Wkurwienia w kategorii: ‘Życie’
Praca?! Jaka kurwa praca!
25 kwietnia, 2013, Autor: Szturmierz92Własnie po raz kolejny dzwoniłem w sprawie pracy. Kolejne kurwa setne już chyba ogłoszenie, w sprawie którego się zgłaszam i chuja! Ja pierdole, jak mam kurwa znaleźć pracę skoro albo jebane chuje w przeciągu kilku minut zgłaszają się doń uprzedzając mnie kurwa, albo wymagania są tak popierdolone że ludzi po licencjacie nie załapali by się nawet do zamiatania kurwa ulic! Jestem już tak wkurwiony, tak zdołowany, że jedyne co mi pozostaje to strzelić sobie w ten zakuty kurwa łeb! Chciałem iść na staż, zaniosłem nawet CV i kopie świadectwa – co się okazało? Na staż potrzebują osoby z doświadczeniem co najmniej 3 letnim. NA STAŻ KURWA! Jeśli nie piszą nic o doświadczeniu, najlepiej żebyś był kurwa UWAGA inwalidą – tak kurwa, musisz mieć orzeczenie o stopniu niepełnosprawności żeby znaleźć kurwa zarobek, za najniższą krajową. Ja pierdole. Jestem zdrowym, zdolnym i chętnym kurwa jebana mać człowiekiem do pracy, ze średnim wykształceniem, a nawet na magazyniera nie miałem szansy iść kurwa! Ludzie do chuja, gdzie my kurwa mać jebana żyjemy?! Czym pod względem produktywności różnie się od moich kurwa rówieśników z okolicznych wsi – na których chuj nie wie czemu jest jakiś zajebisty popyt?! Jesteś z miasta? – To spierdalaj, nie chcemy cię kurwa, nie nadajesz się, gnij kurwa a bezrobociu! Nie jesteś inwalidą? – no chyba Cię pojebało, jeśli chcesz pracować nawet kurwa na zmywaku! Staż? Pierdol się, muszę przecież obsadzić kuzyna siostry męża brata kurwa ciotkę!
Pierdole kurwa, mówią że chcieć to móc – jeszcze raz to kurwa usłyszę, a temu kto to powiedział rozpierdolę ryj!
Tagi: bezrobocie, bieda, brak, ciśnienie, portwel, pracy, presja, pusty, rozpacz„Nowoczesne” wychowanie
22 kwietnia, 2013, Autor: WigarusW dzisiejszych czasach media „óczą” nas, że dziecko należy wychowywać „nowocześnie”. W dobie Superniani utrwaliły się pewne kurewskie schematy, które mnie wprost wkurwiają, a które sprawiają, że nowsze pokolenia stają się coraz bardziej niedojebane. Mam ponad 20 lat i chuj wiem o życiu, ale wyszedłem z tego okresu, więc co nieco mógłbym powiedzieć. Wydawać by się mogło, że generacja 4 lata ode mnie młodsza nie powinna się znacznie różnić, co nie? To tylko, kurwa, 4 lata – w dziejach historii 4 lata to jest pierdnięcie, które nic nie znaczy. A jednak chyba coś jest nie tak. Nie zamierzam uogólniać, bo uogólnianie jest złe, ale chodzi mi o częste zjawiska, których jestem świadkiem.
