Opowiadanie vol. 3

– Co nowego? Co nowego? – Izydora zaczęła szperać w otchłani swojego mózgu odpowiedzialnej za przechowywanie nowości – A tak – ucieszyła się – Zaczęłyśmy prowadzić działalność oświatową, przy naszym zakonie prowadzimy szkołę, bardzo elitarną i o surowej regule. Stosujemy eksperymentalne techniki wychowawcze mianowicie raz w tygodniu zabieramy wszystkich wychowanków do ekskluzywnej placówki kulinarnej. Dzieci grzeczne, mogące pochwalić się dobrymi wynikami w nauce ubieramy w odświętne mundurki a dzieci niegrzeczne i słabo uczące w więzienne uniformy. W restauracji zmawiamy sprawiedliwie dla wszystkich ten sam skromny posiłek, zupę z płetwy rekina, przepiórki z truflami, i pieczone prosię nadziewane kapłonami oraz czerwone wino, ale nie starsze niż stuletnie – naprawdę nic wyrafinowanego. Dzieci niegrzeczne poddawane są surowej próbie, gdyż wystawiamy je pod pręgież opinii publicznej w postaci innych gości restauracji, którym na wstępie w postaci krótkiej prelekcji wyjaśniamy po krótce, czym dane dzieci zawiniły, i że więzienne pasiaki są ostrzeżeniem przed czekającą ich bynajmniej nieświetlaną i nieuchronną przyszłością.

Wieczorem grzeczne dzieci wracają do bursy a dzieci nieposłuszne prowadzimy na bagna, gdzie osamotnione i bez opieki spędzają całą noc niepokojone przez sowy pójdźki oraz mistyczne błędne ogniki, które de facto nie maja w sobie nic mistycznego, gdyż są w czystej formie metanem, produktem procesów gnilnych, ulegającym zapłonowi powodowanemu przez wyładowania elektrostatyczne powstałe podczas ocierania się lilii wodnych o łodygi tataraku.

– A czy ta metoda przynosi pozytywne efekty? – zainteresował się wyraźnie syn Zygmunt

– A jakże… Liczba samobójstw wśród dzieci niegrzecznych i słabo uczących się ciągle wzrasta, co w naturalny sposób sprzyja redukcji osobników nieproduktywnych i nierozwojowych wkraczających w dorosłe życie – odparła zadowolona siostra Izydora.

– A tak z innej beczki… Jak tam cioci ptaszki? – zmienił temat syn Zygmunt

– Ptaszki? A tak rzeczywiście trzymam w klatce kilka wróbelków…

– A nie sądzi siostra, że to niehumanitarne trzymać dzikie wróbelki w niewoli – zapytał nieśmiało Zygmunt

– Po pierwsze to już czwarte zdanie, które zaczęliśmy od litery A, chyba już wystarczy.

A – cholera – przeklęła siostra Izydora – ciężko nie zaczynać od A – A po drugie termin humanitarny czy też niehumanitarny odnosi się do ludzi nie zaś do ptaszków.

Po trzecie wróbelki owe posiadam w klatce od małego, a ściśle mówiąc to od stadium jajka, tak więc klatka jest ich środowiskiem naturalnym a świat za prętami jest dla nich obcy i wrogi. Dla przykładu przytoczę tu historię, która wydarzyła się jakiś miesiąc z okładem. Pod klatkę z wróbelkami zakradły się trzy kocięta z wyraźnym zamiarem konsumpcji moich ptaszków dodam.

– I co?

– I to. Wzięłam rzuciłam kociętami o mur, w wyniku czego ich rdzenie kręgowe uległy przerwaniu i kocięta owe zostały sparaliżowane, mówiąc po naszemu od pasa w dół, czyli jeszcze bardziej upraszczając, straciły władzę w tylnych łapkach.

