Wkurwienia w kategorii: ‘Opowiadania’

Wieczór… Spacer… Ja…

13 marca, 2018, Autor:

Pod monopolem bardzo słabo świecą ledy,

mi żeby streścić życie – już zabrakło kredy…

 

Nie zdejmę nogi z gazu, bo nie mam jej na gazie,

ciekawe co byś zrobiło Życie, gdyby dać Ci raz – po – razie?

 

Wiesz… Twej mordy nie skrępuje tu nawet Skrucha,

nikt bowiem tak jak Ty – tu nikogo nie wyruchał.

 

Choć nie szepczesz nam tu czułych słów do ucha,

– to jesteś Klaunem, bo pod kostiumem tylko Martwa czeka Kostucha.

 

To wrażenie, że wciąż się ścigam z Duchem,

gówno mi dajesz,

a grozisz stale tłustym paluchem.

 

Życie Ty Luju.

Biedna dziwko bez sumienia.

Dajesz cukierka,

potem zawijasz znów kamienia.

 

To Oda Bezsilności,

na wkurwie poczęta.

Nie dziwiąc się Innym wcale,

że zaczynają dzień od skręta.

 

~ Nuka ~

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 5 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!
Tagi:

Jestem „niewpełnisprawny” Wkurw w kilku aktach. AKT II / OSTATNI.

18 lutego, 2018, Autor:

Kiedy już w końcu znalazłem się na tym pierdolonym SOR’ze, moim oczom ukazał się nieprzebrany tłum mniej lub bardziej pokrzywdzonych przez los obywateli. Pomyślałem, no to kurwa nieźle. Trochę sobie poczekam. Opatrunek którym owinięto mi dłoń, sukcesywnie zaczynał nabierać czerwonej barwy. Robi mi się trochę słabo, bo pierwsze emocje już opadły, ale cierpliwie czekam strojąc w kolejce. Musiałem wyglądać wtedy rzeczywiście nienajlepiej, bo jakiś koleś w średnim wieku, zmierzył mnie wzrokiem i odstąpił miejsca w kolejce. Niemiałem wtedy najmniejszego zamiaru bawić się w uprzejmości i zapewnianie że nie trzeba, że poczekam i takie tam pierdoły. Podziękowałem krótko i czekałem cierpliwie  dalej, aż pani w rejestracji będzie tak uprzejma, i zainteresuje się petentem. Po chwili, pani (nazwijmy ją Grażynka) podniosła wzrok z nad przestarzałego monitora, i ze stoickim spokojem zapytała:

-Co się dzieję?

-Zmiażdżyłem dłoń w prasie.

-Pokaże dowód, tu podpisze i zaznaczyć wszystko na „nie”. Nie miał żółtaczki?

-Yyy nie…

-To też zaznaczyć. Zaraz pan doktor przyjdzie, niech sobie usiądzie, bo blady strasznie hehe. A to w pracy się stało, tak?

-Tak, (i tu podałem pełną nazwę zakładu, krótko opisując przebieg wydarzeń.)

Znalazłem więc krzesło w kącie i czekam. Ręka której w ostatnim czasie niemal nie czułem, teraz zaczynała coraz mocniej doskwierać. Opatrunek już całkiem zalał się krwią, a ja zastanawiałem się czy będę miał szczęście i chociaż za godzinę ktoś na to spojrzy. Jak się okazało, los się do mnie uśmiechnął kilka minut później.  Na końcu korytarza dostrzegłem wysoką, smutną postać w kitlu i białych crocks’ach. Oho kurwa, pewnie lekarz pomyślałem. Nie myliłem się. Przeszedł obok nas poszkodowanych powoli, przeleciał wzrokiem obojętnie – niemal wrogo i skierował się do rejestracji. Pani Grażynka zamieniła z nim kilka słów, poczym wywołała mnie po nazwisku. Wedle instrukcji, udałem się za smutną sylwetką pana doktora na salę zabiegową. Lekarz skiną ręką w które drzwi mam się udać i tam zaczekać,” zaraz ktoś mnie opatrzy”. No dobra, teraz już z górki pomyślałem. Modliłem się tylko o jakiś pierdolony zastrzyk ze znieczuleniem czy coś, bo ból ciągle się wzmagał. Dotarłem więc na tą salę, tam czekała na mnie młoda pielęgniarka, zgrabna, ładna i miła. Od razu zrobiło mi się cieplej na serduszku. Zagadałem pierwszy, (to chyba przez szok wywołany wypadkiem, normalnie nie jestem zbyt kontaktowy) pielęgniarka kazała mi się położyć i zaczęła delikatnie zdejmować przesiąknięte krwią bandaże. Czymś tam psiknęła, wytarła, pokręciła głową i stwierdziła, że nie wygląda to najlepiej. Żadna nowość, sam widziałem jeszcze przed godziną… Zapewniła mnie tylko że zaraz doktor przyjdzie, żebym się nie bał, opatrzy mi ranę i pójdę na prześwietlenie.

