Nowe wykurwiste opowiadanie

…kiedy to spostrzegł zakapturzoną postać zbliżającą się do
klatki. Spod zacienionego kaptura wystawały rudawe kłaki. Postać
zbliżyła się do Józka i sepleniąc z lekka oznajmiła:
-Józek, czas spierdalać i brać sprawy w swoje ręce!
-Kim Ty kurwa w ogóle jesteś? Zapytał poirytowany ostatnimi wydarzeniami
żul.
-Nie czas na czcze pierdolenie! Widzisz tych czarnych złamasów?
-No taaa…
-To amerykańskie siły zbrojne. Od czasu kiedy oznajmiłem, że mamy gaz
łupkowy szukali tylko okazji by przynieść nam demokracje i pokój…
Tutaj mam klucz, zaraz otworzę ten zamek, i razem szturmem weźmiemy ten
kurwidołek!
-Ale zara, jak to Ty oznajmiłeś, to znaczy że Ty to… O rzesz Ty chuju
jeden! Czekaj, kurwa tylko stąd wyjdę a zarżnę cię jak prosiaka!
-Zluzuj łydy menelu – bo jak na razie to ja mam klucz i to czy wyjdziesz
zależy tylko ode mnie! Poza tym mamy ważniejsze rzeczy do zrobienia, niż
okładać się teraz nawzajem po mordach.
Józek zamilkł, ale wiedział że za lata nędzy jaką zapewnił mu
kapitalizm, musi się zemścić. Zrozumiał że na razie jest to
niewykonalne i że musi czekać na odpowiedni moment.
Donald szybkim ruchem uporał się z zamkiem, wyciągnął dildo spod szaty
i wręczył go Józkowi. Oboje z okrzykiem na ustach ruszyli w stronę
zaskoczonych, czarnoskórych żołnierzy. Starcie nie trwało długo,
Józek wpadł w szał, a Donald który do niedawna był szarą, gwałconą
mendą, przeistoczył się w wojownika rodem z Japońskich opowieści o
Ninja. W obozie znaleźli nieco strawy i broń. Józek, jako alkoholik
liczył, że znajdzie choć trochę trunków procentowych, którym mógłby
odświeżyć przepity organizm – niestety… Obaj, słysząc rumor w
miejscu rzezi jaką dokonali ruszyli w poszukiwaniu bezpieczniejszego
miejsca, gdzie mogliby się ukryć. Po kilku chwilach biegu, Józek
rozpoznał teren. Skierowali się do pobliskiego lasu, gdzie zbudowali
szałas. Jeszcze przed zmierzchem, Józkowi nie dawało spokoju, w jaki
sposób siedzi teraz przy Premierze i wpierdala wojskowe konserwy. Józek
nawiązując rozmowę zapytał:
-Te, Donek, jakim chujem siedzisz teraz tutaj ze mną w lesie,
wpierdalając konserwy skoro do niedawna siedziałeś sobie pod krawatem i
kosiłeś gruby hajs?
-Ja pierdole, na jakim świecie Ty żyjesz człowieku? Nic nie wiesz?!
-Kiedyś siedziałem sobie w swojej melinie i miałem w dupie to co się na
świecie dzieje, a was pierdolonych krawaciarzy tym bardziej! Banda
złodziejstwa, kurestwa i nic więcej!
-Ech… Zamach stanu… Wypierdolili mnie z sejmu, mnie i cały rząd…
-Ha ha ha, kto to zrobił? – zapytał rozweselony Józio.
-No kurwa jak to kto?! aaa, zapomniałem, zacofany menel… Kaczyński i
jego popierdolona moherowa armia, z Rydzykiem na czele… Popatrz do czego
doprowadzili, to istny rozpierdol! Wprowadzili chore zasady i zakazy, w
imię Boga zabijają innowierców, pijaków i bezdomnych, że o ruskich nie
wspomnę! Powstały bojówki, łapanki w miastach to norma… Do tego te
obozy… Już dawno bym nie żył, gdyby nie bracia Rosjanie, którzy
okazali dobre serce i przerzucili mnie za granicę. Wróciłem jednak z
zamiarem zemsty, ale wszyscy moi ludzie już dawno nie żyją… Józek w
Tobie nadzieja do chuja! wykrzyczał zrozpaczony Donald.
-Jarek! Jarek! Jarek! Darł ryj Józek, by jeszcze bardziej wkurwić
Donalda.
Donek wbił wzrok w ziemie, zacisnął pięść i zamachnął się na
towarzysza. Józek, jak wiemy, nie był w ciemię bity i uprzedził atak
krawaciarza, zadając mu soczysty cios w żuchwę. Pochylił się nad
obolałym i zdołowanym do reszty Donaldem, grożąc palcem, powiedział:
-Słuchaj no skurwysynu, to że uratowałeś mnie przed bandą tych
czarnuchów, nie znaczy że zapomnę Ci moje krzywdy i będę potulny jak
baranek. Jeszcze raz taki wybryk, a powieszę Cię za jaja, o ile je
jeszcze masz, Zrozumiałeś kurwisynie?!
-Tak… Odparł drżącym głosem
Na niebie przyćmionym dymem, poprzecinanym co jakiś czas seriami
pocisków, i samolotów bojowych amerykańskiej armii, zagościły gwizdy.
Uciekinierzy ułożyli się do spania, jeszcze długo nie spali,
rozmyślając w milczeniu nad tym co ich spotkało i co dalej…

