Wkurwienia w kategorii: ‘Zwyczaje’

Pan Obrażalski

16 marca, 2019, Autor:

W skrócie Pan O. Co mnie wkurwia w nim najbardziej?

Wszystko jedno o co poproszę, co nie przypomnę, zwrócę uwagę – foch. Ale taki serio serio, foch którego nie powstydziłby się dobrze wychowany przedszkolak (któremu wszak też humory się zdarzają). Odwrócenie się plecami, absolutna ignorancja, cisza większa aniżeli go nie ma w domu. Czasem wcześniej wybuch złości z szyderstwami i ciosami poniżej pasa że jak śmiałam zwrócić JEMU uwagę! Żadna kurwa, szmata, dziwka nie będzie go pouczać jak ma żyć i co mówić!

Zwrócę uwagę że śmieci nie zostawia się w miejscu ich produkcji tylko celuje się nimi do kosza? FOCH.

Segregacja śmieci? A co to jest? Czemu go do tego zmuszam i go pouczam? FOCH.

Zwracam uwagę że na bieżąco się wyjada rzeczy z lodówki albo że obiad jest na kuchence a on zamówił sobie coś przez neta? Albo że rzeczy przeterminowane i zepsute się wyrzuca bo same do kosza nie wędrują? FOCH, a niech się zepsują, on ma to w rzyci.

Zaświnione pół zlewu stojące przez 3 dni, może by tak można pozmywać co się nabrudziło? FOCH.

Zwracam uwagę że zraniło mnie jakieś zdanie, określenie itd rzucone niby to w żartach? FOCH, FOCH, FOOOOOOOCH, sucz nie zna się na żartach, jak śmie się nie śmiać razem z nim?

Ja rzucę podobnym żarcikiem tylko że w jego stronę? F….O….CH! To go rani, ściera nieczuła i bez serca! Najczęsciej dodatkowo przed fochem wybuch złości i odbicie piłeczki, byle dosrać i mieć ostatnie słowo.

Czasem opadają mi cycki, witki i co tylko jeszcze…

 

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 1 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!
Tagi: ,

Ludzie z mojego najbliższego otoczenia są pierdolnięci, rozdział II

28 lutego, 2019, Autor:

Na początku, tak zupełnie abstrahując od tematu tego wpisu, chciałbym tylko nadmienić, że postanowiłem zmienić swój nick. Wynika to z faktu, że jednak poprzedni nick jest przeze mnie używany na innych stronach i kilka osób (takich żywych, widzianych raz na jakiś czas) o tym wie, a jednak tutaj wolałbym zachować tyle anonimowości, ile tylko się da. No dobra, ale to pewnie chuj kogokolwiek obchodzi, więc zaczynam rozdział II.

 

Rozdział II – Kuzynki-Karynki

Dzisiejszy bohater będzie bohaterem zbiorowym, ponieważ zupełnie bez sensu byłoby pisać o każdej z osobna. Poza tym poprzez swoje zachowanie tworzą jakby jeden wielki organizm, coś jak te ogromne stwory z filmu „”Pacific Rim”. Właściwie użyłem określenia „Kuzynki-Karynki” bo się rymowało, ale tak naprawdę nie chodzi bynajmniej tylko i wyłącznie o osoby z dalszej rodziny. To się tyczy również niektórych osób z rodziny mojej lubej, a także takich, które są kompletnie z nami niespokrewnione, ale przez ogólne niedojebanie wpisują się w ten schemat.

