Wkurwienia w kategorii: ‘Zdrowie’

Ludzie z mojego najbliższego otoczenia są pierdolnięci, rozdział IV

16 października, 2019, Autor:

Mój stary jest fanatykiem…

Lubię się pośmiać z memów o nosaczach reprezentujących typowego Polaka Janusza, jednak wiem, że w moim życiu nie stanowi to żartu a fakt, z którym muszę się borykać od samego początku swojego istnienia. Mój ojciec jest osobą, którą przez 26 lat zdążyłem znienawidzić. Wiem, że to mój rodzic, ale w sumie nic na to nie poradzę, po prostu czuję do niego wyłącznie odrazę i stresuje mnie jego obecność. Ale zacznijmy od początku.

Mój ojciec nigdy nie stosował przemocy fizycznej – to trzeba mu przyznać. Ale przemoc psychiczną jak najbardziej. Właściwie teraz nie ma prawie że dnia, aby tego nie robił. Do tego jest pracoholikiem przekonanym o tym, że zawsze ma rację, ponieważ zapierdala 24 godziny na magazynie i najwięcej zarabia. Potem przychodzi z nocki, kładzie się spać, a jak wstaje to ciągle twierdzi, że nic nie zostało zrobione. Czasami zdarza się, ze po tych 24 godzinach nadal nie chce iść spać i sprząta cały dom. Często budzi mnie, napierdalając mopem o wiadro, kiedy jest przed 7.00 rano. Mój stary nie umie odpoczywać i z roku na rok jest coraz gorzej, bo przeradza się to u niego w manię. Potrafi zapierdalać od rana do wieczora, ciągle pod nosem prowadząc swój monolog, że „jest wykończony”, „nikt nic nie robi”, „nikt mu nie chce pomóc”. I winą za to obarcza innych domowników.

To właśnie życie z nim pod jednym dachem spowodowało, że w poprzednim roku musiałem podjąć terapię antydepresantami, która trwa po dziś dzień. Jego zachowanie nie stanowiło może jedynego powodu mojej depresji i nerwicy, lecz na pewno było przyczyną w 70%. A gdy mu powiedziałem, że na to choruję, stwierdził, że przecież ja żyję bezstresowo i on to na wsi dopiero miał zapierdol w moim wieku. Chuj mnie to obchodzi – w jego wieku po świecie zapierdalały jeszcze mamuty, a prąd nosiło się wiadrami. Pomyślałem sobie, że skoro lekarz stwierdził u mnie te zaburzenia, to ojciec potraktuje mnie trochę łagodniej ze względu na moje stany lękowe. Ale nie, absolutnie nic się nie zmieniło. Dalej na mnie napierdalał i to w taki sposób, że potem ciężko mi było oddychać, nie mogłem spać w nocy, bo śniły mi się koszmary, a często nawet miałem krótkotrwałe myśli o tym, żeby ze sobą skończyć. Na szczęście te myśli trwały tylko kilka sekund.

W jego opinii nic nie robię. Nawet jak mu pomagam cały dzień na podwórku, to i tak twierdzi, że nic nie robiłem. A jak chcę sam zaproponować, że coś zrobię, to też jest niedobrze. Bo przecież nie umiem napalić dobrze w piecu albo ugotować ziemniaków, mimo że robię to dosyć często, kiedy nie ma nikogo w domu. Owszem, nie umiem wielu technicznych rzeczy, ale to dlatego że w dzieciństwie nigdy nie byłem do nich dopuszczany. Mogę odkurzyć cały dom, zrobić śniadanie-obiad-kolację, wytrzeć kurze i nakarmić zwierzaki domowe, pójść do sklepu i posprzątać podwórko, ale to i tak nic nie znaczy, bo to są rutynowe rzeczy, a więc to nie jest praca. Mogę zrobić 10 rzeczy dobrze, ale ta jedenasta mi nie wyjdzie i oczywiście tylko to się liczy. Czasami mój stary chce, żebym mu „podpowiedział” coś z zakresu elektryki, bo on przykręca gniazdko i nie wie jak, a potem dostaję opierdol, że nie chcę pomóc. Ale ja się, kurwa, na tym nie znam. Nie uczyłem się elektryki. Jak chce porady, to niech wynajmie fachowca.

Ale nie, bo fachowcy to drodzy są, więc lepiej samemu zrobić. Potem tak robi, że trwa to 3 tygodnie, a on kurwuje na wszystko. Raz w całej swej inteligencji chciał zdemontować gniazdko bez wyłączenia prądu i go pierdolnęło. Innym razem na upartego wszedł po drabinie i z niej spadł, bo nie mógł poczekać tych 2 godzin, aż ktoś wróci do domu i mu ją przytrzyma.

Nie mogę niczego robić na kompie, bo w jego opinii zajmuję się graniem. A tymczasem mam zdalne zlecenia pisania tekstów i po prostu muszę poświęcić te 4-5 godzin, aby coś naskrobać i móc dostać za to sensowne pieniądze. Ale nie, bo to jest nieważne. Ojciec nigdy nie ułatwiał mi zdawania egzaminów na studiach. Zawsze, gdy nadchodziła sesja, wymyślał sobie nowe remonty: dachu, piętra, chuj-wie-jeszcze-czego. Przychodziłem z wykładów i nie miałem czasu się uczyć ani pisać prac zaliczeniowych, bo musiałem z nim przy tym zapierdalać. A jak nie, to była wielka obraza. Mój ojciec nawet nie zapamiętał jaki kierunek studiuję. Mało tego, on uważa, iż kierownik banku to dokładnie to samo co kierownik Żabki. Jeszcze jedną bardzo ważną rzeczą jest to, że od wielu, wielu lat próbuję wydać książkę. Teraz w końcu znalazł się wydawca i mogą się spełnić moje marzenia na jakieś lepsze życie i ogólnie na czerpaniu profitów ze swojej pasji. Kiedy się tym pochwaliłem, jedynymi reakcjami rodziców było „Aha”, co mnie bardzo zdołowało i już przez większość dnia leżałem w łóżku, bo bardzo źle się czułem. Pisanie książki było ciężkie, ponieważ rodzice non stop się kłócili, a ja się tylko denerwowałem i nie potrafiłem nic sensownego napisać. Dopiero u mojej dziewczyny, w Wejherowie warunki okazały się sprzyjające. Do tego ciągle miałem przeświadczenie, że ojciec patrzy na mnie z byka, bo robię głupoty na kompie. Raz stwierdził, że na pewno zmyślam z pisaniem pracy magisterskiej, bo przecież mam włączonego Facebooka. Jakbym nie mógł jednocześnie robić dwóch rzeczy naraz. Ale jak mu się w telefonie coś spierdoli (oczywiście samo, bo on przecież nie wchodzi na te wszystkie zjebane strony, które mu przesyłają malware i wirusy na komórkę), to mam to zrobić w trybie natychmiastowym.

Moja matka nie jest lepsza. Kocham ją, ale ona uznaje to ciągłe napierdalanie na wszystkich za normę i nic nie mówi. Gdy jest sama w domu, można z nią pożartować i pogadać na różne tematy, jednak takich dni jest stosunkowo niewiele. Ja też do pewnego czasu cierpiałem na syndrom sztokholmski i po prostu wyłączałem się, czekając aż wszystko samo się skończy. Jednak ostatnio postanowiłem to zmienić. Zdarzyło mi się kilka razy zwrócić staremu uwagę, nic to co prawda nie dało, ale czułem satysfakcję, że mu dopierdoliłem. Bo na to całkowicie zasłużył. Najgorsze jest to, że mam obawy przy podejmowaniu jakiejkolwiek pracy, ponieważ w głowie uroiło mi się, że będzie tam tak jak przy robocie z ojcem – będą krzyki, wrzaski, poczuję się jak gówno i ogólnie niczego nie pojmę.

Mój ojciec ma też skłonność do kupowania coraz większej liczby sprzętów gospodarstwa domowego, co daje mu pretekst do narzekania, jak to on dużo ma do roboty. On sobie po prostu tę robotę dopierdala na własne życzenie. Ogarnięcie tego wszystkiego zajmuje cały dzień, a ja nie zamierzam tak żyć. Chcę rozwijać swoje pasje i zainteresowania, których mój stary nie posiada. Co więcej, to on sam zadecydował, że babcia Klara się do nas wprowadzi, a teraz na nią narzeka i liczy, że będziemy przy niej cokolwiek robić. Ja nie zamierzam. Ona nie pamięta nawet o moich urodzinach, twierdząc, że nie może pamiętać o każdym swoim wnuku, bo jest ich za dużo. Mam nadzieję, że kurwa szybko umrze, bo to najbardziej pazerna i świętojebliwa osoba, jaką znam.

O prywatności we własnym pokoju też nie ma co gadać. Po kilku dniach mojej nieobecności (bo wybywam często do dziewczyny, ponieważ tam czuję się spokojnie i po prostu dobrze), gdy już jestem w domu, potrafię od razu poznać, że grzebano mi po szafkach, plecakach itd. A mam tam różne rzeczy, które są… no, po prostu moje i nie chcę się z nimi afiszować. Wiecie, prezerwatywy, jakieś małe piwko, czasami papierosy, albumy czy kartki z moimi bazgrołami. To są rzeczy takie typowo moje i skoro ja nikomu po szafkach nie grzebię, to chciałbym, aby też nie robiono tego u mnie.

Pora chyba się wyprowadzić. Życie z moim starym i jego matką jest niemożliwe. Nie wiem, dlaczego moja mama nadal z nim jest, ale pewnie z przyzwyczajenia. Ja nie przyzwyczaję się do tego nawet po 40 latach, więc muszę wziąć sprawy w swoje ręce.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 3 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

Ludzie z mojego najbliższego otoczenia są pierdolnięci, rozdział I

19 lutego, 2019, Autor:

Chyba nic tak bardzo nie potrafi zdenerwować człowieka jak inny człowiek. Pies naszcza ci do butów, kot zrzuci ci wazon, antena przestanie odbierać kanały, ale to jest naprawdę nic w porównaniu z człowiekiem, który robi wkurwiające rzeczy perfidnie i świadomie. Owszem, czasem może tych dwóch aspektów brakuje, bo ktoś jest na tyle niedojebany, że nie zdaje sobie sprawy z tego, jak głupie rzeczy mówi, a taka właśnie jest w dużej mierze moja kochana rodzina. Już postanowiłem sobie, że jak tylko zaoszczędzę grosza, a moja dziewczyna skończy studia i też będzie mieć pracę, to wypierdalam z tego grajdołku, bo choć jest on urokliwy, w fajnym miejscu i ogólnie nie brakuje przestrzeni do mieszkania, to jednak nie czuję się tu komfortowo. Pozwólcie więc, że w ten na wpół chaotyczny, na wpół poukładany w miarę możliwości sposób opowiem wam swoją historię.

Rozdział I: Babcia Klara

Babcia Klara wprowadziła się do nas jakieś 2 lata temu w wyniku wychujania wszystkich przez moją cudowną ciotkę. Jeśli czytaliście moje starsze wpisy, wiecie, o czym mówię, a jeśli nie, to zachęcam to poczytania. Może nie będzie tam wszystkiego, bo sytuacja się trochę bardziej rozwinęła, ale nie chce mi się całościowo tego opisywać. W każdym razie moja ciotka przegrała rozprawę z moim ojcem i musi co miesiąc bulić po kilkaset złociszy razem z drugą ciotką, która też nie interesowała się zbytnio swoją matką, mimo że zaręczała inaczej. No ale chuj z nimi, bo i tak nie widziałem ich od wielu lat i raczej mnie do tego nie ciągnie. „Ciotka przegrała i płaci hajsy, więc to chyba dobrze, prawda?” zapyta ktoś z tłumu. No, kurwa, nie bardzo. Babcia Klara zamieszkała u nas w domu, a mój ojciec z racji, że jego decyzje są decyzjami ostatecznymi i nikt nie ma nic do gadania, zrobił dla niej remont pokoju połączonego z kuchnią. No… Ale parę miesięcy temu wychodziło na to, że to miał być mój pokój, tylko rzecz jasna, zmieniono zdanie. Dostałem co prawda swoje osobne dwa pokoje, ale jestem odcięty od normalnej kuchni, co trochę utrudnia mi życie. Nie będę owijać w bawełnę – nienawidzę tej starej baby. Wiem, że to moja babcia, ale nie potrafię jej polubić. Zawsze mieszkała u nas jeszcze moja druga babcia (i nadal mieszka, więc jakby nie patrzeć to już dwie stare osoby w jednym domu) i miałem z nią dobry kontakt, ale z Klarą jest inaczej. Przede wszystkim symuluje – normalnie udaje schorowaną i zmęczoną, bo śpi do 11.00, ale jak leci msza na TV Trwam, to zapierdala, aż się kurzy, i to nawet o siódmej godzinie. Do mojego pokoju przychodzi tylko wtedy, kiedy czegoś chce: albo chodzi o otworzenie jej jebanego słoika, albo o „naprawienie” telewizora, bo „sam się zepsuł” (jak ktoś nakurwia oberka z anteną, to nie ma się co dziwić, że się kabel odłączył). Raz byłem u dziewczyny w Wejherowie i wróciłem dopiero po 5-6 dniach. Teraz mały quiz: jak myślicie, jaka była pierwsza reakcja mojej babci?

