Wkurwienia w kategorii: ‘Różności’
Społeczeństwo konsumpcyjne.
8 maja, 2012, Autor: wkurwiolkaWiem, pewnie macie mnie już dosyć, znowu dopierdolę wkurwem, ale pewne rzeczy mnie po prostu już przerastają. Kiedyś znów gdzieś zniknę na czas jakiś, a potem zrobię wielki powrót. Będą fanfary, będą bajery… Postaram się napisać to w jak najbardziej szykowny sposób, żeby nic nie raziło Was w oczy bardziej, niż widziany w telewizji rząd. Więc do hymnu…
Jestem sobie dzisiaj na zakupkach, w jednym z wielu pospolitych polskich marketów (Nie, nie Biedronka, chociaż Biedronki to są całkiem fajne zwierzęta). Nie mam nic do Biedronek, ale byłam akurat w Polo. Wchodzę, wypisane twarze ekspedientek, mówią same za siebie. Płacz i politowanie. Nie ma to jak zachęcić klienta do kupna czegokolwiek – swoim wyrazem twarzy. Nie zwracając już więcej uwagi na ich nadkwaśność, ruszam przed siebie, przemierzając kolejne półki w poszukiwaniu jakieś dobrej konsumpcji. Szukam jakichś łakoci, dobroci, wszystkiego, na co mogłabym nabrać ochoty po przyjściu do domu. Zapakowałam koszyczek i nie ukrywając uśmiechu, czuję, jak wyróżniam się na tle otaczającej mnie społeczności. Reszta kwasoty stanowiła więc już tylko tło na planie powyginanych od białek, węglowodanów i tłuszczy – półek. Podbijam do jednej (prawdopodobnie JEDYNEJ, czynnej…) kasy i czekam na rozkoszną obsługę. Jakiś panicz stoi przede mną i zastanawia się, czy wybrać karmelki w czekoladzie, czy może wafelki w polewie brzoskwiniowej, żeby czasem jego ciężarna żona nie odesłała go z kwitkiem z powrotem po przyjściu do domu. Wybór co prawda miał prawdziwie trudny, kiedy nie w czas i nie w porę, ekspedientka na domiar złego – poleca jeszcze orzeszki w bananowym musie… Hm, sama nie wiem, co bym wybrała, dlatego czekam, aż wspaniałomyślny się zdecyduje. Wybór padł jednak na jeszcze co innego. Stanęło na wafelkach w czekoladzie, obustronnie przekładanych masą kakaową. “Mmm… rarytas” – pomyślało 10 stojących za mną osób. Och, ależ on ją podrywał! Panicz przede mną wciąż się szczerzy, by choć wskrzesić kąciki ust w zapadniętej twarzy ekspedientki. Cwaniak, nie widzi, że za nim czekam ja, że za mną czeka ona, a za nią, jeszcze jedna, a prawdopodobnie za nią, jeszcze z 8 osób. Polska rzeczywistość, polska – czynna kasa. Czekam. Narazie jest paniczem, po chwili już wkurwiającym mnie tępym chujem, gdyż zajebiście się spieszę, a ten pedał zabiera mi każdą kolejną minutę. Moje lody w koszyku prawdopodobnie już pływają, mleko zkwaśniało, a cała reszta straciła swój smak, który jeszcze miała chwilę temu… Ale co tam… niech weźmie jeszcze te cukierki z galaretką, niech teściowej staną kurwa później w gardle. Wziął. Czekam, czeka ona, czeka on, czekamy kurwa, aż ten zgred wyniesie wreszcie swoją jebaną dupę z tego budynku, bo ciśnienie skakało wraz z kolejną osobą, podchodzącą do kolejki! Tfu… odchodzi… Jupi! Jest! Zajebiście! Wygrałam w lotka? Gościu zabrał swój mini-magazynek słodyczy i zdaje się wychodzić. Wtem patrzę i mówię w duchu… wołam już… krzyczę: “Boże, nieeeeeeeeeeee, tylko nie toooo! Proszę kurwaaaa… ” – cicha litania do Boga nie została wysłuchana. Może ze względu na przekleństwo?Człowieczek cofa się, bo stwierdza, że zaopatrzy się w jeszcze jedną reklamóweczkę ciastek. Wpierdala mi się w kolejkę, choć zdawało się, że ją opuścił sekundę temu. Prosi wykrzywioną, żeby naładowała mu pół kilo, wskazując nad moją głową te tanie i stare wafle. Piękna wyciąga woreczek i z gracją, sztuka po sztuce, nakurwia jego zawartość.
- Tyle starczy? – pyta nie zamykającą się mordę natręta.
- Jeszcze troszkę… – szczerzy się natręt.
(Wrzuca jeszcze z 5 ciastek)
- To jak? Tyle?
- A jest pół kilo? – pyta natrętny, popierdolony cwel.
- Zaraz sprawdzimy – odpowiada sztucznie sympatyczna, ale też już lekko wkurwiona jego obecnością, ekspedientka. – Jest…
- Dobrze, dziękuję, przepraszam, że się pani wtrąciłem. – odwraca się do mnie z lizusowym tekstem.
I tutaj, nowy osobnik w rozmowie (JA ! )
- Tak się składa, że się spieszę i chyba nie tylko ja, jak widać! (Przeczytaj to jako: Ty popierdolony, tępy, niezdecydowany chuju, jak kurwa nie wiesz co masz kupić, to rób kurwa zakupy przez internet i nie utrudniaj ludziom życiaaa!!!) Opanowałam nierównomierne ciśnienie, ogólne wkurwienie i cze-ka-łam aż pedał wyjdzie i moje oczy więcej go nie ujrzą. Poszedł. Zrobiłam swoje, zapakowałam się jeszcze nie do końca i przesunęłam się jednocześnie trochę z torbą, żeby to zrobić miejsce osobnikowi C, który stał za mną. Pakuję na szybkiego resztę produktów, a osobnik C (za mną) już się pyta ekspedientki, o wafle z góry, które przed chwilą kupował niezdecydowany pedał przed nami. Narobił jej chyba kurwa apetytu swoim wywodem. A jak wiadomo, historia lubi się powtarzać, najprawdopodobniej ludność za tą kobietą, przechodziła ponownie to samo. Ma szczęście kurwa jedynie, że nie stała przede mną….
Pakowanie walizek …
7 maja, 2012, Autor: creepNo zaraz mnie jasny szlag trafi! Może nie jasny ale trafi! Jak ja się kurwa nie lubię pakować!!!!!!!!!!! O losie! Przecież biorę “tylko najpotrzebniejsze rzeczy ” a rezultat jest taki, że nie mogę dopiąć suwaka … No i jak mam się nie wkurwić. Skaczę po tej szmacie i myślę, że może mi to pomoże ale ni chuja walizka jest oporna i dalej szmata nie da się dosunąć! Pomijam fakt, że już dawno powinnam spać no ale nieee bo jak się wszystko zostawia na ostatnią chwilę i później trzeba milion rzeczy zrobić w jeden dzień/ noc to takie są rezultaty! Jak zaraz się wkurwię i trzepnę tym wszystkim przez okno, następnie się popłaczę to taki będzie finał …
Już sobie wyobrażam jutrzejszy godny politowania widok : idę sobie obwieszona tobołami z wymalowanym na twarzy syndromem nieprzespanej nocy … No bo przecież już jestem wkurwiona i do tego nie spakowana to jak ja mam się wyspać? a jak jestem wkurwiona to później zasnąć nie mogę! jeszcze na domiar złego to mi się słuchawki spiepżyły i będę zmuszona słuchać jutro gderania babek w autobusie. No właśnie AUTOBUS jak ja kurwa nie lubię jeździć autobusem! Rozwija prędkość do 40 km/h – a osobę taką niecierpliwą jak ja bardzo to irytuje. I już czuje, że jutro będę miała zjebany cały dzień… Kiedy ja kurna nazbieram na własne autko ?! Przy moim dochodzie to ja sobie kurwa moge kupić chyba na szrocie jakieś padło które nawet na chodzie nie będzie. No ale przecież mogę sobie postawić na podwórku i siedzieć w nim i udawać że jadę czyż nie ?? No ja pierdole!
W ogóle to ostatnio pierdziele od rzeczy… Wszystko mnie wkurwia, normalnie nie ma rzeczy która by mnie nie drażniła. Chyba mam jakieś wypalenie emocjonalne… Wybaczcie .
Moja wersja.
7 maja, 2012, Autor: wkurwiolkaKoko, koko, Euro spoooko,
Polskę każdy ma głęboooko…
Czy to Niemcy, czy to Rooosja,
polskiej piosnce nic nie sprooosta!
Nieeebywały żart, kabaaaret!
znów jest więcej wad, niż zaaalet…
Znów się śmieją z nas publiiicznie,
Wcale nie jest fantastyyycznie!
Przez żałość już każdy śpieeewa!
Wznieśmy hen ręce do nieeeba!
Patrzmy, jak się szczerzą chyyytrze!
Będzie gooorzej, jest tragiiiicznie…
Kiwają na nas palcaaami…
biedny lud, zdespeeerowaaany…
Wymyślono wiejski kliiimat,
więc pół świata się wypiiina…
Są i krzyczą… wiwatuuują!
Czuć ich oddech, na nas pluuują…
Jest pół świata roześmiaaana,
bo śpiewa wiejska Panaaama…
Koko koko, Euro spoooko!
Naszą Polskę, zwą już wiooochą!
Niech poleci biało – czerwony kooogut,
Czas rozpocząć serię gooodów!
Ja sama jako główny katalizator moich problemów
7 maja, 2012, Autor: creepCześć i czołem!
Tak sobie siedzę i sobie myślę i oczywiście się wkurwiam…
No ale jak się nie wkurwiać jak jestem leń niemiłosierny i mam dużo czasu ale jednak wolę go zużyć na spotykanie się ze znajomymi, picie, leniuchowanie, świrowanie, imprezowanie, oglądanie tv, czytanie jakiś pierdół na necie bo mój durny łeb cały czas mi mówi : jeszcze jest czas …
Terminy gonią a ja mając miesiąc wolnego przejebałam wszystkie dni na robieniu niczego, NICZEGO!
I znowu nie dostane wpisu z seminarium, no kurwa mać! Nic mnie nie może zmobilizować bo po prostu się opierdalam a później same problemy…
Idę się utopić …
Tutejszy syf !!!
6 maja, 2012, Autor: wkurwiolkaJadę sobie wczoraj spokojnie autobusikiem, rozkoszuję się wiosennymi oznakami życia, brakiem w najbliższej okolicy siedzących obok mnie pasażerów, więc i tym samym – ciszą i monotonią podróży.
Jest pięknie, rozmazane słoneczko jeszcze błyszczy na firmamencie, a ptaszyny swobodnie wzbijają się coraz wyżej, wyżej i wyżej… Drzewka lekko falują w towarzystwie kołyszącego ich wiaterku i rozchylają delikatnie swe ramiona, aby to przywitać nas (mnie i kierowcę) nadjeżdżających do nich z przeciwka. Kierowca robi się coraz bardziej śpiący, głośno ziewa i podsapuje sobie pod nosem. Chciałby być w domu. Mi jeszcze nic nie przeszkadza, dopóki patrzę w tę piękną dal, nieokiełznaną przestrzeń, aż do horyzontu. Widzę polskie łąki, pola, wzniesienia i wyżyny, odbijając się w swojej szybie – robię dobrą minę do złej miny. Powieki ociężałe, przymknęły trochę me oczy. Zakres wzroku zmniejszył się więc o połowę. Spojrzałam na drogę, po której jedziemy, na przytulony do niej chodnik, na pobocze. Kuknęłam na las, który właśnie mijaliśmy, na szosę… Czułam jak wzrasta napięcie i rośnie we mnie ciśnienie. Jak to możliwe? Jeszcze moment temu, byłam uśmiechniętą, zakochaną w polskiej naturze osobą, a teraz siedzi we mnie podsycony wąż, który z gniewem wygląda na zewnątrz. Nie, nie chodzi mi o nierówny teren, po którym jechaliśmy, nie o koleiny, wyboje, nie o leje jak po bombach i dziury wulkaniczne, gdzie przy każdym kontakcie z kołem, mój organizm podskakiwał aż po sam dach autobusu. Nie o to, to kwestia wprawy i przyzwyczajenia już jedynie… (Abstrahując, jeszcze nie było żadnego przekleństwa, więc chyba już czas byłoby go użyć…?) Wkurwiło mnie wręcz to, co widziały moje oczy na pierwszym planie. Syf tego świata, syf w kraju, to i syf w głowach. Zapytaj, jak pasażerom podróży ma umilać widok osranych pampersów na krawędzi lasu? Czy może przerwą swą podróż, ażeby pozbierać puszki i butelki w tymże miejscu i zanieść je na skup? Dno. Wyrzucony przez okno pet, nie jest katastrofą, nie globalną, bynajmniej tak nie parzy w oczy. I żeby nie było zaraz… bo nie palę. Ale to… tak – to kurwa, że ludzie zamiast zawieźć swój domowy myst do najbliższego kontenera, wykurwiają go na tle wiosenno-zielonej przyrody, woła chyba już kurwa o pomstę do nieba! Może więc po krótce, rzeczy, które ujrzały wczoraj moje oczy: śmieci w lesie w całych niebieskich (jak do pochówku) worach, bez skrupułów ślizgające się zaraz przy jego pierwszych drzewach, butelki, chusteczki, worki, pampersy, opakowania od X produktów, krzesła plastikowe (!), pocięte meble (!), dziecięce foteliki (!), koce (!), ubrania (!). To ja się pytam, dlaczego właściciele tego AGD i RTV nie zgłosili swego majątku do PCK, czy innej organizacji, gdzie pewnie zostałyby rozpatrzone i wykorzystane, te gromadzone przez nich przez całe lata, materiały? Psy ogrodników. Sami nie wezmą, a drugiemu nie dadzą też! Ten widok aż parzył kurwa w oczy! Bo nie wiem, jaką satysfakcję może dać człowiekowi wręcz nasranie na ulicy, a później przyglądanie się swojej niesamowitej kupie? Bo kto to robi? To robią kurwa ludzie! Myślę, że nawet zwierzęta, gdyby mogły, zachowywałyby się w lepszy sposób, więc przy okazji, określenie “zachowuj się jak człowiek” – przybiera tu jak najbardziej pejoratywnego (kurwa jego pierdolona mać!) znaczenia! Przypominam, że rozpoczyna się niedługo Euro (i żałosne koko spoko…), a śmieci raczej nie ubędzie! Mało tego, będzie ich jeszcze więcej, jeszcze większy syf… wyobrażacie to sobie? Ściągnie tutaj tłumy ludzi, a Polska niczym Wenecja, zarośnie tutaj od brudu, smrodu i wylęgającego się z tego paskudztwa. Śmiejecie się z Rumunów kurwa, że syf mają nieokiełznany, ale tego gówna nie tworzy chyba ta mniejszość narodowa? Niedługo przestaną się śmiać z nich, a to my na czele reszty świata będziemy uważani za kompletnie śmieciowe państwo! Nie zrozumiem kurwa tego i nie pojmę jednocześnie, ani też nawet już nie wspomnę o wyjątkowo obrzydliwym i ordynarnym widoku, jaki będzie na nas czekał, przy każdym wyjściu, bądź wyjeździe z domu…
Wycieczka
5 maja, 2012, Autor: mikelJeszcze nie wiem, dopiero zaczynam pisać. Możliwe, że post będzie podzielony na kilka części.
W każdym razie wróciłem w czwartek z majówki. Na majówce byłem z 3 kumplami (m.in. z Piniem) na rowerach i stwierdzam, że naprawdę jest w chuj głupich ludzi w tym naszym kochanym kraju.
Przede wszystkim – w tamtym roku wprowadzono przepis umożliwiający rowerom jazdę obok siebie parami. Co to daje? Ano generalnie bezpieczeństwo. Z tego też na drogach korzystaliśmy. Ale nie zmienia to kurwa faktu, że sporo pierdolonych buców (założę się że gdyby to było bliżej centrum Polski, to większość tych kretynów by miała warszawskie blachy) musi nam od pleców trąbić, wkurwiać się. Oczywiście, nie jesteśmy chujami, jak jedzie za nami TIR na jednopasmówce to przy najbliższej możliwej okazji zrobimy mu miejsce żeby nas wyprzedził, ale i tak spora część spieszących się musi straszyć, trąbić, wyzywać i chuj wie co jeszcze. Zdarzyło się nawet że kierowca przez chwilę jechał równo z nami żeby uchylić okno i pasażer mógł się z nami pokłócić. Oczywiście kto wykłócał się nie mając racji? Kobieta, a kto by kurwa inny.
Inna grupa kierowców to ci, którzy mimo tego że jedziemy obok siebie (zachowując się wtedy jak pojazd, trzeba ładnie poczekać, jest miejsce to włączyć kierunkowskaz i dopiero wyprzedzić) muszą wpierdalać się między nas i samochody jadące na przeciwległym pasie, no po prostu kurwa tak im się spieszy. Co by zrobili gdyby okazało się że braknie im miejsca? Strzelam, ze woleliby nas rozjechać niż wjechać na czołowe. Są jeszcze tacy, którzy rzeczywiście czekają aż będzie miejsce i dopiero wyprzedzają. Szkoda tylko, że przed samym zakrętem.
Jak będzie mi się chciało to będę pisał o kolejnych rzeczach.
PS. brat ma dzisiaj ślub, nie mogę się wyspać, odpocząć, wszyscy kurwa latają, biegają, eh…



(oceniano 6 raz(y), średnia ocen: 9,83 na 10)