Wkurwienia w kategorii: ‘Zdrowie’

Moja psychika.

30 kwietnia, 2018, Autor:

Witam, ciężko mi cokolwiek sensownego napisać, ale mnie to wszystko już za przeproszeniem wkurwia.

Codziennie rozmyślam tylko o swojej przyszłości, o biedzie, braku rozrywki, brakiem chęci na cokolwiek (nawet nie chce mi się grać w gry, bo cały dzień spędzam na leżeniu i słuchaniu muzyki) i tym jak inni żyją, mają pieniądze i po prostu żyją, a ja wegetuję siedząc w domu jak jakiś piwniczak.

W ciągu jednego dnia humor potrafi mi się zmienić z pięć razy i z wesołego człowieka zmieniam się w smutny wrak.
Cały czas wyobrażam sobie moją zajebistą przyszłość i to, że pomogę spłacić mojej matce długi i w sumie, że będę żyć na poziomie, a po jakimś czasie wszystko zmienia się o 180° i jedyne co sobie wyobrażam to, że resztę życia spędzę na kasie w Biedronce albo sobie coś zrobię.

Inni z moich znajomych mają na wszystko wyjebane, a ja cały czas tylko o tym myślę. Nawet nie wyobrażam sobie ewentualnego ożenienia się w przyszłości, bo nie wiem czy byłbym dobrym człowiekiem jeśli chodzi o życie z drugą osobą, a co dopiero mówić o dzieciach. Nie widzę też w tym sensu, bo po co przekazywać tak zjebane geny jak moje. Niby jestem inteligentny, ale moja samoocena mówi co innego, parę dziewczyn się na mnie patrzy, ale właśnie samoocena powoduje, że wcale nie uważam się za jakiegoś pięknego.

Zawsze jak ktoś wspomni o tym gdzie spędzał wakacje, co sobie kupił lub jak widzę na FB czyjeś zdjęcia z przyjaciółmi to dopada mnie ogromny smutek. Nie potrafię też zrozumieć sensu życia i męczenia się na tym świecie skoro jest tak chujowo? I niech nikt nie nie mówi, że pieniądze szczęścia nie dają, bo jest inaczej.

Można uznać, że pierdolę głupoty „bo jestem jeszcze gówniarz”, ale nie potrafię sobie przemówić do łba, że jest inaczej. Po prostu nie umiem i czuję się jak gówno. Za dwa lata czeka mnie moja 18 i jedyne co czuję to przerażenie, bo marnuję sobie ostatnie lata „beztroskiego” życia.

Pozdrawiam

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 5 raz(y), średnia ocen: 7,80 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

Przegrywam z wkurwieniem

6 marca, 2018, Autor:

Kiedyś kolega mnie spytał, czy jestem sangwinikiem, melancholikiem, czy cholerykiem. Odpowiedziałem mu, żeby spierdalał.
Zdaję sobie sprawę ze swojego wybuchowego charakteru i wydawało mi się, że jestem w stanie go opanować. Doszedłem nawet do takiej wprawy opanowania emocjonalnego, że w robocie się ze mnie śmieją, że nigdy nie widzieli mnie zdenerwowanego w ciągu 4 lat i żebym nie pił melisy, bo w ogóle przestanę reagować na bodźce.

Lubię sobie wyobrażać wiele aspektów życia na wykresach. Na przykład wykres mojego wybuchu wkurwienia (utrata panowania nad sobą) występuje dopiero, kiedy wykres zwykłego wkurwienia przekroczy jakiś próg. Powiedzmy, że jebnięcie stopą w szafkę to 5pkt, bolący ząb to długotrwałe 10pkt. I wraz z natłokiem przeszkód w ciągu dnia ten wykres pnie się powoli do góry. Kiedy przekroczy ten próg, wykres wypierdala o 100pkt w górę i przez dłuższy czas jestem niebezpieczny dla siebie i otoczenia, w sensie nie panuję nad sobą. Trzaskam drzwiami, odzywam się chamsko, mimo że nie chcę. Myślę sobie „nie zachowuj się jak dziecko, odłóż to” i staram się odstawić np. kubek delikatnie, a napierdalam nim o półkę, trzaskam drzwiczkami tak, że kot spierdala pod tapczan. Jeden z takich wybuchów zakończony pękniętym śródstopiem :D opisywałem lata temu na MW – Jak Uratowałem Życie Kasjerce.

