Nowe wykurwiste opowiadanie

Ruszamy z nowym opowiadaniem. Zasady są takie same jak w poprzednim opowiadaniu. Wszystkich, którzy chcą dodać swój kawałek, proszę o napisanie maila na adres: brat54@poczta.fm

Pan Józek, znany we wsi jako menel orderu pierwszej klasy oraz znachor z upodobaniem do uprawiania magii, obudził się w ciemnym kącie swojej wiekowej chałupki ulokowanej gdzieś na obrzeżach lasu do którego od przeszło 20 lat nikt nie odważył się zapuścić. Jednak ten strach nie dotyczył naszego bohatera, a można by rzec, że sąsiedztwo mrocznego lasu odpowiadała mu. Jednakże miało się to szybko zmienić…
– Kurwaaaaa maaaać, gdzie ja kurwa jestem?
Józek wytężył nadszarpnięte zmysły, skoncentrował się, co w tym stanie było nie lada wyczynem, w jego oku można było dostrzec błysk mocy, wtem świeca na stole rozbłysła mdłym światłem, co pozwoliło mu zorientować się w sytuacji.
– Hmmm wygląda jak moja chałupa… ale co się wczoraj działo? Widać głowa już nie ta co kiedyś, przecież odlałem sobie zaledwie pół litra bimbru do obiadu, a dwanaście godzin później kac morderca… no nic kurwa, dzisiaj się stąd nie ruszam.
Po tych słowach runął jak długi na ziemie, świeca momentalnie zgasła i gdy już prawie udało mu się zasnąć, ze stanu letargu wyciągnęło go coraz to jaśniejsze światło.
– Ja pierdole, dlaczego to słonko tak głośno świeci? – pomyślał, po czym nie otwierając oczu rzucił konserwą w okno, na które jak na komendę spadła zasłona skrywając izbę w dawnym mroku, ale dziwna poświata nie poddawała się, po chwili była już tak jasna, że byle zasłonka nie dała rady jej zatrzymać. Józek próbował to zignorować, lecz po chwili dał za wygraną, z nadludzkim wysiłkiem podniósł dupę z podłogi i ruszył w kierunku drzwi. Wyszedł na zewnątrz spodziewając się mroźnego powiewu na który tak bardzo liczył, lecz nie poczuł zupełnie nic, tak jakby ktoś wyłączył jego zdolność postrzegania rzeczywistości, ale to nie było to, w końcu widział to jebane światło.
– Coś tu kurwa nie gra, od kiedy to jebane słońce świeci z mojego ogródka? trzeba by to sprawdzić… – stwierdził zrezygnowany, jednak jako człowiek doświadczony najpierw ruszył do szopy, rozejrzał się w środku po czym zaopatrzył się w linkę hamulcową z której potrafił urządzić najlepsze sidła w okolicy, za pasek wsadził sobie siekierkę, trochę napalmu który to zdobył podczas wojny i trzymał na czarną godzinę, oraz pół litra świeżo pędzonego samogonu, z którego to uszczknął parę łyków dla rozjaśnienia umysłu. Chwycił za widły i obejrzał się w lustrze.
– He he, Rambo: wpierdol na wsi.
Uśmiechnął się szpetnie ukazując pozostałe trzy zęby, po czym ruszył na spotkanie z przeznaczeniem.

karpiula

Na ścieżce do drzwi stał kurewsko wielki buldożer z zajebiście oczojebnymi reflektorami na dachu, skierowanymi w okna meliny i oddział policjantów. Przed nimi stał komendant Wiesiek, który uśmiechnął się obleśnie:

-Józek Ty stary skurwielu, skończyłeś się! Rozjebiemy Twoją budę za pędzenie bimbru!