Szturmierz

Zbudziły ich głosy w lesie. Józek, nakazawszy uprzednio milczenie Donaldowi, przeczołgał się bezszelestnie przez krzaki, dzięki doświadczeniu w życiu dzikim i kluczeniu przed siłami mundurowymi, rozchylił trawy i ujrzał oddział  grupę żołnierzy stojących pod drzewem.

– Brazylia albo Kuba – ocenił patrząc na flagę w paski i z gwiazdkami w lewym górnym rogu. Przyciągnął rękę do siebie i zawadził o coś miękkiego. Spojrzał, a jego oczom ukazał się piękny, okazały, zielony grzyb. Wyrwał go jednym ruchem ręki i obejrzał uważnie: żadnych blaszek, miękki kapelusz, delikatny aromat wanilii.

– To pewnie jakiś rzadki jadalny grzyb – ucieszył się Józek i władował go w całości do swojej gęby i począł rzuć. Jego mlaszczące dźwięki zwróciły jednak uwagę stojących nieopodal żołnierzy. Unieśli stare karabiny SGI 5k i ruszyli truchtem w kierunku żula.

Ten zerwał się błyskawicznie i pognał, klucząc między drzewami, do Donalda.

– Spierdalaj ! – wrzasnął mijając osłupiałego towarzysza.

– Fire at will ! – ryknął dowódca i przez las poleciały serie z automatów – I want those motherfuckers dead !

Menel zdążył wskoczyć za ogromną lipę w ostatnim momencie: chwilę później wytoczył się  Donald rażony wieloma pociskami. Krew ciekła mu z ust, a cały tłów miał rozszarpany. Spojrzał błagalnie na Józka po czym opadł na kolana. Kolejna seria z karabinów rozerwała mu ramię, a kolejny pocisk rozwaliła czaszkę. Strzępy mózgu wyleciały razem z fontanną krwi. Opadł w kałużę własnej krwi drżąc konwulsyjnie.

– Należało Ci się skurwielu – mruknął żul i zobaczył światło z góry – ki chuj ?

Sięgnął powoli ręką i chwycił je w dłoń. W tym samym momencie zobaczył głos drzew. Był kolorowy i rozchodził się koliście w powietrzu. Przy aprobacie drzew wyskoczył zza ogromnej paproci na szturmujących żołnierzy. Byli teraz małymi przestraszonymi niedźwiadkami i bez trudu przebił ich swoim promieniem światła. Żołędzie wystrzeliwane z ich kijków odbijały się od jego piersi, teraz pokrytych łuską, nie czyniąc mu żadnej szkody. Wpadł w euforię: gonił resztę niedźwiedzi przez las, raz po raz zabijając kolejnego. Był ich apokalipsą. Ich bogiem. Ich śmiercią. Po zabiciu ostatniego misia olśniło go: spojrzał w niego i ujrzał tam korony drzew rzeczywistości śpiewające o tajemnicy życia. Wyciągnął dłonie, ale one oddalały się od niego. Powoli wpadał w rozpacz, a ciemność zaciskała się z każdej strony. Był zbyt mały. Upadł. Ciemność zdusiła świat wokół niego.

