Opowiadanie vol. 3

– Patrząc przez pryzmat zbrodniarza – rozwijał myśl Anastazy – to faktycznie wytłukł bezlitośnie kilka milionów ludzi, co do geniusz zaś, to był to człowiek, który miał plan jak opanować cały świat i prawie by mu się to udało, gdyby primo: tyle nie ćpał, duo : nie wtrąciliby się ruskie i Amerykanie, którzy jak wiemy od tego czasu rozochocili się wielce i poczęli wtrącać się wszędzie, a szczególnie tam gdzie nęciły ich swoim czarnym smrodem złoża ropy naftowej. W aspekcie palca bożego porównałbym działalność Adolfa do Sodomy i Gomory, zesłania plag egipskich i biblijnego potopu, w kolejności nie chronologicznej oczywiście, jako kary za grzechy ludzkie.

– Ale na wojnie zabijano także ateistów, co w świetle kary za grzechy nie bardzo mi tu pasuje – oponowała ciotka Jadwiga. – Logika podpowiada, że ateiści nawet popełniający grzechy nieświadomie, powinni zostać wyłączeni z uczestnictwa we wszystkich tych tragicznych wydarzeniach, gdyż nie byli zrzeszeni w organizacjach starozakonnych lub chrześcijańskich.

– I tu się z tobą moja droga nie zgodzę, gdyż odsetek zabitych ateistów mieści się w granicach błędu statystycznego, który tak naprawdę nie ma wielkiego znaczenia, a statystyki nie oszukasz, tak więc na moje wyszło – zatarł ręce zadowolony Anastazy

– Prawda – przytaknęła Jadwiga, która została właśnie obdarowana przez Eugenię długim cienkim pakuneczkiem.

– A cóż to? – rozpakowywała prezent Jadwiga, który, okazał się dwoma iglicami niezbędnymi przy wyrobie wełnianych szali, skarpet, czapek i rękawiczek.

– To zabytkowe… Epoka brązu – zachwalała Eugenia – Anastazy wykopał je własnoręcznie wiosną u nas na polu, pod starą gruszą…

– Zawsze o takich marzyłam – powiedziała rozpromieniona Jadwiga, po czym kreatywnie i nowatorsko wetknęła obie szpile w kok na głowie, co upodobniło ją nieco do Japonki.

W międzyczasie Anastazy udał się do piwnicy dwie butelki domowej roboty absyntu i obdarował nimi Gabe’a i Laureata.

– Na łopianowym korzonku, 70 woltów – krótko scharakteryzował swoje dary

– Ale my nic dla państwa nie mamy – powiedział ze smutkiem i zażenowaniem w głosie Gabe

– Ależ nie turbujcie się tym absolutnie – uspokajał Anastazy

– A ja mam pomysł jak się mogę odwdzięczyć – oznajmił uradowany Laureat – opowiem państwu pewną bardzo ciekawą historię

– Ja także, ja także! – podchwycił ideę Gabe

O to ładnie z panów strony – Anastazy rozparł się wygodnie na ławie – w takim razie słuchamy…

– To może ja pierwszy – zagaił nieśmiało Laureat

– LAUREAT LAUREAT LAUREAT ! – zaczęli skandować zgromadzeni w celu dodania mówcy otuchy, czy czego tam się dodaje w takich sytuacjach.

Laureat wstał, założył ręce do tyłu, począł chodzić po kuchni i zaczął swą opowieść.

– W pewnej wsi mieszkała bardzo wredna kobieta, stara zgorzkniała wdowa o imieniu Dobrosława. Była ona wredna wrednością tak wredną, że trudno znaleźć odpowiednie słowa by to opisać a nie uszkodzić wiecznego pióra. Mieszkała ze swoją córką i zięciem w małym domku na skraju wioski. Jej głównym zajęciem a wręcz pasją było uprzykrzanie życia innym. Swoje negatywne uczucie, co do reszty populacji wsi Dobrosława wyrażała w sposób werbalny wyzywając wszystkich bez wyjątku od najgorszych oszustów, złodziei, bękartów, kurew, dziadów, chujów itp., oraz w sposób niewerbalny aktywny i wyrafinowany, czynem zwany w skrócie.

W swej niewerbalnej działalności Dobrosława zapisała się w historii wsi wieloma uciążliwymi inwencjami. Do najczęstszych i dokonywanych z regularną premedytacją takie zjawiska jak palenie w piecu starymi oponami i kurczakami łapanymi na drodze.

Dym z komina smolisty, cuchnący, duszący po całej okolicy a z nieba padał czarny śnieg zwęglonych piór drobiu ginącego śmiercią męczeńską żywego wrzucanego w płomienie.