Policjanci wznieśli okrzyk, a ciężki pojazd zatrąbił. Szyba wypadła z okna chałupy. Józek nie czekając rzucił siekierkę w Wieśka i ruszył szarżując widłami w grupkę niebieskich. Wbił się w nich jak w masło i zaczął rozdawać kopniaki na lewo i prawo. Przez chwilę nawet miał przewagę, jednak policjanci wyciągnęli gigantyczne wibratory analne i zaczęli go nimi okładać po ciele.

-Dość ! Poddaję się kurwy babilońskie ! – ryknął Józek, zwijając się na ziemii. W ostatnim przebłysku świadomości przełożył linkę hamulcową do gaci i skulił się w kłębek. Nastała nad nim wibrująca ciemność.

Faquś

Józek oprzytomniał. Rozejrzał się w około i cicho zapytał:

-Gdzie ja do kurwy mamy jestem?

Obmacał się po obolałym ciele, w nadziei że znajdzie przy sobie choć odrobinę swojego bimbru. Na próżno, jedyne co znalazł to linkę hamulcową skrzętnie schowaną w spodniach. Pomieszczenie w którym się znalazł było ciemne, brudne i wilgotne. W kącie zauważył skuloną postać.

-Ktoś Ty? – zapytał Józek

-Donald, Donald jestem, a Ty to pewnie Józek?

– Brzmi znajomo… (zadumał Józio) Skąd mnie znasz? Dlaczego tu siedzimy?!

-Kiedy klawisze wrzucali Cię tutaj darli się coś o Józku, więc pomyślałem że chodzi o Ciebie.

-O kurwa teraz sobie przypomniałem, ten błysk w oknie, buldożer… Kurwaco z moja meliną?!

-Chuj z meliną, lepiej martw się jak stąd wyjść, te skurwysyny przychodzą co jakiś czas i gwałcą bez uprzedzenia wielkimi dildo, krzyczą coś o podatkach, o becikowym i masonach.

-Podatki, masoni? A czy ty aby przypadkiem nie jesteś…

-Nie, nie, to yy mylisz mnie z kimś!

Wtem do celi wpada klawisz i zwraca się do nowego:

-O widzę że już wstałeś, za te widły i siekierę nieźle zapłacisz menelu!

-Spierdalaj śmieciu, żałuję że nie powybijałem was wszystkich!

-Strażnik zaśmiał się pogardliwie, po czym wyszedł powoli zamykając kraty.

Donald słysząc dialog spojrzał na Józka ze strachem w oczach, po czym przyparł jeszcze bardziej do ściany, kryjąc się w mrokach celi. W oddali słuchać było krzyki, jęki i płacz, wszędzie unosił się fetor wymiocin, gówien i moczu. Józek zdał sobie sprawę że będzie musiał stąd jak najszybciej spierdalać by żyć. Na szczęście miał kawałek linki hamulcowej. Pochwycił ją w dłoń, rozejrzał się czy aby żaden z niebieskich skurwieli nie patrzy i z nadzieją spojrzał na przedmiot obmyślając plan ucieczki.

Szturmierz

Długo się nie zastanawiając sporządził piękne sidła zaprojektowane specjalnie na takie okazje, po czym z uśmiechem na twarzy przykucnął przy ścianie naprzeciw wejścia do celi i czekał. Po chwili usłyszał zbliżających się klawiszy, jeden uzbrojony był w strzelbe, natomiast drugi niósł wielkie pól metrowe dildo.

– No jak tam chłopaki, który na ochotnika? – wychrypiał klawisz. Donald na te słowa skulił się do pozycji embrionalnej, ale Józek nawet nie mrugnął. Drzwi celi otworzyły się z hukiem, strażnik zrobił krok do przodu i wtedy pułapka zadziałała, linka oplotła się wokół jego nóg z taką siłą, że zaminiła je w puzzle dla zaawansowanych, lecz zanim niedoszły oprawca zdążył zrozumieć co się stało, Józek zaatakował drugiego klawisza niczym lew atakuje antylope. Impet udeżenia pozbawił go przytomności. Stary bimbrownik pochwycił strzelbe, po czym uraczył kolbą dogorywającą wewnątrz celi ofiare linki hamulcowej.

