Wkurwy oznaczone tagiem: ‘Ksiądz Bolek’

Ksiądz Bolek

7 grudnia, 2009, Autor:

Nawiązując do wpisu Marksa pt. „Opłatek”

Widzisz Marks – nie zawsze tak jest, że „Ksiądz zawsze sumiennie idzie do końca żeby każdy dostał ten opłatek”.

Pozwólcie, że opowiem Wam pewną historię. Będzie trochę przydługa, ale trudno. Zaręczam natomiast, że jest autentyczna.

Dawno, dawno temu, kiedy byłem jeszcze dzieckiem mieliśmy lekcje katechezy w budynku Domu Parafialnego (to były czasy, gdy religii nie było jeszcze w szkole – końcówka lat 80-tych). Księża co jakiś czas się zmieniali, raz byli fajni, raz ciut mniej. Ale któregoś razu zjawił się w naszej parafii Ksiądz Bolek.

Na szczęście ja byłem w grupie innego księdza i z tym miałem mniej do czynienia niż niektórzy, ale po jakimś czasie zaczęły krążyć różne słuchy o dziwnych zachowaniach Księdza Bolka. Wiem o czym pomyśleliście, ale nie o to chodziło – ksiądz nikogo nie molestował. On po prostu bił. Tak, bił lub straszył, kablem od przedłużacza albo czymś innym. I wyzywał od najgorszych. Nie byłem nigdy świadkiem czegoś takiego, ale dużo o tym słyszałem.

Natomiast moja przygoda z Księdzem Bolkiem była cokolwiek inna. Zajęcia miałem z nim sporadyczne, bodajże w zastępstwie gdy „mój” ksiądz zachorował. Nie wiem dlaczego ów ksiądz nie polubił mnie i nie mam pojęcia czy nie lubił tylko mnie czy też innych (podejrzewam, że to drugie), ale pewnego razu, w pewien piątek, który był akurat jednym z tzw. pierwszych piątków (nie wiem czy dzisiaj to dalej funkcjonuje, był to zwyczaj chodzenia do spowiedzi i przyjmowania komunii w każdy pierwszy piątek miesiąca), wybrałem się z kolegą Grześkiem do kościoła.

Weszliśmy do środka, przy konfesjonale bliżej nas spowiadał się jeden chłopak, a przy konfesjonale z drugiej strony kościoła klęczała też jedna osoba. Było nam bliżej do tego konfesjonału przy nas, więc oboje stanęliśmy przy nim. Gdy nadeszła kolej mojego kolegi i on ukląkł już i zaczął coś mamrotać, ten drugi konfesjonał się zwolnił i ksiądz, nie widząc następnych chętnych do spowiedzi, wyszedł i udał się do zakrystii. Kolega się wyspowiadał i nadeszła moja kolej.

Ukląkłem, przeżegnałem się i chciałem zacząć wygłaszać standardową formułkę, gdy tymczasem usłyszałem:

– Ty debilu skończony, nie mogłeś iść do tamtego konfesjonału? Tamten ksiądz już skończył. Widzisz jaki jesteś głupi!

W tym momencie oniemiałem. Nie wiedziałem co mam zrobić, uciec, czy zostać. Powiedzieć coś, czy siedzieć cicho. Język ugrzązł mi w gardle. Byłem w takim szoku, że nie wiedziałem, co ze sobą zrobić.

– No dobra, gadaj – rzucił wściekły ksiądz.

Oprzytomniałem w porę i zacząłem klepać formułkę, że ostatni raz byłem u spowiedzi miesiąc temu, że od tej pory popełniłem takie a takie grzechy, że za wszystko szczerze żałuję i postanawiam się poprawić. Ksiądz cały czas mi przerywał i coś tam rzucał od siebie, starając się mi dogryźć. Gdy skończyłem ksiądz Bolek zaczął coś mamrotać i nie bardzo go dosłyszałem, wydawało mi się, że daje mi już rozgrzeszenie. Gdy zatrzeszczał konfesjonał, bo Bolek postanowił poprawić się na swoim zydlu, wydawało mi się, że słyszę pukanie, które oznacza, że mam wstać, ucałować stułę i pokornie się oddalić. Zacząłem się podnosić, ale w tym momencie usłyszałem:

– No i gdzie idziesz kretynie?! Jeszcze ci rozgrzeszenia nie dałem debilu. Widzisz jaki jesteś głupi?

Opadłem z powrotem na klęczki i ksiądz dokończył swoją robotę, a ja już prawie go nie słyszałem. W głowie przelatywały mi tysiące myśli, byłem skołatany, czułem się zbluzgany, zgnojony, a przede wszystkim… bezbronny. Miałem wtedy 9 lat. Co miałem powiedzieć?

W końcu odeszłem od konfesjonału, poszedłem się pomodlić, ale do komunii już nie przystąpiłem. Za bardzo się bałem.

Gdy wróciłem do domu i opowiedziałem wszystko rodzicom miałem wrażenie, że średnio mnie zrozumieli. Może myśleli, że bujam, albo, że koloryzuję i wszystko na pewno wyglądało inaczej. W końcu doszedłem do siebie, ale wciąż miałem traumę. Nie chciałem więcej iść do kościoła.

Jednak rodzice namówili mnie, że w niedzielę powinienem iść i przyjąć komunię. Poszedłem.

I tutaj dochodzę do sedna.

