Piszemy opowiadanie

[ASPIRYNA]

…w tym śnie był wodzem w afrykańskiej wiosce ,wszyscy go tu mieli kurwa za boga białych murzynów! Oddawali mu pokłony,hołdy i wszystkie czarne dupy należały do niego to było życie ,życie na miarę Ziemowita .Tak ,tak król wszystkich bogów nazywał się Ziemowit jego ulubionym jedzeniem była zupa z kutasa pawiana ,na drugie danie lubił jeść piz-deczkę kapucynki uwielbiał ją lizać !A najbardziej lubił jak mu podali do jedzenia odbyt skunksa oj tak…gdy to jadł to zapachy rozchodziły się po całej wiosce..Ziemowit też miał jako bóg swoje obowiązki oprócz dupczenia wszystkich murzynek co uwielbiał najbardziej jako rasowy samiec to namaczał swoja długą pała tez wszystkich wioskowych kapłanów ,miejskich rzezimieszków i oprychów ,rycerzy i innych którzy oddawali mu hołdy.Kiedy zachciało mu się srać poszedł w ustronne miejsce i usiadłszy wygodnie na mięciutkim skórzanym fotelu ściągną majty wypiął pośladki i zrobił…drrryyyy tak się zesrał na rzadko że obsrał pół wioski po dachy i dżungli aż po same liście palm!I w tym momencie jebło go coś dużego i twardego w łeb….na początku myślał że to był spadający na jego łeb kokos a to był w afryce dobry znak od Bogów ale to był tylko sen i kiedy przy drugim jebnięciu kokosu ocknął się i otworzył oczy to co zobaczył, obsranego ….
-kurwa aleś mi zasrał auto wykrzykną murzyn waląc go metalowa pała po łbie!
Ziemowit próbował się zasłonić rekami ale murzyn ostro zahamował bo szyby w tym aucie były obsrane do granic możliwości , ześliznął się i wpierdolił się cały w swoje rzadkie gówno aż po pachy !
-Ja pierdole aleś mi zasrał auto! krzyczał murzyn.Otworzył drzwi i wypierdolił go razem z gównem na asfalt !
odjeżdżając z piskami opon.

[Marks]

I teraz właśnie On: Ziemowit Pucybut, człowiek o dużej renomie w swych kryminalnych kręgach był nikim. Leżał twarzą skierowaną na czarny asfalt, a jego wodnista kupa rozlała się po polach pszenicy tworząc średnich rozmiarów kałużę w kolorze kakao. Z powodu ostatnich upałów asfalt cierpiał rozmiękczenie przez co Ziomek upadając z wozu ugodził w niego swoimi jedynymi pozostałymi przednimi zębami wbijając je na długość połowy podeszwy od wojskowego trzewika.

Piskliwy krzyk Ziemowita niczym świst bicza rolnika Józefa poganiającego zmęczonego źrebaka, przeciął powietrze. Jego zmasakrowana facjata przylegała całą mało przystojną objętością do zębów które pomimo nieudolnych prób uwolnienia pozostały wbite niczym gwoździk w podkowę i za żadne skarby króla Midasa nie chciały wyjść. Minęła długa godzina walki z zębami, a w położeniu Ziemowita nic się nie zmieniło.. no prawie nic. Miał wrażenie że słyszy tupot końskich racic z oddali które z niesłychanym natężeniem stukały o roztopiony asfalt. Były coraz bliżej tak jak teksańska masakra piłą ręczną mająca nadejść dla Ziemowita. Chodź czas się dłuży Ziemowit czuje swój koniec, a zdjęcia z dzieciństwa uciekają mu przed nosem. Widzi siebie na różowym nocniczku, siebie z bałwanem i sankami w lecie, siebie na głowie chorego umysłowo strusia… I SĄ!, zza zakrętu wybiega stado rozjuszonych dzikich koni biegnących środkiem pierdolonej ulicy prosto na Ziemowita Pucybuta. Są coraz bliżej, a Ziemowit niczym nieokiełznane, tropione zwierzę zaczyna nerwowo szarpać się na wszystkie strony próbując uwolnić się z asfaltowego potrzasku. Krzyczy przy tym, jednak zęby blokują wydostanie się dźwięku i słychać tylko okropne wycie przypominające krzyk zarzynanego prosiaka. Z ust Ziomka toczy się piana, a wystraszone szarpane drgawkami ciało puszcza zwieracze uwalniając strugę czarnej mazi. Konie są na wyciągnięcie 100-metrowego żurawia. Zenon przestaje walczyć, teraz już tylko odmawia modlitwę za swoją kazirodczą duszę. Konie dziką szarżą biegną na Ziemowita. W tym momencie włącza się zwolnione tempo. Zenon widzi tylko końskie ogromne umięśnione kopyta…NIE! To 4tysiące kopyt które lecą prosto na jego powalone, zmęczone cielsko. W tym momencie…

[joawel]

W tym momencie rozstępuje się niebo i zstąpiła z niego kobieta. Ahh co to była za kobieta, taka kobieta, że przez duże K pisana. Miała przyklejone super zajebistym superglu skrzydła zrobione z kaczych piór a w dłoni dzierżyła badyl. Badyl spełniał rolę różczki, którą zatrzymała stado dzikich koni i napełniła okolicę promieniejącym blaskiem. Jak tylko Kobieta dotknęła swoimi bosymi stopami asfaltu zorientowała się, że coś jest nie tak. Ziemowit utknął swoimi zębami a Ona paznokciami. Zatopiły się jak palce w cieście na pierogi, jak kij w beczce ze smołą z dziecięcych lat, jak… no po prostu się zatopiły. Ziemowit utknął zębami, bo był to przez nią przygotowany test na wytrzymałość jego szczęko-czaszki, który zdał i Ona właśnie zstąpiła mu to powiedzieć i wręczyć w nagrodę: kosz pełen pasty do zębów oraz nici dentystycznych ofiarowanych przez pewną firmę farmaceutyczną. Owa firma zaoferowała także wycieczkę do najbardziej chujowego miasta w Polsce – Chujowa. Jednak bilety na tą wspaniałą wycieczkę będą Ziemowita tylko w przypadku, gdy pokocha kobietę przez duże K pisaną. Kobiecie nie do końca się uśmiechał ten scenariusz, ale robota to robota i nie może wybrzydzać. W tym czasie Ziemowit uznał, że zwariował, konie go nie stratowały, jakaś babeczka z piórami z kaczych kuprów na plecach wypadła z za chmury, a on wącha asfalt. Pomyślał, że może to jakiś znak od losu, może to zdarzenie odmieni jego obsrane życie. Zastanawiania obojga przerwało zdanie, które nie było jakieś nadzwyczajne gdyby nie wypowiedział go koń, jeden z tych, co to miały stratować Ziemowita, „A może byście tak…”

[Marks]

A może byście tak się deczko w prawo przesunęli do chuja!?” Trzeba zaznaczyć na wstępie że koń nie był zwykłym przygłupem ze wsi do ciągnięcia fury z gnojem. Zdanie to wypowiedział czarny błękitnokrwisty rumak z rodziny arabskich wielbłądów wyścigowych którego plecy zdobił piękny garb na gorzką żołądkową. Ziemowit oraz Kobieta przez duże K rozstąpili się jak morze czarne przed obliczem wielkiego Konia oraz jego świty. Cała gromada przeszła jak piorun po metalowym pręcie w swoją stronę natomiast Ziemowit i Kobieta przez duże K postanowili, że razem wybiorą się do Chujowa. Droga chodź długa i męcząca jednak owocna była w niesłychane przygody. Już na pierwszym lepszym zakręcie Ziemowit potknął się niefortunnie o ryjek nornicy wystający z ziemi i z impetem wyjebał dzwona, uderzając łepem o pień dębu. Ziemowit stracił przytomność odpływając do świata pozaziemskiego, a ze środka starego pnia wysypało się 8 krasnoludków z bejsbolami gotowych bronić swego domu. Kobieta K tłumacząc krasnoludkom całe zajście obroniła siebie i Ziemowita przed gniewem czerwonych karłów w sterczących czapkach, którzy gotowi byli rzucać w nich napalmem, używając butelek po Kubusiu z marchwią i jabłkiem. Grupa małych chuliganów zmieniła swoje nastawienie i wciągnęła Ziemowita do środka pomagając mu dojść do siebie. Jednak karły nie były bezinteresowne. Kobieta K prała, prasowała i obcią… tzn sprzątała w domu, a raczej kurewsko małym pierdolniku w zamian za pomoc Ziomkowi. Zdarzyło się jednak, że rolę się obróciły, a sprawy przyjęły niespodziewany obrót. Pewnej nocy Ziemowit odzyskał po tygodniach przytomność. Wstał z łóżka lecz jego świadomość, a raczej jej brak dał się we znaki. Mężczyzna ten zrobił się agresywny. Porwał badyla leżącego na szafie i z zimną krwią zakatował 3 krasnoludków robiąc z nich przecier pomidorowy. Następnie potargał prześcieradło na pasy przywiązał nim 4 pozostałych krasnali do stolika i wydupczył, potem żyletką pociął im twarze, a krew rozsmarował po ścianach śmiejąc się wniebogłosy. Natomiast 8mego krasnoludka i Kobiety K nie znalazł w pomieszczeniach mieszkalnych gdyż uprawiali sex francuski w piwnicy z przetworami babci Kasi. Wściekły Ziemowit uzbroił się w składziku z amunicją należącym niegdyś do gangu krasnali i z furią w oczach wybiegł do lasu…