A) Powiedziała mi „Dzień dobry, wnusiu, jak dobrze, że wróciłeś”

B) Zapytała się, co tam porabiałem

C) Przyszła ze słoikiem, żebym go jej odkręcił

Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami, to naprawdę prosta sprawa. Od tego właśnie mieszkam w tym domu – by przekręcać te jebane wieczka.

Kolejna rzecz – łazienka. Wiecznie zajęta. Człowiek nie może się ogolić, wysrać ani zaspokoić potrzeby puszczenia porannego szczocha, którego potem będzie musiał trzymać, ponieważ w drodze do pracy lub na studia ciężko o miejscówkę, gdzie dałoby radę to zrobić. Babsztyl siedzi tam nawet do 30-40 minut, a jak bierze prysznic, to oczywiście nie wytrze po sobie podłogi, bo przecież po co. Raz baba wyszła z łazienki i przekazała mi radosną nowinę, że „trochę uszkodziła drzwi od kabiny prysznicowej”. To „trochę” polegało na tym, że zastałem drzwi leżące luzem obok kabiny. Udało mi się je naprawić, lecz pytania bez odpowiedzi pozostały. Przede wszystkim jak ta rzekomo schorowana kobieta dysponuje tak dużą siłą? Przecież tu nawet Pudzian nie odpierdoliłby czegoś takiego. Babka napierdala każdymi możliwymi drzwiami. Raz rozjebała szafkę na korytarzu i naprawienie jej zajęło cały dzień. Myślicie, że ona się tym przejmuje? Oczywiście, że nie. Nie da się jej nic powiedzieć, bo od razu zaczyna płakać tak, jakbyśmy na nią krzyczeli. Fakty są takie, że to ja zbieram przez to większe bęcki niż ona i to na mnie się mój ojciec drze. Zresztą, cała ta sytuacja spowodowała, że stałem się wesołym użytkownikiem Asertinu i Alproxu i trwa to po dziś dzień.

Mój ojciec tylko narzeka, jak bardzo ma przejebane, bo przy starych ludziach tyle roboty. Cóż, on ma przejebane, a ja wyjebane, bo nie zamierzam się tą sprawą interesować. Ja byłem definitywnie przeciwko temu pomysłowi, zresztą moja mama też, więc jeżeli 1 głos przegłosował 2, to jest to chujnia, w której ja uczestniczyć nie zamierzam. Od czasu do czasu odkurzę u niej pokój, ale zasranego „dziękuję” za to nie otrzymam. Trzeba było ją oddać do domu starców. Tu też chyba pojawia się problem zjebanej polskiej mentalności – ludziom uroiło się, że życie to Disney i bazuje ono na z góry utartych schematach, gdzie każda sytuacja jawi się czarno-biało. Aborcja zawsze zła, katolicy zawsze dobrzy, Janusz Papaj II najwspanialszy papież, a gdy oddajesz starszego członka rodziny do domu starców, to jesteś wyrodnym dzieckiem. Bo to nie jest tak, że za ten ośrodek się płaci, nie mając w domu warunków na przyjęcie takiej osoby. Moje dwie inne ciotki (bo ojciec ma cztery siostry) niby zobligowały się do pomocy i niby od czasu do czasu coś robią, ale wydaje mi się, że to jednak stosunkowo za mało. Łatwo jest pierdolić, jak to wesoło żyć sobie z dwoma babciami, kiedy przychodzi się na miejsce akcji raz na dwa tygodnie. Nie posiada się wówczas obrazu całej sytuacji.

Kolejny grzech babci Klary to chciwość. Na święta dałem jej prezent, bo stwierdziłem, że to w końcu moja babcia i wypada. Ale teraz wiem, że już nic nigdy tej starej babie nie kupię. Spojrzała na mój prezent jak na gówno i nawet nie powiedziała „dziękuję”, a to przelało czarę. Dodatkowo ciągle uważa ona, że ma za mało pieniędzy, mimo że dostaje ich więcej, bo ciotki na nią płacą przez prawomocny wyrok. Jak ktoś wydaje nie wiadomo na co i szasta hajsem, to tak to właśnie wygląda i choćby miesięcznie miała 10 tysięcy emerytury, to i tak narzekałaby, że mało i mało. Ostatnio stwierdziła, że wizyta u fryzjera kosztuje 10 złotych. Z reguły wiadomo, że kobiety zawsze płacą więcej, ale nawet ja jako facet chcący się ogolić na „zero” nigdzie nie znalazłbym fryzjera skorego wykonać usługę za dychę.

Pomijam też fakt, że jej pokój i kuchnia są wiecznie brudne. Blaty lepią się od bliżej nieznanej mi substancji, szuflady nie chcą się domknąć, a już nieraz dochodziło do sytuacji, gdzie musiałem wyłączać gaz, bo babsko zostawiło włączoną kuchenkę. Czasami przypala garnki i jebie na cały dom, a że smród podobny trochę do niestabilnej butli propan-butan, to od razu lecę sprawdzić, czy oby kurki są zakręcone. I tak wymontowaliśmy jej już dwa. Jak już kibel się łaskawie zwolni, jebie w nim jak w trupiarni, czasem nawet gówno leży na kafelkach lub – co gorsza – zdobi drzwi kabiny prysznicowej. I to się ciągle powtarza, a kolejne próby przemówienia jej do rozsądku nie przynoszą skutku. Rozumiem, że mało brakuje jej do dziewięćdziesiątki, tylko w sumie dlaczego miałoby mnie to obchodzić w momencie, gdy widzę, że nie jest z niej taka do końca niedołężna osoba?

A wiecie, co uważam za najgorsze? Że czekam, aż ta starucha kopnie w kalendarz. Serio, nie sądziłem, iż kiedykolwiek zdarzy mi się oczekiwać tak mrocznych rzeczy, ale ja po prostu nie wyrabiam. Leczę się psychiatrycznie i potrzebuję w miarę możliwości spokoju, bo nerwica i depresja rok temu całkowicie omotały moje życie i tylko moja dziewczyna dostrzegła problem i mnie z tego wyciągnęła. Prawie że nikt nie bierze mojej choroby na poważnie, choć teraz już się tym tak nie przejmuję. Jak babcia umrze, myślę, że nawet nie uronię łzy. Z drugiej jednak strony jej śmierć mi niewiele da, ponieważ nie zamierzam mieszkać na stałe w swoim domu ze względów, o których opowiem później.

cdn.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 3 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

Most w Odessie

11 lutego, 2019, Autor:

Dziś od rana mam na chacie teściową. Popołudniem włączyła jej się faza sprzątania i niekończący się strumień słów, których nie umiem kulturalnie powstrzymać.
Wyciąga odkurzacz z szafy…
– Przecież ten worek cały zapchany! Zobacz jaki ciężki! Przecież ten odkurzacz tylko rzęzi i straszy, a nic nie ciągnie! No bez sensu taka robota!
A jeszcze nawet nie włączyła tego odkurzacza.
– Nie szukaj tych worków! Potem sobie znajdziecie! (jasne, i będzie odkurzać bez worka, bo jej nie oderwę od zapierdalania) Gdzie tam wysoko wchodzisz, zrobisz sobie coś jeszcze! No kto by tam worki wsadzał na górną półkę (e… ja?), one są na dole na wierzchu gdzieś, wiesz? Pewnie one są w pudełku jakimś, albo wziąłeś ostatni i wyrzuciłeś opakowanie i trzeba kupić nowe.
No skąd kurwa się jej biorą te historie w głowie? Przychodzi ci baba do twojego domu i twierdzi, że wie co gdzie masz. Wie o wszystkim więcej niż ktokolwiek.
– To kiedyś tam podskoczy się przy okazji i kupicie worek, no kto to słyszał żeby worków do odkurzacza w domu nie mieć jak się go używa codziennie!

