Archiwum dla marzec, 2010

Komórka od Samsunga: co drugi dzień + NetFront

16 marca, 2010, Autor:

Będzie 2 w 1.
Ponad rok temu dostałem służbową komórkę. Jak każda zabawka – kusiła żeby czasami jakieś zdjęcie zrobić, 'film’ nagrać, muzyki posłuchać (chociaż to ostatnie w wybitnie skrajnych przypadkach rzecz jasna). Ładowałem tak ze dwa razy w tygodniu.
Od kiedy przyszło mi jeździć autobusem (45-60 minut w jedną stronę), poza dzwonieniem rzecz jasna, zacząłem używać telefonu do uskuteczniania w autobusie tzw. 'prasówki’. I teraz po pierwsze – ładowanie tego gówna przeszło w niemal codzienność i dlatego ładowarkę noszę przy sobie, serio. Po drugie – przeglądarka z tytułu jest jakimś zasranym wynalazkiem i daje radę na promilu stron (’prasówka’ jedynie na wp.pl, inne strony- odpowiadają mi że 'strona za duża do wyświetlenia’, albo jakoś podobnie). W telefonie nie ma żadnego normalnego Symbiana, czy Windowsa, i zmienić się tej cholery nie da. Się kurwa pytam na co mi teoretyczne 7,2Mb w HSDPA, skoro gówniana, niezmienialna przeglądarka, wali całą funkcjonalność na łeb. Nawet mapy googlowe się krzaczą.
Jakąś tam (żadną dla mnie, za to czasami zabawkową dla Siostrzenicy) pociechą jest to, że youtube hula.
Aha, to Samsung SGH Z720. Ku przestrodze internautom i tym co  gniazdka z prądem co chwilę nie lubią szukać, bo zdjęcia akurat zdarza mu się (1/30) zrobić ładne (jak na telefon).

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 3 raz(y), średnia ocen: 7,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

Ogólnie tak…

16 marca, 2010, Autor:

Nie należę do najspokojniejszych ludzi na świecie, jednak w ostatnim miesiącu nastawienie miałem iście flegmatyczne. Nic mnie nie wyprowadzało z równowagi, aż przyszedł ubiegły tydzień i przebrała się miarka.
Zaczęło się od tego: jedno z moich zajęć polega na pisaniu tekstów i robienie wideo na pewną stronkę, a co za tym idzie muszę mieć w domu net. Koniecznie. W czwartek pobiegałem z kamerą, zrobiłem materiały, wracam do domu i nie ma netu. Co jest, kurwa? Dzwonię do admina, a koleś mi mówi, że nie ma go na miejscu i będzie w piątek o dwunastej. No dobra, myślę sobie, mogę wrzucić materiały po dwunastej, będzie spoko. Następnego dnia w południe dzwonię do niego, a on nie odbiera telefonu. Dzwonię więc do drugiego admina, a ten mi mówi, że nie wie co jest i będzie wiedział o pierwszej. O pierwszej stwierdził, że u mnie w bloku jest net, bo inni korzystają i to musi być coś u mnie. „Kurwa, to przyjdźcie i sprawdźcie, bo może zjebała się wtyczka, bo nie grzebałem w kompie.” „Nie możemy teraz, możemy jutro albo w poniedziałek.” Kurwa mać. No to zapierdalam do kumpla, wrzucam od niego z kompa te materiały i okej. Wracam do domu, coś tam porobiłem i nagle cud. Net się kurwa naprawił. Sam! Zajebiście, szkoda, że tak późno…
Wieczorem wyprałem sobie ulubione dżiny. W sobotę rano oczywiście musiało spaść to jebane białe gówno z nieba i nie żeby spadł normalny śnieg, tylko musiała spaść półpłynna maź – pożywka dla cymbałów w samochodach, którzy chyba mają ewidentną radość z ochlapywania innych. Zatem dwieście metrów od domu przejechało koło mnie jakieś jebane audi, które musiało jechać przy samym krawężniku, tam gdzie nagromadziło się najwięcej tego jebanego białego gówna zamienionego już w jebane brązowe gówno, i ochlapać mnie do wysokości ramion. Głupi chuj. Jakby jechał wolniej, to przysięgam, że miałby za chwilę śnieg na twarzy. Ale nic to – otrzepałem się, mruknąłem „jebany skurwysyn” i poszedłem dalej.
Tego dnia kończyłem pracę o osiemnastej, a o osiemnastej piętnaście zaczynał się mecz. Z mojej pracy w Chorzowie do Bytomia normalnie jedzie się niecałe dziesięć minut samochodem, więc zamówiłem taksówkę na osiemnastą, żeby zdążyć na mecz. Oczywiście musiałem trafić na chyba największą taksówkarską łajzę na Śląsku. Facet po drodze zaliczył wszystkie (!) pomarańczowe światła (a tych świateł na pięciokilometrowej trasie jest osiem), jechał góra 40 na godzinę przy ograniczeniu do sześćdziesięciu. Na koniec musiał się wpierdolić w zakorkowaną ulicę, na której są roboty drogowe, choć przed zakrętem w nią jest chyba największy na świecie znak „objazd”. Mieszkam w centrum, więc do mojego domu prowadzi z dziesięć uliczek. Oczywiście ten cymbał musiał wybrać jedyną z nich, na której są światła. Do domu dotarłem o 18:20, wziąłem kamerę i zapierdalam na stadion tą taksówką. Kurewsko grzecznie panu podziękowałem, pobiegłem szybko do pokoju, zostawiłem wszystko oprócz kamery i statywu i zapierdalam na dół, na trawę spóźniony już 12 minut, o czym nie omieszkał mi przypomnieć stadionowy zegar. Zszedłem całkiem na dół i co? Ochroniarz mnie pyta gdzie mam odblaskową kamizelkę z napisem „foto”… Kurwa! Z tego wszystkiego zapomniałem! No to zapierdalam z powrotem po schodach na wysokość trzeciego piętra, odbieram kamizelkę, wracam, filmuję, kończy mi się taśma, wymieniam na nową i… pada jedyna bramka meczu… Noż do chuja wafla! Co jest, kurwa, grane?! Dlaczego wszystko się musi pierdolić?! Nic to, kręcę dalej, nagle w kadr leci mi jakiś dym. Patrzę, a tu koleś z obsługi stadionu stanął sobie koło mnie i pali. No to mu powiedziałem grzecznie, żeby tutaj nie palił, to ten pierdolony bęcwał zaczął się drzeć, że mam się zająć swoimi sprawami i że on wie lepiej gdzie może palić, a gdzie nie. No ja pierdolę! Skąd się biorą tacy ludzie? No ale okej, skończył się mecz, ze zgryzoty się nawaliłem lekko, po pijaku zrobiłem relację i wrzuciłem materiał na stronkę – jest spoko.
Wcześniej, w piątek, zamówiłem sobie wizytę montera z UPC. A co tam, jebnę se net od nich, jeszcze dołożą kablówkę – będzie taniej. Facet miał przyjść dziś, a ja miałem po pracy jeszcze skoczyć do fryzjera. Specjalnie z pracy o 18:15 pojechałem autobusem, który jest skomunikowany z następnym, który podjeżdża pod samego fryzjera. Autobus pierdolił się tak wolno („kurs przyspieszony”), że do Bytomia dojechał spóźniony o 10 minut, a tamten następny odjechał 5 minut wcześniej. No to do fryzjera zdążyłem (zamykają o dziewiętnastej), to przynajmniej załatwi się dziś ten net. Jak byłem pod domem, to koleś zadzwonił, że się kurwa nie wyrobi… Do do kurwy nędzy! Siedzisz cały jebany dzień w tej robocie, która w żaden sposób cię nie rozwija, nadchodzi godzina, podczas której możesz wszystko pozałatwiać, to nie – wszystko musi się zjebać! Co przyniesie jutro? Już się, kurwa, boję!

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 4 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

Żyć nie umierać

15 marca, 2010, Autor:

Godzina trzecia w nocy, nie mogę zasnąć. Chuj, że dostałam zestaw tablet, który innych zwala z nóg w pół godziny. Ja nie mogę zasnąć, mimo skrupulatnego wypełniania zaleceń pt. jebany spacer po błocie marcowego osiedla, przytachanie zakupów na 4 piętro, na które nie ma windy, bo winda musi być dopiero w 5-piętrowym bloku, więc po chuj budować 5-piętrowe, jak można niższe i zaoszczędzić na windzie bo po co kurwa ludziom winda. Nawet wyszorowałam kibel w akcie desperacji „jak tu się zmęczyć i czas zająć”.

No ale chuj, tablety wzięte, spać od trzech godzin nie mogę. Gdy po północy już prawie zasypiałam, na podwórze wjechał jakiś idiota, który musi się w środku nocy pochwalić, że ma samochód i dobre głośniki, wszyscy przecież czekali na tę dobrą nowinę… Nie mogąc zasnąć próbuję czytać, bo próbuję odwrócić jakoś swe myśli od zjebanej rzeczywistości i ukoić wkurwienie. Ale to za wygodne – stara pierdoli przez drzwi, że mam zgasić światło – bo przecież jak światło zgaszone to jakby się spało, a że się spać nie może to mało istotne, ważne że się prądu nie zużywa, prawda? Zajebiście mnie nastroiła do snu rozkosznego, wcale nie mam ochoty wstać i jej jebnąć w ten pusty łeb. Bo przecież agresja słowna pod moim adresem najzupełniej wskazana, bo przecież nie śpię jej na złość, wyłącznie dlatego – zmuszam się do niespania żeby jej prąd zużyć. I dlatego jeszcze, że po prostu marzę, by następnego ranka czuć się i wyglądać jak rozjechane walcem gówno.

Chuj – leżę po ciemku, próbuję zasnąć. Jedyny efekt – wkurw narastający. Mimo że zimno, otwieram okno, bo może za duszno, może powietrze… Leżę, nos mi zamarza, próbuję zasnąć, wiatr napierdala po płytach balkonowych, podwórko-studnia ochoczo potęguje każdy hałas, no ale nic, to przecież tylko wiatr, tłumaczę sobie, nie mogę się wkurwiać na wiatr, wiatr na złość mi nie robi… Wiatr nie… ale słyszę przez ten łomot coś jeszcze, najbardziej wkurwiający dźwięk, jaki sobie można wyobrazić w środku nocy w fazie wściekłej bezsenności… Jakiś pierdolony jebany w dupę dowcipniś powiesił se na balkonie drewniane klekoczące gówno, że niby kurwa gustowny w chuj powiew orientu. Bo przecież buc mieszka sam jeden na wygwizdowie, i może sobie generować swoim debilizmem wszelkie możliwe skretyniałe hałasy, bo pomyśleć, że się komuś będzie przeszkadzało – za trudno, zwłaszcza jak się zapewne zasypia ledwo ryj przyłoży do poduszki, a we łbie zero refleksji na jakikolwiek temat. Z nienawiścią układam w myślach treść skargi do administracji, choć wiem, że nie będzie mi się chciało z tym i tak iść, a nawet gdybym poszła, w administracji zapewne popukają się co najwyżej w głowę, ale przynajmniej czas mija – i tak już nie zasnę, poza tym pada pierdolony śnieg, więc od 5-tej rano dozorca będzie napierdalał szuflą po chodniku… Godzinę później zadzwoni budzik. Wyśpię się po śmierci, a co tam.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 10 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

eL-ką jedziemy.

15 marca, 2010, Autor:

Pomimo względnego spokoju i pokoju ducha znowu jestem z Wami, drodzy czytelnicy i znów zmuszony zostałem do opisania, przelania na papier a raczej na klawiaturę smutku, zażenowania i wkurwienia, jakim obdarzył mnie świat ostatnio.