Jak to jest, że gówniarze chodzą rozpierdoleni po chodniku, w wyjściowych dresikach i na chama pokazują wszystkim swoje pojebane telefoniki, puszczając z nich muzykę? Co ich do tego prowokuje? Rodzina nie poświęca im czasu? I jeszcze te teksty o jebaniu policji, paleniu trawy i ruchaniu dziwek. Jedyne, co oni jarali, to drewno w kominku, a policja to ich, kurwa, w GTA non stop łapie i dlatego mają taki stosunek do niej. Dziwki? Chyba na RedTube. Nie wspominając już o tym, że dają się robić w chuja, bo cokolwiek tępy drechu ze Złomu PKS, Chuja PCV albo Pierda PCK „nawinie” (sorry, ale jako długoletni słuchacz rapu stwierdzam po prostu, że to nawet nie jest flow – to jest efekt grymasu intelektualnie zacofanej małpy w ortalionie), to oni łykają to jak niecnotliwa dama biały płyn z fallusa. Rozumiem, świadomie coś robić i mieć jakieś o tym pojęcie; angażować się w to, tyle że te dzieciaki nie mają mózgu, a nawet jeśli jakimś cudem mają, to nie korzystają z niego konsekwentnie. Myślicie, że te wszystkie rapujące Dresiki typu Tampon ZHP albo Cwelu NRD na czym najwięcej zarabiają? Oczywiście, że na was, głupie dzieciaki. Ale z drugiej strony… Dobry biznes zawsze wymaga idiotów, bo oni najwięcej płacą. Problem jest tylko taki, że wielu z tych gówniarzy nie idzie w inną stronę, tylko przez wiele lat siedzi na ławkach i w tym podobnych miejscach i nie próbuje nawet znaleźć sobie czegoś lepszego, no nie wiem – jakiegoś celu, dzięki któremu wyszliby z tego gówna. Styl życia można mieć różny, ale też na pewien styl życia trzeba sobie zapracować, a nie być pasożytem społecznym, „bo tak”. Skoro Jebią Policję na 100%, to dlaczego grzecznie kupują sobie bluzy z tymi napisami? Skoro pierdolą policję, to chyba nie robi im to, że coś ukradną? A może się mylę? Kozaki w grupie, a osobno tylko gówniarstwo.
Inna sprawa – ciągłe napierdalanie, wręcz maniakalna nagonka na gry komputerowe. Bo to przecież działa w 2 strony – dorośli też są winni. Dlaczego każdą możliwą, wręcz najgorszą rzecz zwala się na gry komputerowe? Małolat kogoś zarżnął nożem, a w biurku miał „Postala 2” – to na pewno przez to. Fakt, że były takie przypadki, gdzie psychole utożsamiali się z grą, tyle że je można policzyć na palcach. Ale, do kurwy nędzy, jeśli dziecko ma, dajmy na to, 12 lat, to co robi „Postal 2” na jego dysku? Jakoś musiało dojść do jego zainstalowania, więc najwyraźniej albo rodzice mieli to w dupie, albo byli idiotami i stwierdzili, że znak +18 nie ma większego znaczenia, bo co niby miałby on oznaczać? Ponadto nie wytłumaczyli należycie, na czym polega świat wirtualny, a na czym polega świat prawdziwy. Wiecie, to nie problem gier, że są brutalne – to problem tego, że ludzie są idiotami. Ale zawsze lepiej pozwać producentów gier, bo to daje jakieś złudne usprawiedliwienie – to raz, a dwa – daje hajs. Dlaczego by na przykład nie pozwać firmy, która wyprodukowała nóż, którym dokonano morderstwa? Przecież jego ostrze samo kusiło, aby użyć go w niecnych celach. Pojebane w chuj.