Czasy anona-piwniczaka mam już dawno za sobą. Zawsze wydawało mi się, że jestem taką czarną owcą w mojej rodzinie, ale nie dlatego że wdawałem się w jakieś burdy, kopałem śmietniki i wysysałem krew ze staruszek, tylko po prostu nie wyznawałem pewnych wartości ogólnie uznanych za „normalne”. Nie lubiłem piłki nożnej, bo uważam ją za gówniany sport (jeśli ktoś lubi, to spoko, ale proszę mnie nie zmuszać), wolałem raczej grać w Mario i Raymana niż w GTA i kolejne Call of Duty, no i ogólnie byłem takim introwertykiem (gdzieś w 60-70%, bo jak to padło kiedyś w Kapitanie Bombie: „Po wódzie mi odpierdala”, ale to dawne czasy i nie chcę do nich wracać, choć na pewno o nich napiszę). No, w każdym razie byłem nudny, ale podobało mi się to. Znacie to uczucie, kiedy siedzicie przy rodzinnym stole i jakaś Karyna lub Janusz pierdolnie tekstem: „Kiedy przyprowadzisz dziewczynę”? Żenadometr wypierdala wtedy rtęć poza skalę i pęka. Jeżeli myślicie, że po tym, jak już się zakochacie i będziecie mieli tę dziewczynę, tego typu pytanie macie już za sobą, to jesteście w błędzie. Oj, kurwa, w błędzie. To pytanie ewoluuje jak pierdolony pokemon. Po „Kiedy przyprowadzisz dziewczynę” następuje „Kiedy ślub?”, a następnie „Kiedy dziecko?”, przy czym to ostatnie pytanie jest chyba najbardziej kurewsko bezczelne ze wszystkich.

I z tego właśnie powodu, do chuja pana, gardzę madkami-kuzyneczkami wszelakiej maści. Te pustaki traktują posiadanie dziecka jako osiągnięcie niemal porównywalne do otrzymania Nagrody Nobla. Większość z nich ma gówniaka przez wpadkę, więc tym bardziej pytanie mnie o zostanie rodzicem, czyli coś z pogranicza planowania, brzmi śmiesznie i absurdalnie. Na FB ustawiłem posty wielu z nich jako niewidoczne, bo nie miałem zamiaru codziennie oglądać ich madkowych tekstów na tablicy z cyklu „Dobrze, że nie obciągnęłam, bo narodził się mi największy skarb” oraz obleśnych zdjęć noworodków. No, kurwa, nie jestem zwolennikiem antynatalizmu, ale powiedzcie mi tak szczerze: czy drący japę, pomarszczony purchlak nie wywołuje w was obrzydzenia? Wiem, że to dziecko i że mało rozumie, ale w sumie co z tego? Z racji arachnofobii pająków też nie toleruję, mimo iż wiem, że pewnie boją się mnie bardziej niż ja ich. Tyle że o ile boję się pająków, o tyle nie czuję strachu przed niemowlakami – to zwyczajna niechęć.

Jeśli miałbym wymienić i opisać tak w skrócie największe aspekty niedojebania Karyn z mojej rodziny, to szczególną uwagę zwróciłbym na:

  1. Uznawanie gówniaka za osiągnięcie. Mamy XXI wiek, dostęp do Internetu jest raczej powszechny, więc można się czegoś dowiedzieć o antykoncepcji. A tu większość Karyn ma dziecko – tak jak wspomniałem – z wpadki i potem oczywiście bierze ekspresowy ślub, który często kończy się szybkim rozwodem. Serio, nie kumam jak w XXI wieku, gdzie paczka prezerwatyw kosztuje około 12 złotych, człowiek może ruchać się bez zabezpieczenia i dziwić się potem, że jego partnerka zaciążyła? Co to za osiągnięcie spuścić się w kimś i zostać ojcem, nie mając często skończonej żadnej normalnej szkoły (jedna, akurat niedzieciata, to z dumą i patosem chwaliła się, że nie podeszła do matury)? Wiadomo, że nasze chujowe państwo bierze nasze pieniądze i utrzymuje z nich pasożytów, żeby się mnożyli, a teraz jeszcze madki z czwórką dzieci mają mieć zapewnioną emeryturkę bez względu na zarobki. I może to stanowi główny problem. Może to działa trochę jak Mario i jak najebiesz sto monet, to dostaniesz życie. Ostatnio widziałem reportaż o rodzinie, która narzekała, że jest biedna, mając siedmioro dzieci. Nawet nie było mi ich żal. No, może trochę dzieci było mi szkoda, bo jednak nie ich wina, że mają pojebanych starych. I chciałbym też nadmienić, że moja rodzina jest całkiem liczna, a jedna ciotka ma ośmioro potomstwa, tylko, kurwa, co z tego?
  2. Wtrącanie się w moje i mojej dziewczyny życie. Takie pytania o ślub i tym podobne są wkurwiające, bo tak naprawdę co ich to obchodzi? Nie będziemy brali ślubu, bo ogół tak chce. Nie będziemy też brali ślubu kościelnego, ponieważ tak zadecydowaliśmy, a jeśli będę chciał pierdolnąć sobie pogański ślub z orgiami, to kto mi zabroni? Jak jedna Karyna dowiedziała się, że nie chcemy ślubu kościelnego, to się zdziwiła i stwierdziła, że przecież takie są modne. Czy ja, kurwa, dobrze usłyszałem? Od kiedy sakramenty są modne? Zawsze wydawało mi się, że przyjmuje je osoba związana z chrześcijaństwem, a nie ktoś, kto chce sobie Marsz Mendelssohna w kościele posłuchać, bo ładnie gra muzyka. To wyłącznie argument anegdotyczny, jednak antropologiczną dedukcją zauważyłem dużą analogię między twierdzeniem, że ślub to moda, a np. uznawaniem, że każdy doktor to lekarz medycyny, a ślub cywilny nie jest ważny prawnie (nie, kurwa, ślub CYWILNY, kurwa, nie może być ważny prawnie, bo przecież na pewno nie należy do gałęzi prawa cywilnego regulowanego przez kodeks).
  3. Pytanie z cyklu „Kiedy dziecko?”. Zawsze wtedy z uśmiechem na twarzach odpowiadamy, że nigdy. Powinniście zobaczyć wybałuszone gały, chociaż zdarzają się też niedowierzania, jakbyśmy „życia nie znali”. Standardowe argumenty to „Kto ci na starość poda szklankę wody?” i „Kto będzie pracować na twoją emeryturę?”. Bardzo to chrześcijańskie myśleć w tak materialistyczny sposób, Ale dobra, odniosę się. Kurwa, po pierwsze, postaram się utrzymać w takim stanie, by nie musieć polegać na kimkolwiek w sprawie szklanki wody. I nie sądzę, aby właśnie po to rodziło się dzieci. Po drugie, na emeryturę to ja sobie pracuję sam, bo z tego, co mi wiadomo, państwo okrada mnie przy każdej wypłacie, zresztą nie zdziwiłbym się, gdybym w ogóle nie dostał emerytury, bo zabrakłoby hajsu w budżecie naszego roztropnego państwa. Tak, jak wspomniałem wcześniej, nie lubię gówniarzy, kiedyś odbywałem staż w domu kultury, pracując z dziećmi, ale jednak 4-5 godzin to nie cała doba, gdzie ktoś drze mordę. Moja dziewczyna też nie lubi dzieci, więc w sumie po co dwie osoby o takim podejściu miałyby je mieć? Do tego dochodzi moja nerwica i jej depra, którą kiedyś przeżywała, a to na pewno mogłoby w jakiś sposób zostać odziedziczone przez naszego ewentualnego potomka (choć lekarzem nie jestem, wiec jak coś, to mnie poprawcie). Po co mamy już na starcie spierdolić temu dzieciakowi życie? Ostatnio widziałem, jak ciotka mojej dziewczyny napisała na FB, że jej dzieci mają odrę, a jakaś jej koleżaneczka poprzez komentarz zaprosiła ją do siebie, bo nigdy nie przechodziła i chciała się zarazić. I tacy ludzie mają prawa rodzicielskie. Z obserwacji wiem, że ci, którzy biorą śluby i płodzą dzieci z powodu jakiegoś mistycznego poczucia tradycji, raczej nie należą do szczęśliwych osób. A ja chcę być szczęśliwy i nie chcę, by jakaś spierdolona madka mówiła mi, co mam robić.

