Opowiadanie vol. 3

Zapadła cisza, którą po chwili nieśmiało przerwała Jadwiga

– Panie Laureat, a jak pan masz na imię?

– Lucjasz – westchnął spuściwszy wzrok Laureat

W izbie rozległy się rzęsiste brawa…

Po chwili wrzawa ustała. Laureat Lucjasz wrócił na swoje miejsce przy stole.

– Cóż … Piękna, ciepła i wzruszająca historia – powiedział Gabe – , ale zgodnie z obietnicą czas na moja opowieść, choć nie wiem czy zdołam przyćmić mojego przedmówcę…

Gabe wstał, podszedł do okna, spojrzał w ciemność i spokojnym głosem zaczął referować swoje losy.

– Nazywam się Gabe Gambler. W przeszłości byłem wytrawnym graczem i hazardzistą zarazem. nie interesowała mnie jednakże ruletka czy black jack. Ja brałem udział w grze zwanej życiem, w której inni gracze – zwykli ludzie uczestniczyli bezwiednie. To ja obstawiałem, kalkulowałem, manipulowałem i choć szczerze nienawidziłem ludzi, żyć bez nich nie mogłem, gdyż najważniejsza dla mnie była interakcja z nimi, przyczyna i skutek, akcja i reakcja…

Kreowałem syntetyczne środowisko, w którym gracze czuli się bezpiecznie, wręcz komfortowo i zanęceni złudną wizją wygranej wpadali wprost w pajęczynę moich intryg.

Mogę powiedzieć, że byłem urodzonym psychologiem, wiedziałem, że jeżeli na planszy egzystencji dam przeciwnikowi pozorną szansę szybkiej wygranej, ten ulegnie pokusie i osłabiając linię swojej obrony wpadnie prędzej czy później w śmiertelna pułapkę.

Nie. Nie byłem mściwy. Określiłbym siebie jako sadystę, cierpienie innych dawało mi radość i satysfakcję. Gwoli ścisłości dodam, ze zastawiałem swoje sidła tylko na tych, którzy kiedykolwiek skrzywdzili mnie. Nie chciałbym tu szczegółowo opisywać moich metod, bo nie jest to w tej chwili najistotniejsze, mogę jednakże nadmienić, że wszystkich, którzy mnie oszukali choćby o jeden cent doprowadziłem do finansowej ruiny i skrajnego bankructwa, a ci którzy w przeszłości naruszyli moją nietykalność cielesną skończyli jako inwalidzi, a ci od których doznałem uszczerbku na zdrowiu psychicznym gryzą już piach, gdyż w praktyce wyleczenie ran mentalnych jest prawie niemożliwe a szpetne blizny pozostają w psychice człowieka do końca jego dni.

– To straszne co pan opowiada panie Gambler – powiedziała przejętym głosem ciotka Jadwiga – ale może jednak uchyli pan rąbka tajemnicy i zaspokoi naszą ciekawość i ujawni chociaż kilka ze stosowanych przez pana metod…

– ale nie wiem czy to wypada – wzbraniał się Gabe

– Z tego co rozumiem to opowiada pan o przeszłości i mniemam, że ten okres życia jest już za panem i być może wydarzyło się coś co zmieniło pańskie nastawienie do ludzi i świata, więc wal pan śmiało i nie trzymaj nas w niepewności, a być może i moglibyśmy zastosować pańskie rozwiązania, gdyż nie czarujmy się, w każdym z nas gdzieś głęboko, na prawdę głęboko tkwi chęć zemsty za doznane krzywdy – zachęcała jak tylko umiała Jadwiga.

– Po pierwsze – powiedział Gabe – ma pani absolutna rację, w moim życiu faktycznie nastąpiła istotna przemiana, ale do tego jeszcze dojdziemy, a po drugie, jeżeli ktoś szczerze pragnie zadośćuczynienia za poniesione krzywdy w celu znalezienia odpowiedniej kary, powinien kierować się swoją wyobraźnią, gdyż wyobraźnia ludzka jak wszyscy wiemy nie zna granic i co najważniejsze nie ma sumienia a więc nie podlega ocenie moralnej. A później to już z górki, wyimaginowane pomysły należy wdrożyć w życie. I to tyle byłoby tytułem wstępu a teraz przejdę do szczegółowych danych technicznych.

Gabe popił kompotu z suszonych śliwek odchrząknął i kontynuował w te słowa:

– Chciwość ludzka – oto jest klucz do sukcesu. Wystarczy kogokolwiek omamić wizją szybkiego i łatwego wzbogacenia się a osoba ta postrada wszelkie zmysły i ufnie jak naiwne dziecko powierzy nam wszystkie swoje pieniądze, których nie muszę chyba dodawać, nigdy już nie odzyska. Druga rzecz to ludzkie pasje i słabości. Jednemu człowiekowi, który namiętnie czytał książki, i którego chora i wygórowana ambicja oraz strach że byłem od niego lepszy, pchnęły do iście paskudnych czynów w postaci rozsiewania na mój temat krzywdzących plotek i oszczerstw, co znowu spowodowało, że wywalono mnie z pracy a on awansował na moje miejsce, wysłałem w podziękowaniu dwa opasłe tomy bardzo zajmującej literatury, literatury tak ciekawej, że ”biedak” czytał dniami i nocami, a kwas, którym nasączyłem uprzednio kartki, parował i niszczył mu oczy , co w końcu wywołało zamierzony przeze mnie efekt w postaci całkowitej utraty wzroku u wcześniej wymienionego. Lista osób, którym postanowiłem dać nauczkę była bardzo długa a jedną z ostatnich w kolejce po sprawiedliwość była doskonale zapamiętana przeze mnie z młodości moja nauczycielka języka obcego, dewotka i stara zgorzkniała panna w jednym, która znęcała się nade mną za czasów szkolnych w sposób wyrafinowany i okrutny. Nie mogąc zapomnieć piekła męczarni, które mi zgotowała, przygotowałem dla niej coś specjalnego. Wysłałem jej fikcyjne zaproszenie na zjazd filologów angielskich, gdzie miała otrzymać nominację na głównego kuratora do spraw młodzieży w regionie, a które de facto miało zakończyć się dla niej masowym i brutalnym gwałtem dokonanym za pośrednictwem bandy zdegenerowanych troglodytów sowicie przeze mnie w tym celu opłaconych. Miałem pewne obiekcje czy będzie to dla niej odpowiednia kara, bo logicznie rzecz biorąc takie wydarzenie dla starej panny mogło być niejako formą nagrody, moje zwątpienie rozwiewał jednakże wysoki stopień brutalności czynu, który przeważył za wybraniem tejże metody. Niestety w tym wypadku system zakpił ze mnie tragicznie. Wszystko dopięte już było na ostatni guzik, gdy dowiedziałem się, że ta stara cholera umarła niespodziewanie na raka mózgu!

Niepowodzenie, tak pieczołowicie przygotowanej akcji, wywarło na mnie tak traumatyczny wpływ, że postanowiłem, zaprzestać mojej krucjaty i znaleźć sobie jakieś spokojne zajęcie, dzięki któremu mógłbym spokojnie doczekać końca swoich dni.

Jak postanowiłem tak zrobiłem i podjąłem słabo płatną, ale jak mi się wydawało bezpieczną pracę w Biurze Pomocy Wzajemnej.

Pewnego dnia czarny telefon zadzwonił i oddelegowano mnie do kolejnego zadania – przeprowadzki. Wsiadłem do ciężarówki i udałem się pod wskazany adres. Średniej wielkości dom zbudowany z ciemnej czerwonej cegły obrośnięty dzikim winem sprawiał ponure wrażenie oczodoły okien ziały chłodem ciemnego wnętrza. Zapukałem do drzwi. otworzyła mi młoda smutna kobieta.

– Ja do przeprowadzki – powiedziałem

Wpuściła mnie do środka nie wypowiedziawszy ani słowa. Wewnątrz panował półmrok, na ścianach czaiły się cienie pajęczyn. Do kobiety podbiegła mała dziewczynka, która spoglądała na mnie nieufnie. Milcząca kobieta wskazała na stos spakowanych kartonów stojących na środku pokoju. Bez zbędnych pytań zabrałem się do roboty. Pudeł było około pięćdziesięciu i były przerażająco ciężkie i przetransportowanie ich do ciężarówki zabrało mi około trzech godzin. Kobieta z dzieckiem wsiadła do swojego samochodu i przez uchylone okno podała mi karteczkę z adresem, pod który powinienem dostarczyć jej dobytek, po czym odjechała. Co ciekawe zapomniała zamknąć drzwi do domu, być może już nie przejmowała się jego losem, bo przecież się z niego wyprowadziła. Wróciłem do środka by sprawdzić czy czegoś nie przeoczyłem. W jednym z pokojów, w kominku leżała nadpalona książka. I mimo tego, że nie należało to do moich obowiązków, ale zaintrygowany i wiedziony zwykłą ludzką ciekawością wygrzebałem ją z paleniska. Ku mojemu zaskoczeniu książka nie posiadała tytułu a wszystkie jej pożółkłe kartki były puste, z wyjątkiem jednej, mniej więcej po środku, na której został wydrukowany mniej więcej taki przekaz:

Przewiń do strony: 1 2 3 4 5 6

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 3 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany żeby móc komentować.