Kurwa!
Serio, co trzeba mieć w bani, żeby móc tak napierdalać wyrazami. Jeszcze tworząc przy tym jakąś alternatywną rzeczywistość. Bo worki oczywiście znalazłem po kilku minutach przekopywania szafy.

A i jeszcze, żeby nie było, że tytuł wkurwa jest kompletnie z dupy:
Dwa – trzy lata temu musiałem wyjechać do roboty do Odessy na Ukrainie (zimą nad morze – nie polecam). Wieczorem łaziłem z miejscowym współpracownikiem, który pokazywał mi miasto.
– A ten most to „Most Teściowej” albo „Język Teściowej”
– Skąd nazwa?
– No długi i cały czas się gibie.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 2 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

NFZ bez polotu

7 października, 2018, Autor:

Ból i krew na początku ciąży to nie przelewki. Śmignęliśmy do lekarza, który odesłał nas do innego lekarza, który odesłał nas (…) aż znaleźliśmy się w centrum zdrowia matki i dziecka w Warszawie.
– No generalnie to na USG niewiele widać… No ale niech się pani nie przemęcza, musi pani dużo odpoczywać, najlepiej wziąć sobie urlop z pracy i poleżeć trochę, żadnych stresów… W sumie niech się pani nie przejmuje tą ciążą, pewnie i tak pani poroni.
Takie było nasze pierwsze zetknięcie z NFZ w kwestii dziecka i wszystkie kolejne próby wyglądały podobnie. Może mniej spektakularnie, ale równie partacko. Piszę ten wkurw dawno od powyższego zajścia, ale wciąż brakuje mi słów do komentarza. Powtarzam tę historię też przez to, że fundusz zdrowia zafundował mi kolejną przygodę.

Wakacje tego roku. Przy okazji badań krwi dzieciaka na jedną rzecz wyszły zawyżone wyniki innego parametru. Lekarz spojrzał na wyniki i powiedział, że pewnie błąd pomiaru, bo wygląda to bardzo nietypowo, że tylko ten parametr tak wyskoczył. Zlecił badania jeszcze raz za miesiąc – no i „błędy pomiarowe” się pogłębiły.
Lekarz nie wie co to i póki się to nie wyjaśni nie powinniśmy szczepić gówniaczka (a tu zaraz jesień, wypadałoby zdążyć przed sezonem chorobowym) – odesłał nas do poradni wątrobowej dla dzieci. Spodziewałem się, że będzie jak we wszystkich poprzednich przypadkach, że trzeba dać w łapę (kurwa mamy 2018 rok, a tu wciąż jebany PRL) albo czekać półtora roku na specjalistę, a może urodzi nam się drugie i będziemy już mieli zaklepany termin? ALE NIE, okazało się, że tu nie działa system kto pierwszy ten lepszy, tylko wysyła się dokumentację i lekarz ocenia na ile to ważne i jak pilnie trzeba wyznaczyć termin wizyty. Osobiście ciągać dziecka ze sobą nie tyle, że nie trzeba, ale nawet nie można! Zajebiście, ktoś zdrowy na umyśle jednak tam pracuje!
Zgłosiliśmy się w połowie sierpnia. Polecony z potwierdzeniem odbioru – zwrotkę dostaliśmy już po pięciu dniach. I od tej pory codziennie sprawdzaliśmy skrzynkę na listy. Po dwóch tygodniach bez odpowiedzi zaczęliśmy tam wydzwaniać. Telefon albo wyłączony, albo nie odpowiada, a osobiście nie można. I tak minęły nam w napięciu dwa miesiące…
Wracam z roboty, małża z miejsca mówi, że jest odpowiedź z instytutu. Po jej minie wnoszę, że sobie zażartowali z nas jak zwykle i pytam:
– Na grudzień za rok?
– Blisko. Na dzisiaj. Na sześć godzin temu.

Odesłali kurwa odpowiedź zwykłym listem, który szedł trzy tygodnie. Już huj z tym, że między dzielnicami listy idą prawie miesiąc. Ale no zostawiliśmy oba numery nasze, dzwoniliśmy, a ci kurwa zwykłym listem, nawet nie poleconym…
Zgłosiłbym to gdzieś. Teraz na policję strach, ale może do pięknonogiej Jaworowicz ze Sprawy dla Reportera… tylko na takie zabawy trzeba mieć czas, a tego akurat nie mam, bo muszę zapierdalać na prywatne leczenie dziecka.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 3 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!