Kiedy się obudził, las wyglądał jak przedtem. Strasznie kurwiło go we łbie, więc wywnioskował, że oto kolejna libacja z finałem w plenerze. Wtedy przypomniał sobie rozjebanego Donalda i oprzytomniał. Podniósł się i spojrzał na wojskowego jeepa do którego był przybity gałęzią żołnierz.

– Pewno dowódca – ocenił po odczepieniu truchła, po czym przeszukał jego kieszenie – aha, są i klucze. Pora wykurwiać.

Menel wsiadł, odpalił jeepa i ruszył w trasę. Przeszukiwał częstotliwości radiowe, aż natrafił na ojczysty język. Nadawała rozgłośnia Czerwona Odsiecz z Wrocławia:

– Towarzysze! Dziś nadszedł dzień próby i chwały ! Kapitalistyczne siły zachodu najechały naszą ojczystą ziemię ! Musimy się zjednoczyć przeciwko okupantowi i burżuazji ! Aby wspomóc rewolucję, nasi najwyżsi towarzysze udali się do Moskwy, prosząc o pomoc. Jednak sami musimy wykazać się…

Józek szybko zmienił częstotliwość. Na jego twarzy malował się grymas obrzydzenia. Następną stacją był Damwryja nadająca z Torunia:

– Podajemy stan walk w całej Polsce, a zasadniczo Demokratycznej Republice Polski, bo taką nazwę nadały siły interwencyjne z USA po pokojowym wprowadzeniu demokracji. W Warszawie na Pradze wciąż trwają starcia. Rozważane jest użycie napalmu. Kraków ogłosił się wolnym miastem zarządzanym przez cesarza Kraka II. Pokojowe bombowce są już w drodze. Gdańsk jest wciąż silnym ogniskiem oporu. Unia Europejska podaje, że wsparcie przybędzie już w ciągu 30 dni od rozpoczęcia walk, zgodnie z przepisami ONZ. A teraz słowo wsparcia od ojca dyrektora…

Józek zgasił radio i zamyślił się. Drzewa w lesie mijały szybko. Sytuacja wyglądała poważnie, musiał szybko coś zrobić. Jeszcze nie wiedział co, ale to tylko kwestia czasu.

Faquś

Przewiń do strony: 1 2

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 11 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...

komentarzy 6 do “Nowe wykurwiste opowiadanie”

  1.  admin pisze:
    2 października, 2012 o godzinie 22:25

    Hehehe, nie mogę uwierzyć, a jednak to prawda, kolejne opowiadanie powstaje :-))

  2.  admin pisze:
    3 października, 2012 o godzinie 11:27

    Proponuję, aby po wklejeniu tutaj nowego fragmentu dawać info na Ścianie Wkurwień, żeby było widać od razu po otwarciu strony.

  3.  Hyrcek pisze:
    30 października, 2012 o godzinie 21:35

    Jasny huj Belfer wyprzedziłeś mnie z opowiadaniem :/ też pisałem część po Faqusiu. Kurwa!

  4.  pierwszy wolny pisze:
    9 lutego, 2013 o godzinie 00:55

    dobra kurwa obudziłem się ze snu megadługiego kurwa i pierdolnę tutaj swoją część coś myślę

  5.  Szturmierz92 pisze:
    9 lutego, 2013 o godzinie 13:20

    Czekam ze zniecierpliwieniem na waści część.

  6.  Letalne Prącie pisze:
    22 kwietnia, 2013 o godzinie 23:54

    „wyciągnął dildo spod szaty” :D

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany żeby móc komentować.