[joawel]

wkurwiony. Biegł i biegł. Przez chaszcze i pajęczyny. I padł. Padł na polanie, takiej jak z bajek. Zielona trawa (a niby, jaka inna?), lekka mgiełka unosząca się nad nią a wokół dwustuletnie baobaby. Ocknął się, bo usłyszał ohy i ahy, po chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że to westchnienia kobiety. Po historii z kobietą przez duże K, złość w nim wezbrała. Chcąc użyć swojej broni przeciwko zdrajczyni począł się podnosić powoli i nasłuchiwać, z której części polany dochodzą go westchnienia. Po szybkim przeskanowaniu terenu, oczom jego ukazał się niesłychany widok. W samym środku łączki znajdowały się na pledzie w kolorze śliwkowym, a może jednak bardziej fuksjowym, chociaż może to był po prostu fiolet, dwie nastolatki! Ich widok wytłumaczył wszystkie dźwięki zarejestrowane uprzednio przez Ziomka. Dziewczyny zabawiały się ze sobą, nie krępując się obecnością podnieconych wiewiórek i wiewiórków siedzących na baobabach. Ziemowit w pierwszej chwili oczom nie wierzył, jak takie szczęście mogło go spotkać po tych wszystkich wydarzeniach. Nie marnując czasu zbliżył się do dwóch niewiast licząc na to, że będzie mógł się przyłączyć a przynajmniej obejrzeć sobie dokładniej. Bo lepiej dobrze obejrzeć niż słabo pomacać. Dziewczyny zorientowały się, że ktoś się zbliża i przerwały swoje igraszki. Ziemowit podszedł i zapytał:
– „Cześć dziewczyny. Mam na imię Ziemowit, jestem bohaterem z odległej części lasu (chciał zagaić gadkę, więc jak typowy samiec wymyślił biedny tekst na poczekaniu).
One na to:
– „Cześć Ziemowit chcesz się pomiziać?”
Nic nie odpowiedział, przeszedł do czynów. Dziewczyny zaczęły go całować i rozbierać popiskując słodko. Ziemowit był w 7 niebie. Jedna z nich rozpięła mu spodnie i dobrała się do bielizny. Jak tylko zsunęła mu majty jej oczom ukazał się widok, jakiego się nie spodziewała. Ani ona, ani ta druga. Dziewczyny osunęły się na fioletowy pled wpatrując się w pałę Ziemowita. Ziemowit wciąż podniecony stał jak jego pała na środku polany. Dziewczyny po chwili milczenia zapytały:
-„Co ci się stało? Czy to jakaś choroba? Jak możemy ci pomóc?”
-„ Jak możecie mi pomóc? Trzeba wyssać truciznę, to pomoże na jakiś czas.”
Dziewczyny długo nie myśląc, pozbierały swoje rzeczy i Ziemowita i zabrały cały majdan do swojej wioski. Ziemowit był przerażony (nie pierwszy raz), pomyślał, że dostanie wpierdol za dobieranie się do dziewczyn, ale był już tak zobojętniały, że nawet nie uciekał, co wyszło mu na dobre. Po 3minutach i 43 sekundach dotarli do wioski. Ale to nie była zwykła wioska. To nawet nie była wioska ze snów. To nawet nie był raj… W osadzie było kilkadziesiąt małych domków, w ich okolicy kręciły się niewiasty. Same niewiasty. Żadnych facetów. Żadnych dzieci. Żadnych emerytów. Same dziewczyny w wieku 16-36 lat, co jedna to piękniejsza. No nie wierzył w to, co widział. 2 pierwsze poznane, zaprowadziły go na sam środek wioski i przedstawiły jak się później okazało szefowej całego zamieszania. Wioska była miejscem gdzie mieszkały same kobiety, same dziewice, same piękne i nie wiedziały, do czego służy mężczyzna. Jak tylko Ziemowit poznał całą prawdę o wioseczce…