Jak już wspomniałem jestem teraz zajebiście wyluzowanym kwiatem lotosu, ale zawdzięczam to temu, że nie mam powodów by się wkurwiać. I co lepsze, nie ma w tym mojej zasługi. Mam w życiu super farta, wszystko układa się po mojej myśli, a ja dryfuję z prądem i broń Boże nic nie ruszam, żeby nie zepsuć.
Ostatnio jednak zachciało mi się decyzyjności, żeby nie wydryfować w jakieś gówno i tu zaczynają się schody… wracają dawne problemy z niepohamowaną agresją.

Kiedy byłem studentem i traktowano mnie jak odpad, wkurwiało mnie to, ale miałem tę świadomość, że jednak trochę tym gównem jestem naprawdę. A teraz, kiedy generalnie traktują mnie w robocie jak człowieka, a pani magister dziekanatologii siedzi za PRLowską ławeczką i krzyczy na mnie, początkowo odczuwam litość. Kilka lat studiów i użeranie się ze studentami przez całe życie zawodowe? Można przegrać w życie, trudno się mówi. Ale moje nastawienie się kurwa zmienia, kiedy ta frustratka mi wymazuje cały semestr zaliczonych przedmiotów i teraz każe MI załatwiać to z wykładowcami, to uzyskuje 15pkt. A kiedy pani z salki obok potwierdza, że one nie mogą tego cofnąć, że im przykro, ale muszę to zrobić sam – otrzymuje mnożnik x2 – złożyć podanie do dziekana(+5), opłacić w kasie 20zł(+5) i w ciągu tygodnia zgłosić się po dokument(+10) z którym będę musiał chodzić za wykładowcami(+20), żeby mi wpisali jeszcze raz to samo… no kurwa!
Sumując to z bólem kręgosłupa po noszeniu zamarzniętego akumulatora z auta, które zimą nie jeździ, z jebanymi mrozami poniżej -10, z długim siedzeniem w pracy przez te wycieczki na uczelnię, z kilkumiesięcznym niewyspaniem… jestem o krok od eksplozji codziennie już od ponad tygodnia.

Kiedy zacząłem nakurwiać szafkami po tym, jak rozlałem sok, stwierdziłem, że sam nie dam rady się opanować.
Googluję o jakieś poradniki jak powstrzymać te ataki gniewu, jak opanować choleryczny charakter, a tam:
– „taka atmosfera w domu odbija się na dzieciach”
– „choleryka nie zmienisz” (cały artykuł nawet o tym ktoś napocił)
– „czasem nie ma innego wyjścia niż ucieczka”
Dziękuję pan internet. Ucieczka z życia kurwa.
I te śmieszne fachowe porady liczenia do dziesięciu i rozluźniania się… dziesięć razy mogę jebnąć śmietnikiem o ziemię, a rozluźnić pięści, jak pies sąsiada przestanie się ruszać. Boję się, że kiedy pójdę do psychololo i usłyszę takie pierdoły to zapłacę mu prosto w ryj.

No i tyle. Nie wiem co robić.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 2 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!
Tagi:

Jestem „niewpełnisprawny” Wkurw w kilku aktach. AKT II / OSTATNI.