Ostatnio modne stało się przyrównywanie klapsa do bicia. W dzisiejszych czasach nie ma już różnicy. Praktycznie tak samo, jak nie istnieje granica między pierdnięciem a zesraniem się albo pomiędzy upadkiem jabłka na głowę a upadkiem cegły na głowę. Jednocześnie mówi się, że dziecka nie należy wychowywać bezstresowo. Hm? Lekki paradoks? Co więc należy robić? Sadzać je na karne jeżyki? Tak, fakt, że bachor spierdala ci cały czas z dywanika, a ty co kilka sekund biegniesz do niego jak pojebany, żeby go z powrotem posadzić, ma od chuja sensu. W rodzinie – przynajmniej ja coś takiego kiedyś wyczytałem – istnieje coś takiego jak funkcja stratyfikacyjna, czyli ustalanie jasnej hierarchii. Ale oczywiście tu zaraz zjawią się mądrzy psychologowie i powiedzą „NIE, NIE WOLNO. Przecież to tylko wzbudzi agresję w dziecku. Będzie się chciało bić, będzie chciało oddać”. Agresję to wzbudzi w nim permanentne przesiadywanie w jednym miejscu. Poza tym, nie wolno nikomu wmawiać, że ten świat jest tak zajebisty, że wystarczy załatwić problemy słowem. My będziemy zwracać uwagę, że „Tak nie wolno”, a nasz potomek nadal będzie sobie pozwalać na dalsze kopanie nas i brak szacunku. I nie, nie chodzi mi o bicie. Nie chodzi mi o patologię. Inteligentne inaczej programy typu „Chujowi Surowi Rodzice” próbują przekazać nam, że najlepszym sposobem na ujarzmienie gówniarza jest zabranie go do kościoła, zabranie telefonu i nakaz zapierdalania z węglem i drewnem na taczkach. Powiem tak: ja nie bronię tych gówniarzy (zakładając, że to nie jest reżyserka, ale obawiam się, iż jednak jest), ale na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Czy ten program ma mi uświadomić, że wystarczy zmusić swoje dzieci do ciągłego zapierdalania, „bo tak”, i to pomoże w tydzień? Niekiedy nawet wykorzystuje się tam tę młodzież jako tanią siłę roboczą, zresztą co ja będę mówić – na pewno podpisują tam jakiś kontrakt i obie strony dostają niemały hajs. Nikt mi nie wmówi, że człowiek w otoczeniu kamer zachowa się w pełni naturalnie, bez żadnego scenariusza, biorąc udział w tej szopce dla idiotów.
A wracając do kwestii wirtualnej, to też uważam, iż dzieciakom należy ograniczyć dostęp do Internetu, dopóki nie nabiorą pewnej dojrzałości. Mówię serio. Bachorstwo wchodzi na strony, na które nie powinno wchodzić, nawet nie mówię tu o pornografii, tylko o normalnych serwisach, gdzie ludzie chcą poważnie porozmawiać. Wpierdoli się taki jeden z drugim, nie zastanowi się nad treścią wiadomości i jeszcze będzie uważać, że ma do tego prawo, aby pisać — CoŚ WtYm $tYlU —. Problem z otwartością sieci w stosunku do dzieci jest taki, że zapoznają się one z rzeczami bez ich realnego przeżycia. Zamiast w piłkę na boisku z prawdziwymi kolegami, cisną w WoW-a czy tam w FIFĘ na kompie. Zamiast raz naprawdę przeżyć jakąś przygodę, ponapierdalać się z przyjaciółmi patykami, żyją w hermetycznym świecie. Bo przecież nowoczesne wychowanie nie dopuszcza tego, by dziecku się coś stało. Siniaki? Zadrapania? Bójki? Obtłuczenia? Przecież to wszystko jest potrzebne, aby poznać życie. Przewrócisz się, to się ubrudzisz i nabijesz guza, ale guz po tygodniu zniknie, a koszulkę się wypierze, za to ty zdobędziesz coś cenniejszego – normalne dzieciństwo. Nie lubię używać słowa „normalny”, bo tak naprawdę trudno je sprecyzować, jednak nowoczesny model wychowania nie należy do czegoś, co pomaga młodej generacji. Przez dzieciństwo spędzone przed kompem co takie dziecko osiągnie? Wyjdzie na zewnątrz po jakimś czasie i dupa – nie będzie mogło się odnaleźć. Nie ma w tym też takiego dreszczyku poznania czegoś – wszystko masz na tacy i często w sposób wulgarny, wypaczony. Pamiętam, że jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy za małolata ktoś powiedział chłopakom w szkole, że ma nowy numer Playboya, to był bogiem. Zwykle długo odkładało się na takie gazetki, oczywiście prosząc kogoś starszego i zaufanego o ich kupno, a potem trzymało się je pod łóżkiem, żeby rodzice nie widzieli. Rozumiecie, nie chodzi mi o to, żeby zakazywać pokazywania niektórych rzeczy, tylko chodzi o to, że kiedyś była w tym frajda i trud i należało wykazać się nie lada sprytem, by cokolwiek zdobyć. Dzisiaj jeden smarkacz z drugim w 5 sekund wejdzie se na pornole i to cała filozofia.
Ostatnia rzecz (ogólnie to jest ich więcej, jednak na tym chyba skończę) to wychowanie proponowane przez nasz chory system edukacji. Jak ja chodziłem do szkoły, to system wydawał mi się lekko pojebany, głównie dlatego, że już następowały początki zmian programowych. Ale obecnie, gdy słyszę, że pięciolatkom czy sześciolatkom nie da się zagwarantować legalnie nauki liter i cyfr, bo tego powinna uczyć dopiero „normalna szkoła”, to mnie bierze kurwica. Najpierw zacznie się od liter i cyfr, a potem odniesie się to do wszystkiego. Za 20 lat ludzie w szóstej klasie podstawówki będą przerabiać elementarz. O minimalnej wiedzy na temat najważniejszych rzeczy też nie będzie mowy. Ci tam na górze chcą, żeby nasze społeczeństwo miało inteligencję godną zooplanktonu, bo wtedy łatwiej się takimi idiotami będzie manipulować. Ale nie tylko to w wychowaniu szkolnym jest najgorsze. Na przykład talenty. W większości szkół gówno kogoś obchodzi, czy masz talent plastyczny, muzyczny, pisarski – nie dostaniesz za to niczego na plus. Nikt nie zwróci na to uwagi. Natomiast szkolnych debili, zjebów, które kiedyś prawdopodobnie zostały pierdolnięte łopatą w łeb, będzie się na siłę przepuszczać „dla ich własnego dobra”. Szczerze? Uważam, że szkoła nie powinna być obowiązkowa. Niech będzie dla wybranych ludzi, którym naprawdę zależy i wtedy może udałoby się podnieść jej poziom. A jak ktoś nie chce, to nie musi chodzić – tania siła robocza zawsze się przyda. Że taka szkoła będzie płatna? A czy ktoś się łudzi, że dzisiejsza szkoła jest darmowa? Książki, akcesoria, składki, komitet – z tego wychodzą niemałe kwoty.
Trochę się zastanawiam, czy nie zmieniam się w takiego tetryka narzekającego, jak to za jego czasów było lepiej. Ale chyba nie… Są przecież rzeczy uniwersalne. Skoro jakieś tysiąc lat temu dzieci bawiły się patykami, a ja jakiś czas temu też się nimi bawiłem, to chyba o czymś taka sytuacja świadczy?
Pietruszka też ma uczucia…
12 kwietnia, 2013, Autor: WigarusKiedyś myślałem, iż fanatyzm dotyczy tylko i wyłącznie religii. Gdy ktoś mówił „fanatyzm”, miałem przed oczami wizję mohera pod krzyżem albo zamachowcy w turbanie. Ale nie, okazuje się, że fanatyzm nie tylko tym się przejawia. Wiecie, chuj mnie to boli, co kto wpierdala sobie na obiadek, kolację i tak dalej, ale kiedy ludzie zaczynają wchodzić mi do lodówki i mówić, co mam jeść, to mam ochotę im przypierdolić. Lecz wiem, że nie mogę im przypierdolić, bo to ich zmotywuje do dalszej walki, a ja wyjdę na barbarzyńcę. Nie dam sobie jednak wmawiać, że jestem złym człowiekiem, bo jem mięso. Nie chcę też, aby ktokolwiek nazwany trawożercą się wkurwił – was nazywa się wegetarianami, weganami, a wy nas nazywacie barbarzyńcami, zabójcami i mięsożercami. Trawożercy idealnie do was pasują.
Duża część zjebanych organizacji ochrony zwierzątek zapomina o jednej podstawowej rzeczy – prawach ludzi. To my wymyśliliśmy prawa i teraz wy, trawożercy, chcecie skierować prawo przeciwko nam samym, jednocześnie mówiąc, że nasz postęp techniczny nie czyni nas wyższymi od zwierząt i dlatego mamy respektować ich prawa. Znowu – prawa, które sami im wymyśliliśmy, kurwa mać. Dla fanatycznych ekologów najlepiej byłoby, gdyby człowiek nie istniał – im samym zapewne obojętne jest, czy współżyją z lamą, kangurem czy Wielką Stopą. Nie wnikam… Ale faktem jest to, że wyższa technologia nie może wpłynąć na to, że zabiera się nam prawa, bo taki zabieg by oznaczał, że przez to, że jesteśmy technologicznie uzdolnieni i tworzymy kulturę, jesteśmy niżsi od takich krów czy kotów.