[Marks]

…postanowił to wykorzystać. Był młody, co prawda niezbyt urodliwy ale zawsze istniała szansa że trafi na bohomaza swojego pokroju. Zadomowił się w wiosce i wykorzystywał dziewice w sposób bestialski. Używał ich otworów do najróżniejszych brzydkich celów a przy tym świetnie się bawił. Dziewczęta też nie narzekały na Ziemowita. Zaznawały się z nieznanym dotąd uczuciem podniecenia i ekstazy więc nie protestowały bawiąc się zubożałym sprzętem Ziomka. Przyszedł jednak dzień w którym Ziemowit miał już dość pornograficznych zabaw. Dziewcząt w wiosce było bardzo dużo, a on sam musiał dogadzać im wszystkim. Zaprzestał więc tego typu praktyk jednak rozjuszonym kobietom nie spodobało się to. Gromadnie zaczęły na niego krzyczeć i rzucać kartoflami które z impetem lądowały na jego plecach. Gonitwa po całej wiosce trwała parę ładnych dni. W końcu jednak Ziemowit poddał się. Upadł na ziemię i pozwolił się złapać rozwścieczonej bandzie wkurwionych dziwek! Zaczęły brutalnie roztargiwać jego ubranie, a gdy poczuły krew zamieniły się w stado zwierząt. Lizały go i gryzły po całym ciele, a w jego odbyt wpychały różnej grubości badyle. Siadały na jego małym przyrodzeniu rozkoszując się i do granic wykorzystując jego męskość. Po wszystkim wrzuciły go do wielkiego kotła i gotowały na średnim ogniu przez około 15 minut aż do zmięknięcia makaronu. Teraz to Ziemowit był ich dziwką i nie mógł z tym nic zrobić. W tym momencie nad garnkiem z zupą Ziemowita pojawił się ogromny pelikan który pochwycił go za kudły i począł unosić w górę, coraz wyżej i wyżej aż…

(Kontynuacja na następnej stronie)

Przewiń do strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 13 raz(y), średnia ocen: 9,62 na 10)
Loading...

komentarzy 8 do “Piszemy opowiadanie”

  1.  luke pisze:
    28 września, 2010 o godzinie 00:27

    na podstawie tego textu psycholog mógłby wywnioskować wiele o autorach tego dzieła, a szczególnie o ich ukrytych pragnieniach seksualnych, żeby nie powiedzieć dewiacjach – różne rzeczy w życiu paliłem, ale takich wizji nie miałem ;)

  2.  Bergamo pisze:
    28 września, 2010 o godzinie 10:33

    A najlepiej najpierw zapalić i wtedy to czytać :D Żałuję, że nie brałam udziału w tym evencie ;)

    „Ale dlaczego Pudliszki, ja zawsze używam Hellmansa”
    „Skurwysyn na długich wali – pomyślał”
    :D

  3.  Kenel_Murewski pisze:
    18 października, 2010 o godzinie 01:24

    zmień czcionkę na tajmsa jak w normalnych książkach, bo się kurwa czytać tego nie da

  4.  Monomagnum pisze:
    16 stycznia, 2011 o godzinie 16:42

    Czytałem to ok. godziny, trochę mniej. Lepszego opowiadania, z takim jajem i różnorodności, zwrotem akcji i romantycznym zakończeniem nie czytałem :D

  5.  godla pisze:
    18 stycznia, 2011 o godzinie 17:22

    niezłe. więcej takich!

  6.  wujawentylek pisze:
    28 stycznia, 2011 o godzinie 18:21

    jest wiksa,z tym gownem w samochodzie jak sie zesral to zajebiste,kurwa jaka szkoda ze nie moglem pomoc,kurwa

  7.  Faquś pisze:
    2 lipca, 2011 o godzinie 09:56

    Kurwa, to było mega pojebane. Z Lukiem się zgadzam w 100 %, naprawdę dziwne dewiacje. Poza tym, końcówka kulała, bo było mało zwrotów akcji i nie było nawiązań do poprzedniej części.

  8.  Rumun pisze:
    24 czerwca, 2014 o godzinie 20:01

    o rzesz kurwa. Rumun chciał się ładnie dopisać jakimś dość kulturalnym wpisem jak na Rumuna przystało a tu stron aż 9. Łołłł… Rumun nie ma czasu dzisiaj przeczytać więc zapyta czy dalej piszemy cuś czy już ni?? :-0

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany żeby móc komentować.