18 lutego, 2018, Autor:

Kiedy już w końcu znalazłem się na tym pierdolonym SOR’ze, moim oczom ukazał się nieprzebrany tłum mniej lub bardziej pokrzywdzonych przez los obywateli. Pomyślałem, no to kurwa nieźle. Trochę sobie poczekam. Opatrunek którym owinięto mi dłoń, sukcesywnie zaczynał nabierać czerwonej barwy. Robi mi się trochę słabo, bo pierwsze emocje już opadły, ale cierpliwie czekam strojąc w kolejce. Musiałem wyglądać wtedy rzeczywiście nienajlepiej, bo jakiś koleś w średnim wieku, zmierzył mnie wzrokiem i odstąpił miejsca w kolejce. Niemiałem wtedy najmniejszego zamiaru bawić się w uprzejmości i zapewnianie że nie trzeba, że poczekam i takie tam pierdoły. Podziękowałem krótko i czekałem cierpliwie  dalej, aż pani w rejestracji będzie tak uprzejma, i zainteresuje się petentem. Po chwili, pani (nazwijmy ją Grażynka) podniosła wzrok z nad przestarzałego monitora, i ze stoickim spokojem zapytała:

-Co się dzieję?

-Zmiażdżyłem dłoń w prasie.

-Pokaże dowód, tu podpisze i zaznaczyć wszystko na „nie”. Nie miał żółtaczki?

-Yyy nie…

-To też zaznaczyć. Zaraz pan doktor przyjdzie, niech sobie usiądzie, bo blady strasznie hehe. A to w pracy się stało, tak?

-Tak, (i tu podałem pełną nazwę zakładu, krótko opisując przebieg wydarzeń.)

Znalazłem więc krzesło w kącie i czekam. Ręka której w ostatnim czasie niemal nie czułem, teraz zaczynała coraz mocniej doskwierać. Opatrunek już całkiem zalał się krwią, a ja zastanawiałem się czy będę miał szczęście i chociaż za godzinę ktoś na to spojrzy. Jak się okazało, los się do mnie uśmiechnął kilka minut później.  Na końcu korytarza dostrzegłem wysoką, smutną postać w kitlu i białych crocks’ach. Oho kurwa, pewnie lekarz pomyślałem. Nie myliłem się. Przeszedł obok nas poszkodowanych powoli, przeleciał wzrokiem obojętnie – niemal wrogo i skierował się do rejestracji. Pani Grażynka zamieniła z nim kilka słów, poczym wywołała mnie po nazwisku. Wedle instrukcji, udałem się za smutną sylwetką pana doktora na salę zabiegową. Lekarz skiną ręką w które drzwi mam się udać i tam zaczekać,” zaraz ktoś mnie opatrzy”. No dobra, teraz już z górki pomyślałem. Modliłem się tylko o jakiś pierdolony zastrzyk ze znieczuleniem czy coś, bo ból ciągle się wzmagał. Dotarłem więc na tą salę, tam czekała na mnie młoda pielęgniarka, zgrabna, ładna i miła. Od razu zrobiło mi się cieplej na serduszku. Zagadałem pierwszy, (to chyba przez szok wywołany wypadkiem, normalnie nie jestem zbyt kontaktowy) pielęgniarka kazała mi się położyć i zaczęła delikatnie zdejmować przesiąknięte krwią bandaże. Czymś tam psiknęła, wytarła, pokręciła głową i stwierdziła, że nie wygląda to najlepiej. Żadna nowość, sam widziałem jeszcze przed godziną… Zapewniła mnie tylko że zaraz doktor przyjdzie, żebym się nie bał, opatrzy mi ranę i pójdę na prześwietlenie.

Yhym kurwa… Prześwietlenie. Po kilku minutach wpatrywania się w zawieszoną nade mną lampę i sufit do sali wkroczył wyżej opisany lekarz. Chwycił za rękę, ucisną tam i ówdzie, zapytał „czy tu boli?” „Nie kurwa, swędzi debilu…” pomyślałem. Wpierdolił mi w rękę parę razy strzykawkę z czymś, co sprawiło, że przestałem czuć cokolwiek. Dostrzegłem wtedy, że będzie szył – w sumie miałem już to wszystko w dupie, bo i tak nic prócz lekkiego kłucia nie czułem. Kiedy doktor skończył oprawiać mi dłoń, rzucił tylko krótkim „zawinąć w bandaż, za dwa dni zmienić. Za 10 dni do lekarza na kontrole.”

-Dziękuję, do widzenia! Odparłem.

