Wkurwienia w kategorii: ‘Zdrowie’
John Irving „Mordo ty moja”
29 października, 2015, Autor: Letalne Prącie Lubię Johna Irvinga, a właściwie postacie z jego książek. Zazwyczaj są to proste typy, proste charaktery, myślące we w miarę logiczny sposób. I zazwyczaj świat zewnętrzny nadinterpretuje wszystko co robią, tworząc niezręczne, a czasem przykre sytuacje. I sam mam podobnie.
Przykład z pracy: udaję się do łazienki umyć twarz, bo się zatłuściła. Przepłukuję, wycieram wciskając głowę pod pachę i idę się jeszcze odlać. Wychodząc mijam się z jakimś typem, który gdy na mnie patrzy, aż lekko cofa głowę. No faktycznie, trochę tej wody zostało na paszczy i rękach, więc pewnie połączył fakty śladów wody z tym, że odchodziłem od pisuaru w logiczny ciąg szczania sobie na twarz i ręce.
Zazwyczaj też widzę w tych postaciach takie sieroty życiowe, żeby nie powiedzieć spierdolinki, bo mimo szczerych chęci są one faktycznie strasznymi nieudacznikami. Sam chciałbym być jakimś bohaterem rewolwerowcem, albo złotą rączką w swoim domu, ale w głębi serca wiem, jak widzą to inni.
Kto lubi wizyty u dentysty? A kto lubi napuchnięty, bolący ryj i szukanie czegokolwiek, by to jakoś załagodzić? Podejrzewam, że nie-wszyscy nie-lubią, bo zawsze się trafi jakiś psychopata, ale lwia część społeczeństwa raczej stroni od obu sytuacji.
Otóż po męczeńskiej nocy pełnej bólu, ciągłego popijania lodowatej wody, oddawania moczu i oślinionej poduszki wybrałem się do stomatologa. Oczywiście prywatnie, bo nigdy w życiu nie zgłosiłbym się do NFZ z czymkolwiek a) ważnym, b) niecierpiącym zwłoki, no i c) w NFZ też się płaci za obsługę japy, więc ten skrótowiec prawdopodobnie ma dużo prawdziwsze rozwinięcie, niż to oficjalne.
W gabinecie przywitała mnie miła, ładna, młoda pani. A miarodajną oceną jej wdzięków jest fakt, że ta myśl, że pewnie jest tu tylko na praktykach i prawdopodobnie wyjebie mi zdrowy ząb wcale mi nie przeszkadzała. Jak prawdopodobnie każdy zdrowy facet w takiej sytuacji nie chciałem być oceniony jako miękka jęczybuła z niesymetrycznym ryjem, ale przy próbie powiedzenia czegoś innego niż stęknięcie – ból rozrywał mi czaszkę, więc sobie darowałem. Widać musiała to wyczytać w mych oczętach i zagadała coś uspokajającego. Dzięki temu poczułem się jeszcze bardziej nieswojo, niż gdybym jednak się odezwał jakkolwiek, no choćby żałośnie. Ale widać przyzwyczajona raczej do śliniących się gąb. Dobra, koniec tego Harlequina.
Leżąc na fotelu, po pierwszym zastrzyku przeciwbólowym udało mi się zapytać, czy ja się tak stresuję, czy tu jest tak gorąco? „Oj wie pan, w samym fartuchu to tu chłodno”. Siedziałem w bluzie, bo jesień mamy w tym odcinku mało przyjazną. Drugie znieczulenie w mordę i się zaczęło. Cmyr smyr piersią o ramię, pierwsze próby wyrwania zęba, fiasko i chwila przerwy. Kolejne próby wyrwania, kolejne fiaska i przewy. Wyczuwam lekką panikę babeczki, ewidentnie coś jest nie tak. Zaczynają jej drżeć ręce z wysiłku, ja się już zastanawiam, czy może by jej nie pomóc?, ale na szczęście chrupnęło, mlasnęło i upragniony koniec nastał.