Wszedłem do kościoła, był pełen ludzi. Gdy nadeszła pora komunii ustawiłem się w rządku razem z innymi dzieciakami. Komunii udzielać miał Ksiądz Bolek.

Klęczeliśmy wszyscy razem, ja byłem akurat ostatni w rzędzie. Ksiądz po kolei dawał wszystkim do ust opłatek. Był już blisko, bardzo blisko, już włożył opłatek do ust koledze obok, gdy nagle…

Skręcił. Skręcił i poszedł do innego rzędu.

Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Nie dostałem komunii. Nie zauważył mnie? Niemożliwe! Musiał mnie widzieć! Klęczałem razem z innymi. A teraz zostałem sam, ostatni w rzędzie. Wszyscy inni już poszli się modlić przed ołtarz, a ja wciąż klęczałem. Ksiądz rozdawał już komunię w drugim rzędzie. Co robić? Wstać? Biec za nim? Wokół pełno ludzi, zauważyłem jedną twarz równie zdziwioną całą sytuacją co ja. W końcu postanowiłem nie dać za wygraną. Podniosłem się i poszedłem do drugiego rzędu, klęknąłem i czekałem na swoją kolej.

Tym razem Ksiądz Bolek już mnie nie ominął.

To przeżycie, przeżycie małego dziecka, ufnego, wierzącego w te wszystkie piękne i szlachetne rzeczy, a potraktowanego przez księdza, przez kogoś, kto ma uczyć dobroci, jak najgorsze gówno, pozostało we mnie po dziś dzień.

I co ty na to Marks? „Ksiądz zawsze sumiennie idzie do końca żeby każdy dostał ten opłatek”?

Ale ta historia ma ciąg dalszy.

Wkrótce zjawił się jeszcze nowy ksiądz, imienia nie pamiętam, ale był to taki sam pierdolony skurwysyn jak wyżej wymieniony Bolek. Skumali się oboje i trzymali się we dwójkę razem. I ten drugi też mnie nie lubił.

Minęło kilka miesięcy, znów byłem przyjąć komunię. Ustawiłem się w rządku wraz z innymi chłopakami. Ksiądz przechodzi, wkłada opłatek do ust. Nadeszła moja kolej. Ksiądz tak niezgrabnie, od niechcenia włożył opłatek do moich ust, że ten wypadł na podstawioną przez ministranta paterę. Ksiądz wprost kipiał ze złości. Wziął opłatek ponownie i chamskim ruchem wepchnął mi go brutalnie do ust cedząc przez zęby:

– Masz to i wynoś się stąd już!

Tego było już za wiele.

Przez kilka kolejnych lat miałem uraz do księży. Nie chodziłem już na pierwsze piątki, straciłem w ogóle wiarę w sens tej instytucji, w prawdziwość tego, co głoszą na kazaniach. Od tej pory mój stosunek do kościoła nigdy już nie był taki jak dawniej.

Jaki z tego morał?

Nie ma morału. No bo jaki miałby być? Skurwysyn Bolek został po kilku swoich wybrykach i protestach parafian wymieniony na innego księdza (ponoć sam został proboszczem w jakiejś parafii). Tego drugiego też gdzieś wywiało. Ja natomiast zawsze zastanawiałem się, jak to jest, że tacy ludzie chcą zostać księdzem. Czy to po prostu wygoda? Zawód jak każdy inny, a obfitujący w różne udogodnienia i dający szansę się nachapać?

Morału w tej historii nie będzie jeszcze z jednego powodu. Kiedyś, już jako dorosły człowiek, byłem znów u spowiedzi. Byłem bo musiałem, robiłem za świadka na ślubie czy na bierzmowaniu, nie pamiętam. Poszedłem do kościoła chcąc to szybko odbębnić i mieć za sobą. Klęknąłem przy konfesjonale i z przyzwyczajenia z dzieciństwa klepnąłem jeszcze raz tą samą formułkę (takie rzeczy wchodzą w krew). Gdy ksiądz usłyszał, że nie byłem u spowiedzi już kilka dobrych lat, zaczął się dopytywać, dlaczego. A pal licho – opowiem mu. Bez szczegółów, ale opowiedziałem historię Księdza Bolka i jego kumpla. A ksiądz zapytał:

– A jesz chleb?

– No jem, a co to ma do rzeczy?

– A gdyby piekarz w piekarni źle cię potraktował, to czy przestał byś jeść chleb?

To pytanie utkwiło mi w głowie. Coś wtedy zrozumiałem. Pamiętam, że rozmawiałem długo z tym księdzem, bo bardzo mądrze mówił. Wyszedłem wtedy z kościoła jakby faktycznie oczyszczony. To było dziwne uczucie, ale tak to zapamiętałem.

Później brat mi powiedział, że ten ksiądz to prawdziwy ksiądz z powołaniem. I że znana jest jego historia, jak to wyniósł na Giewont sparaliżowaną dziewczynę, której to było największe marzenie, by jeszcze raz tam się znaleźć (nie wiem czy to prawda).

Dziś ciężko mi to wszystko ocenić. Są księża tacy jak jebany Bolek i ten drugi skurwiel, a są tacy, jak ten trzeci.

Może gdybym spotkał na swej drodze tylko takich jak ten ostatni, byłbym dziś bardziej wierzący. A może nie chodzę dziś do kościoła, bo po prostu mi się nie chce? Nie wiem…

Ziutek

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 14 raz(y), średnia ocen: 9,86 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!
Tagi: , , ,