Yhym kurwa… Prześwietlenie. Po kilku minutach wpatrywania się w zawieszoną nade mną lampę i sufit do sali wkroczył wyżej opisany lekarz. Chwycił za rękę, ucisną tam i ówdzie, zapytał „czy tu boli?” „Nie kurwa, swędzi debilu…” pomyślałem. Wpierdolił mi w rękę parę razy strzykawkę z czymś, co sprawiło, że przestałem czuć cokolwiek. Dostrzegłem wtedy, że będzie szył – w sumie miałem już to wszystko w dupie, bo i tak nic prócz lekkiego kłucia nie czułem. Kiedy doktor skończył oprawiać mi dłoń, rzucił tylko krótkim „zawinąć w bandaż, za dwa dni zmienić. Za 10 dni do lekarza na kontrole.”

-Dziękuję, do widzenia! Odparłem.

Nie odezwał się już ni słowem, smutnym krokiem opuszczając salę. Pielegniareczka zawinęła mi zatem tą rękę, zabrałem jakieś papiery i pożegnałem się najmilej jak potrafiłem. Wszystko miało być już okey. Rana opatrzona, wszystko pięknie, tak jak być powinno, można iść do domciu. Gdyby tylko nie jeden mały pierdolony szczegół. Poziom profesjonalizmu lekarzy z mojego miejskiego szpitala dał o sobie znać  i tym razem. Będąc już w domu, opowiedziałem o całej hecy członkom rodziny, nawet sąsiad się napatoczył. Wszyscy jak jeden mąż zadali mi pytanie.

-A prześwietlenie? Robili Ci prześwietlenie?

-Nie, Lol.

Wtedy zdałem sobie sprawę, że lekarz który mnie podejmował najwyraźniej ma rentgen w oczach, albo polecieli w chuja, a ja nawet się nie zająknąłem na ten temat będąc na izbie. Ale chuj z tym. Widać nic się nie połamało, w końcu opatrywał mnie lekarz, co będę się chłopu w kompetencję wpierdalał. Niestety, nazajutrz ręka przypominała siną bulwę. Kości śródręcza jak i środkowy palec wyglądały jak gówno. Postanowiłem przejechać się na izbę i zapytać, czy aby na pewno ma to tak wyglądać . Przyjął mnie jakiś młodszy lekarz, potwierdził że tak.

-Paaanie nie sraj się pan, zmiażdżyli Ci rękę jak wkarcie widzę, to co się pan dziwisz?!

-Ale prześwietlenie, nie miałem prześwietlenia – jeśli coś się pogruchotało? W końcu ta prasa ma nacisk kilku ton…

-Paaanie, specjalista pana oglądał, skończ pan pierdolić, sobota jest, ja se chcem odpocząć w końcu w tej robocie.

Dobrze zatem pomyślałem. Za kilka dni opuchlizna powinna się zmniejszyć, będzie dobrze, luźna guma – nie było dobrze. Nie dalej jak za niespełna dwa tygodnie, sytuacje zmusiła mnie do odwiedzenia miasta oddalonego o jakieś 30 km. Zabrałem dupę w troki, wsiadam do samochodu a moim oczom ukazuje się skrzywiony w lewa stronę środkowy palec lewej ręki. Na początku przeszły mnie ciary, bo palce tak się nie wykrzywiają,  przynajmniej nie moje. Zaraz potem odczułem ból. Do teraz nie wiem co mi do łba strzeliło, ale postanowiłem chwycić za paluszka i naprostować go na właściwe tory. Usłyszałem tylko ciche „chrup, chrup” i poczułem przeszywający ból. Wkurwiłem się nie na żarty, ale mimo wszystko musiałem wykonać wyżej opisaną trasę. Tak też zrobiłem. Palec zaczął ponowie puchnąć. Udałem się zatem na pełnym wkurwieniu na dobrze znaną mi już izbę przyjęć. Krótki dialog z panią Grażynką, skierowanie do pokoju przyjęć, w którym czekał na mnie lekarz który przyjmował mnie w dniu wypadku i opis całej sytuacji. Dopiero kurwa wtedy dostałem pierdolone skierowanie na RTG. Wyszło, że mam złamanie otwarte i konieczna będzie ingerencja chirurgiczna. Najlepsza była reakcja na zdjęcie lekarzyny. Trochę się zmieszał kiedy zdjęcie zaczął oglądać chirurg z oddziału ortopedii i zapytał dlaczego wcześniej nikt mi nie zrobił prześwietlenia. Jebane konowały. Umówiłem się na operację, w szpitalu spędziłem 3 doby, w mojej ręce znalazły się dwa druty. Jeden z nich mam do dziś, a minęły już 4 miesiące. Wciąż czekam na zrost kości, która dziwnym trafem zrosnąć się nie chce. Może gdybym od razu został fachowo opatrzony, nie było by takich problemów – ALE PO CHUJ! Teraz opisany wyżej palec przypomina drewniany patyk, odczuwam mrowienie kiedy go dotknę, nie mogę go zgiąć, ruszać nim, jest bezwładny.A wszystko przez to, że pracowałem z ćwierćmózgiem i moje podatki, zdrowotne składki itd. wypierdalane są na tak zaawansowany i profesjonalny system OPIEKI zdrowotnej!

Niech żyje ENEWZEEET SKURWYSYNY!!!!

Spisałem już chyba z 10 stron a4. Wybaczcie, ale musiałem to z siebie wyrzucić. To już koniec opowiastki, gratuluję temu kto dotrwał do końca.

Wasz oddany Szturmierz!

*Imiona postaci jak i dialogi zostały nieco zmienione. :D

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 6 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!
Tagi: , , , , ,

Opowieść wigilijna

20 grudnia, 2017, Autor:

WITAM,

Ulice grudniowego miasta wieczorową porą przemierzał polak, który wyglądał jak szwed. Elegancki, przystojny, umyty, nie jak Polak więc pewnie Szwed. Został zaproszony do swojej nowej wybranki na wspólne wypiekanie pierników, a później pewnie seks. Pierniki miały służyć za pretekst, ale jakie to miało znaczenie.

Mijał te wszystkie świąteczne witryny sklepów, tych ludzi uśmiechniętych z torbami pełnych prezentów, tych sprzedawców choinek od których pachniało drzewkiem, słyszał wydobywające się z różnych mieszkań delikatne brzmienia świątecznych przebojów, a pod butami szorstko skrzypiał mu śnieg. Wzrok skupiał głównie na wszystkich lampkach, których światło odbijało się od opadających tańczącym ruchem płatków śniegu. Czuł się jak bohater dawnych świątecznych opowieści.

Tymczasem na tę samą ulicę grudniowego miasta zaczęły wjeżdżać samochody ze zjazdu miłośników BMW. Świąteczna bańka pękła pod naporem rapu, wycia silnika i głośnych przekleństw dresiarzy. Kurwa mać, pomyślał Szwed. Zawsze uważał, że BMW charakteryzuje dresiarza na drodze, a różnice między tymi samochodami postrzegał tak samo jak różnicę w ilości pasków na dresie. Musiał szukać ratunku w słuchawkach i Franku Sinatrze. Podziałało jak zawsze. Muzyka to idealna bariera ochronna przed tym zjebanym społeczeństwem.

Odszedł rytmicznie wesoło stąpając w rytmie muzyki i zatrzymał się dopiero pod KFC. Nie wiedział jakim cudem się tam znalazł, szedł przecież do dziewczyny. Zanim dokończył tę spowolnioną myśl poczuł głód. Spojrzał przez witrynę na tych szczęśliwych ludzi zajadających kurczaki. Zapragnął poczuć się jak oni. Zjechał wzrokiem nieco dalej i zauważył, że ekspedientka go obserwuje. Przysiągłby, że widział jak mu puszcza oczko przez witrynę. Wszedł do środka. Pierwsze co zobaczył to ekspedientkę Paulinę plującą do wszystkich kopert z frytkami, dalej na piekarniku pod tym termicznym światłem grzały się głowy kurczaków w panierce. Jakiś konserwator naprawił właśnie automat do lodów w kostkach. Podobno wcześniej kostki lodu były tam robione z wody spuszczanej w toalecie.

Nie pamiętał co zamówił. Siedział przy stole przed gotowym jedzeniem. Nie wiedział konkretnie co się z nim działo między śmiechem konserwatora, a tym momentem teraz. Spojrzał na swój posiłek. Głowa kurczaka miała napęczniałe oko. Nacisnął je palcem i wypłynęła ropa. Zjadł to ze smakiem. Gastro nie bierze jeńców. Frytki jakby zamiast soli były posypane kamieniem ze starego czajnika. Nie zauważył kiedy wszystkie zniknęły. Gdy została mu jedna główka kurczaka stwierdził, że potrzebuje sobie skręcić gibona na drogę w tutejszym kiblu.

Przy okazji się załatwił. Umył ręce i wziął się do pracy. W momencie zawijania gibsztylka ktoś wszedł do łazienki. Facet około czterdziestki w czapce Mikołaja, z rękami tłustymi od kurczaka. Spojrzał na Szweda i zmroził go jego widok. Uśmiech przerodził się w przygnębienie, a jego oczy jakby spowiły się cienką warstwą łez. Przy odrobinie szczęścia jego życie zostało zrujnowane na zawsze. Bo oto siedział w swoim ulubionym fast-foodzie świadom, że prawdziwa zakazana przyjemność tego miejsca jest w rękach kogoś innego. Zamiast przeżywać cudowne tripy, tłuścił swoją skórę pokarmem dla konsumpcjonistów. To miejsce straciło dla niego smak w ten przedświąteczny weekend. Jego ulubione miejsce.

Tymczasem szwed z gotowym skrętem ruszył do wyjścia. Dziwny typ w czapce Mikołaja przypomniał mu o prawdziwej misji tego wieczoru. Wyszedł z restauracji, zapalił skręta i ruszył w drogę. Zaczął się trochę śpieszyć, żeby nie ściągać na siebie przypału. Ta droga mu się dłużyła. Jego narkotykowy stan osiągał apogeum. Odczuwał świat kilkakroć razy intensywniej niż zwykle. Każdą myśl zgłębiał do wszelkich granic. Poczuł w sobie miliony komórek. Każda z nich pełniąca jakąś funkcję. Każda inna, stworzona z czegoś jeszcze mniejszego. Coś jakby małe planety, na których odgrywały się sceny ze znanego mu skądś wszechświata. I wtedy zrozumiał prawdę. Wycofał się świadomością z głębi siebie do otoczenia, a następnie ponad nie. Ujrzał cały wszechświat jako komórki, organy, części ciała jednego wielkiego bytu, którego świadomość wtedy dotknął. Zrozumiał.

Nagle odkrył, że znalazł się pod drzwiami domu swojej dziewczyny. Dopalił skręta i zapukał. Drzwi był uchylone. Wszedł do środka, wabiony dźwiękami delikatnej muzyki i zapachem piernika. Czuł się jak grecki bóg, który odchodząc od swojej bogini wybrał życie między muzami; bardziej inspirujące. Zastał ją w kuchni w samym fartuszku wyciągającą pierniczki z piekarnika. Odwróciła się w jego stronę i z uśmiechem podeszła do niego bliżej zostawiając mu w ustach pierniczka, a w ręku drinka. Zrzuciła fartuszek. Szwed jak poparzony dojadł co miał, dopił drinka i nagle upadł na ziemię.

Obudził się z bólu. Ktoś wylewał na niego wosk. Leżał związany na starym śmierdzącym materacu, a wokół niego stała grupa mężczyzn ze sterczącymi penisami. Penetrowali go raz za razem, spełniając swoje chore fetysze: jeden facet malował mu paznokcie, inny obcinał mu włosy, inny raz zarazem spuszczał mu się do wszelkich otworów, inny wylewał wosk, jeszcze inny pakował mu do mordy swojego penisa przez plastikowy otwór w jego ustach, a jego dziewczyna siedziała naprzeciwko. Smutna i przestraszona, była tylko wabikiem dla następnych ofiar tego potwornego seks klanu.

Tak minęły święta polakowi który wyglądał jak szwed. Policja znalazła go nagiego przy dworcu miejskiej kolejki w okolicach Sylwestra. Nie wierzyli w żadne jego słowo, pomimo iż takich przypadków w tym mieście było coraz więcej. Kto by uwierzył ćpunowi?

Wesołych świąt!

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 4 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

cieplejszy wieje wiatr

31 maja, 2017, Autor:

Gdybym powiedział, że nie cieszę się wiosną może i bym nie skłamał, ale mógłbym wprowadzić czytelnika w błąd. Jestem alergikiem. Nienawidzę wiosny.

Co roku o tej porze swędzą mnie oczy, jakby komary pogryzły mi spojówki. Przy mruganiu swędzi bardziej, więc się drapię i lecą łzy, a ja nie widzę nic. Kicham non stop, swędzi gardło od środka i z nosa cieknie mi woda. Po kilku wytarciach chusteczką i rękawem, ryj prócz tego że staje się czerwony to jeszcze nieczuły i o następnej fali cieknącego gluta nierzadko dowiaduję się od osób trzecich, kiedy zwracają mi uwagę na mokrą plamę na koszulce. Wciskam wtedy tampony w nos i cała lawina gluta kiśnie sobie w środku. A jak zgęstnieje to ścieka powoli już nie na zewnątrz, a z zatok do gardła. Wrażenie zbliżone do tego, jak połknie się coś co nie chce się rozdzielić i jedną częścią już jest prawie w żołądku, a drugą jeszcze w przełyku. Mam tak prawie cały czas. A po kilku dniach ciągnącego gluta zawsze coś tam zamieszka bakteriowego i przez to oddech nabiera aromatu fekaliów. Tak mija mi maj i czerwiec każdego roku już od ponad dwudziestu lat.

Nie jestem fanem klasyki, ale tę jedną porę roku u Vivaldiego rozpoznam nawet z zatkanymi uszami. Od razu wyobrażam sobie, jak przez rozpuszczony śnieg przedzierają się psie gówna, pogoda jest bardziej złośliwa niż kiedykolwiek i te pierdolone nasienie drzew i traw które biorę do japy.

Wychowałem się na wsi i rodzice próbowali odczarować tę klątwę na wszystkie sposoby prócz egzorcyzmów. Na któreś urodziny dostałem nawet maskę gazową od ojca. W późniejszym wieku odkryłem, ze na krótko pomagają fajki, serio jest to jedyne skuteczne antidotum. Przez kilka chwil masz niby spokój od kichania i zamiast gównem walisz popielniczka, super awans.

Nienawidziłem wiosny od dziecka. Trochę wkurwiałem się na swój organizm, że odpierdala takie durnoty, ale ogólnie działa przecież w porządku. Poza tym to mój własny, prywatny organizm z którym się zżyłem, więc w tej opinii jestem stronniczy – winna jest ta dziwka wiosna i niedojebane rośliny. Czy zwierzęta spuszczają się innym organizmom w płuca? Napierdalają swoim nasieniem po całym świecie, żeby zaruchać?

Przyznam się jeszcze, że wiele trudu zadaje mi powstrzymywanie się przed dopingowaniem ludzi koszących trawy. Wewnątrz krzyczę, ze dobrze im tak, źdźbłom pierdolonym, niech zdychają małe zielone kurwy, pomioty natury. Kosiarkowe trawobójstwo spalinowe jest jeszcze lepsze niż elektryczne, bo ta machina śmierci wyje i rozsiewa zapach napalmu. Wagner kurwa, nie Vivaldi! Rozrywane szczątki liści z chęcią bym podpalił benzyną i strzelał na oślep w stłoczone kępki. Marzy mi się całopalna ofiara z tego śmiecia natury. Nawet rosną lepiej, kiedy się wysrasz w ich okolicy. Obrzydlistwo. Krzyżowałbym krzewy, deptał te ścierwa i podcinał korzenie całemu temu pylącemu skurwysyństwu. Kwiatki jeszcze jakoś wyglądają, ale trawa? No ja pierdole. Kiedy idę wzdłuż skoszonego trawnika, kiedy w powietrzu unosi się zapach świeżo rozjebanych łodyżek i mijam pogromcę tych plew mam ochotę krzyczeć z radości, że dobra robota panie ogrodniku, jebać te rośliny! ale powstrzymuję się i mówię tylko ze łzami szczęścia w oczach:
– Dziękuję.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 4 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!