Do lżejszych form utruwania życia, należała codzienna kradzież sąsiedzkiej poczty, pisanie krzywdzących donosów do wszystkich możliwych instytucji, obdzieranie ze skóry żywcem bezpańskich kotów i rzucanie ich wnętrznościami w okna wiejskich chałup. A ten kto w szczególny sposób naraził się Dobrosławie mógł liczyć na swoiste wyróżnienie w postaci wysmarowania klamki do domu produktami jej defekacji.

Jedynym człowiekiem, którego Dobrosława nie nienawidziła a wręcz ślepo kochała był jej syn Aram, stary kawaler, degenerat i pijak w jednym słynący z wszczynania burd z ziomkami. Aram nie odwzajemniał uczuć matki i jak tylko znajdowała się w jego zasięgu to lał ją niemiłosiernie po pysku, a jak była trochę dalej to rzucał w nią pustymi butelkami po wódce. Nie zważając na to Dobrosława prała jego brudne gacie i zanosiła mu w glinianych dwojakach obiady, które stawiała na ganku jego chałupiny, a które Aram systematycznie wyrzucał do gnojownika, gdyż podejrzewał, że były zatrute.

Aż pewnej niedzieli sprawy przyjęły nadzwyczaj nieoczekiwany i tragiczny obrót.

Dobrosława wróciła z kościoła, do którego co tydzień systematycznie uczęszczała modląc się żarliwie by na jej sąsiadów spłynęły wszelkie nieszczęścia i by ich szlag jasny trafił. Od progu wyzwała swojego zięcia od pedałów i skurwysynów. A na deser dorzuciła, że dysponuje jego zdjęciem z kochanką, co w świetle wypowiedzianych wcześniej słów było pewną niekonsekwencją, gdyż powinna raczej powiedzieć kochankiem, po czym kategorycznie zażądałaby rozwiódł się z jej córką w trybie natychmiastowym z orzeczeniem o jego winie oraz zapłacił odszkodowanie za złamanie ręki Aramowi. Zięć Lucjasz był dobrym i wyrozumiałym człowiekiem i ani bezpodstawne posądzanie go o homoseksualizm, posiadanie domniemanej kochanki i złamanie ręki Aramowi, który to uszkodził sobie chwytak padając po pijanemu na przydrożny kamień, nie zrobiły na nim większego wrażenia, gdyż słyszał to już wiele razy.  Słowo skurwysyn jednakże ubodło go do głębi gdyż obrażało jego świętej pamięci matkę. W Lucjaszu coś pękło. Poszedł do komórki, wziął siekierę, wrócił do domu i jednym zamaszystym ciosem rozłupał na pół głowę Dobrosławy.

Lucjasz oczywiście aresztowano. Sędzina o wyjątkowo obfitym biuście i wyjątkowo wrednym wyglądzie nie znalazła okoliczności łagodzących. Zapadł surowy wyrok – dożywocie. Żona Lucjasza wyraźnie nie rozumiejąc czynu swego męża rozwiodła się z nim zaocznie i wydawało się już, że biedak zostanie sam na sam ze swymi myślami do końca życia w więziennej celi o wymiarach dwa na trzy metry.

Mieszkańcy wsi wyzwoleni spod zbrodniczej działalności Dobrosławy nie zapomnieli jednak o Lucjaszu. Zrobili składkę na szwedzkiego tłumacza i wysłali do Sztokholmu bardzo długi i merytoryczny list. Po roku w światowymi mediami wstrząsnęła prawdziwa sensacja. Lucjasz siedzący w więzieniu został laureatem pokojowej nagrody Nobla. wieś nie zapomniała o swym synu i o jego desperackim i bohaterskim czynie, który zapewnił mieszkańcom upragniony spokój i komfort dnia codziennego. Na mocy amnestii zwolniono Lucjasza z więzienia. Pieniądze uzyskane z nagrody przeznaczył on w głównej mierze na opłacenie adwokatów broniących wszystkich nieszczęśników, którzy w akcie desperacji „wyłączyli” z życia swe teściowe, a z tego co zostało ufundował w swojej rodzinnej wsi dom starców o najwyższym światowym standardzie i o najbardziej zawansowanej opiece psychologicznej i geriatrycznej. Lucjasz nie powrócił jednakże do swej rodzinnej wioski. Zabicie człowieka, nawet wrednego, wywarło na nim straszliwe piętno a dla uspokojenia i duchowej przemiany postanowił włóczyć się po świecie bez bliżej określonego celu – zakończył swe opowiadanie Laureat.

(Dalsza część na następnej stronie)

Przewiń do strony: 1 2 3 4 5 6

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 3 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany żeby móc komentować.