– Tych bliżej ogona? – zapytał zaciekawiony Zygmunt

– Tak tych bliżej ogona, patrząc oczywiście od strony głowy. Cha cha cha – zaśmiała się Izydora – mówię ci jak to śmiesznie wyglądało, gdy straciły swą motorykę, jakby się czołgały czy coś. Teraz przynajmniej wiedzą, że za skradanie się do ptaszków grozi surowa kara. Nie chciałam ich zabić, kociąt oczywiście, nie ptaszków, gdyż śmierć to kara niewystarczająca. Szybko się zaczyna i szybko się kończy. Kalectwo wieczne, oto odpowiedni rodzaj pokuty, nawet za grzechy popełnione w młodości, gdyż przypominam, że mówimy tu o kociętach, a bezczelne fukanie kotki ich matki, która pojawiła się tuż po incydencie nie robiło i nie robi na mnie żadnego, ale to żadnego wrażenia. Trzeba było pilnować dzieci zanim przewiniły…

– Prawda. Takie jest życie – podsumował syn Zygmunt

– Tak się tu rozgadałam, że nawet nie spytałam, co u was słychać?

– W sumie to nic, jednakże odkryłem, że pomarańcze zostawione w temperaturze pokojowej tracą słodycz, a witamina C wytworzona syntetycznie nijak się ma do tej powstałej konwencjonalnie np. w cytrynie oczywiście pod warunkiem, ze wcześniej wymieniona nie była poddana modyfikacji genetycznej… Ponadto przygotowujemy dla siostry wystawny obiad…

– W postaci? – oblizała się łakomie siostra Izydora

– W postaci rzekłbym klasycznej jak tragedia antyczna: schabowe z kapustą mianowicie z dodatkiem skrobi w postaci ziemniaków.

– O mój Boże! Schabowe! A czy mogłabym wziąć udział w procesie kreacji tego dania – zapytała błagalnie siostra Izydora

– A dlaczegóż to?

– Muszę ci się do czegoś przyznać. Szalenie lubię dotykać zimną wieprzowinę.

– A panierować siostra lubi?

– Panierowanie doprowadza mnie do ekstazy. Roztrzepane jajko i puszysta bułka tarta pod opuszkami mych palców to prawdziwy orgazm dla mych zakończeń nerwowych. Posłuchaj jak to brzmi: puszysta bułka pod opuszkami – brzmi jak erotyk – siostrą Izydorą wstrząsnął dreszcz podniecenia

– Słyszałem, że siostra był w Azji? – Tam podobno nie jedzą wieprzowiny? – zagaił Zygmunt lekko zmieszany podnieceniem Izydory

– Prawda. Swego czasu byłam na misji w Japonii. Bardzo trudny teren. Chciałam im poopowiadać głodne kawałki o Jezusie, ale oni tam głównie pracują jak mrówki lub uprawiają wyuzdany seks tak, więc posłuchu nie znalazłam z prostej przyczyny w postaci braku audiencji. Wieprzowiny tam też nie uświadczysz – zafrasowała się Izydora – a i ludzie jacyś niemili. Posłuchaj tego… Dokładnie nie wiem gdzie mieszkałam, w każdym bądź razie było to gdzieś wysoko. Bardzo wysoko. Któregoś ranka na korytarzu przyłapałam jakiegoś człowieka, który przez okno fotografował wschód słońca ponad pułapem chmur. Powiedziałam do niego grzecznie, że nie ma nic bardziej trywialnego, kiczowatego i obleśnego tematu niż wschód słońca.

– I co?

– Cham jeden nawet się nie odezwał, ale w każdym bądź razie przestał robić zdjęcia.

Ogólnie Japonia jest przereklamowana, stare tramwaje, dziurawy asfalt, mnóstwo sklepów a w nich puste półki, no może z wyjątkiem tych z alkoholem, te akurat były dobrze zaopatrzone… I żadnej kwitnącej wiśni…

– A kiedy tam siostra tam była?

– We wrześniu…

Pytanie do czytelnika: Co się stało z ciotką Jadwigą?

(Dalsza część na następnej stronie)

Przewiń do strony: 1 2 3 4 5 6

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 3 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany żeby móc komentować.