Wegetarianizm, weganizm? Nie wnikam, jak wsp0mniałem, co kto ma na talerzu, chyba że jest to dziadek wykopany z ogródka doprawiony papryką. Wtedy mógłbym czuć się zaniepokojony. Dużo osób wybiera weganizm, bo jest to modne. Chodzą po ulicach i mówią każdemu, jakim to jest potworem, bo zajada się szynką. Sami noszą skórzane kurtki, a pewnie duża część ich kosmetyków była testowana na zwierzętach. W jakim świecie wy żyjecie? Myślicie, że jak na flakoniku nie ma tego napisane, to znaczy, że naprawdę do niczego takiego nie doszło? Dla mnie, szczerze mówiąc, weganie powinni wpierdalać kamienie. Oni ponoć nie jedzą mięsa i niczego, co powstało w wyniku działania zwierząt. Warzywom trzeba dostarczyć nawozu, najczęściej gówna od konia bądź krowy. One włożyły w defekację wysiłek, więc nie macie prawa tego wpierdalać. Jagody, truskawki? Przepraszam bardzo, ale kto zapylił ci te truskawki? No nie gadaj, że ty sam – przecież sam byś nie zapylił, bo sprzeciwiacie się sztucznej żywności. A co do jagód, to one rosną w lesie, w miejscu przeznaczonym do życia zwierząt. Jakim prawem tam wchodzisz i je wpierdalasz? Człowiek ma takie samo prawo korzystać z dobrodziejstw zwierząt, jak niedźwiedź ma prawo wpierdalać miód z ula. Skoro stawiacie człowieka na równi z resztą zwierząt, to sami przyznajcie, że to sprawiedliwy układ. Niektórzy z was uważają, iż człowiek nie ma prawa trzymać zwierząt na uwięzi. Spoko – wypuście wszystkie kury z kurnika i wpuśćcie je do lasu. Zobaczymy, jak długo przeżyją.
Wyjdę też naprzeciw takim trawożercom, którzy twierdzą, że zabijanie zwierząt jest nieetyczne. A zabijanie roślin jest etyczne? Według biologii – przynajmniej ja tak byłem uczony – one również zaliczają się do organizmów żywych, więc fakt, iż nie odczuwają bólu lub odczuwają go w inny sposób nie pozwala wam ich zabijać. Ta młoda pietruszka oddała za was życie, żebyście mogli wpierdolić ją do sałatki, poćwiartować w bestialski sposób i zjeść. Poza tym naukowcy już dawno dowiedli, iż rośliny są w stanie przeżywać pewien rodzaj emocji jak np. strach. Skoro człowiek to istota równa między innymi wilkom, lwom i hienom, to może powinniśmy zmusić te trzy ostatnie do zaniechania ataku na bezbronne antylopy albo owce? Zabranianie mi jedzenia mięsa to godzenie w mój ekosystem, ponieważ czuję się organizmem wszystkożernym. Jakiś ekolog powie, że pierdolę, bo nie mam aż tak rozwiniętych kłów. No nie, nie mam, ponieważ ludzie nauczyli się wytwarzać narzędzia, które zastąpiły im te kły. Równie dobrze mogę stwierdzić, iż wąż nie może być drapieżnikiem, ponieważ nie rozwinęły się u niego nogi, na których mógłby ścigać swoje ofiary. Widział ktoś węża zamawiającego sałatkę w barze? Ja, kurwa, nie bardzo. W ogóle cały świat, cała kwestia przeżycia opiera się na zabijaniu przez jeden gatunek innego gatunku. To było naturalne przez kilka milionów lat. „Ale nie, mylisz się, bo teraz ludzie zabijają zwierzęta tylko dla rozrywki”. Byki na arenach, owszem, są zabijane dla rozrywki, ale zaspokajanie ukształtowanej przez przyrodę potrzeby to konieczność. „Ale nie ma czegoś takiego jak humanitarne zabijanie” – no nie ma, ale tak było przez wiele milionów lat i nikomu to nie przeszkadzało, dopóki nie pojawiła się wasza zjebana generacja. Wiele zwierząt, na przykład gołębie, znęca się nad ofiarami, powodując ich śmierć znacznie okrutniej niż człowiek. Weźcie je oduczcie tego, OK? Jak już wam się uda, inaczej podejdę do tego tematu, a na razie… wypierdalać mi z talerza. Nie mówię o przypadkach, gdzie zwierzęta przechowuje się w złych warunkach tak, że nie mogą się ruszać i srają praktycznie same na siebie – temu się sprzeciwiam.
Jeszcze jedna kwestia. Często słyszę również zarzut pod tytułem „Świnię albo królika to zjesz, ale kota albo psa to już nie. Jakie masz prawo ustalać, co jest jadalne, a co nie”. To bardzo proste – po smaku i uwarunkowaniach społeczno – kulturowych. Człowiek jest mądry, więc wie, co dane zwierzęta mogą mu dać: zauważył, że krowa daje mleko, a kura jaja. Natomiast pies i kot zajmowali się ochroną: młyna przed szczurami albo owiec przed wilkami. Nie było więc sensu jeść kota labo psa (pomijając pewne kraje azjatyckie, ale oni mają inną kulturę). Zwierzęta też bardzo często gardzą mięsem innych gatunków, mając swoje rarytasy. Równie dobrze mógłbym czuć się zbulwersowany tym, jak biedne żaby umierają w wyniku polowań bocianów. Dlaczego te wredne bociany nie traktują żabek jak swoich przyjaciół, tylko je jedzą. Okrutne, kurwa, okrutne. „No dobra, to może zjesz innego człowieka, skoro nie robi ci to różnicy?” – chuj ci w dupę, nie ma takiej opcji. Dlaczego? Ponieważ pod względem intelektualnym – nie da się tego ukryć – jesteśmy wyżej od reszty gatunków Ziemi. Kontaktujemy się w inny sposób, nasza więź jest inna, no i mamy prawa, o których już mówiłem. Dlatego kanibalizm jest zły. Bo kształtujemy etykę.
Reasumując, mam nadzieję, że moje jedzenie jeszcze długi czas będzie srać na wasze. Mam nadzieję, że ekozjeby w tej właśnie chwili przeładowują broń, żeby mnie dorwać. Chuj im w dupę po całości. Ja swoje wiem i poglądów nie zmienię, chyba że podczas dyskusji (która mam nadzieję, że się wywiąże) ktoś da zajebisty argument. I podkreślam po raz drugi – nie obchodzi mnie, co jesz, a czego nie. Ja na przykład nie jem pomidorów, bo mam po nich odruch wymiotny – zawsze tak było i tak już zostało. Znam kilku wegetarian osobiście i wiem, że wszystko ma swoje granice. Bo własna ideologia to jedno, a fanatyzm to drugie.
Uczelniane zjeby
10 kwietnia, 2013, Autor: WigarusWiecie, co mnie wkurwia?
Zjeby, które dają upust własnym kompleksom, tylko dlatego że mają jakiś abstrakcyjny stopień albo tytuł naukowy. Zwykle tacy ludzie nazywają samych siebie profesorami i wkurwiają studentów. Nie chodzi o to, że mają duże wymagania, bo to logiczne, ale chodzi o sam fakt przekładania ich życiowych porażek i życiowego niedojebania na treść tego, czego nauczają. Zwykle nie dopuszczają do siebie nawet takiej opcji, że ktoś niższy od nich stopniem mógłby wdać się z nimi w dyskusję. Kurwa, to takie żałosne. Jeśli ich rozmówca jest zjebem, to sam się ośmieszy, ale równie dobrze może mieć wyższe pojęcie o sprawach ich dotyczących. Wydaje im się, że siedząc za biurkiem i napierdalając referaty, poznali życie. Kurwa, nie sądzę.