Rasumując i cytując madkowego klasyka: „Odpierdolcie się od nas, od naszego dziecka i od nas”.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 5 raz(y), średnia ocen: 8,60 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

Ludzie z mojego najbliższego otoczenia są pierdolnięci, rozdział I

19 lutego, 2019, Autor:

Chyba nic tak bardzo nie potrafi zdenerwować człowieka jak inny człowiek. Pies naszcza ci do butów, kot zrzuci ci wazon, antena przestanie odbierać kanały, ale to jest naprawdę nic w porównaniu z człowiekiem, który robi wkurwiające rzeczy perfidnie i świadomie. Owszem, czasem może tych dwóch aspektów brakuje, bo ktoś jest na tyle niedojebany, że nie zdaje sobie sprawy z tego, jak głupie rzeczy mówi, a taka właśnie jest w dużej mierze moja kochana rodzina. Już postanowiłem sobie, że jak tylko zaoszczędzę grosza, a moja dziewczyna skończy studia i też będzie mieć pracę, to wypierdalam z tego grajdołku, bo choć jest on urokliwy, w fajnym miejscu i ogólnie nie brakuje przestrzeni do mieszkania, to jednak nie czuję się tu komfortowo. Pozwólcie więc, że w ten na wpół chaotyczny, na wpół poukładany w miarę możliwości sposób opowiem wam swoją historię.

Rozdział I: Babcia Klara

Babcia Klara wprowadziła się do nas jakieś 2 lata temu w wyniku wychujania wszystkich przez moją cudowną ciotkę. Jeśli czytaliście moje starsze wpisy, wiecie, o czym mówię, a jeśli nie, to zachęcam to poczytania. Może nie będzie tam wszystkiego, bo sytuacja się trochę bardziej rozwinęła, ale nie chce mi się całościowo tego opisywać. W każdym razie moja ciotka przegrała rozprawę z moim ojcem i musi co miesiąc bulić po kilkaset złociszy razem z drugą ciotką, która też nie interesowała się zbytnio swoją matką, mimo że zaręczała inaczej. No ale chuj z nimi, bo i tak nie widziałem ich od wielu lat i raczej mnie do tego nie ciągnie. „Ciotka przegrała i płaci hajsy, więc to chyba dobrze, prawda?” zapyta ktoś z tłumu. No, kurwa, nie bardzo. Babcia Klara zamieszkała u nas w domu, a mój ojciec z racji, że jego decyzje są decyzjami ostatecznymi i nikt nie ma nic do gadania, zrobił dla niej remont pokoju połączonego z kuchnią. No… Ale parę miesięcy temu wychodziło na to, że to miał być mój pokój, tylko rzecz jasna, zmieniono zdanie. Dostałem co prawda swoje osobne dwa pokoje, ale jestem odcięty od normalnej kuchni, co trochę utrudnia mi życie. Nie będę owijać w bawełnę – nienawidzę tej starej baby. Wiem, że to moja babcia, ale nie potrafię jej polubić. Zawsze mieszkała u nas jeszcze moja druga babcia (i nadal mieszka, więc jakby nie patrzeć to już dwie stare osoby w jednym domu) i miałem z nią dobry kontakt, ale z Klarą jest inaczej. Przede wszystkim symuluje – normalnie udaje schorowaną i zmęczoną, bo śpi do 11.00, ale jak leci msza na TV Trwam, to zapierdala, aż się kurzy, i to nawet o siódmej godzinie. Do mojego pokoju przychodzi tylko wtedy, kiedy czegoś chce: albo chodzi o otworzenie jej jebanego słoika, albo o „naprawienie” telewizora, bo „sam się zepsuł” (jak ktoś nakurwia oberka z anteną, to nie ma się co dziwić, że się kabel odłączył). Raz byłem u dziewczyny w Wejherowie i wróciłem dopiero po 5-6 dniach. Teraz mały quiz: jak myślicie, jaka była pierwsza reakcja mojej babci?

A) Powiedziała mi „Dzień dobry, wnusiu, jak dobrze, że wróciłeś”

B) Zapytała się, co tam porabiałem

C) Przyszła ze słoikiem, żebym go jej odkręcił

Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami, to naprawdę prosta sprawa. Od tego właśnie mieszkam w tym domu – by przekręcać te jebane wieczka.

Kolejna rzecz – łazienka. Wiecznie zajęta. Człowiek nie może się ogolić, wysrać ani zaspokoić potrzeby puszczenia porannego szczocha, którego potem będzie musiał trzymać, ponieważ w drodze do pracy lub na studia ciężko o miejscówkę, gdzie dałoby radę to zrobić. Babsztyl siedzi tam nawet do 30-40 minut, a jak bierze prysznic, to oczywiście nie wytrze po sobie podłogi, bo przecież po co. Raz baba wyszła z łazienki i przekazała mi radosną nowinę, że „trochę uszkodziła drzwi od kabiny prysznicowej”. To „trochę” polegało na tym, że zastałem drzwi leżące luzem obok kabiny. Udało mi się je naprawić, lecz pytania bez odpowiedzi pozostały. Przede wszystkim jak ta rzekomo schorowana kobieta dysponuje tak dużą siłą? Przecież tu nawet Pudzian nie odpierdoliłby czegoś takiego. Babka napierdala każdymi możliwymi drzwiami. Raz rozjebała szafkę na korytarzu i naprawienie jej zajęło cały dzień. Myślicie, że ona się tym przejmuje? Oczywiście, że nie. Nie da się jej nic powiedzieć, bo od razu zaczyna płakać tak, jakbyśmy na nią krzyczeli. Fakty są takie, że to ja zbieram przez to większe bęcki niż ona i to na mnie się mój ojciec drze. Zresztą, cała ta sytuacja spowodowała, że stałem się wesołym użytkownikiem Asertinu i Alproxu i trwa to po dziś dzień.

Mój ojciec tylko narzeka, jak bardzo ma przejebane, bo przy starych ludziach tyle roboty. Cóż, on ma przejebane, a ja wyjebane, bo nie zamierzam się tą sprawą interesować. Ja byłem definitywnie przeciwko temu pomysłowi, zresztą moja mama też, więc jeżeli 1 głos przegłosował 2, to jest to chujnia, w której ja uczestniczyć nie zamierzam. Od czasu do czasu odkurzę u niej pokój, ale zasranego „dziękuję” za to nie otrzymam. Trzeba było ją oddać do domu starców. Tu też chyba pojawia się problem zjebanej polskiej mentalności – ludziom uroiło się, że życie to Disney i bazuje ono na z góry utartych schematach, gdzie każda sytuacja jawi się czarno-biało. Aborcja zawsze zła, katolicy zawsze dobrzy, Janusz Papaj II najwspanialszy papież, a gdy oddajesz starszego członka rodziny do domu starców, to jesteś wyrodnym dzieckiem. Bo to nie jest tak, że za ten ośrodek się płaci, nie mając w domu warunków na przyjęcie takiej osoby. Moje dwie inne ciotki (bo ojciec ma cztery siostry) niby zobligowały się do pomocy i niby od czasu do czasu coś robią, ale wydaje mi się, że to jednak stosunkowo za mało. Łatwo jest pierdolić, jak to wesoło żyć sobie z dwoma babciami, kiedy przychodzi się na miejsce akcji raz na dwa tygodnie. Nie posiada się wówczas obrazu całej sytuacji.

Kolejny grzech babci Klary to chciwość. Na święta dałem jej prezent, bo stwierdziłem, że to w końcu moja babcia i wypada. Ale teraz wiem, że już nic nigdy tej starej babie nie kupię. Spojrzała na mój prezent jak na gówno i nawet nie powiedziała „dziękuję”, a to przelało czarę. Dodatkowo ciągle uważa ona, że ma za mało pieniędzy, mimo że dostaje ich więcej, bo ciotki na nią płacą przez prawomocny wyrok. Jak ktoś wydaje nie wiadomo na co i szasta hajsem, to tak to właśnie wygląda i choćby miesięcznie miała 10 tysięcy emerytury, to i tak narzekałaby, że mało i mało. Ostatnio stwierdziła, że wizyta u fryzjera kosztuje 10 złotych. Z reguły wiadomo, że kobiety zawsze płacą więcej, ale nawet ja jako facet chcący się ogolić na „zero” nigdzie nie znalazłbym fryzjera skorego wykonać usługę za dychę.

