Wkurwienia w kategorii: ‘Praca’
The wakacyjny zapierdol
16 lipca, 2011, Autor: SzturmierzBył 10 lipca, niedziela. Spokojny wieczór. Nic nie zapowiadało nadejścia tego co miało się niebawem stać. Słyszałem tylko że mam z pomocą członków rodziny postawić kratownice przy małej kanciapie, nigdy tego nie robiłem, ale chuj, pozbijać kilka desek po skosie, to chyba nic trudnego. Nie przejmowałem się tym za bardzo, więc spokojnie położyłem się spać (już na łóżku, bo nie śmierdzi). Ok godziny 9 słyszę nawoływanie żebym wstawał. Trochę się pogziłem i jakoś wstałem, coś zjadłem i poszedłem na miejsce “budowy”. Po krótkich oględzinach, powbijałem listwy do filarów i razem zaczęliśmy wznosić drewnianą konstrukcje. Już od pierwszym minut współpracy zaczęły się kurwa spięcia, że źle mierze, że źle przycinam, żebym inaczej linkę trzymał, że odstępy za małe. Powiedzcie mi kurwa wasza zajebana mac, po chuj odmierzać do minimetrów odstępy od jednej pierdolonej listewki, do drugiej pierdolonej listewki, skoro i tak w tym jebniętym składziku będzie suszyło się drewno i za pewne nikt nie będzie tak pierdolnięty że przyleci z linijką i zacznie mierzyć do chuja odstępów między listwami! Ale nie, ma być tak jak mówi i chuj. Okey, kurwa mógłbym zapierdalać do wieczora, ba! Nawet do później nocy przy tym kurestwie, ale przecież nie ma tak łatwo! Jak wiemy w ostatnim czasie napierdala deszczem jak tylko może. Mam dosyć duże podwórko, składające się z części o dość równym i mimo warunków pogodowych suchym podłożu i lajcikowym trawniczkiem, ten kawałek (znacznie niestety mniejszy kosi się kosiarką elektryczną) Ale jest też druga strona pierdolonego w dupę przez stado goryli podwórka. Porośnięta jest grubą, różnogatunkową, wręcz polną, zapierdalajacą w górę po każdym deszczu trawą – kurwa chaszczami nie trawą! Ziemia tam jest grząska, gdzieniegdzie stoi woda, gdzie bujnie rozkwita dzika flora i fauna! Oczywiście obowiązek pielęgnacji tego zakątka ziemi należy do mnie. Co tydzień jest kurwa to samo, ale tym razem było jeszcze gorzej. Trawa była niekoszona 3 bite tygodnie, zdążyła urosnąć do kolan, więc pomyślałem sobie tylko: ” Ożesz kurwa ja pierdole, by to chuj jasny, ciasny sponiewierał! Kolejny raz zapierdalaj i przedzieraj się przez chaszcze jak przez kurwa dżunglę swoją kosiareczką spalinową o mocy 2 KM! Tak kurwa tak było napisane, a ile na prawdę skrywa pod swoją – miałem napisać “maską” ale to co ma to plastikowe gówno to raczej klosz jakiś czy chuj wie co… Dobra oderwałem się od budowy i zapierdalam ze “sprzętem” żeby mi bardziej nie urosło to pierdoleństwo, bo wtedy będę chyba musiał za kose się łapać, a kosić tym nie potrafię. Nie ujechałem nawet jednego pasa w poprzek i już kurwe zabiło. Mokra trawa, błoto, zapchały bęben. Zniżam się kurwa na kolanach do jej poziomu, upierdalając się przy tym w błocie, i wyciągam to kurestwo. Operacja powtarzała się setki kurwa a może nawet tysiące razy. Jak już to kurwa skosiłem, minęło ok 2 godzin. Poszedłem sobie do domu, nawet niczego nie zjadłem, bo trzeba było przecież przy kratownicy nakurwiać!I kolejny raz wysłuchiwałem że to źle, że tamto też itp. itd. Jak już to skończyliśmy, a było ok. godz. 19 nie wiedziałem czy jak się położę to się kurwa obudzę – taki byłem zjebany. Najgorsze było to że pogodę popierdoliło i raz napierdalało słońcem, zaraz deszczem i tak kurwa na zmianę. Przez kolejne dni, ciąłem drzewo, sprzątałem wszystkie graty które były przy nowo wybudowanej drewnianej konstrukcji, przymocowywałem dach do jebanej kanciapy (mimo że wynajeliśmy robotników) bo jeden sobie żebra połamał, to musiałem ja zapierdalać, a kasę chuj pierdolony dostał! Co za idiotyzm! Jeśli chciałbym to wszystko opisywać, nikt by tego nie przeczytał, Jeśli dobrnąłeś do tego momentu, to serdeczne dzięki za uwagę i poświęcony czas, na przestudiowanie moich wypocin!
Pozdrawiam, kurwa styrana cipa maślana mać!
Jebać związki zawodowe.
30 czerwca, 2011, Autor: 31akzulDziś będzie nieśmiesznie… no chyba że uda mi się wskrzesić w sobie troszkę sarkazmu:
Pracuję w “Stolycy” w dużej placówce kulturalno-oświatowej, finansowanej częściowo z kasy niekorzystających z mych usług podatników.
Instytucja jest duża, zatrudnia 10 setek luda z około kulturalnej branży. Oczywiście połowa tych fraucymerkow to szara eminencja, zatrudniona na pełny etat a robią tyle co nic. Przelewają z pustego w próżne, łapią powietrze albo szukają w gównie smaku. I , za podatników pieniądze uważają że tworzą tzw. kulturę wyższą.
Jak w każdej przyzwoitej instytucji państwowej, są też Związki Zawodowe.
Ten dziwny twór zamiast zajmować się prawami pracowniczymi, przyznawaniem talonów czy wczasów pod gruszą z funduszu pracowniczego, intensywnie próbuje robić karierę polityczną. Niestety jak to w całej Polsze, orientacja związków oscyluje koło partii opozycyjnej, o zdecydowanie konserwatywnyo-chrześcijańskich poglądach której szalony lider marzy o republice.
Dziś jest 30 czerwca i związki postanowiły permanentnie zablokować miasto jakąś idiotyczną manifestacją. Znowu moje skurwiałe miasto zostanie sparaliżowane, jakby już nie było…
Postulaty związkowców jak zwykle są pro-społeczne i oczywiście finansowane z budżetu. Zwiększenie płacy zasadniczej, czasowe obniżenie akcyzy na paliwa, przekazanie środków na Fundusz Pracy oraz zwiększenie liczby osób upoważnionych do korzystania z pomocy społecznej.
Dług publiczny rośnie jak paker po sterydach a te matoły chcą kolejnych wydatków. Podniesienie płacy spowoduje powiekszenie szarej strefy i jeszcze większe problemy ze znalezieniem pracy.
Przykład Grecji wydaje się być dla nich tak abstrakcyjny jak gwiezdne wojny. Liczy się kampania i głoszenie populistycznych hasełek skierowanych do najuboższych krajan. Ohydne to i obraźliwe dla co inteligentniejszych polaków.
Ja, oczywiście też należę do tego haniebnego ugrupowania. Tfu…
Rano w windzie jedna z działaczek zaproponowała żebym “wpadła” (jak na piknik albo imprezkę) na manifestacje. Ni chuja, nie zgadzam się z postulatami i już. Ryj jej się ściągnął, usta się zwęziły w nitkę. – “No szkoda” wycedziła i poszła w swoją stronę.
Chuj jej w dupę z tym jej manifestem – jak pracownik z mojej pracowni został oskarżony przez kierownika o obrazę to, związki zajęły stanowisko że “kierownik ma zawsze racje i już”. Nie dając pracownikowi szansy wytłumaczenia się, zamietli spór pod dywan. Za to przyłapanego pijaka bronili jak lwice młodych. Ja pierdolę, co za hipokryzja i mylne pojmowanie sprawiedliwości społecznej.
Do luke ; wiem co napiszesz: :kurwa nie wracam ;)
Barak na kazdym rogu.
27 maja, 2011, Autor: 31akzulMam szczęście pracować w ścisłym centrum.
Zalet takiego stanu rzeczy jest mniej niż wad. Jedyną chyba jest to, że pracuję w ładnym miejscu a że estetka jestem, miłą odmiana dla mych oczu jest codzienny widok zabytkowych kamieniczek w kontraście dla syfnego Kurwidołka w którym mieszkam.
Wady pracy w ścisłym centrum:
-zrywanie się o skurwionej porze aby załapać się na miejscówkę pod firmą, nie należę do wierchuszki i abonament na parkingu firmowym mi się nie należy a jako pracownik budżetowy pracuję za pensję na poziomie Kambodżańskiej prostytutki i nie mam kasy na płatne parkowanie. Walczę więc z gawiedzią o jedno z kilku miejsc przed portiernią w loteryjce kto” pierwszy ten lepszy”.
-obowiązkowe wsłuchiwanie się w “głos ludu” który rozbrzmiewa podczas manifestacji i przemarszów przez miasto, począwszy od “gdzie jest krzyż?” , poprzez “równość dla wszystkich części rowerowych”, na “wolność dla krasnali ogrodowych” skończywszy. Tanie megafony wyprodukowane przez naszych skośnookich przyjaciół skutecznie wzbudzają dźwięk, pomimo zamykanych okien.
-obcowanie z Wielką Polską Kinematografią – co kilka dni blokują w mojej okolicy parkingi autobusami dla ekipy filmowej bo muszą dokręcić kolejne 248 odcinków MagdyM lub innego badziewia, co powoduje jeszcze zacieklejszą walkę o miejsce parkingowe. Skubańcy, przyjeżdżają już o 5 rano – ja tak wcześnie nie dam rady, kiedyś muszę spać.
-konieczność, raz na jakiś czas, opracowywania planów taktycznych dotarcia i powrotu z pracy, w związku z uroczystościami typu – rocznice katastrofy, wizyty papieży, prezydentów, premierów i innych ważniaków z państw ościennych albo jeszcze dalszych.
I właśnie dzisiaj mam taką sytuację.
Naszą ukochana stolicę odwiedzi dziś prezydent największego podobno mocarstwa na świecie . Dlatego całe miasto jest totalnie sparaliżowane. Cały czas po ulicy jeżdżą radiowozy na sygnale a nad głowa krążą helikoptery. Czuję się kurwa, jakbym była w jebanym Iraku. Nie mogłam do roboty przyjechać moim cudownym, sportowym coupe (rocznik ‘97 ;) bo nie można parkować w okolicy. Musiałam zostawić go 4 km od pracy a resztę drogi dymnąć na piechotę. Z zasady nie korzystam z usług komunikacji miejskiej, dość ma Słoików u siebie w Kurwidołku żeby ich wąchać jeszcze w zdezelowanym tramwaju czy autobusie. Ale gorszy będzie powrót, bo jebany konwój akurat w czasie kiedy wychodzę do domu będzie jechał przez okolicę bo ów prezydent ma tu zjeść obiad i zagradzają wszystkie ulice, przez co muszę dymać nie 4 a 6 km. A kiedy ja zjem obiad, przez ten cyrk chyba dziś wcale… Nie mogę się skupić, pierdolę robotę, dziś piątek więc skoczę sobie na TVN24.pl albo Gazetę.pl albo jakiś inny opiniotwórczy internetowy portalik. A tam kurwa, z każdego zdjęcia uśmiecha się do mnie przyczyna mojej frustracji. Czekoladowa twarz w każdej możliwej konfiguracji, pod każdym kątem i w każdym oświetleniu. To nic że odwiedzi nas jeszcze 20-tu innych prezydentów. To nic że zmarła najlepsza polska koszykarka. To nie ważne że ruscy chcą nam Lotosa wykupić. NAJWAŻNIEJSZY JEST ON I TO TYLKO DLA NIEGO TA CAŁA SZOPA.
Dobrze że dziś piątek i w poniedziałek cała ten cyrk będzie tylko wspomnieniem. Noooo, chyba że znów będą kręcić film albo protestować przeciw protestom.
CDN
OGÓLNE KURWA MAĆ
11 maja, 2011, Autor: Remikas22Siemka.
Człowiek czasami choć niestety kurwa rzadko wstaje zadowolony z życia i nawet wiele rzeczy go cieszy. Też tak pewnie macie.. Ale oczywiście jak nie urok to sraczka i tylko wejdzie do pracy i chciałby wszystko rozjebać.
Na przykład dziś wchodzę sobie do pracy a na wejściu jakiś tępy chuj zaczyna do mnie sapać nie wiadomo dlaczego.. Ja oczywiście mam dobry humor więc staram się go olać i idę dalej. Robię sobie kawę siadam wygodnie, spijam łyk kawy, a z oddali już słychać znajomy a zarazem znienawidzony głos, który już sam z siebie wkurwia niemiłosiernie. Tzw. Ochuj drze mordę nie wiadomo po co i człowiekowi ciśnienie skacze choć dobrze kawy nie powąchał. Razem z kolegami oczywiście mamy go głęboko w dupie ale powoli wytoczyliśmy się do niego. On oczywiście nie w stroju wskazującym na jego zawód drze mordę nadal. Sam już nie wiem czy go w domu stara napierdala czy jebnął się kiedyś czymś ciężkim w łeb.. Ale wracając do tematu.. Wszyscy mamy swoje zadania, określone lub pomagamy sobie nawzajem, żeby się to jakoś kręciło a i tak z pracą i sprzętem który mamy jesteśmy w chuj do tyłu, a Ochuj oczywiście informuje nas że ma inne krótkie zadania. No dobra pomyślałem godzinka i po sprawie.. po pierwszych Dwóch godzinach zapierdalania ze skrzyniami które ważą po 70 kg średnio moje wkurwienie było na poziomie średnim i kurwa w zdaniu leciała w co 4-5 zdaniu. Po kolejnej godzinie zapierdalania z tymi skrzyniami poziom agresji wzrósł o 20 % i kurwa leciała w co 2-3 zdaniu. Żeby było śmiesznie nosiliśmy kolejną godzinę. KURWA MAĆ! gdy już wszyscy zjebani byli jak konie po westernie i myśleli, że koniec tego pierdolenia, on kazał nam wyciągać cały ten syf ze skrzyń i wkurwił mnie tym niemiłosiernie. Ale że niestety nie mogę kłócić się za bardzo z tym imbecylem zaczęliśmy znowu zapierdalać upierdalając się przy tym okrutnie. Moje wkurwienie sięgało zenitu a co gorsza nie wiadomo jak fajki zaczęły się kończyć w zastraszającym tempie.. jak tu nie rzucać kurwami.. (kurwa leciała już w co 6-7 słowie) Jebaliśmy się z tym do jebanej 14 od 8 rana bo debilowi nic się nie podobało.. W takich momentach człowieka trafia taka kurwa że strach, a najgorsze że trzeba słuchać ciecia który się z chujami na głowę pozamieniał! Godzina 15 u nas w pracy to przygotowanie do wyjścia a że my mamy szczęście to oczywiście wpada nasz dowódca i informuje nas że trzeba zostać dłużej bo oczywiście trzeba wnieść na drugie piętro jakieś jebane szafki! Czasem się czuje jakbym pracował w jebanej Castoramie, a nie jednostce wojskowej ale luz, bo po sali poszło długie echo w stylu kuuuuuuuurrwwwwwaaaa! I jak to u nas bywa mieliśmy czekać 10 minut a czekaliśmy jebane pół godziny aż ktoś przyjedzie i do godziny 16 30 zapierdalaliśmy z 70 szafkami na drugie piętro, myślałem że mi nogi w dupę wejdą i że nie będę się musiał schylać żeby podrapać się po kostkach!
Głupota ich nie boli a w dodatku jeszcze im za to płacą a my musimy zapierdalać żeby kto inny dostał za to pochwałę. to jest jakieś popierdolone. Do domu wróciłem zjebany jak pies i wkurwiony jak osa. Dzień więc oceniam w skali wkurwienia od 1 do 10 na jakieś 8. A mam dziwne przeczucie że to dopiero początek.
Mój pierwszy wkurw czyli co mnie ogólnie wkurwia w tym kraju
8 marca, 2011, Autor: kroma007Witajcie wszyscy kurwa!
Na wstępie chciałem podziękować Adminowi tej szacownej strony o charakterze opiniotwórczym za dołączenie mnie do jej znamienitego towarzystwa i dzięki temu uzyskaniu przez mnie awansu społecznego. Osobiście uważam, że pomysłodawca i autor owego portalu powinien dostać Pokojową Nagrodę Nobla za uratowanie od samodestrukcji tysięcy ludzi i uchronienie tego państwa przed społecznymi protestami z transparentami w stylu ‘KURWA MAĆ’ rodem z Egiptu czy Libii (choć nie jest to wykluczone i tak w tym kraju). Z pewnością nagroda ta była by bardziej uzasadniona w tym przypadku, niż za wspieranie wojny w Iraku czy protesty ekologiczne, z których biologicznie rzecz biorąc – gówno wynika.
Bez zbędnego wazeliniarstwa i wchodzenia w dupę bez mydła, wiele wkurwiających rzeczy w tym kraju czai się na nas na co dzień i tylko czeka, aż wyjdziemy z domu (a nawet jak nie to i tak nas dopadnie), żeby nas wkurwić : zawalone autobusy miejskie z moherami i dresikami puszczającymi głośno jakieś łubudubu albo inny szajs z komóreczek; dziurawe drogi, od których mózg w czaszce się telepie; baba przed tobą przy kasie PKP, która kupuje bilet, ale w zasadzie wygląda, że w ogóle nie wie gdzie chce jechać, a ty masz 2 minuty do odjazdu; samo wkurwiające PKP; śmierdząco-jebiące żule na dworcu zbierające na wino czy nigdy niekończące się kolejki w Biedronce. Chciałem w tym poście jednak napisać, jako że to mój pierwszy, jakie niebanalne rzeczy mnie wkurwiają w tym kraju o charakterze społecznych problemów, w związku z sytuacją życiową w jakiej się znalazłem… uprzedzam, że może mi to trochę zająć więc zajmijcie lepiej dupą wygodne miejsca i się nie wkurwiajcie, przynajmniej na mnie. Choć tak ogólnie chcę żebyście się wkurwili po przeczytaniu tego na to co jest tu opisane.
Jestem absolwentem biotechnologii – jeśli nie wiecie co to za gówno, to nie przejmujcie się. Szacuję, że około 90% społeczeństwa nie ma bladego, zielonego czy chuj wie jakiego koloru jeszcze pojęcia co to jest, czym się to zajmuje i do końca swoich marnych dni nie ogarnie świadomości ich istnienia. Trudno się z resztą dziwić bo nie widzę obecnie sensu istnienia tego wyimaginowanego zawodu, dla którego nie ma pracy w tym kraju. Kierunek tak przesrany, jakby się kto nażarł fasoli i przepijał maślanką, zniszczył mi sam zdrowie bardziej niż litry przepitego alkoholu w różnej postaci (o dziwo). Zamiast po ich zakończeniu z wielką satysfakcją, równą zaspokojeniu kobiety w łożu i podnietą rozpoczęcia nowego, poważnego życia, zostaje się z świstkiem ukończenia, którym se nawet dupy nie mogę podetrzeć bo jest z papieru kredowego. Żałosne… to po co ja zapierdalałem tyle lat jak dzika świnia w tramkach? Pracy w zawodzie nie ma żadnej bo ten kraj oczywiście jest niedorozwinięty, jeśli się już jakaś oferta trafi to jest pół miliona chętnych i wymaganie doświadczenia – rok, 2, 5 – to gdzie ja kurwa w takim razie mam zdobyć to doświadczenie skoro wszędzie chcą kogoś z doświadczeniem?! Jakieś pomylone, błędne koło… wkurwia mnie to!! Oczywiście dla zdeterminowanych i gotowych na wszystko, pozostaje zagranica i płacenie podatków w innych krajach, ale kurwa!!… w końcu nie po to państwo najpierw inwestuje w studenta, żeby ten musiał później spierdalać gdzie cytrusy rosną i krewetki w morzu pływają bo nie ma za co żyć, choć w zasadzie ale ten kraj nie ma po studiach nic do zaoferowania… No i siedzę jako ten głupi patriota na bezrobociu i się zajmuję głównie wkurwianiem.
Można zadać pytanie trafione w zasadzie w sam headshot – po co istnieją takie kierunki?? …w skrócie to po chuj, żeby banda maniaków lubiących grzebać w próchnie miała kasę na robienie swoich pseudobadań niedających nic społeczeństwu, no bo co nowego wniesie badanie genów jakiś kolejnych chwastów albo co kogo obchodzi ile włośników na korzonkach mają? dzięki temu jednak dorabiają się kolejnych tytułów naukowych, spełniając swoje upośledzone ambicje zawodowe i mogą chapać większą kasę. Wyłącznie z tego też powodu jak się zdaje, nowe roczniki przychodząc na ten kierunek bez celów wyższych, słuchają nieświadomi niczego z rozdziawionymi japami aż im ślina kapie, jakieś sranie w banie: kim to oni nie będą, że praca już na nich czeka i co to nie będą robić… kurwa chyba srać i drobić. Wkurwia mnie to oszukiwanie i takie pierdolenie kotka młotkiem!! Bo gdyby powiedzieli prawdę, jak należy, to mało kto by na taki syf się zgodził. Oczywiście pozostaje opcja, że są półmózgami i serio nie wiedzą jak chujowo jest na rynku pracy i pociskają studentom taką ściemę albo w ogóle, że są ćwierćdebilami i chujami łamanymi na kole i udają tylko, że tego nie wiedzą. Tak czy srak, nie zmienia to faktu, że są chujami.
Co mnie jeszcze wkurwia w tej całej szopce grającej? Kasa, która idzie w pizdu i jest bezproduktywnie wydawana w sumie nie wiadomo na co i nic z niej nie ma. Ten kierunek, a w zasadzie roczniki młodsze po mnie, ma status zamawianego tzn. że jest ekstra dofinansowany, podobno nawet parę milionów zł na rok. Kasa ta, przynajmniej jej część bo reszta to nie wiadomo, idzie na stypendia dla studentów, żeby zachęcić ich do studiowania tego ociekającego smrodem shitu. Fajna rzecz w sumie, tylko po co do chuja Wacka i pizdy Dziuni dofinansowywać przyszłych bezrobotnych, dla których nie ma pracy? No i te pieniążki, zamiast żeby coś z nich było, np. iść na staże dla absolwentów, którzy tak jak ja są w dupie tak ciemnej, jak u murzyna w jaskini przy zaćmieniu Księżyca, rozpierdalają się… a my dalej jesteśmy w tejże samej dupie. Wkurwiający fakt.
W związku z taką sytuacją, zdecydowałem się na desperacki krok niczym Żyd wchodzący do gazowni i postanowiłem zarejestrować się w Powiatowym Urzędzie Pracy. Miejsce zaiste legendarne, w którym czujesz jak złowieszcze moce szatańskie cię opentują, a schizofrenia maniakalno-depresyjna żąda czyjejś krwi, niekoniecznie młodych dziewic. Wobec braku pracy w zawodzie, jak i doświadczenia zawodowego pomyślałem, że chociaż o staż się postaram zorganizowany przez tą placówkę i jakoś to będzie. Za wczasu zasięgnąłem informacji o której, z czym itp. Pani w informacji uprzedziła, że jeśli będę w godzinie otwarcia o 7.30 to jest szansa (kurwa – jest szansa??!!), że wszystko załatwię jednego dnia. Spiąłem dupę zatem i zwarłem poślady bo nie będę tam łaził po 10 razy i się wkurwiał. Zawitałem po kilku dniach na ową godzinę, choć tak wczesna pora i mróz panujący, i tak mnie wkurwiły. Oczywiście sama elita tego zatyfiałego miasta się zeszła, żule i ćpuny wszelakiej maści, pachnące moczem, starymi ludźmi i jasny chuj wie czym jeszcze. Tego typu ludzie(?) w zdecydowanej większości przychodzą tam po zasiłki, korzystając z funduszy państwowych na sobie znane tylko cele. Towarzystwo nieprzystające do mojej osoby, powodowało u mnie niezręczne, powolne wkurwianie. Moje szczere i ambitne plany dostania stażu zostały szybko schłodzone, gdyż Pani poinformowała, że dostali niecałe 30% funduszy tego co w zeszłym roku i niektórzy tylko dostaną staż, i nie jest pewne czy będę go mieć… Kurwa mać!! Ja pierdolę!! To ja, absolwent przejebanych studiów wyższych, kierunku reklamowanego przecież przez to państwo, nie dostanę tego stażu, no to kurwa kto? Polerowacz powierzchni pionowych, zamiatacz chodników, zbieracz grzybów w lesie?! Nic nie mam do owych zawodów, ale okazuje się, że nie jestem ani trochę poważnie i godnie traktowany jako wykształcony człowiek. No i znów się wkurwiłem. Budynek odwalony jak zajebista willa, na willowej dzielnicy na Wilanowie, z mięciutkimi stołkami, żeby ich przypadkiem hemoroidy nie bolały, jakieś menele dostają zasiłki, a ja stażu nie dostanę? To się “Urząd Bezrobocia” powinien nazywać, a nie “Pracy”! Ja się pytam do chuja pana i kurwy nędzy, jaki jest w takim razie sens istnienia tej bezproduktywnej instytucji? Wkurwiłem się oczywiście.
Ta sama Pani sprawdza czy mam wszystkie dokumenty do rejestracji, łącznie z wszystkimi umowami o pracę do tej pory, zlecenia o dzieło itd. Ale co to ma do rzeczy czy ja przykładowo rozdawałem ulotki miejscowego burdelu czy zbierałem psie kupy w parku? Wszak to nie jest doświadczenie w moim zawodzie. Pani odparła, że to też będzie miało wpływ na decyzję o przyznaniu stażu… no i co, jakbym miał umowy na powyższe prace to gotowi by jeszcze by mi powiedzieć, że przecież mam doświadczenie zawodowe – zbieracza psich kup – co z tego, że nie w moim zawodzie i że nie dostanę tego stażu… jakiś absurd! Wkurwiłem się znowu!! Zabrałem się, siadłem w kolejce… po półtora godzinach oczekiwania uspokoiłem się trochę, idę do kabiny bo wreszcie mój numerek. Cała ta biurokratyczna procedura w toku, a inni Pani znów prosi mnie o umowy o prace. Powtórnie pytam po co im to skoro jakieś roboty dorywcze nie są moim doświadczeniem zawodowym? Pani z szyderczym uśmiechem odparła “Ha ha! Może znajdziemy Panu inną pracę.” Myślałem, że krew we mnie zawrze w tym momencie i wykipi przez różne otwory mego ciała – nie po to tam przychodziłem, żeby oni mi znaleźli pracę przy kopaniu rowu pod kolejną spartoloną, rozlatującą się drogę! Udało mi się jednak opanować i poważnie odparłem z wyrazem twarzy Clinta Eastwooda, że “Nie po to proszę Pani kończyłem takie studia”. Od tej pory Pani ta zachowywała już wszelkie swoje spostrzeżenia dla siebie.
Po wreszcie zakończonej wkurwiającej procedurze rejestracji, mogłem oczekiwać wypisanego wniosku od mojego pracodawcy, którego sam sobie oczywiście załatwiłem – ale miejscówka spoko, poważne laboratorium, ludzie rozgarnięci i kontaktowi, w końcu inni naukowcy – też skończyli jakieś porąbane na zapałki studia, wiedzą na czym życie polega. Jadę z tym wnioskiem znów do Urzędu Pracy. Okazuje się, że mają 30 dni na jego rozpatrzenie. No je cię sunę w dupę i przepraszam! Siedzi tych urzędasów tam w 3 dupy albo lepiej, do petentów od każdej litery jest inny, a nikomu się przez 30 dni nie chcę do tego zajrzeć i zatwierdzić? Po jaką cholerę ich tam tyle jest w takim razie? Wkurwiłem się. Uświadamiam sobie fakt do tego, że mój wniosek będzie rozpatrywać osoba, która za garnek kapuchy i danie dupy, nie wie co to jest biologia molekularna, inżynieria genetyczna czyli rzeczy, którymi miałbym się zajmować. Znowu się wkurwiłem. Pytam się Pani, która przyjmuje wniosek czy można dzwonić, dowiadywać się. Ona parsknęła, tak by to trzeba określić, że teraz to się będą z pracodawcą kontaktować. A ja to co – patyk od kaszanki? Przecież to mój wniosek! Teraz oni se będą listy pocztą przesyłać bo nie mogę zadzwonić i powiedzieć. Z resztą wszystko se pocztą przesyłają. Ta placówka śmierdzi mi starą, zabitą komuną, nie ma telefonów, internetu i w ogóle nie ma niczego, jak Kononowicz mawiał. Wkurwia mnie to. A już pierdolca z powikłaniami dostaję, jak se przypomnę, że jeśli jakiemuś urzędasowi nie będzie się chciało zajrzeć do tego wniosku przez owe 30 dni albo oleją sprawę, to nie można się od tego nawet odwołać. Jednym słowem – urzędnik to praca w tym kraju, która ma swoje El Dorado – praca bez żadnej odpowiedzialności, bez żadnych konsekwencji jak coś spierdoli, a kasę nawet dostaje w miarę. Jest ich w chuj i trochę, a nigdy nic załatwić nie można. Przed każdymi wyborami słyszymy, że liczba niepotrzebnych urzędników się zmniejszy (wczoraj też już czytałem;] tzn. że kampania się zaczyna), a po oczywiście pracuje ich za każdym razem co raz więcej. Jakbym wziął ich na zbity pysk wykurwił to by od razu dziura budżetowa się załatała, jakiś pożytek zawsze. Ech… jak mnie to wkurwia.
Podsumowując, żeby się nie zgubić w tych wszystkich wywodach i całym pierdoleniu. Ten kraj dąży do zagłady, już lepiej by było gdyby bomba wodorowa rozkurwiła wszystko w biały pył i można było go zaorać, i zacząć od nowa z powrotem od Biskupina. Choćbym się zesrał, choćby i skały srały, to o pracę dla inteligentnych ludzi po hardkorowych kierunkach jest skurwysyńsko trudno i nie ma nikt dla nich szacunku należnego, nie mówiąc o żenujących wypłatach. Historia przytoczona przez mnie jest przykładem, albowiem wielu ludzi, w tym moich znajomych, jest w podobnej sytuacji jak ja. Żałosne i przykre… no i wkurwiające przede wszystkim!
A w ogóle to się napisałem jak głupi ciul zza rogu i wkurwiło mnie to.
Trzymajcie się
ZSB czyli jak tu sie nie wkurwic na Banki
17 lutego, 2011, Autor: PshemkoZasrane Sprawy Bankowe
od pewnego czasu nie wiedziałem za co sie zabrać.. przez tą pierdoloną pogodę nie wiem czy sie podrapać po dupie czy po głowie…. hmm może jedno i to samo. :”D
ale tak wracając do tematu .. wkurwia mnie jak ciągle dzwoni ten pierdolony telefon .. kurwa całodobowy maraton.. jak nie domowy to mój osobisty jak nie mój.. to mojej starszej toż mnie kurwica bierze.
wiadomo w jakiej sprawie.. o dokonanie zaległych spłat w banku .. kurwa rozumiem jak by zadzwonili raz w tygodniu.. to i tak dużo.. a nie dzwoni wam taka kurwa bez przerwy .. masz wręcz chęć jej wyjebac przez telefon . nie chcesz odbierać bo słyszysz jak ci ta męska pizda napierdala przez telefon to samo .. prosimy o uregulowanie spłaty .. ja pierdole.. a jak nie oni osobiście to dzwoni wam automat .. i tak prawie 24h .. no chujoza.. a jak ostatnio taka pizda dzwoniła po 22 to myślałem że jebne.. miała szczęście ze nie zdążyłem odebrać bo bym pojechał jak z gównem .. o której ona dzwoni.. rozumiem taka ich praca ale wkurwianie ludzi o późnej porze to nie jest praca to igranie z ogniem a najgorsze jest to .. że każda taka rozmowa jest nagrywana.. szkoda. bo bym zbluzgał .. doszczętnie.. tą szmatę przed telefonem… nic nie jest tak wkurwiające jak te pizdy.
a za każde odebrane telefony naliczają wam ile razy z nimi gadaliście (odebrane) a ile odrzuciliście.. czyli (odrzucone) najlepiej nie odbierać.. ale też … po chuju bo mendy się wkurwiają i osobiście trują dupę.. w tedy trzeba udawać że nie ma nikogo w domu .. takie wszystko po chuju kurwa jego mac. . .



(oceniano 9 raz(y), średnia ocen: 9,67 na 10)