We łbie panował chaos przez nadmiar intensywnych myśli (w stylu „kurwa, będę szczerbaty”, „o, znów ociera się cyckami” albo „mlaszczący korzeń, hehe”). A to sprawiło, że w ogóle nie rejestrowałem co się działo z resztą ciała. Niby to ząb wyrwany, ale bolą mnie ręce od zaciskania pięści, spompowane jak po czwartej serii z Chodakowską. No ale panika powoli odpływa, Babeczka coś tam tłumaczy, ja przytakuję i udaję że cokolwiek do mnie dociera. Kiedy szykuję się do opuszczenia pokoju, myślami już krążę wokół roboty i jak tam wytrzymam. Usiadłem jeszcze na chwilę na krzesełku przy jej biurku podpisać jakiś świstek, wstaję i odwracając się do wyjścia mówię „dowidzenia” i widzę, że Babeczka odpowiadając odwraca głowę w moją stronę, ale jej oczy uparcie skupiają się na innym miejscu: zanim spojrzała na mnie, przez chwilę wgapiała się w krzesełko na którym siedziałem. Podążam wzrokiem, a tam… mokra… plama.
Wybiegam niemalże z gabinetu, no kurwa, chyba się nie zlałem, ja pierdolę, macam się po spodniach a te całe wilgotne. Na szczęście od potu, więc wstyd jak beret, ale w granicach… eee… przyzwoitości?
Trzy dni później.
Miało mi się tam zrastać to dziąsło o ile nie będę zasysał tej dziury, jakkolwiek to brzmi. Nie piłem przez słomkę, zęby myłem jak piórkiem, płukałem wodą jak anemik, a tam wciąż czuję dziurę i chyba mi to mięsko dynda. No jak dynda, to się nie zrośnie. Idę do Babeczki na kontrolę. Po drodze zastanawiam się, czy wejść z kamienną twarzą, czy może jednak zażartować z tego mokrego krzesełka, bo już sam nabrałem do tego dystansu. Ale z planów nici, Babeczka odebrała mi inicjatywę przechodząc od razu do rzeczy:
– Dzień dobry, wszystko w porządku, goi się?
– Ciężko tam zajrzeć, ale chyba coś się oderwało. Nie boli, tylko nie wiem czy to się tak zasklepi…
Babeczka marszczy brwi, wskazuje fotel, a ja się zastanawiam wciąż, że może jakoś naprawić tą przykrą historię naszej relacji. No na kawę jej nie zaproszę, ale kurde blaszka zmoczyłem jej krzesełko:D W międzyczasie grzebie mi paszczy, ja tu się silę, żeby się nie spocić tym razem od myślenia, bo przyznam, że słabo mi ten mózg pracuje jak ktoś tuż obok niego baraszkuje w jamie ustnej. No peszy się mózg i ja z resztą też, bo sprężysta pierś ugniata mi ramię.
Zadumę przerwała Babeczka:
– Niech się pan nie martwi, ale pozwoli pan, że nie będę wnikała co to jest – powiedziała wyciągając z moich ust pęsetę, w której uchwycona była długa skórka od kaszanki.
Bardzo (nie) fajny poniedziałek
5 stycznia, 2015, Autor: start2010Poniedziałek… pierwszy w tym roku. Ale nie byłby on oczywiście sobą gdyby mi nie spierdolił całego dnia a „Pierwszy zjebany poniedziałek w roku to równie chujowe 360 dni przed Tobą”
Dzień zaczął się od tego, że musiałem iść dzisiaj do szkoły. Niby nic dziwnego dzień roboczy w końcu no ale kurwa, większość szkół dziś pozamykana a Ty kurwa zapierdalaj jak pojebany aby się wkurwić jeszcze bardziej. Nie dość, że kurwa nie mogłem całej nocy spać to oczywiście o godzinie 6 trzeba wstać. Dlaczego o 6? Bo kurwa jebane PKP a dokładniej przewozy regionalne mając za nic kurwa wszystkich zmieniają kurwa rozkłady jak pojebani. Nawet na kurwa jeden dzień poprzedzający święto. I tak kurwa spałem jebane 2 godziny przez pierdoloną bezsenność która się objawia przed dniami w których się wkurwiam czyli od poniedziałku do piątku. Obudziłem się o 6 i co? Gówno. Ciemno wszędzie, chujowo wszędzie, wkurw dziś będzie, wkurw dziś będzie. Więc pierdoliłem to wszystko i poszedłem spać, tak oto pojechałem do tego burdlu przed godziną 8.
I tak biorąc przykład z poprzednich dni wziąłem swoje wiosenno-jesienną kurtkę, pikolaka i koszulę. Że pociąg już był tuż tuż a ja spóźniony więc wybiegłem po drodze dopinając koszulę i ubierając kurtkę a tu kurwa śnieg. Nie dość, że pada jak pojebany to do tego pizgało jakimś kurwa Skandynawskim ścierwem, ale znając życie to kurwa wina Ruskich.
W pociągu chcąc kupić bilet który (nie wiem po kiego chuja kupowałem gdyż kupiłem go w końcu przed finalną stacją) zorientowałem się, że w portfelu brakuje mi 100zł… Kurwa jebane 100zł dostało nóg, a może kurwa mój portfel wpierdala te pieniądze i to już nie pierwszy raz. Do tego kurwa ludzie są pojebani. Robią skurwiele sztuczną kolejkę i aby kupić bilet musisz przepychać się w kwadracie 5 x 5 m z kurwa 9 ludzmi bo jedni sobie kurwa stoją a inni dla towarzystwa koleżaneczki która Kurwa kupuje swój spedalony bilecik płacąc banknotem 50zł gdzie bilet warty jebane 4zł.
Idąc do tego burdlu, prawie nie wjebałem się pod koła busa bo jakiś cieć postanowił nie hamować do końca przed pasami na których wybitnie ślisko a ja chcąc przyśpieszyć prawie się wyjebałem na tym gównie. Ma frajer szczęście, że jeszcze jestem sprawny i udało mi się utrzymać równowagę i w miarę sprawnie spierdolić przed tym jego samochodzikiem, a może to ja mam szczęście?
W szkole jak to w szkole chujowo oczywiście, ale kurwa przychodzę na lekcję i jeb kartkówka. No kurwa mać, ja nie pamiętam co wczoraj robiłem a tu kurwa jakieś kartkóweczki jebane. Do tego kurwa tej sprawdzonej nie poprawie bo trzeba było poprawiać jak jeszcze nie wiedziałem co z niej dostałem. Do tego 1 z matmy na półrocze, tego się spodziewałem no ale kurwa czy to wszystko musiało się w tym jednym dniu skumulować?
Będąc na dworcu gdy podstawiali pociąg ludzie jak kurwa zwierzęta pchają się aby kurwa być pierwszym byle usiąść, widząc dziewczynę idącą o kulach próbując ją przepuścić, musiałem przyblokować kurwa wszystkich z tyłu a szczególnie moherów który nie zważając iż idzie osoba która nie jest do końca sprawna pcha się jak pojebana wpychając do tego mnie pod pociąg, (jedną nogę miałem kurwa pomiędzy pociągiem a peronem) no japierdole czy to jest kurwa normalne?
Widząc filmik z lidla jak kurwa stare padła rzucają się na karpie to ja na miejscu rządu wysyłałbym wszystkich po emeryturze na badania na moherowość. Gdyby taka osoba wykazywała by swoją moherowość w stopniu zaawansowanym to bym zabrał temu czemuś emeryture i niech dalej zapierdala do roboty, a nie najpierw udaje wielce schorowaną a jak co do czego dochodzi to biegnie jak kurwa na maratonie.
