To tylko dziś…
24 kwietnia, 2013, Autor: ASPIRYNAKurwa..
-zjebał mi się ekspres do kawy znowu muszę go dać do naprawy firma Krups i chuj już 5 raz wyląduje u mechanika co oni produkują to szajs!
-wdepnąłem w dziecięce gówienko w domu penie myślicie że mam obsrane tu i ówdzie ale taki chuj …szykowałem mojego 1,5 rocznego synusia do kąpieli i jak zawsze przed kąpielą goły lata po mieszkaniu bez pampersa no i stało się nie zauważyłem..
-muszę skręcić szafę bo się kurwa deska poluzowała dziś odkryłem gdy wyciągałem dokumenty
-kurwa baba z ubezpieczalnie napierdala mi od trzech dni ze kończy mi się ubezpieczenie samochodu i zaś trzeba kasę wydać..
-dostałem rachunek za gaz nawet chuja nie otwierałem żeby się nie denerwować..
-kolejny list tym razem z sądu za odbyta sprawę alimentacyjna 400 stówy kurw muszę zapłacić do końca kwietnia za to ze sędzina mi wyrok przypierdoliła..
-muszę wejść na dach i antenę ustawić bo mi znikły kanały HD
–kobieta mi herbatę lurowatą zrobiła …
kurwa ,kurwa,kurwa…!
chodzę do roboty i napierdalam w kółko jak popierdolony i co zarobie to wszystko wydaje na życie odnoszę wrażenie że jestem w jakimś zaklętym kółku z którego nie można wyjść…..Bóg mnie chyba opuścił ja pierdole masakra!!
„Nowoczesne” wychowanie
22 kwietnia, 2013, Autor: WigarusW dzisiejszych czasach media „óczą” nas, że dziecko należy wychowywać „nowocześnie”. W dobie Superniani utrwaliły się pewne kurewskie schematy, które mnie wprost wkurwiają, a które sprawiają, że nowsze pokolenia stają się coraz bardziej niedojebane. Mam ponad 20 lat i chuj wiem o życiu, ale wyszedłem z tego okresu, więc co nieco mógłbym powiedzieć. Wydawać by się mogło, że generacja 4 lata ode mnie młodsza nie powinna się znacznie różnić, co nie? To tylko, kurwa, 4 lata – w dziejach historii 4 lata to jest pierdnięcie, które nic nie znaczy. A jednak chyba coś jest nie tak. Nie zamierzam uogólniać, bo uogólnianie jest złe, ale chodzi mi o częste zjawiska, których jestem świadkiem.
Jak to jest, że gówniarze chodzą rozpierdoleni po chodniku, w wyjściowych dresikach i na chama pokazują wszystkim swoje pojebane telefoniki, puszczając z nich muzykę? Co ich do tego prowokuje? Rodzina nie poświęca im czasu? I jeszcze te teksty o jebaniu policji, paleniu trawy i ruchaniu dziwek. Jedyne, co oni jarali, to drewno w kominku, a policja to ich, kurwa, w GTA non stop łapie i dlatego mają taki stosunek do niej. Dziwki? Chyba na RedTube. Nie wspominając już o tym, że dają się robić w chuja, bo cokolwiek tępy drechu ze Złomu PKS, Chuja PCV albo Pierda PCK „nawinie” (sorry, ale jako długoletni słuchacz rapu stwierdzam po prostu, że to nawet nie jest flow – to jest efekt grymasu intelektualnie zacofanej małpy w ortalionie), to oni łykają to jak niecnotliwa dama biały płyn z fallusa. Rozumiem, świadomie coś robić i mieć jakieś o tym pojęcie; angażować się w to, tyle że te dzieciaki nie mają mózgu, a nawet jeśli jakimś cudem mają, to nie korzystają z niego konsekwentnie. Myślicie, że te wszystkie rapujące Dresiki typu Tampon ZHP albo Cwelu NRD na czym najwięcej zarabiają? Oczywiście, że na was, głupie dzieciaki. Ale z drugiej strony… Dobry biznes zawsze wymaga idiotów, bo oni najwięcej płacą. Problem jest tylko taki, że wielu z tych gówniarzy nie idzie w inną stronę, tylko przez wiele lat siedzi na ławkach i w tym podobnych miejscach i nie próbuje nawet znaleźć sobie czegoś lepszego, no nie wiem – jakiegoś celu, dzięki któremu wyszliby z tego gówna. Styl życia można mieć różny, ale też na pewien styl życia trzeba sobie zapracować, a nie być pasożytem społecznym, „bo tak”. Skoro Jebią Policję na 100%, to dlaczego grzecznie kupują sobie bluzy z tymi napisami? Skoro pierdolą policję, to chyba nie robi im to, że coś ukradną? A może się mylę? Kozaki w grupie, a osobno tylko gówniarstwo.