– No, to skoro już wydostałem się z celi, trzeba by się nieco zorientować w rozkładzie pomieszczeń, myśle, że ten tutaj będzie mógł mi pomóc – spojrzał w kierunku nieprzytomnego strażnika – tylko jakby go tu subtelnie obudzić?

Rozejrzał sie dookoła, jego wzrok zatrzymał się na wielkim dildo, niejeden kozak popuściłby w gacie gdyby zobaczył teraz uśmiech, który zagościł na twarzy Józka. Bez zbędnego opierdalania chwycił dildo, po czym umieścił je głeboko w dupie klawisza, poskutkowało to jego natychmiastowym przebudzeniem.

– No witam Pana władze, przepraszam jeśli obudziłem, ale chciałem spytać czy byłby Pan tak miły i wskazał mi droge do zbrojowni i magazynu rzeczy zatrzymanych?

– Spierdalaj stary złamasie!

– A chciałem kurwa po dobroci – rzekł Józek wymierzając kopniaka w koniec wystającego dilda.

– Aaaaaa kurwa dobra powiem… schodami do góry, na końcu korytarza po prawej jest zbrojownia, a obok magazyn!

– I widzisz kurwa, można? – Na odchodne Józek sprzedał jeszcze jednego buta, tym razem weszło całe…

– A ty, idziesz ze mną? – Donald mający nadzieje, że ta bestia, która przed chwilą rozjebała dwóch uzbrojonych klawiszy zapomniała o nim, na te słowa skulił się jeszcze bardziej.

– Heh słabe nerwy, widać miastowy – stwierdził, po czym zatrzasnął cele i ruszył w głąb komisariatu.

karpiula

Józek podążył tropem podanym mu przez zgwałconego analnie klawisza. Wnętrze komisariatu nie było jakoś bardzo przyjemniejsze od celi, w której był więziony. Rozlatujące się, brudne ściany oraz ponura atmosfera oddawały wiernie sytuację budżetową państwa, które dopuszczało do ruiny publicznego dobra.

Józek miał to jednak w dupie. Był bowiem jedną z ofiar transformacji ustrojowych i wojen politycznych, które dotykały takich jak on. Komórki mózgowe, których nie zabił jeszcze wysokoprocentowy i niewiadomego pochodzenia alkohol, przypominały mu czasem o starych, dobrych czasach, gdzie jako rozrzucarz gnoju pracował w pobliskim zakładzie PGR. Wspominając myślał:

– Kurwa, kiedy to byłem kimś. Gnój się wyrzucało i robota była, a teraz to kurwa co?

Czasy się zmieniły jednak i Józek za swoją wierną służbę dostał tylko kopa w dupę i papa. Zrezygnowany i wkurwiony niczym rozjuszony byk, któremu zabroniono seksu, Józek odciął się od rzeczywistego świata i jego wyimaginowanych problemów. Zaszył się w swojej melinie w lesie, gdzie nikt się nie zapuszczał, a pędzenie bimbru i jego spożywanie stanowiło dla niego główne zajęcie.

Ten stary pijak wyzuty wydawałoby się już kompletnie z jakichkolwiek uczuć, miał łezkę w oku na wspomnienie o swojej młodości. Nagle spostrzegł, że w tym całym rozmyślaniu doszedł już do drzwi podpisanych wyblakłymi literami „MAGAZYN”. Odruchowo nacisnął więc klamkę, próbując wejść. Nic z tego, drzwi były zamknięte.

– Ech kurwa. Skoro po dobroci się nie da…

I w tym samym momencie potężny kopniak wylądował na drzwiach. Ich stan był właściwie taki sam jak całego komisariatu więc wyleciały niemal od razu z zawiasów. Wewnątrz panował spory bajzel, którego zapewne od dawna nikt nie kontrolował. Na pierwszym planie leżały rzeczy naszego menela. Napalm, siekiera i widły stanowiły znów potężne uzbrojenie przepitego mściciela. Nic tak jednak go nie ucieszyło jak półlitrówka odzyskanej siwuchy. Kilka głębokich łyków i na twarzy Józka zagościł uśmiech, choć była ona tak przepita, że bardziej przypominał pewnego rodzaju grymas. Józek ostrożnie schował flaszkę do skrytki w swoim gumofilcaku. Obmyślił straszliwą zemstę na policjantach. Obok stał skonfiskowany niedawno czeski alkohol, co w połączeniu z napalmem mogło wyglądać na początek III wojny światowej. Udał się do wyjścia z policyjnego przybytku rozpieprzając co chwilę czeską flaszkę. Przed wejściem trzymał w ręce zapalony napalm i mówiąc:

– Ja wam dam kurwie syny. To za melinę!

Cisnął nim w ostatnią rozkurwioną przed komisariatem czeską flaszkę…

kroma007

Trzasnęło i budynek momentalnie stanął w płomieniach. Szyby pękały, ludzie wrzeszczeli, a cegły pękały od żaru. Połączenie czeskiego bimbru, zwanego potocznie skurwiaczem oraz Józkowego napalmu dało efekt lepszy niż pokaz fajerwerków w Moskwie.

Józek stał zapatrzony i raz za razem ciągnął ze swojej butelczyny. Widok płonącego komendanta, który wyskoczył z drugiego piętra i roztrzaskał się o ziemię przywołał uśmiech na jego zniszczoną twarz. Oglądał to przedstawienie kompletnie zatopiony we własnych myślach.

Naraz odezwała się kurewsko głośno syrena, przeciągłym swym dźwiękiem zduszając otoczenie. Zza pleców chlusnął strumień wody gasząc makietę komisariatu. Mały Józio stał przed wystawą z zapałkami w rękach i niezwykle niewyraźną miną, kiedy komunistyczna syrena wyła, a strażaków wciąż przybywało w pomieszczeniu. Jednak nie to było najgorsze. Od wejścia zbliżał się, a właściwie toczył , dyrektor szkoły podstawowej w Flanelicach Gnojowych. Jego mina nie wróżyła nic dobrego.

Faquś

Józek skomentował pokraczny krok grubego kurwiarza:

-To chuj…

Po czym zaciskając w pięści butelkę czekał na to, aż skurwiel zbliży się na półdystans. Dyrektor wyglądał jak kupa końskiego gnoju. Mimo że przypominał jednego z tych zadbanych grubasów to jego osoba otoczona byłą złą aurą.

-Cze menelu, idziesz ze mną.- rzucił nowobogacki.

-Cze chuju, chyba ci się multiplejer popierdolił z rzeczywistością- rzucił Józek, po czym z całej siły cisnął w grubą mordę z niezliczonymi podbródkami i syfami na czole. Józio przez chwile poczuł się jak James Bond. Dopiero potem zorientował się, że nie ma ani klamki, ani dobrego wozu. Bohater zaczął spierdalać wielometrowymi susami w kierunku „gdzie instynkt poniesie” z gracją co najmniej dojrzewającej gazeli. Po kilkuset metrach podpierdoliła mu się noga o wystający koci łeb za winklem i wykurwił z impetem pół żywy, ale wciąż z cynicznym uśmiechem na ustach. Za nim toczyli się:

Heniek, komendant komendy policyjnej w Kurwiarzu i jego podopieczni: aspirant Maciej i Michał.

-Teraz menelu pójdziesz z nami- dodali obijając jego skurwiałą, wychudzoną dupę pałami policyjnymi. Przełożonemu Heńkowi odpowiadał taki scenariusz. On nie musiał nic robić. Wciąż sapał, a jego oddech czuł każdy. Posmak lekko podstarzałej suchej krakowskiej i musztardy staropolskiej czuć było na najmniej sto pierdolonych stóp.