Dalszy dzień spędziłem w domu obawiając się, że ten chujowy dzień się pogorszy, więc nie ruszam dupy z przed tv.
Do usłyszenia !
Piekarnia-praca
27 sierpnia, 2014, Autor: KistosJeśli ktoś z was jest obrzydliwy, to niech nie czyta dalej tego wkurwa. Opiszę tu metody produkcji chleba w piekarni, warunki sanitarne i moje spostrzeżenia które was porażą.
Więc tak, zawsze gdy zaczynamy robotę pryskamy formy do ciasta. Formy są tak upierdolone że nigdy czegoś takiego nie widziałem, one są dosłownie czarne. Czasami tak pierdolą padliną, zgnilizną i innym ścierwem że najpierw je do pieca wpierdalają żeby to tak nie waliło. Tak czy inaczej formy czyszczone nie są, kładziesz je na ziemi, z pistoletu pryskasz olejem i gotowe. Swoją drogą inhalowanie się parę godzin olejem sprawia że ci co pryskają mają sraczkę codziennie, wymioty, bóle brzucha, oraz chrypę i problemy z oddychaniem.
Gdy formy są gotowe na równie ujebanych i starych wózkach są układane przeze mnie, gdo zostaną napełnione ciastem które często zostaje podniesione z podłogi gdy spada, wielokrotnie z form gdy źle wejdzie, okichane, o kaszlane trafia do form, z formami na wózek, a wózek do garowni gdzie jest gorąco jak w piekle i często również śmierdzi.
Następnie z garowni formy z ciastem trafiają do pieca, potem gdy już są upieczone i gorące jak ja pierdole zostają z form wyciągnięte i ustawiane na kolejnych wózkach. W trakcie tego układania chleb wielokrotnie spada na ziemię upierdoloną od oleju, butów, mąki, resztek z starych form, bywa że ktoś rąk nie umyje, bywa że kichnie, kaszlnie i itp. Bywały przypadki gdy chlebem grali w piłkę nożna a potem taki chleb na transport.
Tak wygląda produkcja chleba żytniego, razowego itp
Moje spostrzeżenia :
Od pryskania form tym jebanym olejem sram 4-6 razy dziennie, z czego przynajmniej 2-3 razy w robocie. Mam nonstop chrypę, jak kaszlę i splunę to czasem czuję olej. Żołądek często napierdala niemiłosiernie, póki co jestem jedyną osobą co nie rzygała przy tej robocie.
To jakie tam skurwysyny pracują to jest masakra, wyzysk jaki tam panuje sprawia że każdy każdym próbuje się wysługiwać, pojęcie solidarności nie istnieje, każdy każdego podpierdala lub opierdala za plecami, same kurwy i ścierwa które pracują tam z przymusu bo nigdzie indziej nie mogą się załapać. Niektórzy ludzie tam pracujący są tak cholernie tępi że nawet reszta współpracowników razem z kadrą nadzorczą ma ich ochotę zajebać, ale nie może bo brak choćby jednej osoby sprawia że wszyscy muszę zapierdalać potem jak roboty.
Taki ciastowy zrobi swoje i ma 30-40 minut fajrantu, po robocie przy której kropli potu nie uroni. A niektórzy zapierdalają 8 godzin bez przerwy by się choćby odlać, oczywiście mogli by pomóc ale po co ? Sam nie mogę na to patrzeć i pomagam jak tylko mam wolną chwilę bo aż serce boli jak na to patrzę.
Co do pieniędzy, to szef najebał tyle zamówień że dzienna norma chleba wynosi tyle że nie ma kurwa takich asów co by ją wyrobili, a tyle % ile braknie do normy upierdalają z wypłaty. A to po to żeby stratny nie był. Kurwa ich mać
Wkurwiający miszmasz 3
8 czerwca, 2014, Autor: WigarusDzisiaj bez wstępu, bo mi się nie chce.