Nie odezwał się już ni słowem, smutnym krokiem opuszczając salę. Pielegniareczka zawinęła mi zatem tą rękę, zabrałem jakieś papiery i pożegnałem się najmilej jak potrafiłem. Wszystko miało być już okey. Rana opatrzona, wszystko pięknie, tak jak być powinno, można iść do domciu. Gdyby tylko nie jeden mały pierdolony szczegół. Poziom profesjonalizmu lekarzy z mojego miejskiego szpitala dał o sobie znać  i tym razem. Będąc już w domu, opowiedziałem o całej hecy członkom rodziny, nawet sąsiad się napatoczył. Wszyscy jak jeden mąż zadali mi pytanie.

-A prześwietlenie? Robili Ci prześwietlenie?

-Nie, Lol.

Wtedy zdałem sobie sprawę, że lekarz który mnie podejmował najwyraźniej ma rentgen w oczach, albo polecieli w chuja, a ja nawet się nie zająknąłem na ten temat będąc na izbie. Ale chuj z tym. Widać nic się nie połamało, w końcu opatrywał mnie lekarz, co będę się chłopu w kompetencję wpierdalał. Niestety, nazajutrz ręka przypominała siną bulwę. Kości śródręcza jak i środkowy palec wyglądały jak gówno. Postanowiłem przejechać się na izbę i zapytać, czy aby na pewno ma to tak wyglądać . Przyjął mnie jakiś młodszy lekarz, potwierdził że tak.

-Paaanie nie sraj się pan, zmiażdżyli Ci rękę jak wkarcie widzę, to co się pan dziwisz?!

-Ale prześwietlenie, nie miałem prześwietlenia – jeśli coś się pogruchotało? W końcu ta prasa ma nacisk kilku ton…

-Paaanie, specjalista pana oglądał, skończ pan pierdolić, sobota jest, ja se chcem odpocząć w końcu w tej robocie.

Dobrze zatem pomyślałem. Za kilka dni opuchlizna powinna się zmniejszyć, będzie dobrze, luźna guma – nie było dobrze. Nie dalej jak za niespełna dwa tygodnie, sytuacje zmusiła mnie do odwiedzenia miasta oddalonego o jakieś 30 km. Zabrałem dupę w troki, wsiadam do samochodu a moim oczom ukazuje się skrzywiony w lewa stronę środkowy palec lewej ręki. Na początku przeszły mnie ciary, bo palce tak się nie wykrzywiają,  przynajmniej nie moje. Zaraz potem odczułem ból. Do teraz nie wiem co mi do łba strzeliło, ale postanowiłem chwycić za paluszka i naprostować go na właściwe tory. Usłyszałem tylko ciche „chrup, chrup” i poczułem przeszywający ból. Wkurwiłem się nie na żarty, ale mimo wszystko musiałem wykonać wyżej opisaną trasę. Tak też zrobiłem. Palec zaczął ponowie puchnąć. Udałem się zatem na pełnym wkurwieniu na dobrze znaną mi już izbę przyjęć. Krótki dialog z panią Grażynką, skierowanie do pokoju przyjęć, w którym czekał na mnie lekarz który przyjmował mnie w dniu wypadku i opis całej sytuacji. Dopiero kurwa wtedy dostałem pierdolone skierowanie na RTG. Wyszło, że mam złamanie otwarte i konieczna będzie ingerencja chirurgiczna. Najlepsza była reakcja na zdjęcie lekarzyny. Trochę się zmieszał kiedy zdjęcie zaczął oglądać chirurg z oddziału ortopedii i zapytał dlaczego wcześniej nikt mi nie zrobił prześwietlenia. Jebane konowały. Umówiłem się na operację, w szpitalu spędziłem 3 doby, w mojej ręce znalazły się dwa druty. Jeden z nich mam do dziś, a minęły już 4 miesiące. Wciąż czekam na zrost kości, która dziwnym trafem zrosnąć się nie chce. Może gdybym od razu został fachowo opatrzony, nie było by takich problemów – ALE PO CHUJ! Teraz opisany wyżej palec przypomina drewniany patyk, odczuwam mrowienie kiedy go dotknę, nie mogę go zgiąć, ruszać nim, jest bezwładny.A wszystko przez to, że pracowałem z ćwierćmózgiem i moje podatki, zdrowotne składki itd. wypierdalane są na tak zaawansowany i profesjonalny system OPIEKI zdrowotnej!