W tym samym czasie Józek przechodził wielką przemianę. W kilka chwil z menela wojownika zamienił się w butnego młodzieńca zdolnego najebać każdego. Pijak mężniał z każdą chwilą. Jego wkurwienie dało się usłyszeć przez potężny ryk przypominający charkanie wielkiego wodza,odyńca. Maciej i Michał z przerażeniem patrzyli na rosnącego żula po czym spierdalając w podskokach na polu bitwy zostawili tylko dwie osoby: Przełożonego z rozjebanym ryjem i jego. Józka alkoholika.

Komendant stał z pyskiem i sapał coś pod swoim zarośniętym czarnymi kudłami od wewnątrz nosem. Był kurwą. Wiedział o tym każdy. Chodziły pogłoski że dupcył się z organistą Eustachym, który wtenczas wygrywał stare, obkute melodie na organach (dodam że kościół miał być pełny ludzi). Każdy mieszkaniec Kurwiarza miał świadomość jak wielkim skurwysynem potrafi być Heniek. Przez ostatnie dekady tylko tył. Ale wcześniej… był okazem mocy i męskości. Komendant miał nadzieje, że te czasy powrócą. Ale ni chuja- Heniek dalej stał z tym samym rozjebanym pyskiem co kilka minut wcześniej chrapiąc i sapiąc jak stara rozpruta kurwa.

Józek tryskał nienawiścią. Miał wielką ochotę rozpierdolić łeb musztardowemu świniakowi, poczuć się jak Jason. Chciał zamordować skurwysyna, potaplać się w jego pierdolonych, długich flakach. Grzebać się w jego olbrzymim cielsku, a ze skóry parchatego pedała uszyć niemały fotel. Z tłuszczu narobić salcesonu, a z włosów łonowych świetne przypominające te mamine poduszki.

-Czekaj chuju to cie zapierdole aż miło. – rzucił ochrypłym głosem Józek

-Spróbuj podejść łachmyto, a szybko zobaczysz się ze swoim starym w piekle- wykrzyczał skrzekliwym wkurwiającym głosem grubas, już tylko przypominający komendanta.

-O ty kurwo zajebana wywłoko pierdolona ty.- rzucił na odchodne pijak

Po tych słowach było już po walce. Okazało się że nad walecznym Józkiem cały czas wisiał helikopter z grupą uderzeniową prosto z USA i BBC World filmującą na żywo starcie polskich tytanów. Na naszego bohatera wpierdolono grubą jak jasny skurwysyn klatkę przeznaczoną prawdopodobnie dla słoni cyrkowych. Podczas gdy Józek wołał:

-Ty chamie ty tumanie, ty ćwoku ty kurwa ciulu, dziadu zajebany żłobie ty pierdolony, zajebie zajebie cie kurwo, masz moje słowo!

Heniek śmiał się z Józka i obelg którymi pijak ciskał w amoku (coraz większym błotem obrzucając komendanta), ale widać było po oczach, że słowa te siadły mu na psychikę. Głęboko zapamiętał słowa „zajebie cie kurwo, masz moje słowo”. Od tego czasu nic już w jego życiu nie było takie same. Stał się zakompleksionym zasrańcem.

A Józek ciągle siedział wkurwiony i zasapany w klatce. Na jego ryju widać było gęstą, kurewską flegmę i wymiociny.Chciał już prosić miejscowego klechę o spowiedź, kiedy …

Belfer

(Dalsza część na następnej stronie)

Przewiń do strony: 1 2

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 11 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...

komentarzy 6 do “Nowe wykurwiste opowiadanie”

  1.  Letalne Prącie pisze:
    22 kwietnia, 2013 o godzinie 23:54

    „wyciągnął dildo spod szaty” :D

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany żeby móc komentować.