1. Przede wszystkim chciałem się tu skupić na rozsławionej ostatnimi czasy postaci, jaką jest pewna uczennica, która powiedziała, że Pan Phremier jest zdrajcą narodu polskiego. To, co mnie najbardziej przeraża w tej sytuacji, to fakt, iż tę dziewuchę media i część internautów uznają za jakiś autorytet pokroju Lao Tse, Arystotelesa albo Dalajlamy, pomimo iż nie reprezentuje ona sobą absolutnie niczego, na co należałoby zwrócić uwagę. I tak dziewczyna, która dotąd miała Aska tylko po to, żeby chwalić się szpilkami i zakupami, teraz dostaje polityczno-filozoficzno-obyczajowe pytania wyjęte z przysłowiowej dupy. W dodatku odpowiada na nie w sposób tak idiotyczny, że ogarnięty człowiek zaczyna się zastanawiać, czy to się dzieje naprawdę, czy to jakiś pierdolony Matrix, za chwilę ktoś wyjmie wtyczkę i ten cyrk się zakończy. „Wielka odwaga, powiedziała mu prawdę w twarz” – tak przeciętnie prezentuje się komentarz jej zwolenników. Nikt jednak z jej fanów nie mówi o tym, że ta licealistka jest mocno zmanipulowana przez własnych rodziców i powtarza praktycznie to samo, co ci zechcą jej wpoić do jej pustej główki. I tak, jak wiadomo, że Pan Phremier jest zdrajcą, tak inny, nieco niższy Pan Prezes Bliźniak jest już w porządku, bo przecież jeśli dopchnie się do władzy, to zwali winę polskiego burdelu na poprzedni rząd. Jakby te dwie partie różniły się od siebie celami, które im przyświecają… I ta dziewucha tak przedstawia sprawę, a nawet upraszcza ją jeszcze bardziej, bo twierdzi, że okej, Phremier jest zdrajcą, ale argumenty zachowa dla siebie. Zobaczcie, ile rzeczy w ten sposób możemy udowodnić – wystarczy, że wykorzystam jakąś okazję i przy kamerach powiem, że np. wiem o tym, iż myszy pochodzą z Księżyca i monitorują każdy nasz ruch. Mam odpowiednie dowody, a nawet zdjęcia, ale pozostawię je dla siebie. Nawet nie chodzi o to, że lubię Phremiera, ponieważ nie lubię go i uważam, że już dawno powinno odepchnąć się go od koryta, bo konfabuluje, utrudnia życie przeciętnego człowieka i wmawia mu przy tym, że w swojej biedzie istnieje jako bogacz, no ale kurwa… Co zmieniły te słowa? Nic. Nic się nie wydarzyło poza medialnym szumem oraz nabiciem popularności tej dziewczynie, która uważa, że „Żydzi podczas zaborów upijali Polaków”, a „Wszystko robi na Chwałę Bożą”, po czym wstawia samojebkę z przymierzalni. Ludzie, gdzie wy, kurwa, szukacie autorytetów? To kolejna gwiazda pokroju Trynkiewicza, Mamy Madzi, Smoleńskiej Brzozy czy Dżendera – media będą tak długo wałkować ten temat, aż znajdą sobie inny cel, nie mniej bezsensowny.
2. Ostatnio ciągle też słyszę o niejakiej deklaracji wiary, co potwierdza moją teorię, że nie żyjemy w kraju świeckim, a mocno podlegającym kościołowi. I mógłbym to w sumie olać, jednak mam dosyć łamania państwowego prawa dla jakichś „wyższych celów”, które wcale mi nie pomagają. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, iż duża część lekarzy, którzy podpisali tę deklarację, nie chce o tym rozmawiać, zarzucając nagonkę na ich wiarę. Moi drodzy docenci, to nie jest żadna nagonka na to, w co wierzycie, tylko na to, że wiara, którą wyznajecie, zostaje wepchnięta do medycyny. I fakt, że jakiś doktorek Mengele stwierdził, że tekst biblijny jest dla niego ważniejszy od przysięgi lekarskiej, może sprawić, iż nie dostanę określonej pomocy medycznej, która jest mi niezbędna do życia, ponieważ nie zawiera się to w jego światopoglądzie. I przez to mogę chociażby umrzeć, a taki Mengele nie zostanie ukarany. Przykłady tego już powoli zaczynają wychodzić na światło dzienne, bowiem okazuje się, że wielu fanatycznych lekarzy uważa, iż transplantologia jest zabijaniem, a antykoncepcja grzechem. Ta banda skurwysynów, bo inaczej nie potrafię ich nazwać, nie może zostać dopuszczona do leczenia ludzi. Nie życzę sobie, aby takie osoby nawet przyklejały mi plasterek z Kaczorem Donaldem na palec i chcę, aby ta lista została upubliczniona, a na gabinetach tych doktorków było wyraźnie napisane, że osoby te podpisały Świętojebliwą Deklarację. Tak, jak wspominałem w jakimś innym wkurwie, miejsce wiary jest w świątyni i sferze prywatnej danego wyznawcy – tam możecie wierzyć, w kogo chcecie i nic mi do tego. Pomyślcie, drodzy wielce katoliccy docenci, jak byście zareagowali, gdybyście wyjechali na jakiś wykład za granicę, ulegli kontuzji, trafili do szpitala i miałby was operować lekarz scjentolog, który zamiast tradycyjnych leków, dawałby wam tylko te uznane przez kościół scjentologii. Albo gdyby był to ortodoksyjny żyd, który uznałby, że dopóki pacjent ma napletek, nie może go operować. Myślę, iż na pewno zaakceptowalibyście taki stan rzeczy. A może się mylę? Dlatego mam dla takowych lekarzy dwie propozycje: mają wypierdalać z publicznych ośrodków albo pracować za „co łaska”. Bóg jest ważniejszy, więc na pewno się ze mną zgodzą. Moim zdaniem każda placówka publiczna powinna być neutralna. Nie przeszkadza mi to, że jakaś ulica czy szpital nosi imię Jana Pawła II albo Maryi Po Pięciokroć Przedziwnej, jednakże kierowanie się religią w usługach świadczonych przez takie instytucje powinno z automatu je dyskwalifikować. Najpierw lekarze, a potem co? Strażacy? Policjanci? A może od razu konsekrujemy cały Kodeks Karny?
3. http://wiadomosci.onet.pl/rzeszow/inscenizacja-zamachu-na-papieza-w-ramach-swieta-szkoly-internauci-komentuja/fglze
Po prostu wejdźcie w ten link. Nie chce mi się tego za bardzo komentować, zastanawiam się tylko, jak daleko można się posunąć w swojej głupocie. Moje stanowisko w tej sprawie jest takie, że obowiązuje zasada „Twój cyrk, twoje małpy” – nie bywam w kościele, więc teoretycznie nie powinno mnie to interesować. Mimo wszystko, kiedy przypadkiem natknąłem się na tę wiadomość, nie mogłem wyjść z podziwu. Bo czy nie wydaje się dziwne, że ludzie w tym uczestniczący nie zdawali sobie sprawy, iż dokonali pewnej profanacji? Czy nie pomyśleli o tym, że robienie takich jaj w ich świątyni nie godzi w dobre imię tego, co sami czczą? Czy oni w ogóle rozumieją, w co wierzą? To już nie są niewinne Jasełka, to praktycznie taki sam ruch, jakby ci ludzie odtworzyli przybijanie do krzyża w ramach wesołego spektaklu. To mnie nie tyle wkurwia, gdyż jak zaznaczyłem „Ich cyrk – ich małpy”. Ale intryguje mnie, co im siedzi w głowach. I pomyśleć, że jakieś kilka lat temu internauci śmiali się z Wejherowa, kiedy światło dzienne ujrzał film o tym, jak parafianie tańczą z obrazami. Tyle że tę tradycję jestem w stanie zrozumieć – w sumie może mi się to wydawać dziwne, lecz na dobrą sprawę nie widzę w tym akcie żadnej profanacji. A to, że mnie to śmieszy, wynika z tego, że myślę inaczej, nie po kaszubsku, tak jak oni, choć mam kaszubską rodzinę. W każdym razie czekam na inne przedstawienia, nie wiem, może odtworzą śmierć Popiełuszki? Albo wizytę świętego Wojciecha w Prusach?