Inna sprawa – ciągłe napierdalanie, wręcz maniakalna nagonka na gry komputerowe. Bo to przecież działa w 2 strony – dorośli też są winni. Dlaczego każdą możliwą, wręcz najgorszą rzecz zwala się na gry komputerowe? Małolat kogoś zarżnął nożem, a w biurku miał „Postala 2” – to na pewno przez to. Fakt, że były takie przypadki, gdzie psychole utożsamiali się z grą, tyle że je można policzyć na palcach. Ale, do kurwy nędzy, jeśli dziecko ma, dajmy na to, 12 lat, to co robi „Postal 2” na jego dysku? Jakoś musiało dojść do jego zainstalowania, więc najwyraźniej albo rodzice mieli to w dupie, albo byli idiotami i stwierdzili, że znak +18 nie ma większego znaczenia, bo co niby miałby on oznaczać? Ponadto nie wytłumaczyli należycie, na czym polega świat wirtualny, a na czym polega świat prawdziwy. Wiecie, to nie problem gier, że są brutalne – to problem tego, że ludzie są idiotami. Ale zawsze lepiej pozwać producentów gier, bo to daje jakieś złudne usprawiedliwienie – to raz, a dwa – daje hajs. Dlaczego by na przykład nie pozwać firmy, która wyprodukowała nóż, którym dokonano morderstwa? Przecież jego ostrze samo kusiło, aby użyć go w niecnych celach. Pojebane w chuj.
Ostatnio modne stało się przyrównywanie klapsa do bicia. W dzisiejszych czasach nie ma już różnicy. Praktycznie tak samo, jak nie istnieje granica między pierdnięciem a zesraniem się albo pomiędzy upadkiem jabłka na głowę a upadkiem cegły na głowę. Jednocześnie mówi się, że dziecka nie należy wychowywać bezstresowo. Hm? Lekki paradoks? Co więc należy robić? Sadzać je na karne jeżyki? Tak, fakt, że bachor spierdala ci cały czas z dywanika, a ty co kilka sekund biegniesz do niego jak pojebany, żeby go z powrotem posadzić, ma od chuja sensu. W rodzinie – przynajmniej ja coś takiego kiedyś wyczytałem – istnieje coś takiego jak funkcja stratyfikacyjna, czyli ustalanie jasnej hierarchii. Ale oczywiście tu zaraz zjawią się mądrzy psychologowie i powiedzą „NIE, NIE WOLNO. Przecież to tylko wzbudzi agresję w dziecku. Będzie się chciało bić, będzie chciało oddać”. Agresję to wzbudzi w nim permanentne przesiadywanie w jednym miejscu. Poza tym, nie wolno nikomu wmawiać, że ten świat jest tak zajebisty, że wystarczy załatwić problemy słowem. My będziemy zwracać uwagę, że „Tak nie wolno”, a nasz potomek nadal będzie sobie pozwalać na dalsze kopanie nas i brak szacunku. I nie, nie chodzi mi o bicie. Nie chodzi mi o patologię. Inteligentne inaczej programy typu „Chujowi Surowi Rodzice” próbują przekazać nam, że najlepszym sposobem na ujarzmienie gówniarza jest zabranie go do kościoła, zabranie telefonu i nakaz zapierdalania z węglem i drewnem na taczkach. Powiem tak: ja nie bronię tych gówniarzy (zakładając, że to nie jest reżyserka, ale obawiam się, iż jednak jest), ale na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Czy ten program ma mi uświadomić, że wystarczy zmusić swoje dzieci do ciągłego zapierdalania, „bo tak”, i to pomoże w tydzień? Niekiedy nawet wykorzystuje się tam tę młodzież jako tanią siłę roboczą, zresztą co ja będę mówić – na pewno podpisują tam jakiś kontrakt i obie strony dostają niemały hajs. Nikt mi nie wmówi, że człowiek w otoczeniu kamer zachowa się w pełni naturalnie, bez żadnego scenariusza, biorąc udział w tej szopce dla idiotów.
A wracając do kwestii wirtualnej, to też uważam, iż dzieciakom należy ograniczyć dostęp do Internetu, dopóki nie nabiorą pewnej dojrzałości. Mówię serio. Bachorstwo wchodzi na strony, na które nie powinno wchodzić, nawet nie mówię tu o pornografii, tylko o normalnych serwisach, gdzie ludzie chcą poważnie porozmawiać. Wpierdoli się taki jeden z drugim, nie zastanowi się nad treścią wiadomości i jeszcze będzie uważać, że ma do tego prawo, aby pisać — CoŚ WtYm $tYlU —. Problem z otwartością sieci w stosunku do dzieci jest taki, że zapoznają się one z rzeczami bez ich realnego przeżycia. Zamiast w piłkę na boisku z prawdziwymi kolegami, cisną w WoW-a czy tam w FIFĘ na kompie. Zamiast raz naprawdę przeżyć jakąś przygodę, ponapierdalać się z przyjaciółmi patykami, żyją w hermetycznym świecie. Bo przecież nowoczesne wychowanie nie dopuszcza tego, by dziecku się coś stało. Siniaki? Zadrapania? Bójki? Obtłuczenia? Przecież to wszystko jest potrzebne, aby poznać życie. Przewrócisz się, to się ubrudzisz i nabijesz guza, ale guz po tygodniu zniknie, a koszulkę się wypierze, za to ty zdobędziesz coś cenniejszego – normalne dzieciństwo. Nie lubię używać słowa „normalny”, bo tak naprawdę trudno je sprecyzować, jednak nowoczesny model wychowania nie należy do czegoś, co pomaga młodej generacji. Przez dzieciństwo spędzone przed kompem co takie dziecko osiągnie? Wyjdzie na zewnątrz po jakimś czasie i dupa – nie będzie mogło się odnaleźć. Nie ma w tym też takiego dreszczyku poznania czegoś – wszystko masz na tacy i często w sposób wulgarny, wypaczony. Pamiętam, że jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy za małolata ktoś powiedział chłopakom w szkole, że ma nowy numer Playboya, to był bogiem. Zwykle długo odkładało się na takie gazetki, oczywiście prosząc kogoś starszego i zaufanego o ich kupno, a potem trzymało się je pod łóżkiem, żeby rodzice nie widzieli. Rozumiecie, nie chodzi mi o to, żeby zakazywać pokazywania niektórych rzeczy, tylko chodzi o to, że kiedyś była w tym frajda i trud i należało wykazać się nie lada sprytem, by cokolwiek zdobyć. Dzisiaj jeden smarkacz z drugim w 5 sekund wejdzie se na pornole i to cała filozofia.
Ostatnia rzecz (ogólnie to jest ich więcej, jednak na tym chyba skończę) to wychowanie proponowane przez nasz chory system edukacji. Jak ja chodziłem do szkoły, to system wydawał mi się lekko pojebany, głównie dlatego, że już następowały początki zmian programowych. Ale obecnie, gdy słyszę, że pięciolatkom czy sześciolatkom nie da się zagwarantować legalnie nauki liter i cyfr, bo tego powinna uczyć dopiero „normalna szkoła”, to mnie bierze kurwica. Najpierw zacznie się od liter i cyfr, a potem odniesie się to do wszystkiego. Za 20 lat ludzie w szóstej klasie podstawówki będą przerabiać elementarz. O minimalnej wiedzy na temat najważniejszych rzeczy też nie będzie mowy. Ci tam na górze chcą, żeby nasze społeczeństwo miało inteligencję godną zooplanktonu, bo wtedy łatwiej się takimi idiotami będzie manipulować. Ale nie tylko to w wychowaniu szkolnym jest najgorsze. Na przykład talenty. W większości szkół gówno kogoś obchodzi, czy masz talent plastyczny, muzyczny, pisarski – nie dostaniesz za to niczego na plus. Nikt nie zwróci na to uwagi. Natomiast szkolnych debili, zjebów, które kiedyś prawdopodobnie zostały pierdolnięte łopatą w łeb, będzie się na siłę przepuszczać „dla ich własnego dobra”. Szczerze? Uważam, że szkoła nie powinna być obowiązkowa. Niech będzie dla wybranych ludzi, którym naprawdę zależy i wtedy może udałoby się podnieść jej poziom. A jak ktoś nie chce, to nie musi chodzić – tania siła robocza zawsze się przyda. Że taka szkoła będzie płatna? A czy ktoś się łudzi, że dzisiejsza szkoła jest darmowa? Książki, akcesoria, składki, komitet – z tego wychodzą niemałe kwoty.
Trochę się zastanawiam, czy nie zmieniam się w takiego tetryka narzekającego, jak to za jego czasów było lepiej. Ale chyba nie… Są przecież rzeczy uniwersalne. Skoro jakieś tysiąc lat temu dzieci bawiły się patykami, a ja jakiś czas temu też się nimi bawiłem, to chyba o czymś taka sytuacja świadczy?
bombowiec
15 kwietnia, 2013, Autor: adminWitamy nowego użytkownika!
Pozdrawiam
admin
—
Temat:
PROŚBA O KONTO
Treść wiadomości:
Wkurwia mnie to, że po powrocie z jebanej zagranicy do Polski, po kilku miesiącach bezrobocia i wydawaniu ciężko na obczyźnie zarobionych pieniędzy będę musiał niedługo znów wyjechać. Tzn. zajmowałem się kilkoma mniej lub bardziej upokarzającymi rzeczami tutaj, ale zawsze z roboty wracałem brudny, śmierdzący albo zestresowany, ze świadomością, że za niecały miesiąc wypłata poniżej najniższej krajowej, bo najpierw 3-miesięczny okres próbny za 6 zł/h. A potem MOŻE umowa o pracę za jakieś 1200 na rękę. I tak bujałem się od pracy do pracy aż nagle… skończyły mi się pieniądze z zagranicy i po prostu żeby przeżyć muszę znów wyjechać. Bo może akurat nie mam głowy ani kasy na jebane studia, z resztą po nich chyba niewiele lepiej z pracą.
Z ostatniej roboty mnie normalnie wypierdolili. Stałem za ladą w monopolu i były na mnie skargi od klientów. Ta pizda kierowniczka, która sama zarabia żałosne grosze, uważa, że pracownik sklepu spożywczo – monopolowego powinien kurwa tańczyć i śpiewać za ladą. Za 6 zł/h powinien pozwalać starym dewotom – klientkom wyładowywać na sobie ich frustracje. A ja akurat resztki godności jeszcze mam, powiedziałem jednej z drugą co myślę o ich zachowaniu i po robocie… Dziwne, że menele, których z kolei ganiała kierowniczka okazywali się naprawdę życzliwymi ludźmi, a stare babcie, które co niedziele chodzą do kościółka i kupują jakieś pisowskie gazety są tak wredne. Ale satysfakcja po zobaczeniu miny jednej emerytki – alkoholiczki była warta wypierdolenia mnie po tygodniu pracy:)
Za miesiąc wyjeżdżam, a chciałbym napisać parę ładnych wkurwów, więc proszę o jebane konto.
Dziękuję i przepraszam za słabą formę tekstu, ale dzisiaj aż mi się ręce trzęsą z wkurwienia.
Jak się dowiedziałem o stronce?
Znalazłem tą stronkę przypadkiem w wyszukiwarce
Czy obiecujesz być sumiennym i często wkurwiającym się członkiem społeczności megawkurw.pl?
tak
Nie kłamiesz?
nie
Jaki chciał(a)byś mieć login?
bombowiec
Dlaczego taki chujowy login wybrałeś(aś)?
bo lubie
Do kiedy zobowiązujesz się napisać swojego pierwszego wkurwa?
szybko
Dlaczego nie wcześniej, kurwa?
Lubisz megawkurwa na facebook’u, kurwa?
jeszcze nie
Gdy nie wiadomo o co chodzi…
14 kwietnia, 2013, Autor: ErniChodziło o jakieś pieniądze. Sytuacja blisko mi znana. Brzmi jak z kryminału, ale nic z tych rzeczy… Chodziło o to, że mam komuś coś dopłacić, że rzekomo nie oddałam kiedyś komuś czegoś. Upierałam się jak Syzyf, że to jest wyjaśnione, sprawa zamknięta itd., ale przeszłość wciąż kukała przez okno. Cholera, dlaczego? Nie wiedziałam już kompletnie o co chodzi i dlaczego ten temat wrócił do rzeczywistości. Nikt oczywiście nie chciał wierzyć, że skoro tak, to czemu inaczej, coś komuś się nie zgadzało, a najłatwiej było stwierdzić, że chujowo – nie ma pieniędzy, więc hm… musiałabyś (od)dać. Mało tego! Ta jakże błyskotliwa osóbka, wykopała sobie grób! Co się okazuje… Sprawa wyjaśniona, tak jak mówiłam, więc i było tak, jak to ja stwierdziłam, a nie osoby postronne, trzecie – chcące zyskać po raz kolejny. Ktoś doszukał się tej całej sprawy, pociągnął dalej i cyk – to ja mam jeszcze na tym zyskać! Toteż motto: nigdy się nie poddawaj. A pazerny zawsze dwa razy traci!
Teraz coś dla pokroju człowieka, który dla mnie znaczy mniej, niż chusteczka, ale że nie lubię pogłębiać w sobie nienawiści – bo już bardziej chyba nie mogę – uraczę was ekspansją ludzi Zer. „Szczere” słowa, które ostatnio usłyszałam od pijanej osoby na swój temat, bardzo mnie zbudowały. Tak, wzrosłam w siłę. Ta osoba myślała chyba, że opadły mi skrzydła, że to co ona mówi, jest alfą i omegą – jej początkiem i końcem. Czym było? Dla mnie gównem, w którym sama się tarzała. Podziwiam za alkoholową odwagę i za to, że wstyd następnego dnia – kieruje cię w stronę ucieczki. Nie potrafisz spojrzeć w oczy na trzeźwo, a po pijaku debatujesz nade mną. Inteligentne. Jednak to prawda, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Nie muszę z tobą rozmawiać do końca życia, ale nie wiem, czy zasługuję aż na taką boską łaskę! ;) Dla mnie jesteś nikim. Patrząc przez pryzmat tego, co usłyszałam, zobaczyłam, że rzeczywiście, to – kim ja jestem, jest marzeniem kogoś… kogoś takiego jak ty. Staram się nie zapominać, że Bóg rozliczy każdego z nas z osobna. Satysfakcję pewnie miałeś ogromną, człowieku, kiedy nie odpowiedziałam NIC. Drąc mordę, rozszerzałeś zarazę negatywów, jakie pierwszy raz w życiu – miałeś okazję wygłosić na mój temat. To było piękne. Byłeś tak rozmowny, jak nigdy… Ahh, szkoda, że nie nagrałam. Nie będę cię oceniać równie na pochyłej belce, ale wiedz, że zrobiłabym to z klasą. Ja mogę być jedynie menedżerem, ale to Bóg jest szefem. To Tobie On spojrzy w oczy, to Tobie powie, co o tym wszystkim myśli, dowiesz się, jak Ciebie postrzegał. Ja nie jestem Twoją wyrocznią w Delfach, nie wskażę kierunku, bo sama go obieram i też uciekam przed tym, co mnie goni. Opinię mam wewnątrz. Żyj jak ci się podoba, jakby jutra miało nie być. Ale wiesz co…? Ono jest. Wiem, zdziwiłeś się. Jest jutro, jest pojutrze, jest poniedziałek i wtorek, dlaczego więc nie miałoby być wieczności? Wiem jedno: bez Boga nie dasz rady.
Z rzeczy śmiesznych:
Denerwuje mnie słowo „konferencja”. Zwyczajnie, wkurwia. To brzmi jakbyś był z korporacji w San Diego, z niewiadomokąd. I pytam, co to znaczy dla ciebie, kiedy jedynie wyjechałeś na nią paredziesiąt kilometrów dalej? To już twoje szóste zdanie, a dwunasty raz, kiedy powtarzasz w niej „konferencję”. No i chuj mnie obchodzi, jeżeli rzeczywiście jesteś taką szychą, za jaką się uważasz, to jedź na swoją konferencję i nie konfiguruj moich poglądów w tym temacie. Bez reszty.
Myślałam sobie o kimś ostatnio, zważywszy na fakt braku kontaktu z ową osobą. Nagle trach, rozmawiamy! Jak to się stało, kiedy przecież nam kontakt już ucięło? A nagle okazuje się, że może być jak dawniej, nawet, że może być lepiej. Kolejna z rzeczy nierealnych…
Na dobrej drodze. Właściwie to boję się użyć tego słowa „wszystko”, bo co ono oznacza, jak nie to, że powinno być już lepiej? Miałam przejściowe problemy ze zdrowiem, zdrowie najważniejsze, ale coś pokroju astmy zaczęło mi się ostatnio udzielać. Duszę się – chyba już wiem, czym, ale narazie nie zapeszam…




(oceniano 6 raz(y), średnia ocen: 8,33 na 10)