Kilka przykładów z mojej uczelni:
1. Pierwszy przypadek to przypadek tak zjebanie-tragiczny, że zimny pot mnie zalewa, kiedy o tym piszę. Koleś non stop porusza tematy Smoleńska, chociaż nie na tym polegają jego zajęcia. O czymkolwiek wspomni, zawsze dorzuci przykład pasujący do katastrofy sprzed 3 lat. Kurwa… Raz doszło do takiej sytuacji, że zaczął narzekać, że „Dzisiejsze słowniki to są takie ograniczone. Hasła się skraca, a to jest straszne. Ostatnio chciałem zobaczyć hasło Brzoza i (…)”. Kurwa, brzoza, tak? Dlaczego do ciężkiego pierdolca nie wiąz, nie dąb, nie lipa, nie modrzew, tylko jebana brzoza? A, już wiem. Smoleńsk, kurwa! Nie jestem lekarzem i nigdy nim nie będę, ale to chyba już zalicza się do chorób psychicznych. Tak zacofany człowiek wykłada na uczelni, twierdząc, że PiS to najlepsza partia Polski. A spróbuj mieć tylko chuju odmienne poglądy… Serio, ktoś lubi PiS, niech se lubi, ale to nie jest jedyna słuszna prawda, którą należy rozszerzać każdej grupie, z którą się ma zajęcia. Koleś jest chory na skrajny katolicyzm, a fanatyzm to nie jest cecha dobrego naukowca.
2. Inna sprawa dotyczy ludzi, którzy zamiast użyć prostego, nieskomplikowanego zdania, wolą peryfrazować swoją wypowiedź. OK… czasami po prostu trzeba użyć zajebiście kwietnego słownictwa, ale to tyczy się głównie spraw oficjalnych. Przez to, że zamiast powiedzieć „Chcę mi się srać” powiesz „Wybaczcie szanowni państwo, aczkolwiek muszę opuścić salę zajęć w wyniku nieplanowej i niekontrolowanej potrzeby defekacji w obiekcie sanitarnym”, twoja wypowiedź nie staje się bardziej inteligentna, a ty nie stajesz się pierdolonym władcą studenckiego haremu. Już po kilku pierwszych wyrazach człowiek dostaje kurwicy i traci wątek. Czasami zastanawiam się, czy w tym życiu pozauczelnianym, no nie wiem: w domu, przy dziecku, podczas gotowania, też używają takich konstrukcji. Jeśli tak, to współczuję ich rodzinie. Serio…
3. Kolejny przykład będzie dotyczyć tak zwanych przeze mnie „Smutnych Ludzi”. Już we wstępie trochę wspomniałem o tym zjebanym zjawisku, ale trzeba to wszystko doprecyzować. Ci ludzie cierpią na Syndrom Niedojebania (wymyślona przeze mnie medyczna terminologia). Jakie są objawy tej paskudnej choroby? Kurwa, proste: przypierdalają się do wszystkiego, czują się jak nadludzie, nie wdają się w dyskusje z „klasą niższą” i są przekonani, ale to absolutnie przekonani, że ich prace naukowe cokolwiek zmienią. Podam tutaj przykład wykładowcy, który uważa się za wiernego fana pewnej książki fantasy. Napisał o jej głównym bohaterze od zajebania tekstów, w których można zauważyć pewne zamknięcie się we własnym świecie. Tylko on i jego własny idol. Człowiek ten nie ma życia poza uczelnią, a jego zainteresowania polegają na pisaniu referatów i siedzeniu w domu. Mimo wszystko to według niego jest prawdziwe życie. To człowiek, który zachowuje się jak głupia nastolatka, która obciągnęłaby swojemu Dżastinusiowi draga, gdyby tylko się przy niej znalazł. Problem polega na tym, że większość ludzi z Syndromem Niedojebania była tyrana w szkole. Coś musiało się w ich edukacji nie udać, musiał wejść w nich wtedy jakiś kurewski kompleks i teraz tego pojebaństwa nie da się z nich wyplenić.



(oceniano 38 raz(y), średnia ocen: 9,92 na 10)