Jak powszechnie wiadomo, Kraków dysponuje sporym ośrodkiem MORD-u (Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego). Za tym oczywiście idzie masa szkół jazdy, które kształcą przyszłych sprawców kolizji, wypadków i źródła naszego nieustającego wkurwienia. Właśnie im chciałbym poświęcić niniejszy wpis.

Samochodów szkół jazdy na krakowskich ulicach jest po prostu zatrzęsienie. Nie ważne, czy jest to siódma rano czy trzecia po południu. Gdziekolwiek bym nie pojechał, ZAWSZE natknę się na adepta sztuki magicznej zwanej potocznie prowadzeniem samochodu. Nie umie taki żwawo zmieścić się w zakręt, tamuje ruch i wkurwia wszystkich naokoło. Dokładnie widać to gdy zastosowanie ma tzw. „zielona strzałka w prawo”. Wymyślono i wprowadzono ją po to, by człowiek zdążył opuścić skrzyżowanie, gdy cała zabawa w chowanego trwa w innej jego części – zatem: jedziesz kurwa, bo nic cię z boku nie jebnie. Czasu masz niewiele, więc jedź! Ale kurwa nie da się – rozumiem, że muszą się zatrzymywać – takie przepisy, ale kurwa mać ruszenie z miejsca nie zajmuje nikomu pełnosprawnemu 10 sekund. Nie umiesz się zebrać, gaśnie ci silnik w „elce” – wypierdalaj na plac nauczyć się podstaw, bo stwarzasz zagrożenie na drodze.

DISCLAIMER: Tak, wiem. Ja się też kiedyś uczyłem i powinienem wykazywać zrozumienie. Ale nie wykazuję, bo już mam prawko, zdałem i w dupie przechowuję empatię oraz cierpliwość. Co było a nie jest, nie pisze się w rejestr i chuj!

Szczytem wszystkiego jest pewna uliczka, która będąc jednocześnie doskonałym łącznikiem między dwiema potężnymi arteriami, stanowi jedną z najlepszych dróg prowadzących do przedsiębiorstwa w którym pracuję. Uliczka jest prosta, wcale równa i właściwie bez dziur, ale posiada jedną, a właściwie dwie niedogodności. Martwi policjanci = progi zwalniające. Dookreślając, nie są to killerzy zawieszeń zbudowani z kostki brukowej, ale zwykłe, niskie, gumowe odlewy przykręcone do jezdni. Siłą rzeczy, z wymienionej dróżki korzystają „elki”. I tutaj czara się przelewa, kurwa ich mać! Jebani instruktorzy i równie jebani kursanci przejeżdzają przez rzeczone progi z prędkością ZERA kilometrów na godzinę. Kurwa, podjeżdzają pod próg i chyba czekają aż się pod nimi płyta tektoniczna przesunie, a reszta samochodów – chuj z nimi – możesz sobie stać na środku przejazdu dla tramwajów, na środku skrzyżowania czy blokując Bogu ducha winnego pieszego na przejściu dla pieszych. Podstawowe zasady etykiety na drodze nakazują, aby żwawo wypierdalać ze skrzyżowania, żeby reszta też się zmieściła. Nie wymagam tutaj przepychania się zderzakami, proszę, KURWA, o sprawne przejechanie przez próg. Nie umiecie, boicie się (sic!) o zawieszenie? Wypierdalać natychmiast z mojej drogi, bo ludzi pozabijacie kiedyś, wy buce, matoły i paraolimpijczycy dróg. Won na plac pachołki potrącać!

Dodam jeszcze, że absolutnie dojebała do pieca baba w Range Roverze, która przez rzeczone progi przejechała z podobną prędkością jak „elki”. Kurwa mać – masz samochód którym orać w polu można, a przez próg jedziesz jak ostatnia pizda. Rower albo wypierdalaj.

W następnym odcinku o poprawności politycznej będzie. Stay tuned!

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 21 raz(y), średnia ocen: 8,05 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!
Tagi: