To się wszystko zgłasza jako usterki, kurwa!
16 września, 2009, Autor: ZulaPamiętacie taki film Barei Nie ma róży bez ognia? W filmie tym Fedorowicz ubija interes swojego życia, zamieniając swoje ciasne mieszkanie w willi na nowiutkie dwupokojowe mieszkanie w bloku. Interes życia zamienia się w życiową porażkę, gdy okazuje się, że kran w łazience odpada, drzwi wypadają z zawiasów, a ścianka działowa zwala się po trzaśnięciu drzwiami.
Wczoraj doświadczyłam czegoś absolutnie podobnego. Od jakiegoś czasu ciekło nam z kranu w łazience, więc w końcu rozkręciłyśmy to dziadostwo i wymieniłyśmy uszczelki. Po skręceniu nadal ciekło. Rozkręcamy jeszcze raz – tym razem kurki – i po telefonicznej konsultacji z ojcami/chłopakami dochodzimy do wniosku, że trzeba wymienić głowiczki. Skręcamy ustrojstwo, zajebiście zadowolone – do czasu, gdy okazuje się, że ciepła woda nie chce lecieć z kranu przy… wannie! Odkręcamy kurek na maxa – woda ledwo ciurka, i – co lepsze – gdy odkręcamy przy wannie, przestaje cieknąć z kranu przy umywalce (!!!). Dzwonię do ojca.
Ja: Tato, czy to jest możliwe, że kran przy wannie i umywalce są jakoś połączone?
Tato: Niemożliwe
J: Bo rozkręcałyśmy kran przy umywalce, a teraz nam ciepła woda nie leci przy wannie!
T: To niemożliwe.. A odkręciłyście zawór z wodą?
J: TAK (Kurwa, no… dlaczego kobiety zawsze się podejrzewa o niedorozwój umysłowy? Dlaczego zawsze, jak dzwonię, że nie mam internetu, ci z obsługi pytają się, czy wpięłam kabel sieciowy? A jeśli mówię, że wpięłam, to pytają, czy aby na pewno w dobre wejście?)
T: No to nie wiem…
W końcu poddajemy się, zakręcamy wodę i myjemy się w miednicy. Rano wykręcamy głowiczkę z kranu przy umywalce (w celu pójścia z nią do sklepu i kupienia nowej) – po tym zabiegu woda zaczyna cieknąć w spłuczce. Noż ja pierdolę! Kto budował to kurewskie mieszkanie, i w jakim okresie średniowiecza, ja się pytam!! Już naprawdę pogodziłysmy się z faktem, że lada dzień wysiądzie nam elektryka, która działa ostatkiem sił (i shajcujemy się żywcem, bo od iskry zajmie się boazeria pokrywająca 50% ścian). Że być może całkiem niedługo zaczadzimy się gazem (wybuchnie junkers, produkt krajowy albo kuchenka gazowa, produkt krajowy ‘85). Ale że kurna żesz mać zaleje nas tu jeszcze potop szwedzki, to mi się w życiu nie sniło (choć ponoć 2 lata temu poprzednie lokatorki zalewały przez tydzień sąsiadkę z dołu)! Skończymy tu swój żywot jak pieprzony Rasputin, ukatrupione po trzykroć (i może wtedy wreszcie właścicielka stwierdzi, że przydałby się remont).
I już naprawdę pierdolnęłabym to wszystko, i poszukała nowego mieszkania, ale już się tyle historii nasłuchałam od znajomych poszukujących, że się odechciewa. Naprawdę NIC mnie tak nie wkurwia jak ceny mieszkań, i jak szczyty szczytów chamstwa i bezczelności ludzi, którzy potrafią bez cienia wstydu wynająć za 600 zł pokoik bez okien 2 x 3, i jeszcze nazwać to szumnie kawalerką. To już nie jest megawkurw – to jest normalnie arcywkurw!
[nawiasem mówiąc, po wymianie tych głowic już nam nigdzie nie cieknie - ale ciepła woda ledwo idzie; jutro ktoś przychodzi obejrzeć naszego zasranego junkersa, ale na cuda nie liczę]
stay wkurwed
Kategoria Przedmioty, ŻycieKomentarzy: 5 do “To się wszystko zgłasza jako usterki, kurwa!”
Napisz komentarz
Musisz być zalogowany żeby móc komentować.



(oceniano 16 raz(y), średnia ocen: 9,94 na 10)
16 września, 2009 o godzinie 18:09
Hihi, ale się ubawiłem, kurwa! :-)
16 września, 2009 o godzinie 18:12
No to powiem Ci, że ja nieco mniej – choć w tym momencie przeszłam już do etapu apatycznej akceptacji stanu obecnego. Ale dzięki ;P
16 września, 2009 o godzinie 20:44
Hehe to ja słyszałem podobną akcję ale z prądem. Żeby zapalić światło w jednym pokoju, trzeba było zapalić w kuchni, ale mieć zgaszone w łazience, bo inaczej zapali nam się nie w tym pokoju co trzeba. Z kolei żeby zapalić w łazience, to w łazience musi być zgaszone, ale zapalone w kuchni i przedpokoju. Żeby się świeciło w kuchni, to co trzeba zapalić? Nic kurwa – tam się świeci cały czas.
To naprawdę jebany autentyk jest, tak stawiali bloki 25 lat temu.
16 września, 2009 o godzinie 21:35
Czyżby “Usterka “? A może ci fachowcy by coś poradzili :)
17 września, 2009 o godzinie 10:07
To ja też dorzucę coś z zepsucia! Kurwa nie pamiętam kiedy to było, ale wiem jedno: nosiłem jeszcze kurwa tornister do szkoły! Ale do rzeczy. To było jak mój tatuś miał za komuny małego fiacika i pamiętam do dziś tę sytuację, a rozwaliła nas do śmiechu… Jechaliśmy fiacikiem ja-mały aspiryn-ka, mama i tata – jako drajwer… I pamiętam, że zaczął padać deszcz no i kurwa popsuły się wycieraczki… Tatuś się namęczył w pizdu, by kurwa naprawić, by mogły zbierać deszcz. W końcu kiedy udało mu się je zreperować i wsiada do auta, to tu się kurwa drzwi kurwa nie chcą zamknąć… O kurwa!… Zamyka, zamyka, a tu taki chuj… Nie chcą się kurwa zamknąć… Kiedy udało mu się je w końcu zamknąć, kurwa wycieraczki przestały znowu kurwa działać… My z mamą w kurewski śmiech, a tacie kurwa nie było do śmiechu! Ot taka komunistyczna historyjka!