Piszemy opowiadanie

[Zula]

Z tego wszystkiego przyśnił mu się straszliwy koszmar.

Śniło mu się, że wstał i pojechał do pracy, jak co dzień. Po 40. minutach jazdy rozklekotanym MKS-em wysiadł na swoim przystanku, po czym jął popierdalać 8 kilometrów do komisariatu. Gdy jednak był już 2 kilometry od celu, ujrzał wielką gorejącą łunę na zachmurzonym, porannym niebie. Gdy podszedł jeszcze bliżej, ujrzał olbrzymi snop dymu walący w niebo.
– O chuj chodzi…? – zapytał sam siebie Ziemowit, a że nie potrafił sobie odpowiedzieć, gnany niepokojem puścił się kurzgalopkiem w stronę komisariatu.
Gdy dobiegał na miejsce zdarzenia, ujrzał nic innego jak hajcujący się wesoło komisariat. Ale nie zdążył się nawet porządnie ucieszyć, bo na tle płomieni ujrzał krępą męską postać. Wytężył wzrok.
– O kurwa! Toż to nadkomisarz Karol Spaślak-Pojebski!! – zadziwił się Ziemowit, ujrzawszy swojego zjebanego szefa w stroju Nerona, krzyczącego coś w stronę płonącego komisariatu. Wytężył tym razem słuch, i usłyszał:
– Płoń, płoń, płoń komisariacie! Gdzieś zgubiłem swoje gacie!
– Ja pierdolę… – pomyślał Ziemowit, a zaraz potem ujrzał, ku swemu ciężkiemu przerażeniu, agentów CBA ubranych w chitony, niosących naręcza hamburgerów i skórzane pejcze. Zobaczył ich też najwyraźniej nadkomisarz Pojebski, bo zaklaskał w łapska i wykrzyknął:
– Zbysiu! Tomaszku! Jak cudownie, że już jesteście! – a gdy to mówił, zahaczył swym obleśnym spojrzeniem o Ziemowita. Ziemowit odwrócił się, by czym prędzej spierdolić, lecz – jak to we śnie bywa – nie mógł zrobić kroku.

[Miro]

Szarpnął prawą nogą, ale poczuł jakby była przyrośnięta do ziemi. Przełożył ciężar ciała na lewą nogę, dalej bez zmian.
– No co jest do chuja? – wymamrotał.
Czuł się dziwnie jakby nie było grawitacji. Zdesperowany aspirant zaczął się szarpać próbując ruszyć dowolną częścią swojego ciała. Niestety był bezwładny jak pień.
Po nieudolnych próbach postanowił zmienić taktykę. Zaczął balansować ciałem w prawo i w lewo niczym gumowy wibrator analny. Chwilowo miał uczucie jakby zaczął unosić się nad komisariatem. Poczuł się tak cudownie, że zaczął machać łapami śpiewać radośnie:
– „Powietrzem natchnione kości ruszają piórami w pogórzu, jak lekko na wysokości w niebieskim ślizgać się kurzu”. Jestem ptakiem kurwa fruuu, fruuu! Latam sobie tlalalala…
Chwilę późnej cały świat zawalił się pod nim i spadł na ziemię z hukiem jak ustrzelona kaczka.
Obolałego, powykręcanego na wszystkie strony Ziemowita nagle dobiegły z oddali dziwne metaliczne dźwięki. Później usłyszał coś jakby pukanie do drzwi. Na horyzoncie pojawił się zarys człowieka, który zmierzał w jego stronę. Ziemowit mrugał oczami jakby usiłował czegoś dojrzeć. Obraz stawał się coraz wyraźniejszy. Raptem usłyszał głos:
– Józek chodź, że tu kurwa i popatrz no! Ten kurwa pierdolnięty mieszczuch zaczyna się budzić.
– No to rychło kurwa w czas – odparł głos w oddali.
Pucybut błyskawicznie zorientował się, że komisariatu już nie ma. To był tylko sen. Z przerażeniem w oczach spojrzał dookoła próbując rozpoznać miejsce, w którym się znajdował.
– Nie kurwa, nie! Proszę to nie może być prawda!!! – krzyknął rozpaczony.
Wszędzie wisiały ochłapy mięsa, z których sączyła się krew. Ściany przyozdobione były obciętymi głowami świń. On sam siedział nagi na krześle z przywiązanymi do niego rękami i nogami. Tuż przed nim znajdowała się skierowana w jego stronę kamera.
Po chwili bezwładny zobaczył wychodzące z cienia dwie postacie. Starą posiwiałą sprzedawczyni a obok niej potężnego mężczyznę w białym fartuchu rzeźnika. Mężczyzna wymachując przed nosem przykutemu do krzesła policjantowi jakimś dziwnym narzędziem w kształcie piły mruknął:
– No i co teraz ty zapedalony glino? Czas się zabawić!
Znowu nadszedł czas, kiedy nasz bohater musi zmierzyć się z szarą rzeczywistością.

[ASPIRYNA]

I w tym momencie ze strachu Ziemowit z całej siły rozerwał łańcuchy którymi był przykuty do krzesała.Energicznym wzwodem wyjebał rzeźnikowi z dyni w tłusty brzuch a babce zapierdolił z łokcia w czoło… krzycząc jak tarzan w buszu.
– AaaaaaaŁUŁAaaaaaaaa!!!!
Zwinnym kocim ruchem przeskoczył nad lezącymi napastnikami ale lądując na ziemi pośliznął się na leżącym jelicie świńskim przez co wypierdolił się jak na lodowisku robiąc trzy salta w powietrzu.
Widząc to leżący napastnicy zawołali z przerażeniem, robiąc znak krzyża.
– A kysz siło nieczysta!
Nasz bohater szybkim zwinnym ruchem podniósł się, kopniakiem otworzył drzwi i wypierdolił z zajszczanej nory na zewnątrz.
Wlatując w pizdziec na dziedziniec oślepił go blask wysokiego na horyzoncie słońca przez co nic niewidzący Ziemowit zahaczył swoją długą pałą o ganek powodując efekt joja. Uderzając z całej siły ryjem w otwarte drzwi wyłamał je po czym podniósł oburącz i cisnął nimi w przechodzących obok budynków gapiów wołając z całej siły:
– Chuj z wami!
Będąc nagi bo ciuchy zapierdolił mu grubas. Pucybut rozejrzał się po okolicy i dał nura przeskoczywszy rozjebany płot po czym dodał kite pobiegł boso w kierunku lasu. Gdzie spotkał wilka.

[admin]

Bydle było wielkie i głodne. Z pyska ciekła mu piana, a obnażone kły lśniły w blasku słońca. Ziemowit zamarł w bezruchu.

Ta chwila wydawała się trwać wiecznie. Dwóch łowców, zwierze i człowiek, wilk i Ziemowit Pucybut stało naprzeciwko siebie mierząc się stalowymi spojrzeniami. Wilk szykował się do skoku, wyraźnie mierząc w tłustą, soczystą pałę Ziemowita. Policjant pobladł ze strachu i odruchowo chwycił się za przyrodzenie.

W tym momencie rozległ się gwizd, a po chwili do uszu Ziemowita dobiegł kobiecy głos:

– Azor, do nogi!

[Zula]

Ziemowit nie wiedział – bo i skąd miał wiedzieć, skoro na rasach psów się nie znał – że Azor to nie był żaden wilk, tylko piękny biało-czarny Alaskan Malamute, z jednym okiem zielonym, a drugim niebieskim.
– Azoor! Coś ty tam wywąchał? – kobiecy głos niebezpiecznie się zbliżał, więc Ziemowit niewiele myśląc wskoczył w pobliskie bajorko, które niestety okazało się głębsze, niż wyglądało, że jest.
– Ratunkuuu!! – zakrzyczał Ziemowit (który nie potrafił pływać), machając rozpaczliwie rękami.
– Chlup! – Azor, widząc tonącego Ziemowita, skoczył mu na ratunek, niestety lądując okolicami ogona na twarzy naszego bohatera.
– Kurwa!! – ryknął Zimowit, zapomniawszy na chwilę o tym, że tonie.
– AZOR!!! – zakrzyczała pani, wbiegając w tym momencie na polankę.
Ziemowit cały zesztywniał z wrażenia. Pani Azora była piękna i przerażająco znajoma. Ziemowit był tak zaskoczony, że gdyby w tym momencie miał na sobie majtki, na pewno spadłyby mu z wrażenia.

[admin]

Zza krzaków wyłoniła się twarz nowo przyjętej policjantki w ich komisariacie. Aldona Pała-Bijska, córka samego komendanta naczelnego Hieronima Pały, nieporadna święta krowa, trafiła do ich placówki kilka miesięcy temu. I od razu zaczęła wszystkich wkurwiać.

(Kontynuacja na następnej stronie)

Przewiń do strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 13 raz(y), średnia ocen: 9,62 na 10)
Loading...

komentarzy 8 do “Piszemy opowiadanie”

  1.  luke pisze:
    28 września, 2010 o godzinie 00:27

    na podstawie tego textu psycholog mógłby wywnioskować wiele o autorach tego dzieła, a szczególnie o ich ukrytych pragnieniach seksualnych, żeby nie powiedzieć dewiacjach – różne rzeczy w życiu paliłem, ale takich wizji nie miałem ;)

  2.  Bergamo pisze:
    28 września, 2010 o godzinie 10:33

    A najlepiej najpierw zapalić i wtedy to czytać :D Żałuję, że nie brałam udziału w tym evencie ;)

    „Ale dlaczego Pudliszki, ja zawsze używam Hellmansa”
    „Skurwysyn na długich wali – pomyślał”
    :D

  3.  Kenel_Murewski pisze:
    18 października, 2010 o godzinie 01:24

    zmień czcionkę na tajmsa jak w normalnych książkach, bo się kurwa czytać tego nie da

  4.  Monomagnum pisze:
    16 stycznia, 2011 o godzinie 16:42

    Czytałem to ok. godziny, trochę mniej. Lepszego opowiadania, z takim jajem i różnorodności, zwrotem akcji i romantycznym zakończeniem nie czytałem :D

  5.  godla pisze:
    18 stycznia, 2011 o godzinie 17:22

    niezłe. więcej takich!

  6.  wujawentylek pisze:
    28 stycznia, 2011 o godzinie 18:21

    jest wiksa,z tym gownem w samochodzie jak sie zesral to zajebiste,kurwa jaka szkoda ze nie moglem pomoc,kurwa

  7.  Faquś pisze:
    2 lipca, 2011 o godzinie 09:56

    Kurwa, to było mega pojebane. Z Lukiem się zgadzam w 100 %, naprawdę dziwne dewiacje. Poza tym, końcówka kulała, bo było mało zwrotów akcji i nie było nawiązań do poprzedniej części.

  8.  Rumun pisze:
    24 czerwca, 2014 o godzinie 20:01

    o rzesz kurwa. Rumun chciał się ładnie dopisać jakimś dość kulturalnym wpisem jak na Rumuna przystało a tu stron aż 9. Łołłł… Rumun nie ma czasu dzisiaj przeczytać więc zapyta czy dalej piszemy cuś czy już ni?? :-0

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany żeby móc komentować.