Kobieta, żul, Danzel.
13 maja, 2012, Autor: wkurwiolkaWkurw świeży jak pomidory. Sytuacje tu zamieszczone będą miały związek z niczym innym, jak z moim autobusowstrętem, o którym wielu z Was już wie. Nie mogę, wierzcie mi, że nie mogę zdzierżyć tego, co w nich się dzieje…
Może od początku… Dzień jak co dzień, ruszam na przystanek. Ze mną wiele innych osób w oczekiwaniu na spóźnionego już wytrzęsiwiacza. Drepczę w miejscu, szukam kawałeczka ziemi, gdzie moje stopy jeszcze nie były, a gdzie mogłyby znaleźć jakieś równe podłoże i po nim lekko postąpać. Wiatr usilnie rozwiewa włosy, robiąc chaos i prawdziwą burzę na mojej głowie. Nieistotne. Stoimy i czekamy, aż nadjedzie wreszcie wyczekiwany Posejdon. Wtem jest, jego obecność zaskoczyła więc wszystkich! W tejże magicznej chwili, jest solidny rzut na taśmę. Kto pierwszy, ten lepszy! Starsze panie gubią swoje szuflady, aby nikt nie zajął im miejsca w pierwszych rządkach autobusu. (Zresztą… czyż one nie są właśnie przeznaczone dla tych babć?) W każdym razie, boją się, że ktoś mógłby je ubiec, ale podobno nie ma szybszych zwierząt od pum… Staruszki już przodują, więc ok. – myślę – jeden etap mam już za sobą, teraz tylko czekała mnie cała reszta…
Przede mną kobieta, wyglądała na ponad 35 lat. Z wyglądu niekoniecznie zadbana, ale dobra, nikogo nie krytykowałabym, gdyby nie ten jeden, obrzydiwy defekt. (Kurwa, aż nie wiem, czy później zasnę…) Więc oreczka stoi, nie grzeszy figurą, przeciwnie… Ubrana w obcisłe biodrówki, nie wie, że wylewają się spod nich spore wałeczki (niesmacznego i niejadalnego) boczku. To było ohydne, możecie mi wierzyć. “Seksowne jeansy”, zjeżdżają z siedziska tej pani i ukazują stojącej za nią – reszcie (Oczywiście, kto był pierwszą osobą, która za nią stała?!) – połowę wielkiego dupska! Mało rzeczy w życiu mnie tak obrzydziło, jak to. W internecie roi się od takich obrazków, ale moje oczy dzisiaj to zobaczyły z baaaardzo bliskiej odległości i do teraz nie mogą dojść do siebie. Nie dało się tego nie widzieć, ani też nie dało się na to nie patrzeć… Byłam gotowa zrobić zdjęcie, paskudne zdjęcie, którym chyba straszyłabym ludzi na ulicy, ale za mną stał syn owej kobiety, dla którego ten widok był chyba chlebem powszednim. Czekałam aż jej pokryta wielkimi krostami część ciała, rozsiądzie się w fotelu i najzwyczajniej w świecie, zejdzie mi z oczu! Nie wiedziałam już sama czy ta kobieta nie posiada w domu lustra, czy może brak jej życzliwych ludzi wokół siebie? Bo jak wytłumaczyć fakt, że nastoletni syn nie powie swojej matce o wylewającej się u niej przestrzeni, pomiędzy zbyt krótką bluzką, a maksymalnie na siłę, wciśniętymi spodniami? Nie pojmę. Mi osobiście byłoby wstyd, gdyby bliska mi osoba świeciła dupą przed całą resztą świata! Dla niedowiarków, powtarzam raz jeszcze, wystawała jej aż połowa tej wielkiej części ciała i nie ma to na celu krytykowania wagi ów kobiety, ale okropieństwa, jakie zaprezentowała reszcie, a także braku elegancji i mówiąc najprościej… dopasowania stroju do aktualnego wyglądu!
Wreszcie wsiadła, wsiadłam i ja, wsiadł i jej syn. Chwila moment i autobus ruszył z kopyta. Zapachy ludzi siedzących z przodu, niesamowicie zaczęły spajać się wraz z wonią tych siedzących z tyłu, dając tym samym – efekt duchoty. Zemdliło mnie całkowicie. Od kogoś czuć całą perfumerię, dosłownie jak na niedzielny poranek przystało… Ktoś inny natomiast wydziela swoim ciałem typowo wiejski klimat, zabijając przy tym zapach wcześniejszej drogerii. Człowiek kadzi całej reszcie obornikiem i ma się z tym dobrze. Mężczyzna w średnim wieku, z pozoru elegant, jest zaś uosobieniem tygodniowego, skwaśniałego potu. W końcu dezodorant jest dziś tylko i wyłącznie dla bogaczy… Nikt już kurwa nie zna umiaru…
Jest i Danzel! Choć jest zimno, ludzie w kurtkach, on wsiada sobie dumnie do autobusu, prezentując wszystkim – tanią, żółtą koszulkę z połyskującym nadrukiem. Wygląda czadersko, szkoda tylko, że znalazł się w XXI wieku, ale mu to nie przeszkadza… Serio, chciałam podejść już po autograf. Prawdziwa gwiazda kina akcji, aczkolwiek widzę go pierwszy raz. Po krótce, gościu zsolaryzowany na heban, w okularkach właśnie typu “Danzel”, włosy na żel tak, że padający deszczyk zrobił sobie w nich sporą rynnę i dalej drążył w nich korytarzyki, spodnie koniecznie dopasowane do reszty zajebistego stroju, a buty…? Nie jestem pewna, ale chyba Jackson miał takie… Więc nic – tylko złożyć gościowi ukłon i szykować miejsce! Znalazł takowe dwa rządki przede mną, wyprężył się solidnie i cisnął siedzisko na wygodny fotelik. Co jakiś czas – oczywiście podskok (w końcu Danzel “pump it up!”), aby to sprawdzić, czy jest rzeczywiście aby tak zajebisty, jak mu się to wydaje, chcąc tym samym zobaczyć czy cały siedzący za nim ogół, widzi jego niesamowitą osobę. Odwraca się, wychyla, chrząka, kaszle – chce zaistnieć. – Kurwa, idź na casting, bo tutaj będziesz jedynie szatniarzem. Doprawdy, zmarnujesz swój talent, bracie… – myślę.
Tak. Jest i żul, który zawsze musi być w tymże ośrodku komunikacji. Jak wygląda? Już wiadomo, wyposażony w browarek, uzupełnia resztę zapachów. Zaśmierdziało winiaczem, gdy dopiero co podjeżdżaliśmy na przystanek. Możecie sobie jedynie wyobrazić co było, gdy wsiadł…
Wybrał sobie sektor siódmy, gdzieś tam, kawałek za mną. Czuć było, że nie wysiada. W którymś momencie zdecydował się jednak opuścić pojazd, czołgając się do przodu. Szkoda, że nie wysiadł z tyłu, miałby bliżej. Pan ledwo zrozumiale podziękował za usługę, po czym zrobił fikołka na schodkach i wylądował na trawniku. Drzwi nie zdążyły się zamknąć, kiedy to hamujący autobus sprawił, że czyjś browar z tyłu, poturlał się do przodu pod nogami wszystkich siedzących – i trafił w moją stopę, ukurwiając mi przy tym całego lewego buta! Który to już wkurw z mojej strony? Przynajmniej setny dziś. Zapach “Warki” mam do teraz w nozdrzach, a plama na świeżo kupionych butach, stanowiła epicentrum wkurwu. Trzewika zalało całkowicie, a ja znów zostałam wkurwiona niesamowicie. Idąc w deszczu 5 kilometrów właściwie nie przemoczyłam sobie butów, jak teraz, w tej jednej, pierdolonej chwili…
W tym czasie, Danzel odbiera telefon. Ale spokojnie… to nie było przecież takie proste, żeby wcisnąć zieloną słuchawkę i odebrać! Gościu podskoczył, wyprężył klatkę, zarzucił okularkami na czoło, zmarszczył je, obejrzał się na lewo, na prawo, wyszczerzył żółtawe zęby, (mógł się jeszcze każdemu tylko przedstawić i podać rękę…) po czym przyłożył telefon do ucha. – “No czeeeeeść!” Ale wiochą – (pomijając tu jego kurwa ubiór) zaleciało dopiero od drugiego zdania:
- ” Co ty kurwa dopiero się odzywasz? Przyszłem ostatnio do ciebie, ale mi powiedzieli, że ty cały czas na fuchach robisz i kurwa znowu czasu dla mnie nie masz. ”
Rozmówca coś odpowiedział.
- “No ale kurwa… ile można? Od listopada się opierdalasz! Masz dzisiaj czas? No bo ja będę za godzinę u ciebie, to jak – znajdziesz czas?”
I kontynuacja…
- “Ale co? No bo jak ty masz mnie… to ja chyba ciebie jeszcze bardziej wtedy, nie? Ja w piątek wyjeżdżam już, ale kurwa, teraz to ja widzę, że ty masz mnie całkiem w dupie… Co, wolisz fuchy niż ze mną się zobaczyć? Znajdziesz czas? Do której pracujesz?”
Rozmówca spławia Danzelka.
- “No kurwa taki ojciec, teraz widzę, że cały czas masz mnie w dupie. Ja jak jestem w robocie to wiem, do której pracuję, a ty co?”
I na koniec:
- “Dobra kurwa, to wtedy później ja zadzwonię, ale kurwa chyba się zobaczymy tym razem, co?”
Chuja się zobaczycieeeeeeeee! – odpowiadam w myślach! Już nie mogę tego znieść i zdzierżyć zarazem! Rozmowa, a później jak sądzę – monolog z jego strony – przekrzykiwał moje słuchawki do tego stopnia, że wyłączyłam je całkowicie! Wychodziło więc na to, że własny ojciec się go kurwa wyrzekł, co mnie wcale, a wcale nie zdziwiło… Miał go konkretnie w dupie, ale ten poziomem swojej rozmowy z nim, także nie grzeszył.
Reasumując: wstyd, poniżenie i dno w autokarowym towarzystwie.
Wyruchali mnie kurwiesyny
10 maja, 2012, Autor: KistosTak więc kiedyś pisałem że jestem w liceum. Profil straż graniczna, pisałem też że mi się to od początku nie podobało. Ale chuj tam, zostałem, ocenowo może nawet zdam mimo że nie mam książek a w zeszytach nie chce mi się nic pisać. Mój wkurw dotyczył będzie właśnie obozu na koniec roku.
Tak więc kurwa jest on obowiązkowy, jeśli nie pojedziesz to wypad z szkoły lub ewentualnie siedzisz rok dłużej bo cię usadzą. Mówiłem o tym moim rodzicom, chuj tam. I teraz zbliża się niedługo termin wpłacania na obóz….. 700 zł obóz, 300 zł moro, 180 zł buty + koszty dojazdu ( bo samemu trzeba dojechać ) + zaopatrzenie itp No bo tam niby są 3 posiłki dziennie ale jak kumpel mi opowiadał to jest istna tragedia. I tego nawet konający pies by nie ruszył. 9 dni to kurwa trwa….
A w jaki sposób mnie wyruchali ? No w taki że to miało być 600-700 zł i to za wszystko, żarcie, dojazd i wgl. Jebane kurwoszmatodziwki… Ja nie mam skąd wziąć tych 600 zł a co dopiero 1500 ( bo pewnie tyle wyjdzie ). Jestem więc lekko podirytowany, wkurwiony i zniesmaczony całą tą sytuacją. Zbluzgam kurwa każdego nauczyciela, dyrektora i kurwa chuj wie kogo jeszcze jeśli spróbuje mnie kurwa pouczać na ten temat.
Kurwa…
Mało tego całe poprzednie wakacje kurwa wstawałem o 3 rano, zapierdalałem 20 km rowerem do roboty i jebałem w pełnym słońcu 9 godzin za 6zł/h żeby kupić mundur do tej szkoły. Pierdolone chuje… teraz to jebię, jeśli mnie wyruchają sprzedam mundur i będę chlał całe wakacje. A potem pójdę do innej szkoły bo od tej to mi się srać już chce
Osiedlowa koksownia…
8 maja, 2012, Autor: anonymousWitam :D ee…tzn.. Kurwa, ja jebe. Jestem wkurwiony bal,bla itp.
Na siłownię uczęszczam od ponad 3 lat. Od roku trenuję w pewnym fitness klubie (niestety w moim pobliżu brak hardcorowej siłowni :( ).
Witam miłą recepcjonistkę, jak zwykle mówię że zgubiłem karnet a pani znudzonym wzrokiem podaje mi kluczyk do szafki ze szatni. I już WKURW. Jak zawsze, no kurwa notorycznie na tych 5 jebanych metrach kwadratowych musiałem dostać szafkę na samym dole i to zaraz obok innych, wyśmienicie pachnących potem panów po 40stce… No ale chuj ,myślę sobie. Zmieniam gacie i wio na salę. Rzucam głośne “siema!” i się rozgrzewam. Po chwili wchodzi grupka 3 studencików i kurwa muszą, no po prostu muszą przecisnąć się przez każdy zakamarek siłowni, szturchnąć każdą ćwiczącą osobę i podać jej łapę na dzień dobry. PANOWIE! Jak powiecie “cześć” , nie pogniewamy się! Wręcz przeciwnie! Ucieszymy się że nie dekoncentrujesz nasz podczas ćwiczeń!
Kolejna zabawna sprawa to woda. Woda to życie. Kiedy po ciężkiej serii padasz na pysk myślisz tylko o tlenie i wodzie!
No więc gorączkowo szukasz swej butelki. Szukasz kropli beskidu ale nagle zauważasz że jest owych kropelek lekko ponad 20 w promieniu 8 metrów! Haha, ja jestem już kolekcjonerem DNA. Nie było flaszki ,z której bym nie pociągnął :D No ale lecimy przystanek dalej. Każdy wie że jak na siłkę wchodzi jakaś dobrze obdarzona przez naturę panna to automatycznie dostajesz +10 do siły. Obserwuję gościa. Koszulka “Go hard or go home” wiernie odwzorowuje jego wygląd zewnętrzny. Typowy osiłek, który myli tłuszcz z masą mięśniową. Założył już swoje 120kg na sztangę i szuka drugiego po sobie, największego koksa, co by go asekurował przy wyciskaniu. Dobra. Wszystko gotowe. Sztanga objebana ciężarem, lalunia się patrzy, partner jest. Jeszcze tylko groźna mina i niczym nieusprawiedliwiony krzyk podczas wyciskania JEBUTNYCH 120kg, no ja pierdolę. Na siłowni ćwiczysz mięśnie i wolę! Nie swoje ego! Ostatnia sprawa ( w sumie to nie ostatnia ale nie chce mi się dalej pisać) to przemiłe starsze panie, ciężko zapierdalające na sprzęcie. Umówiłem się z taką jedną (fajny MILF, chyba ze 140 lat miała) że będziemy na zmianę ćwiczyć na owej maszynie (dwugłowe uda). Pani sobie siada i jedzie. 10,11,12…100,101,102…300,301. Już zasnąłem. To nie jest ośrodek rehabilitacyjny. Proszę Pani! Campi mi Pani na maszynie i przy tym narzekając że obok panowie w rozmowach klną! Żeby nie było, bardzo popieram starsze osoby na siłowni ale powinny się one skonsultować z trenerem! Robienie czegoś na własną rękę może być również niebezpieczne. Heh. Pokurwowałbym jeszcze o zimnej wodzie pod prysznicem ale owy ruch palców podczas pisania baardzo źle wpływa na moją regenerację! “Czy chodzenie z buta do szkoły wpływa na katabolizm?” – pytanie kumpla, jebłem. Dzięki za przeczytanie, nie bijcie mnie mocno!
Społeczeństwo konsumpcyjne.
8 maja, 2012, Autor: wkurwiolkaWiem, pewnie macie mnie już dosyć, znowu dopierdolę wkurwem, ale pewne rzeczy mnie po prostu już przerastają. Kiedyś znów gdzieś zniknę na czas jakiś, a potem zrobię wielki powrót. Będą fanfary, będą bajery… Postaram się napisać to w jak najbardziej szykowny sposób, żeby nic nie raziło Was w oczy bardziej, niż widziany w telewizji rząd. Więc do hymnu…
Jestem sobie dzisiaj na zakupkach, w jednym z wielu pospolitych polskich marketów (Nie, nie Biedronka, chociaż Biedronki to są całkiem fajne zwierzęta). Nie mam nic do Biedronek, ale byłam akurat w Polo. Wchodzę, wypisane twarze ekspedientek, mówią same za siebie. Płacz i politowanie. Nie ma to jak zachęcić klienta do kupna czegokolwiek – swoim wyrazem twarzy. Nie zwracając już więcej uwagi na ich nadkwaśność, ruszam przed siebie, przemierzając kolejne półki w poszukiwaniu jakieś dobrej konsumpcji. Szukam jakichś łakoci, dobroci, wszystkiego, na co mogłabym nabrać ochoty po przyjściu do domu. Zapakowałam koszyczek i nie ukrywając uśmiechu, czuję, jak wyróżniam się na tle otaczającej mnie społeczności. Reszta kwasoty stanowiła więc już tylko tło na planie powyginanych od białek, węglowodanów i tłuszczy – półek. Podbijam do jednej (prawdopodobnie JEDYNEJ, czynnej…) kasy i czekam na rozkoszną obsługę. Jakiś panicz stoi przede mną i zastanawia się, czy wybrać karmelki w czekoladzie, czy może wafelki w polewie brzoskwiniowej, żeby czasem jego ciężarna żona nie odesłała go z kwitkiem z powrotem po przyjściu do domu. Wybór co prawda miał prawdziwie trudny, kiedy nie w czas i nie w porę, ekspedientka na domiar złego – poleca jeszcze orzeszki w bananowym musie… Hm, sama nie wiem, co bym wybrała, dlatego czekam, aż wspaniałomyślny się zdecyduje. Wybór padł jednak na jeszcze co innego. Stanęło na wafelkach w czekoladzie, obustronnie przekładanych masą kakaową. “Mmm… rarytas” – pomyślało 10 stojących za mną osób. Och, ależ on ją podrywał! Panicz przede mną wciąż się szczerzy, by choć wskrzesić kąciki ust w zapadniętej twarzy ekspedientki. Cwaniak, nie widzi, że za nim czekam ja, że za mną czeka ona, a za nią, jeszcze jedna, a prawdopodobnie za nią, jeszcze z 8 osób. Polska rzeczywistość, polska – czynna kasa. Czekam. Narazie jest paniczem, po chwili już wkurwiającym mnie tępym chujem, gdyż zajebiście się spieszę, a ten pedał zabiera mi każdą kolejną minutę. Moje lody w koszyku prawdopodobnie już pływają, mleko zkwaśniało, a cała reszta straciła swój smak, który jeszcze miała chwilę temu… Ale co tam… niech weźmie jeszcze te cukierki z galaretką, niech teściowej staną kurwa później w gardle. Wziął. Czekam, czeka ona, czeka on, czekamy kurwa, aż ten zgred wyniesie wreszcie swoją jebaną dupę z tego budynku, bo ciśnienie skakało wraz z kolejną osobą, podchodzącą do kolejki! Tfu… odchodzi… Jupi! Jest! Zajebiście! Wygrałam w lotka? Gościu zabrał swój mini-magazynek słodyczy i zdaje się wychodzić. Wtem patrzę i mówię w duchu… wołam już… krzyczę: “Boże, nieeeeeeeeeeee, tylko nie toooo! Proszę kurwaaaa… ” – cicha litania do Boga nie została wysłuchana. Może ze względu na przekleństwo?Człowieczek cofa się, bo stwierdza, że zaopatrzy się w jeszcze jedną reklamóweczkę ciastek. Wpierdala mi się w kolejkę, choć zdawało się, że ją opuścił sekundę temu. Prosi wykrzywioną, żeby naładowała mu pół kilo, wskazując nad moją głową te tanie i stare wafle. Piękna wyciąga woreczek i z gracją, sztuka po sztuce, nakurwia jego zawartość.
- Tyle starczy? – pyta nie zamykającą się mordę natręta.
- Jeszcze troszkę… – szczerzy się natręt.
(Wrzuca jeszcze z 5 ciastek)
- To jak? Tyle?
- A jest pół kilo? – pyta natrętny, popierdolony cwel.
- Zaraz sprawdzimy – odpowiada sztucznie sympatyczna, ale też już lekko wkurwiona jego obecnością, ekspedientka. – Jest…
- Dobrze, dziękuję, przepraszam, że się pani wtrąciłem. – odwraca się do mnie z lizusowym tekstem.
I tutaj, nowy osobnik w rozmowie (JA ! )
- Tak się składa, że się spieszę i chyba nie tylko ja, jak widać! (Przeczytaj to jako: Ty popierdolony, tępy, niezdecydowany chuju, jak kurwa nie wiesz co masz kupić, to rób kurwa zakupy przez internet i nie utrudniaj ludziom życiaaa!!!) Opanowałam nierównomierne ciśnienie, ogólne wkurwienie i cze-ka-łam aż pedał wyjdzie i moje oczy więcej go nie ujrzą. Poszedł. Zrobiłam swoje, zapakowałam się jeszcze nie do końca i przesunęłam się jednocześnie trochę z torbą, żeby to zrobić miejsce osobnikowi C, który stał za mną. Pakuję na szybkiego resztę produktów, a osobnik C (za mną) już się pyta ekspedientki, o wafle z góry, które przed chwilą kupował niezdecydowany pedał przed nami. Narobił jej chyba kurwa apetytu swoim wywodem. A jak wiadomo, historia lubi się powtarzać, najprawdopodobniej ludność za tą kobietą, przechodziła ponownie to samo. Ma szczęście kurwa jedynie, że nie stała przede mną….
Pakowanie walizek …
7 maja, 2012, Autor: creepNo zaraz mnie jasny szlag trafi! Może nie jasny ale trafi! Jak ja się kurwa nie lubię pakować!!!!!!!!!!! O losie! Przecież biorę “tylko najpotrzebniejsze rzeczy ” a rezultat jest taki, że nie mogę dopiąć suwaka … No i jak mam się nie wkurwić. Skaczę po tej szmacie i myślę, że może mi to pomoże ale ni chuja walizka jest oporna i dalej szmata nie da się dosunąć! Pomijam fakt, że już dawno powinnam spać no ale nieee bo jak się wszystko zostawia na ostatnią chwilę i później trzeba milion rzeczy zrobić w jeden dzień/ noc to takie są rezultaty! Jak zaraz się wkurwię i trzepnę tym wszystkim przez okno, następnie się popłaczę to taki będzie finał …
Już sobie wyobrażam jutrzejszy godny politowania widok : idę sobie obwieszona tobołami z wymalowanym na twarzy syndromem nieprzespanej nocy … No bo przecież już jestem wkurwiona i do tego nie spakowana to jak ja mam się wyspać? a jak jestem wkurwiona to później zasnąć nie mogę! jeszcze na domiar złego to mi się słuchawki spiepżyły i będę zmuszona słuchać jutro gderania babek w autobusie. No właśnie AUTOBUS jak ja kurwa nie lubię jeździć autobusem! Rozwija prędkość do 40 km/h – a osobę taką niecierpliwą jak ja bardzo to irytuje. I już czuje, że jutro będę miała zjebany cały dzień… Kiedy ja kurna nazbieram na własne autko ?! Przy moim dochodzie to ja sobie kurwa moge kupić chyba na szrocie jakieś padło które nawet na chodzie nie będzie. No ale przecież mogę sobie postawić na podwórku i siedzieć w nim i udawać że jadę czyż nie ?? No ja pierdole!
W ogóle to ostatnio pierdziele od rzeczy… Wszystko mnie wkurwia, normalnie nie ma rzeczy która by mnie nie drażniła. Chyba mam jakieś wypalenie emocjonalne… Wybaczcie .
Moja wersja.
7 maja, 2012, Autor: wkurwiolkaKoko, koko, Euro spoooko,
Polskę każdy ma głęboooko…
Czy to Niemcy, czy to Rooosja,
polskiej piosnce nic nie sprooosta!
Nieeebywały żart, kabaaaret!
znów jest więcej wad, niż zaaalet…
Znów się śmieją z nas publiiicznie,
Wcale nie jest fantastyyycznie!
Przez żałość już każdy śpieeewa!
Wznieśmy hen ręce do nieeeba!
Patrzmy, jak się szczerzą chyyytrze!
Będzie gooorzej, jest tragiiiicznie…
Kiwają na nas palcaaami…
biedny lud, zdespeeerowaaany…
Wymyślono wiejski kliiimat,
więc pół świata się wypiiina…
Są i krzyczą… wiwatuuują!
Czuć ich oddech, na nas pluuują…
Jest pół świata roześmiaaana,
bo śpiewa wiejska Panaaama…
Koko koko, Euro spoooko!
Naszą Polskę, zwą już wiooochą!
Niech poleci biało – czerwony kooogut,
Czas rozpocząć serię gooodów!


(oceniano 8 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