Pomijam też fakt, że jej pokój i kuchnia są wiecznie brudne. Blaty lepią się od bliżej nieznanej mi substancji, szuflady nie chcą się domknąć, a już nieraz dochodziło do sytuacji, gdzie musiałem wyłączać gaz, bo babsko zostawiło włączoną kuchenkę. Czasami przypala garnki i jebie na cały dom, a że smród podobny trochę do niestabilnej butli propan-butan, to od razu lecę sprawdzić, czy oby kurki są zakręcone. I tak wymontowaliśmy jej już dwa. Jak już kibel się łaskawie zwolni, jebie w nim jak w trupiarni, czasem nawet gówno leży na kafelkach lub – co gorsza – zdobi drzwi kabiny prysznicowej. I to się ciągle powtarza, a kolejne próby przemówienia jej do rozsądku nie przynoszą skutku. Rozumiem, że mało brakuje jej do dziewięćdziesiątki, tylko w sumie dlaczego miałoby mnie to obchodzić w momencie, gdy widzę, że nie jest z niej taka do końca niedołężna osoba?

A wiecie, co uważam za najgorsze? Że czekam, aż ta starucha kopnie w kalendarz. Serio, nie sądziłem, iż kiedykolwiek zdarzy mi się oczekiwać tak mrocznych rzeczy, ale ja po prostu nie wyrabiam. Leczę się psychiatrycznie i potrzebuję w miarę możliwości spokoju, bo nerwica i depresja rok temu całkowicie omotały moje życie i tylko moja dziewczyna dostrzegła problem i mnie z tego wyciągnęła. Prawie że nikt nie bierze mojej choroby na poważnie, choć teraz już się tym tak nie przejmuję. Jak babcia umrze, myślę, że nawet nie uronię łzy. Z drugiej jednak strony jej śmierć mi niewiele da, ponieważ nie zamierzam mieszkać na stałe w swoim domu ze względów, o których opowiem później.

cdn.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 2 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

Teściowa w domu, odcinek drugi

12 lutego, 2019, Autor:

– A możesz mi powiedzieć, bo ja patrzyłam straszny bałagan w tej kuchni macie, nie wiadomo co gdzie jest i gdzie czego szukać, tam trochę ziemniaków zostało jeszcze to kilka tylko i to miękkie już takie to chyba doobieram…

Ja się kurwa starałem tego słuchać, bo zaczynało się jak pytanie, ale ta patrzy mi się w oczy i gada coś zupełnie bez sensu. Jakieś opowieści o ziemniakach? Coś, że obiad będzie robiła chyba.

-…to weźmie czy nie?

E… Nawet nie wiem o kogo pyta, więc staram się mówić wolniej niż zwykle, żeby ją wyhamować i trochę zgaduję jakie było pytanie:
– Młoda podjada nam z talerza, nie gotujemy specjalnie dla niej. A Kasia gotuje sobie sama, nie robimy wspólnych posiłków.

– Ale ty nie rozumiesz o co mi chodzi. Bo ja się zastanawiałam z tymi ziemniakami…
i tu leci jakaś napierdalanka o starzeniu się warzyw. Jezu… staram się pominąć te opisy jak u Orzeszkowej i wyczekuję tylko tej głównej informacji, żeby jej znów nie przegapić.

– blablatarata tatata ziemniaki tratata tatataaa tatara marchewki tratata ta…

Ja sobie to wyobrażam (tratatata) jako wielarny krzak z westernów, zlepiony z (tratatata) samych bzdur i tych pierdolonych ziemniaków i marchewek (tratatata), coś tam o krojeniu (tratatata). Ten krzak (tratatata) rośnie kurwa trzeszczy (tratatata) i toczy się na mnie (trataTATAAAA), ja odskakuję a tu BACH:

– To weźmie czy nie?

– Ale kto? Jak zostanie obiad to sobie odgrzejemy, albo do pracy weźmiemy na jutro.

Patrzy na mnie, patrzy… Machnęła ręką i poszła do kuchni.

Chyba nigdy się nie dowiem, o co jej chodziło.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 2 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!