Niech żyje ENEWZEEET SKURWYSYNY!!!!

Spisałem już chyba z 10 stron a4. Wybaczcie, ale musiałem to z siebie wyrzucić. To już koniec opowiastki, gratuluję temu kto dotrwał do końca.

Wasz oddany Szturmierz!

*Imiona postaci jak i dialogi zostały nieco zmienione. :D

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 6 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!
Tagi: , , , , ,

Sentymentalnie o 1:50

24 listopada, 2017, Autor:

WITAM,

 

Kiedyś nadrobię zaległości na tej stronie. Poszedłem dzisiaj spać o 18 i wstałem dopiero teraz. Gdy odzyskiwałem świadomość czułem, że miałem skrępowane nogi i ręce, a nade mną stał strażnik mojego życia. Z wystawionym chujem oblewał mnie na przemian swoim nasieniem i moczem. Zapiekły mnie za dnia zebrane rany, a ręce zaczerwieniły się od uderzeń zadawanych w stronę innych. Zatęskniłem za snem. Żeby tak leżeć jak żywy trup bez uczuć, bez myśli, więc niedostępny dla złego i obcych energii.

Cienie się rozproszyły i zostałem już wtedy sam w swojej celi. Usłyszałem pisk rutera i gorącą wodę przelewająca się w rurach kaloryfera. Zaczęło wpadać światło ulicznych latarni, rozpraszając ciemność, kojąc wzrok ciepłą barwą. Teraz czas sprawdzić ile mi jeszcze zostało tej szalonej beztroski wśród nocnych widm. Niecałe 4 godziny, a potem znowu i jeszcze raz w rutynę. Wiem, że znów będę tęsknić za dniami w których nie czułem się jak teraz, a które wcale nie były lepsze. Może spokojniejsze, ale to i tak tylko projekcja. Ponoć trzeba pamiętać dobre chwile, żeby nie targnąć się na swoje życie, i trzeba widzieć w niedalekiej przyszłości święta żeby mieć po co zapierdalać, i trzeba widzieć zbliżającą się wypłatę dzięki której poczuję namiastkę wolności; jakbym trzymał klucz do wyjścia z tej okrutnej strefy.

Wkurwia mnie idea pracowitości. „For the community, for the community”. Chuja mnie obchodzi community, skoro stoi ponad moimi własnymi potrzebami. Absorbuje 90% mojego życia, abym aż przez jego 10% mógł być sobą. Gdyby tak odwrócić tę proporcję? 90% dla bycia sobą, a 10% dla community żeby nie czuć się jak bezwartościowy robak? 9 dni wolnego 1 dzień „for the community”. Wtedy nagle wszystko wygląda inaczej. Można pozwiedzać świat, skosztować nieznanych smaków. Wziąć głęboki wdech górskiego powietrza, poczuć ciepły ogień wieczornego ogniska, uprawiać seks z myślą, że trzeba wcześnie wstać by tylko zobaczyć wschód słońca. Albo słuchać nieznanych dźwięków, szukać nieznanych zwierząt…

– Albo po prostu wrócić do łóżeczka, bo zostało Ci już znacznie mniej niż 4 godziny snu – zawołał mnie mój strażnik.

– I ucisz te swoje hipisowskie pierdolenie. I tak już bliżej Ci do żula niż do cywilizowanego człowieka – powiedziała świadomość. Więc wyłączam muzykę i znowu słyszę tylko dźwięki kajdan. Wracam do łóżka, do snu gdzie nie muszę nic myśleć, nic czuć.

„(…) jeszcze do Cię zawołam, śnie, abyś przez wieki,

nie schodził z mej powieki”.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 5 raz(y), średnia ocen: 9,20 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!
Tagi: