady bo nie będę tam łaził po 10 razy i się wkurwiał. Zawitałem po kilku dniach na ową godzinę, choć tak wczesna pora i mróz panujący, i tak mnie wkurwiły. Oczywiście sama elita tego zatyfiałego miasta się zeszła, żule i ćpuny wszelakiej maści, pachnące moczem, starymi ludźmi i jasny chuj wie czym jeszcze. Tego typu ludzie(?) w zdecydowanej większości przychodzą tam po zasiłki, korzystając z funduszy państwowych na sobie znane tylko cele. Towarzystwo nieprzystające do mojej osoby, powodowało u mnie niezręczne, powolne wkurwianie. Moje szczere i ambitne plany dostania stażu zostały szybko schłodzone, gdyż Pani poinformowała, że dostali niecałe 30% funduszy tego co w zeszłym roku i niektórzy tylko dostaną staż, i nie jest pewne czy będę go mieć… Kurwa mać!! Ja pierdolę!! To ja, absolwent przejebanych studiów wyższych, kierunku reklamowanego przecież przez to państwo, nie dostanę tego stażu, no to kurwa kto? Polerowacz powierzchni pionowych, zamiatacz chodników, zbieracz grzybów w lesie?! Nic nie mam do owych zawodów, ale okazuje się, że nie jestem ani trochę poważnie i godnie traktowany jako wykształcony człowiek. No i znów się wkurwiłem. Budynek odwalony jak zajebista willa, na willowej dzielnicy na Wilanowie, z mięciutkimi stołkami, żeby ich przypadkiem hemoroidy nie bolały, jakieś menele dostają zasiłki, a ja stażu nie dostanę? To się „Urząd Bezrobocia” powinien nazywać, a nie „Pracy”! Ja się pytam do chuja pana i kurwy nędzy, jaki jest w takim razie sens istnienia tej bezproduktywnej instytucji? Wkurwiłem się oczywiście.

Ta sama Pani sprawdza czy mam wszystkie dokumenty do rejestracji, łącznie z wszystkimi umowami o pracę do tej pory, zlecenia o dzieło itd. Ale co to ma do rzeczy czy ja przykładowo rozdawałem ulotki miejscowego burdelu czy zbierałem psie kupy w parku? Wszak to nie jest doświadczenie w moim zawodzie. Pani odparła, że to też będzie miało wpływ na decyzję o przyznaniu stażu… no i co, jakbym miał umowy na powyższe prace to gotowi by jeszcze by mi powiedzieć, że przecież mam doświadczenie zawodowe – zbieracza psich kup – co z tego, że nie w moim zawodzie i że nie dostanę tego stażu… jakiś absurd! Wkurwiłem się znowu!! Zabrałem się, siadłem w kolejce… po półtora godzinach oczekiwania uspokoiłem się trochę, idę do kabiny bo wreszcie mój numerek. Cała ta biurokratyczna procedura w toku, a inni Pani znów prosi mnie o umowy o prace. Powtórnie pytam po co im to skoro jakieś roboty dorywcze nie są moim doświadczeniem zawodowym? Pani z szyderczym uśmiechem odparła „Ha ha! Może znajdziemy Panu inną pracę.” Myślałem, że krew we mnie zawrze w tym momencie i wykipi przez różne otwory mego ciała – nie po to tam przychodziłem, żeby oni mi znaleźli pracę przy kopaniu rowu pod kolejną spartoloną, rozlatującą się drogę! Udało mi się jednak opanować i poważnie odparłem z wyrazem twarzy Clinta Eastwooda, że „Nie po to proszę Pani kończyłem takie studia”. Od tej pory Pani ta zachowywała już wszelkie swoje spostrzeżenia dla siebie.

Po wreszcie zakończonej wkurwiającej procedurze rejestracji, mogłem oczekiwać wypisanego wniosku od mojego pracodawcy, którego sam sobie oczywiście załatwiłem – ale miejscówka spoko, poważne laboratorium, ludzie rozgarnięci i kontaktowi, w końcu inni naukowcy – też skończyli jakieś porąbane na zapałki studia, wiedzą na czym życie polega. Jadę z tym wnioskiem znów do Urzędu Pracy. Okazuje się, że mają 30 dni na jego rozpatrzenie. No je cię sunę w dupę i przepraszam! Siedzi tych urzędasów tam w 3 dupy albo lepiej, do petentów od każdej litery jest inny, a nikomu się przez 30 dni nie chcę do tego zajrzeć i zatwierdzić? Po jaką cholerę ich tam tyle jest w takim razie? Wkurwiłem się. Uświadamiam sobie fakt do tego, że mój wniosek będzie rozpatrywać osoba, która za garnek kapuchy i danie dupy, nie wie co to jest biologia molekularna, inżynieria genetyczna czyli rzeczy, którymi miałbym się zajmować. Znowu się wkurwiłem. Pytam się Pani, która przyjmuje wniosek czy można dzwonić, dowiadywać się. Ona parsknęła, tak by to trzeba określić, że teraz to się będą z pracodawcą kontaktować. A ja to co – patyk od kaszanki? Przecież to mój wniosek! Teraz oni se będą listy pocztą przesyłać bo nie mogę zadzwonić i powiedzieć. Z resztą wszystko se pocztą przesyłają. Ta placówka śmierdzi mi starą, zabitą komuną, nie ma telefonów, internetu i w ogóle nie ma niczego, jak Kononowicz mawiał. Wkurwia mnie to. A już pierdolca z powikłaniami dostaję, jak se przypomnę, że jeśli jakiemuś urzędasowi nie będzie się chciało zajrzeć do tego wniosku przez owe 30 dni albo oleją sprawę, to nie można się od tego nawet odwołać. Jednym słowem – urzędnik to praca w tym kraju, która ma swoje El Dorado – praca bez żadnej odpowiedzialności, bez żadnych konsekwencji jak coś spierdoli, a kasę nawet dostaje w miarę. Jest ich w chuj i trochę, a nigdy nic załatwić nie można. Przed każdymi wyborami słyszymy, że liczba niepotrzebnych urzędników się zmniejszy (wczoraj też już czytałem;] tzn. że kampania się zaczyna), a po oczywiście pracuje ich za każdym razem co raz więcej. Jakbym wziął ich na zbity pysk wykurwił to by od razu dziura budżetowa się załatała, jakiś pożytek zawsze. Ech… jak mnie to wkurwia.

Podsumowując, żeby się nie zgubić w tych wszystkich wywodach i całym pierdoleniu. Ten kraj dąży do zagłady, już lepiej by było gdyby bomba wodorowa rozkurwiła wszystko w biały pył i można było go zaorać, i zacząć od nowa z powrotem od Biskupina. Choćbym się zesrał, choćby i skały srały, to o pracę dla inteligentnych ludzi po hardkorowych kierunkach jest skurwysyńsko trudno i nie ma nikt dla nich szacunku należnego, nie mówiąc o żenujących wypłatach. Historia przytoczona przez mnie jest przykładem, albowiem wielu ludzi, w tym moich znajomych, jest w podobnej sytuacji jak ja. Żałosne i przykre… no i wkurwiające przede wszystkim!

A w ogóle to się napisałem jak głupi ciul zza rogu i wkurwiło mnie to.

Trzymajcie się

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 26 raz(y), średnia ocen: 9,88 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!