Opowiadanie vol. 3

Tak, więc poszli. Nie zajęło zbyt wiele czasu a wkroczyli w opłotki wsi. Okna wiejskich chałup jarzyły się ciepłym żółtym światłem, z kominów ulatywał wonny dym palonego w piecach drewna liściastego. Widać mieszkańcy byli na tyle światli by nie palić drewnem iglastym bogatym w żywice, która mogła zatkać kominy i prowadzić do zaczadzenia domowników, gdyż jak wiadomo czad to cichy zabójca atakuje skrycie nocą, kiedy czujność ludzka bywa osłabiona zmaganiami minionego dnia. Z lewej strony niosło się charkotliwe ujadanie psa wyczuwającego obcych.

– Cichaj Burek! Cichaj! – krzyknęła w tamtym kierunku Jadwiga i pies umilkł natychmiastowo

– Skąd pani wiedziała, ze ten pies wabi się burek? zainteresował się Gabe

– Nie wiedziałam…

– ale krzyknęła pani przecież „cichaj Burek” a przecież nie każdemu psu burek…

– No właśnie.

– Co właśnie?

– Właśnie, a może nie właśnie a właściwie to krzyknęłam : Cichaj Burek! Cichaj!

Niech pan zwróci łaskawie uwagę na wyraz poprzedzający słowo Burek i na wyraz za nim.

– Ma pani na myśli formę „cichaj”?

– Dokładnie – ucieszyła się ciotka Jadwiga – powiesz pan do byle jakiego psa „cichaj”

a ucichnie.

– To po co pani powiedziała Burek? – indagował niestrudzenie Gabe

– bo musiałam coś wstawić między pierwszym a drugim cichaj. Dwa cichaj pod rząd nie działają. Rozumie pan?

– W takim razie mogła pani wstawić Azor

– Mogłam, ale mam źle zrobioną protezę dentystyczną i czasami, a głównie, gdy krzyczę mam problemy poprawnym z wyartykułowaniem litery r.

– A to teraz rozumiem – odparł usatysfakcjonowany Gabe

– My tu gadu gadu a właśnie dotarliśmy do celu naszej podróży – ciotka Jadwiga otworzyła rachityczną w płocie i wąską ścieżyną wydeptana w śniegu podążyła do przysadzistej krytej słomianą strzechą chaty a jak wiadomo słoma ma bardzo dobre właściwości termoizolacyjne, więc wnętrze powinno być ciepłe i suche, co dla zdrożonych zimową eskapadą wędrowców było jak najbardziej dobra wiadomością.

Jadwiga energicznie załomotała pięścią w drewniane odrzwia. Z drugiej strony dało się słyszeć pospieszne kroki. Drzwi otworzyły się i na ganku stanęła gospodyni Eugenia a prywatnie cioteczna siostra Jadwigi.

– Jadzia! – krzyknęła ucieszona Eugenia

– Eugenia! – krzyknęła wzruszona Jadwiga

Padły sobie z entuzjazmem w ramiona. Po wszystkich tych niedźwiedzich czułościach Eugenia zaoferowała gościnnie: – No wchodźże przecież

Na te słowa z mroków nocy wyłonili się wstydliwie Gabe i Laureat

– A to kto? – spytała zaskoczona Eugenia

– A przyprowadziłam ci zbłąkanych wędrowców – naświetliła sytuację ciotka

– Wchodźcie! Wchodźcie, czym prędzej. Czym chata bogata – zaprosiła wszystkich Eugenia, która serce miała złote i jak było trzeba to spragnionego napoiła a głodnego nakarmiła, gdyż nie spotkała jeszcze na swojej drodze człowieka, który pod pozorem prośby o szklankę wody przeniknąłby do jej domostwa i ukradł podstępnie jej emeryturę skrzętnie ukrywaną w sienniku stuletniego łóżka.

Otrzepawszy uprzednio ośnieżone buty cała trójka przeniknęła do domu zostawiając w sieni swe palta i paltoty. Wkroczyli do rzęsiście oświetlonej lampami naftowymi kuchni, która była przytulna i ciepła jak to tylko wiejskie kuchnie być potrafią. Na opalanym drewnem piecu bulgotały wesoło garnki i garnuszki uwalniając spod swych przykryw i przykryweczek oszałamiającą woń przygotowywanych potraw. Przy stole, wyraźnie zadowolony z życia siedział Anastazy – mąż Eugenii, który słynął głownie ze swych sumiastych wąsów i lakonicznego trybu wyrażania się.

– Witajcie – krótko i zwięźle powitał przybyłych.

Eugenia usadziła wszystkich na drewnianych ławach i dopiero teraz spostrzegła kapelusz Jadwigi.

– A cóż to za cudo? – spytała z zachwytem

– To prezent dla ciebie – ciotka Jadwiga poderwała się z ławy i umieściła na głowie rozanielonej Eugenii, która ze łzami w oczach powiedziała:

– To przepiękny dar – po czym obcmokała Jadwigowe policzki coś ze cztery razy

– E … drobnostka… Jak święta to święta, jak szaleć to szaleć z klasą – Jadwiga powróciła do stołu i zapytała Anastazego:

– A co u ciebie słychać serdeńko?

– Wszystko dobrze – odparł nadal zadowolony z życia Anastazy

Gabe i Laureat by pomóc Eugenii w nakryciu stołu

– Ależ nie trzeba, nie trzeba – protestowała bez przekonania Eugenia

– Trzeba. Trzeba. Im szybciej nakryjemy tym szybciej zjemy – oznajmił szczerze Gabe

– O widać panowie głodni niczym wilcy. Już, już wszystko ciepłe i gotowe. Już podaję…

I na stole pojawił się półmisek ze smażonym mintajem, kapusta z grzybami, pierogi, pyzy drożdżowe, śledź w siedmiu odsłonach itp.

Wszyscy rzucili się na wigilijne potrawy niczym kombajn na łan zboża, a że hołdowali zasadzie, ze przy jedzeniu się nie gada, nad stołem rozlegało się tylko siorbanie, mlaskanie, ciamkanie i pomruki zadowolenie. Po około dwudziestu minutach biesiadnicy nasycili tak zwany pierwszy głód a stary dębowy pięknie rzeźbiony zegar szafkowy, nie wiedzieć czemu, stojący w kuchni, wybił godziną dwudziestą.

– Czas na prezenty – powiedziała bez ceregieli Jadwiga – Genia ty już obdarowana zostałaś – ciotka spojrzała wymownie na kapelusz – , a tu mam coś dla Anastazego.

Z przepastnej podróżnej torby Jadwiga wydobyła dwie płaskie paczuszki owinięte w argentyńską prasę codzienną. Anastazy odpakował delikatnie prezenty tak by nie uszkodzić gazet, gdyż bardzo sobie cenił i darzył szacunkiem każdy rodzaj słowa pisanego.

– Mein Kampf ! – krzyknął uradowany Anastazy – pierwsze wydanie z 1926 roku ! Gdzie to zdobyłaś?!

– A to jak podróżowałam po Ameryce Południowej nabyłam. Wiedziałam, ze tego raczej tutaj dostać nie idzie, a tam to nadal popularna lektura.

– Faktycznie. U nas jacyś idioci zakazali tym handlować. Zupełnie nie wiem dlaczego…

Przecież książka krzywdy ludziom nie wyrządziła tylko Adolf, który być może i był szalonym zbrodniarzem, ale i po części geniuszem, a gdybym nie był zaciekłym ateistą, powiedziałbym także, że był wręcz palcem bożym…

– O… to ciekawe, co mówisz, a możesz sprecyzować twój punkt widzenia? – poprosiła zaintrygowana Jadwiga

(Dalsza część na następnej stronie)

Przewiń do strony: 1 2 3 4 5 6

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 3 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany żeby móc komentować.