4. Swoją drogą punkt trzeci łączy się z czwartym. Ostatnio również zrobiło się trochę szumu wokół pewnego występu teatralnego, a konkretniej sztuki pod tytułem „Golgota Picnic”. Oczywiście środowiska Paranoi i Smoleńska od razu zareagowały, choć nikt z tych wyśmienitych moralizatorów nawet nie poświęcił swojego czasu na całkowite zapoznanie się z przedstawieniem. Jedyne, co wiadomo, to to, że „obraża się tam symbole i wartości katolickie” – poza tym nikt nie postarał się ogólnie przybliżyć sensu tej sztuki. Nie twierdzę, że nie jest ona gównem, gdyż jej nie oglądałem, ale niech ci wielcy obrońcy sami dadzą ludziom wyrobić sobie opinię. Jeśli większość uzna, że to rzeczywiście artystyczna onanizacja pokroju zabarwionych jajek w waginie pewnej „artystki”, to to widowisko niczym się nie obroni. A tak tylko jest wielka obraza z powodu czegoś, co nawet jeszcze nie doszło do skutku. Na temat sztuki wypowiadają się tak wybitne grupy jak Fronda oraz Radio Maryja – już po tych nazwach nie możemy spodziewać się trzeźwego podejścia do sprawy. To mi przypomina tę samą sytuację, jaka miała miejsce, kiedy do polski przyjechał zespół Gorgoroth i TVN od razu miał o czym pierdolić. Te same media i ta sama partia rządząca jest zachwycona posągiem w Świebodzinie. No kurwa, nie mam pytań. Ludzie, to nie jest impreza, która dzieje się na oczach postronnych, tylko która odbywa się w określonym miejscu dla ludzi tym zainteresowanych. Nikt nikogo nie zabija, a żadne demony nie wylatują z wentylacji. Możecie ją bluzgać, ale nie macie prawa mówić, jaki spektakl ogół może oglądać, a jakiego nie może, zwłaszcza, że jest to impreza zamknięta. I tu mamy paradoks, bo z jednej strony rzekomo mocno wierzącym przeszkadzają takie imprezy, choć w nich nie uczestniczą, a jednak mimo to nie przeszkadza im odtwarzanie scenek z zamachu na papieża w kartonowym papamobile… Nie rozumiem tego i chyba nigdy tego nie zrozumiem.
5. https://www.youtube.com/watch?v=ptsTG_Iu3zg
Banda bydła rzuciła się na laczki… no kurwa, Kraj Spirytem i Cebulą Płynący. Może by mnie to tak nie wkurwiało, gdyby nie fakt, że parę osób, które znam i z których część jest mi bliska, pracuje w tego typu marketach. Współczuję im, ponieważ każdy z nich mógł mieć taką sytuację. To jest, kurwa, przegięcie, tego zwykłe słowa nie są w stanie opisać. Potem Polacy się dziwią, że mają taką opinię za granicą. A wystarczy, że nadarzy się okazja, a w głowie uruchamia im się dioda cwaniactwa. „Bo się opłaca”, „Bo mi się należy”, „Bo to modne tera”. Wstyd, po prostu wstyd.


(oceniano 6 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)