Wkurwy oznaczone tagiem: ‘święta’
Kiedy Mikołaj?
13 grudnia, 2009, Autor: ZiutekJak wszyscy to wszyscy, babcia też. To tak apropoz postów o świętach.
Wkurwia mnie niesamowicie, że polską tradycję Świętego Mikołaja zastępuje się debilną amerykańską papką. Mikołaj nie ma już pastorału, zamiast tego ma czapkę krasnala. Kurwa! I pochodzi z Laponi i jeździ w zaprzęgu z reniferem. Ja pierdolę, co za głupoty.
Ale nie to mnie najbardziej wkurwia.
Jak byłem dzieckiem to zawsze było tak, że Mikołaj przychodził 6 grudnia, a pod choinkę prezenty przynosiła gwiazdka. Dziś chyba też tak jeszcze jest, przynajmniej u mnie. Ale to powoli się zmienia. Dlaczego?
Bo kurwa u debilnych amerykańców w kalendarzu nie ma Mikołaja 6 grudnia. Tam w ogóle nie ma Mikołaja w kalendarzu. A ten spasiony krasnal w czerwonym przychodzi przed Wigilią. Więc co robią Polaczki, które wszystko kupują od innych? Oczywiście przesiadają się na amerykańską tradycję, no bo jeśli tak robi jakaś pinda w kretyńskim serialu, jeśli tak jest na MTV, to przecież tak musi być.
Kurwa kurwa kurwa. Czemu ten naród jest tak popierdolony i musi wszystko zrzynać od innych?
Tagi: choinka, gwiazdka, Mikołaj, świętaŚwięta, czyli jak wyciągnąć kasę.
13 grudnia, 2009, Autor: joawelWkurwia mnie magia tych świąt, atmosfera tych świąt i cała ta szopka przedświąteczna. Tym razem wkurwił mnie do szpiku kości, jak dzisiejszy mróz, jarmark przedświąteczny. Kolejny rok się z tym mierzę, ale walka ta nierówna, bo co roku coraz więcej tego badziewia. Nastawiali budek ze wszystkim i z niczym na pół ogromnego rynku i cały deptak prowadzący do niego. Przejść nie mogę, bo dzieci, rodzice i emeryci stoją w zachwycie. W budach nic ciekawego, czyli bombki za 10 zł, które w supermarkecie są po 2 zł. Chleb ze smalcem a w następnej budzie smalec z chlebem. Ser żółty po 9 zł za 100 gram!! Ja pierdole, z czego ten ser jest?! Wata cukrowa w wiaderkach. Do tego mini wesołe miasteczko, czytaj 2 karuzele i jakieś takie przeszklone kontenery, w których siedzi np. lalka królewny śnieżki i macha ręką a głos z głośnika opowiada bajkę. I po chuj opowiada tą jebaną bajkę jak jest tak kurwa zimno, że nikt nie wysłucha całej, bo prędzej zamarznie.
Ludu, co nie miara. I co wszyscy robią?! Zdjęcia, se kurwa robią. No jak bym dorosła i miała takie zdjęcie w albumie, to rodziców bym się wyrzekła. No żenada jak diabli.
Tagi: jarmark, świętaIdą Święta…
7 grudnia, 2009, Autor: Rzeźnik znad BobruIdą Święta, a to oznacza że…
Najpierw trzeba, kurwa, kupić prezenty. Oznacza to, że będę latał po sklepach, przepychał się przez spoconych ludzi z obłędem w oczach, żeby wydać mnóstwo kasy na jakieś pierdoły. Co gorsza, wszystko już kiedyś komuś kupiłem.
Wujek Edek dostał w zeszłym roku flaszkę, a przecież nie kupię mu w tym roku książki, bo ten facet nigdy nie przeczytał nic ponad tekst na etykiecie półlitrówki. Ciocia Jadzia rok temu ukontentowała się kremem nawilżającym, co go kupiłem z przeceny, bo za tydzień kończył się termin ważności. W tym roku jedynym kosmetykiem dla tej lampucery byłby krem przeciwzmarszczkowy, ale po pierwsze, takich zmarszczek żaden krem nie wygładzi, a po drugie, przecież nie wydam na kosmetyki całej kasy na boże narodzenie. I tak ze wszystkimi. Dziecko mordę drze o jakiś nowy program komputerowy, choć i tak wiadomo, że przestanie się nim zajmować po 48 godzinach, bo każda gra jest dla niego za trudna, Półmózg jeden. Żona będzie miała jak zwykle pretensje, że Kowalska z jej biura dostanie coś ładniejszego. W rezultacie kupię byle co – jak co roku.
Potem śledzik w pracy z ludźmi, których mordy są mi nienawistne, i patrzenie na męki szefa, który życzy nam „dużo pieniędzy”, choć wszyscy wiedzą, że dopiero wtedy byłby szczęśliwy, gdybym pracował za miskę zupy z brukwi przykuty łańcuchem do komputera. Krwiopijca jeden. Potem wszyscy się nawalą jak szpaki, a pan Henio obślini biust pani Bożeny z księgowości, zamkną się oboje w archiwum, bo oni zawsze walą się jak króliki, kiedy są naprani. Następnego dnia kac, w dodatku żona będzie robić wymówki.
Jeszcze tylko trzeba jebnąć w baniak karpia, bo małżonka – uważacie – wrażliwa jest i na męki zwierzątka nie może patrzeć, choć mnie męczy od 15 lat bez zmrużenia oka, garbata owca. Przynieść i przystroić choinkę. Z dzieckiem, żeby miało ciepłe wspomnienia z dzieciństwa”, a ono w dupie ma choinkę, mnie, boże narodzenie i wszystko. Jak taki glon emocjonalny, może mieć jakiekolwiek wspomnienia? No i kolacyjka wigilijna. Rodzinna, mać ich w tę i z powrotem. Jedna wielka męka. Co za kutas wymyślił ten łzawy termin „rodzinna wieczerza”? Przyjdą wszyscy ci, od których na co dzień trzymam się z daleka z dobrym skutkiem. Usiądziemy za stołem… A nie, pardon, najpierw prezenty! Trzeba będzie się kłamliwie ucieszyć, choć z góry wiem, że ten krawat kupiony na bazarze od Wietnamczyków dopełniłby liczną kolekcję podobnych gówien, gdybym oczywiście zawalił szafę takim badziewiem, a nie zaraz następnego dnia wyrzucił wszystko do śmietnika. Dostanę też najtańszy koniak i jakieś kosmetyki. Jakie – będę wiedział ostatniego dnia przed Wigilią, kiedy w pobliskim supermarkecie zaczną wyprzedawać to, czego nie udało się upchnąć ludziom.
Po prezentach się zacznie. Te same kretyńskie dowcipy wuja Bronka, zwłaszcza, kurna, ten o gąsce Balbince. Wszyscy będą dokarmiać mojego psa po to, żeby narzygał w nocy na pościel. Ciotka załzawi się po dwóch godzinach żucia żarcia z wytrwałością tapira i zacznie płakać, „jak to dobrze, że trzymamy się razem”. Gówno prawda akurat, co wykażą następne dwie godziny, kiedy to nawaliwszy się już, zacznie wyzywać swojego ślubnego od złamanych chujów. To oczywiście prawda, ale dlaczego popierać to rzucaniem w niego salaterką po śledziach? Mniejsza o jego mordę, ale ciotka nigdy nie trafia. Plama na wersalce cuchnie jeszcze przez dwa tygodnie po Wigilii. Jedyna nadzieja, że akurat w tym roku 6-letnia latorośl kuzynostwa z Lublina nie nawali w gacie w połowie kolacji i nie zakomunikuje o tym radośnie jeszcze przed deserem. Bo to, że coś wywali sobie na łeb ze stołu, to pewne jak w banku. Jeszcze tylko muszę przeżyć debilne gadki o polityce, przy których wszyscy oczywiście skoczą sobie do gardeł i na siebie się poobrażają. Na koniec ciotula Jadzia puści maleńkiego pawika na ścianę koło swojego fotela i można będzie odtrąbić koniec męczarni.
A nie, byłbym zapomniał. Kolejną rozrywką będzie wyprawa na pasterkę, bo to religijna rodzina. No to pójdę, choć nikt nigdy nie wyjaśnił, po nagłą cholerę tłuc się po nocy, żeby stać na mrozie w bezruchu przez godzinę czy więcej. Ciekawe, czy moja małżonka znowu wywinie orła na ryj na schodkach kościółka – jak to robi od kilku lat z uporem godnym lepszej sprawy? W kościele, jeśli tam się dopcham, będzie cuchnąć jak w gorzelni, bo wierni tylko dlatego stoją na własnych nogach, bo za duży tłok, żeby upaść. Czasem tylko ktoś beknie albo puści głośno bąka, ale i tak nikt na to nie zwróci uwagi, bo wszyscy drzemią na stojąco. Wracając trzeba tylko będzie uważać na chłopców z osiedla, bo w Wigilię katolicka młodzież szczególnie lubi wpierdolić bliźniemu. Rok temu zglanowali wujka Edka, ale on chyba tego nie zauważył, bo był zalany w płaskorzeźbę.
Wreszcie wychodzą z chałupy, wory jedne. Moment zamykania drzwi za ostatnim z tych troglodytów jest najszczęśliwszą chwilą w moim świątecznym życiu. Kilka dni odpoczynku.
Ale mijają jak z bata strzelił, bo wielkimi krokami zbliża się kolejny kretyński wynalazek – sylwester. Ludzie! Kto to wymyślił?! Już od listopada ślubna wydala z siebie idiotyczne pomysły, żeby pójść na „jakiś bal”. Jakbyśmy srali pieniędzmi… Albo żeby gdzieś wyjechać, gdzie gorąco. A niech se włączy farelkę pod fikusem, będzie miała tropiki w chałupie. I tak przecież skończy się na balandze u Witka. Jasne, trzeba ładnie się ubrać, bo wszystkim się wydaje, że to jakiś uroczysty dzień. Czyli żona najpierw puści w trąbę pół budżetu domowego na jakąś kieckę, w której wygląda jak zwykle, czyli jak w worku po nawozach sztucznych. Ale cena taka, że za to można by żywić jeden powiat w Somalii przez kwartał. Ja się wbijam w garnitur, bo europejska cywilizacja wymyśliła, że mężczyzna wygląda dobrze, gdy wdzieje na siebie marynarę, co pije pod pachami. Pod szyją zawiążę sobie kolorowy postronek. I tak mam przewagę, bo prysnę na dziób jakąś wodę kolońską i jazda, a małżonka kładzie sobie tapety tyle, że palec w to wchodzi do pierwszego stawu, a daje rezultat mumii Tutenchamona zaraz przed konserwacją. I zajmuje ze trzy godziny. Łazienka, oczywiście, zajęta i wszyscy pozostali domownicy mogą szczać do zlewu, jak mają potrzebę, albo niech zdychają na uremię.
U Witka ten sam zestaw ludzki, ale czasem trafia się coś nowego, na czym można by oko zawiesić. Jak zwykle nic z tego nie wyjdzie, bo chociaż Wituś ma dużą chałupę, to ryzyko za duże. Zresztą każda kobitka jeszcze przed północą doprowadza się do stanu, w którym wygląda jak kupa. W tym dniu trzeba być radosnym jak młody pies, szczerzyć zęby w uśmiechu i ruszać w tany, nawet jeśli ni pyty nie mam o tym pojęcia. Zresztą nikt nie ma, za to wszyscy miotają się w konwulsjach i po krótkim czasie cuchną, jak gdyby nie myli się z tydzień. Baby w szczególności. Z facetami jest prostsza sprawa, bo już koło jedenastej są pijani w sztok i bełkoczą albo chcą ruchać wszystko, na co trafią w drodze do baru. O północy trzeba obcałować wszystkie te oślinione i śmierdzące wódą mordy, obłudnie życząc wszystkiego najlepszego, choć jedyne, o czym wtedy myślę, to żeby ich szlag trafił czym prędzej. Potem sylwestrowa noc, banalna do bólu – rozmazane makijaże kobitek (najlepszy tusz nie wytrzyma, gdy właścicielka walnie mordą w sałatkę), śpiący pokotem faceci, jacyś zarzygani klienci w kiblu. Norma. Ja, oczywiście, nawalę się już przed północą, żeby uniknąć konieczności odwożenia mojej nawalonej ślubnej do domu.
I tak zakończę ten najgorszy okres w roku…
źródło: internet
Tagi: święta, sylwesterJuż są święta …
16 listopada, 2009, Autor: KirciaJuż od kilku lat z rzędu w listopadzie zaczynają się świąteczne reklamy. Ale one mnie wkurwiają strasznie i domyślam się, że nie tylko mnie. Jeszcze niedawno zaczynały się od połowy listopada, a teraz już od początku miesiąca. Czekasz na jakiś program, czy co i już hasła typu „Tradycja rzecz święta”, „Biedronka niskie ceny”, czy jakieś kawy z kolędami. Albo ta reklama z coca colą „Już są święta”. W biedronce to jest większość meneli i jest tam burdel. Ale nie ważne, że rybka już ma z pół roku, czy więcej, lecz jest tanio i będą masowo brać, a później narzekać: „Ach i znowu pieniądze poszły kurwa w błoto, bo śledzik był zły”. A w internecie tak samo- wchodzę na jakąś stronkę, a tu jakiś mikołaj wyskakuje i pisze „nie przegap okazji”. I to jakieś miśki, kubeczki, pierdółki i inne rzeczy, które nie mają związku z tym. Noż kurwa mać! Teraz to tylko kasa się liczy i nic więcej. Teraz już święta tracą urok, bo liczy się kasa a nie rodzina. I to jest bal dla bogaczy. Bo zbiją kupę zysku. Współczuję dla wielu ludzi, których nie stać na takie normalnie święta. Są jakieś zbiórki (reklamują dopiero tuż przed świętami), ale ludzie nie chcą dawać , bo zaraz Boże Narodzenie im zabraknie na inne rzeczy (ciekawe czy naprawdę te pieniądze z tych zbiórek są przeznaczane na ten cel). I już obecnie ludzie robią świąteczne zakupy, bo będzie koniec świata. Potem większość reklamowanego jedzenia ląduje w koszu, bo się obżarli i klną, że tyle wydali na prezenty. Domyślam się, że pojebane reklamy z mikołajami pedałami wkrótce będą puszczać cały rok.
Tagi: reklamy, święta

(oceniano 5 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
