Wkurwienia w kategorii: ‘Ludzie’
Ludzie z mojego najbliższego otoczenia są pierdolnięci, rozdział I
19 lutego, 2019, Autor: WigarusChyba nic tak bardzo nie potrafi zdenerwować człowieka jak inny człowiek. Pies naszcza ci do butów, kot zrzuci ci wazon, antena przestanie odbierać kanały, ale to jest naprawdę nic w porównaniu z człowiekiem, który robi wkurwiające rzeczy perfidnie i świadomie. Owszem, czasem może tych dwóch aspektów brakuje, bo ktoś jest na tyle niedojebany, że nie zdaje sobie sprawy z tego, jak głupie rzeczy mówi, a taka właśnie jest w dużej mierze moja kochana rodzina. Już postanowiłem sobie, że jak tylko zaoszczędzę grosza, a moja dziewczyna skończy studia i też będzie mieć pracę, to wypierdalam z tego grajdołku, bo choć jest on urokliwy, w fajnym miejscu i ogólnie nie brakuje przestrzeni do mieszkania, to jednak nie czuję się tu komfortowo. Pozwólcie więc, że w ten na wpół chaotyczny, na wpół poukładany w miarę możliwości sposób opowiem wam swoją historię.
Rozdział I: Babcia Klara
Babcia Klara wprowadziła się do nas jakieś 2 lata temu w wyniku wychujania wszystkich przez moją cudowną ciotkę. Jeśli czytaliście moje starsze wpisy, wiecie, o czym mówię, a jeśli nie, to zachęcam to poczytania. Może nie będzie tam wszystkiego, bo sytuacja się trochę bardziej rozwinęła, ale nie chce mi się całościowo tego opisywać. W każdym razie moja ciotka przegrała rozprawę z moim ojcem i musi co miesiąc bulić po kilkaset złociszy razem z drugą ciotką, która też nie interesowała się zbytnio swoją matką, mimo że zaręczała inaczej. No ale chuj z nimi, bo i tak nie widziałem ich od wielu lat i raczej mnie do tego nie ciągnie. „Ciotka przegrała i płaci hajsy, więc to chyba dobrze, prawda?” zapyta ktoś z tłumu. No, kurwa, nie bardzo. Babcia Klara zamieszkała u nas w domu, a mój ojciec z racji, że jego decyzje są decyzjami ostatecznymi i nikt nie ma nic do gadania, zrobił dla niej remont pokoju połączonego z kuchnią. No… Ale parę miesięcy temu wychodziło na to, że to miał być mój pokój, tylko rzecz jasna, zmieniono zdanie. Dostałem co prawda swoje osobne dwa pokoje, ale jestem odcięty od normalnej kuchni, co trochę utrudnia mi życie. Nie będę owijać w bawełnę – nienawidzę tej starej baby. Wiem, że to moja babcia, ale nie potrafię jej polubić. Zawsze mieszkała u nas jeszcze moja druga babcia (i nadal mieszka, więc jakby nie patrzeć to już dwie stare osoby w jednym domu) i miałem z nią dobry kontakt, ale z Klarą jest inaczej. Przede wszystkim symuluje – normalnie udaje schorowaną i zmęczoną, bo śpi do 11.00, ale jak leci msza na TV Trwam, to zapierdala, aż się kurzy, i to nawet o siódmej godzinie. Do mojego pokoju przychodzi tylko wtedy, kiedy czegoś chce: albo chodzi o otworzenie jej jebanego słoika, albo o „naprawienie” telewizora, bo „sam się zepsuł” (jak ktoś nakurwia oberka z anteną, to nie ma się co dziwić, że się kabel odłączył). Raz byłem u dziewczyny w Wejherowie i wróciłem dopiero po 5-6 dniach. Teraz mały quiz: jak myślicie, jaka była pierwsza reakcja mojej babci?
A) Powiedziała mi „Dzień dobry, wnusiu, jak dobrze, że wróciłeś”
B) Zapytała się, co tam porabiałem
C) Przyszła ze słoikiem, żebym go jej odkręcił
Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami, to naprawdę prosta sprawa. Od tego właśnie mieszkam w tym domu – by przekręcać te jebane wieczka.
Kolejna rzecz – łazienka. Wiecznie zajęta. Człowiek nie może się ogolić, wysrać ani zaspokoić potrzeby puszczenia porannego szczocha, którego potem będzie musiał trzymać, ponieważ w drodze do pracy lub na studia ciężko o miejscówkę, gdzie dałoby radę to zrobić. Babsztyl siedzi tam nawet do 30-40 minut, a jak bierze prysznic, to oczywiście nie wytrze po sobie podłogi, bo przecież po co. Raz baba wyszła z łazienki i przekazała mi radosną nowinę, że „trochę uszkodziła drzwi od kabiny prysznicowej”. To „trochę” polegało na tym, że zastałem drzwi leżące luzem obok kabiny. Udało mi się je naprawić, lecz pytania bez odpowiedzi pozostały. Przede wszystkim jak ta rzekomo schorowana kobieta dysponuje tak dużą siłą? Przecież tu nawet Pudzian nie odpierdoliłby czegoś takiego. Babka napierdala każdymi możliwymi drzwiami. Raz rozjebała szafkę na korytarzu i naprawienie jej zajęło cały dzień. Myślicie, że ona się tym przejmuje? Oczywiście, że nie. Nie da się jej nic powiedzieć, bo od razu zaczyna płakać tak, jakbyśmy na nią krzyczeli. Fakty są takie, że to ja zbieram przez to większe bęcki niż ona i to na mnie się mój ojciec drze. Zresztą, cała ta sytuacja spowodowała, że stałem się wesołym użytkownikiem Asertinu i Alproxu i trwa to po dziś dzień.
Mój ojciec tylko narzeka, jak bardzo ma przejebane, bo przy starych ludziach tyle roboty. Cóż, on ma przejebane, a ja wyjebane, bo nie zamierzam się tą sprawą interesować. Ja byłem definitywnie przeciwko temu pomysłowi, zresztą moja mama też, więc jeżeli 1 głos przegłosował 2, to jest to chujnia, w której ja uczestniczyć nie zamierzam. Od czasu do czasu odkurzę u niej pokój, ale zasranego „dziękuję” za to nie otrzymam. Trzeba było ją oddać do domu starców. Tu też chyba pojawia się problem zjebanej polskiej mentalności – ludziom uroiło się, że życie to Disney i bazuje ono na z góry utartych schematach, gdzie każda sytuacja jawi się czarno-biało. Aborcja zawsze zła, katolicy zawsze dobrzy, Janusz Papaj II najwspanialszy papież, a gdy oddajesz starszego członka rodziny do domu starców, to jesteś wyrodnym dzieckiem. Bo to nie jest tak, że za ten ośrodek się płaci, nie mając w domu warunków na przyjęcie takiej osoby. Moje dwie inne ciotki (bo ojciec ma cztery siostry) niby zobligowały się do pomocy i niby od czasu do czasu coś robią, ale wydaje mi się, że to jednak stosunkowo za mało. Łatwo jest pierdolić, jak to wesoło żyć sobie z dwoma babciami, kiedy przychodzi się na miejsce akcji raz na dwa tygodnie. Nie posiada się wówczas obrazu całej sytuacji.
Kolejny grzech babci Klary to chciwość. Na święta dałem jej prezent, bo stwierdziłem, że to w końcu moja babcia i wypada. Ale teraz wiem, że już nic nigdy tej starej babie nie kupię. Spojrzała na mój prezent jak na gówno i nawet nie powiedziała „dziękuję”, a to przelało czarę. Dodatkowo ciągle uważa ona, że ma za mało pieniędzy, mimo że dostaje ich więcej, bo ciotki na nią płacą przez prawomocny wyrok. Jak ktoś wydaje nie wiadomo na co i szasta hajsem, to tak to właśnie wygląda i choćby miesięcznie miała 10 tysięcy emerytury, to i tak narzekałaby, że mało i mało. Ostatnio stwierdziła, że wizyta u fryzjera kosztuje 10 złotych. Z reguły wiadomo, że kobiety zawsze płacą więcej, ale nawet ja jako facet chcący się ogolić na „zero” nigdzie nie znalazłbym fryzjera skorego wykonać usługę za dychę.
Pomijam też fakt, że jej pokój i kuchnia są wiecznie brudne. Blaty lepią się od bliżej nieznanej mi substancji, szuflady nie chcą się domknąć, a już nieraz dochodziło do sytuacji, gdzie musiałem wyłączać gaz, bo babsko zostawiło włączoną kuchenkę. Czasami przypala garnki i jebie na cały dom, a że smród podobny trochę do niestabilnej butli propan-butan, to od razu lecę sprawdzić, czy oby kurki są zakręcone. I tak wymontowaliśmy jej już dwa. Jak już kibel się łaskawie zwolni, jebie w nim jak w trupiarni, czasem nawet gówno leży na kafelkach lub – co gorsza – zdobi drzwi kabiny prysznicowej. I to się ciągle powtarza, a kolejne próby przemówienia jej do rozsądku nie przynoszą skutku. Rozumiem, że mało brakuje jej do dziewięćdziesiątki, tylko w sumie dlaczego miałoby mnie to obchodzić w momencie, gdy widzę, że nie jest z niej taka do końca niedołężna osoba?
A wiecie, co uważam za najgorsze? Że czekam, aż ta starucha kopnie w kalendarz. Serio, nie sądziłem, iż kiedykolwiek zdarzy mi się oczekiwać tak mrocznych rzeczy, ale ja po prostu nie wyrabiam. Leczę się psychiatrycznie i potrzebuję w miarę możliwości spokoju, bo nerwica i depresja rok temu całkowicie omotały moje życie i tylko moja dziewczyna dostrzegła problem i mnie z tego wyciągnęła. Prawie że nikt nie bierze mojej choroby na poważnie, choć teraz już się tym tak nie przejmuję. Jak babcia umrze, myślę, że nawet nie uronię łzy. Z drugiej jednak strony jej śmierć mi niewiele da, ponieważ nie zamierzam mieszkać na stałe w swoim domu ze względów, o których opowiem później.
cdn.
Most w Odessie
11 lutego, 2019, Autor: Letalne PrącieDziś od rana mam na chacie teściową. Popołudniem włączyła jej się faza sprzątania i niekończący się strumień słów, których nie umiem kulturalnie powstrzymać.
Wyciąga odkurzacz z szafy…
– Przecież ten worek cały zapchany! Zobacz jaki ciężki! Przecież ten odkurzacz tylko rzęzi i straszy, a nic nie ciągnie! No bez sensu taka robota!
A jeszcze nawet nie włączyła tego odkurzacza.
– Nie szukaj tych worków! Potem sobie znajdziecie! (jasne, i będzie odkurzać bez worka, bo jej nie oderwę od zapierdalania) Gdzie tam wysoko wchodzisz, zrobisz sobie coś jeszcze! No kto by tam worki wsadzał na górną półkę (e… ja?), one są na dole na wierzchu gdzieś, wiesz? Pewnie one są w pudełku jakimś, albo wziąłeś ostatni i wyrzuciłeś opakowanie i trzeba kupić nowe.
No skąd kurwa się jej biorą te historie w głowie? Przychodzi ci baba do twojego domu i twierdzi, że wie co gdzie masz. Wie o wszystkim więcej niż ktokolwiek.
– To kiedyś tam podskoczy się przy okazji i kupicie worek, no kto to słyszał żeby worków do odkurzacza w domu nie mieć jak się go używa codziennie!
Kurwa!
Serio, co trzeba mieć w bani, żeby móc tak napierdalać wyrazami. Jeszcze tworząc przy tym jakąś alternatywną rzeczywistość. Bo worki oczywiście znalazłem po kilku minutach przekopywania szafy.
A i jeszcze, żeby nie było, że tytuł wkurwa jest kompletnie z dupy:
Dwa – trzy lata temu musiałem wyjechać do roboty do Odessy na Ukrainie (zimą nad morze – nie polecam). Wieczorem łaziłem z miejscowym współpracownikiem, który pokazywał mi miasto.
– A ten most to „Most Teściowej” albo „Język Teściowej”
– Skąd nazwa?
– No długi i cały czas się gibie.
Śnieżyca kurwica
4 lutego, 2019, Autor: SamuraikoZima jak co roku zaskakuje. Fizycznie i mentalnie, drogowców i zwykłych ludzi. My też dorośliśmy – zamiast cieszyć się z białego za oknem ciśnienie i puls zaczyna skakać lepiej niż po najbardziej wykurwistej kawie. I chuj, to będzie poniedziałek zjebany od samego rana.
Odsniezylas przed tym swoim jebanym garazem. Sąsiad 2 garaże obok przylazl w międzyczasie w garniturku, w paltku za kilka tysi i z neseserkiem – otworzył garaż, odpalił swojego mega hiper sportowego bmw, zgasil go, wysiadl i patrzy na Ciebie. Może się uczy teorii odsniezania, pies go lizal… Zaczepia. Czy ja mogę mu tez odsniezyc podjazd bo jemu się spieszy, on lopaty nie ma, a widac ze mi sprawnie idzie. Spojrzałam na niego. Więcej nie pytał, poszedl do siebie. Wyjeżdżam sprawnie, zamykam garaż, i jadę osiedlowa drozka dojazdowa do garaży, szorujac podwoziem o śnieg jak spasiony jamnik. Jeden skręt, inna ulica – zamiast szorowania brzuchem koleiny i tańce dupą VW przy najmniejszym ruchu kierownicą. Poślizgi, drifty, jeziora łabędzie i breakdance na kolejnych zakretach, jazda na pałę bo pasow ruchu juz od dawna nie widać jak jezdnia dluga i szeroka.
W międzyczasie dopaduje snieg i ruch coraz większy. Zgadnijcie, po co w taka zjebana pogodę zostawiam sobie przynajmniej 40m do auta przede mną, jadac max 30/h? Tak, po to by jakiś kretyn w BMW wpierdolil się przede mnie, dupę podsuwając mi pod nos jak blachara co wyczuła liczne zera na koncie bankowym. Być 3 metry dalej w takim korku, w taką pogodę to kwestia życia lub śmierci z kurwicy, niedoboru czasu albo hipotermii.
Parking zakladowy powtorka z rozrywki odnośnie dróżki dojazdowej do garażu – darmowe czyszczenie podwozia, jak staniesz to juz nie ruszysz nawet na zimowkach. Służbowe traktorki odsniezajace stoją na parkingu, pracownicy techniczni zawekowani w garażu – ze szpary w bramie garazowej sączy się światło i dymek ruskich fajek.
Czekam na koniec pracy, może ten śnieg trochę rozjeżdżą…
Tagi: Ludzie, samochód, śniegZabijana kreatywność młodych ludzi.
3 lutego, 2019, Autor: kotWitajcie w nowym roku. Już ponad rok z Wami jestem.
Ostatnio pisze tutaj w miarę kulturalnie.
Tytuł brzmi jak temat jakiejś pracy, nie? Może brzmi, ale język zbyt potoczny, i to tylko moje przemyślenia.
Wstęp, odstęp i zakończenie, czy jakoś tak:
Gdy patrzę na ten świat, i na obecne zachowania ludzi od 0 do lat 30, szlak mnie trafia.
Wchodzę na Twittera lub Facebooka, aby znaleźć coś interesującego (Co w przypadku tego drugiego może być jedynie suchym żartem).
Śledzę głównie ludzi piszących własne przemyślenia lub opisujących swoje życie, bo wiadomości nie czytam od dawna.
Niektórzy potrafią nabijać np 5000 tweetów lub postów na FB rocznie, a w nich same udostępnienia np cytatów, pseudo-życiowych porad, smutnych rymowanek pisanych przez zdebilałych nastoletnich wierszokletów bez pojęcia o ortografii i o tym gdzie postawić przecinek.
Urodziny, imieniny czy święta:
Zamiast napisać nawet oklepane „Wesołych świąt”, „Najlepszego.” znajomi wysyłają Ci ukradzione z internetu życzenia z pogubionymi Polskimi znakami lub błędami ortograficznymi, bo nie chce się im tego poprawiać.
Odpisywanie:
Gdy czasami do kogoś napiszesz, dostaniesz wiadomość zwrotną będącą kciukiem w górę czy wierszokleckim pseudo cytatem bo debil/debilka woli Ci to wkleić, niż napisać kilka słów na ekranie swojego zajebistego telefonu za 100000 dolarów popękanym w 120 miejscach bo nie dba i radośnie upadł kilka razy na glebę.
Nie uważam się za „profesora”, co to ortografię ma poprawną i nigdy nie odpisuje zdawkowo w 2 lub 3 słowach, ale szlak mnie trafia na powyższe.
Reszta przemyśleń:
Internet zabił Naszą kreatywność, ludzie zamiast napisać pracę na studia czy wypracowanie do klas młodszych czy jak to się tam zwie wpisują sobie w Google i kradną jak leci nawet mając inne poglądy na rzeczywistość.
Niektórzy nie uczą się nawet Angielskiego a wszystko co kiedykolwiek napisali po za lekcjami to zadania tłumaczone Translatorem, który dobrze nawet składa niektóre zdania, lub „Fuck you” w grze multi player.
Nie jestem, nie byłem i nigdy nie będę najlepszy, bo 3 dla mnie optymalne było jest i będzie, ale pewne rzeczy, od których zależy Nasza przyszłość np Angielski powinny mieć wyższy priorytet.
Za kilkanaście lat będziemy pewnie brać do ręki telefon i prosić go o wszystko, ponieważ technologia się tak rozwinie. Tylko będzie źle, gdy wszyscy jej autorzy umrą i nie będzie komu jej rozwijać, bo społeczeństwo będzie składać się jedynie z idiotów.


(oceniano 3 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
