Wkurwienia w kategorii: ‘Ludzie’

Mieszkam z kurwą.

28 października, 2017, Autor:

Z kurwą, bo mówmy jej od razu po imieniu. Nie wiem, czy wisi nade mną jekieś fatum chujowych współlokatorów, czy też mam coś w rodzaju napisu na czole: „Bądź pojebana = Chcę z tobą mieszkać!”, ale doprowadziło mnie to od rana do kurwicy.

Nie śpię od czwartej. Wyjaśnię już, o co chodzi… Przedwczoraj moja współlokatorka miała gości. Jednym z nich był Pan J. Od dawna zresztą opierdalała mu dupę, że jest megalomanem, zapatrzonym w siebie bucem, który uważa siebie za najprzystojniejszego na całej ich uczelni, choć z pewnością nie jest. Mało tego. Ten gość jest byłym facetem jej przyjaciółki ze wspólnego kierunku, więc na moje zabawne sugestie typu „uważaj, bo jeszcze się za niego weźmiesz!”, kazała mi się niemal puknąć w czoło (uwaga: odnośnie pukania będzie jednak później…) i zasugerowała, że nigdy w  życiu, a dwa – że nie zrobiłaby tego przyjaciółce. Z zażenowaniem więc wysłuchiwałam jej pierdolenia na jego temat i czasem gdzieniegdzie przytakiwałam, żeby chociaż odniosła wrażenie, że jej słucham. Zaprosiła sobie tego dnia czwórkę znajomych i siedzieli w pokoju obok, co jakiś czas przerywając ich niezrozumiałe gawędzenie, głośnym śmiechem. Zdawało się, że bawili się naprawdę przednio. Wśród tej czwórki była jedna parka + dwóch jej wolnych znajomych tj. koleżanka i wspomniany już Pan J.

Po ich późnym wyjściu – blisko o 12:00 w nocy, moja współlokatorka była mocno niepocieszona. Chuj, że miałam na rano do roboty, a ta cała gwardia w czwartkowy wieczór mnie mocno podkurwiła po naprawdę niezłej tyraninie od poniedziałku… Przymknęłam na to oko. Problem w tym, że zamierzałam już iść spać, jak ta zaczęła mi się dobijać do pokoju i napierdalać swój monolog. Poszło o J. Podobno wytknęła mu w towarzystwie (po tym, jak wspomniał, że jest najprzystojnieszy na całym wydziale), że wcale nie jest i – żeby sobie tak nie dodawał. Atmosferę spotkania opisała mi jako stypę i jakowoż bardzo cieszyła się, że ma już to odbębnione i nie będzie musiała powtarzać. Podobno zajebała też solidnego focha na tego kolegę i koniec końców – rozstali się w atmosferze wiszącej wojny. Poszła w pizdu, a ja poszłam w upragnioną kimę.

Wczoraj. Po moim powrocie z roboty, oznajmia mi, że Pan J. chce z nią porozmawiać. Spoko. Pomyślałam, że w sumie to nawet lepiej jak się pogodzą, bo po chuj kłócić się o takie głupoty… Nie wiedziałam jednak, że oznajmi mi to o godzinie 19:30, że za niecałe pół godziny Pan J. „przyjdzie na chwilę to wyjaśnić” – czyli grubo po tym, jak już wróciłam do domu… Poszłam do łazienki, żeby jakoś wyglądać jak człowiek, na wypadek – gdybym czasem miała go spotkać w kuchni, czy korytarzu. Przyszedł. Gdyby nie fakt, że łazienkę mamy zaraz obok drzwi wejściowych, wszystko byłoby lux, także słyszałam ich dość przyjemne powitanie. Nie było co prawda na ten moment całusów, ale w głosie było wyczuć sympatię. No dobra… – czyli chuj, że już robi mnie z tym swoim ściemnianiem w bambuko, jebał to pies, ale jednak gdzieś tam wkurwia mnie taki brak konsekwencji i brak charakteru.

Poszli do jej pokoju i tam praktycznie siedzieli większość czasu. Minęła godzina. Pomyślałam, że skoro wpadł „tylko na chwilę” coś tam sobie z nią wyjaśnić, to przecież nie ma problemu, no ale… kurwa… mija godzina… jedna… druga… trzecia… czwarta… a ten jeszcze kurwa siedzi! Z drugiej strony, to przecież nie wpadnę tam i typa nie wyproszę „bo chcę spać!”, a że ściany mamy cienkie niemal jak z papieru – to każdy ich głośniejszy śmiech słyszałam z podwójnym echem. W końcu: 12:30 w nocy, ale dzisiejszego już dnia – zdaje się, że opuszcza mieszkanie. Słyszę jak stoją przy wyjściu przed drzwiami i czekam aż wypierdoli, bo chcę iść się załatwić. Mam jednak od godziny zgaszone światło w pokoju, bo słuchałam jeszcze muzyki i chillowałam po całym tygodniu, co ona chyba omyłkowo odczytała jako… moje spanie. Na ten moment jednak wyłączyłam słuchawki i próbowałam się upewnić, czy aby na pewno wychodzi, żeby iść spokojnie w piżamie do tej łazienki… I co ja słyszę… Jej przeciągliwe: „Hihihi, no… iiiidź… już…” z wyraźnym jej podnieceniem w głosie. On coś tam odpowiedział, po czym ona – z utrudnioną, jakby stłumioną na ten moment możliwością mówienia (co oznaczało mocne przyciśnięcie się do jego piersi i silne przytulenie) odbeknęła mu kolejnym tekstem z jego aprobatą. Koniec końców – nastąpił soczysty, długi, przeciągliwy ślimak słyszalny chyba aż na ósmym piętrze naszego wieżowca. Nie znałam jej od tej strony – zwłaszcza, że uchodziła za spokojną, grzeczną i niepozorną kujonkę w okularach. Ale chyba już poznałam na tyle, żeby stwierdzić, że jednak jest fałszywą kurwą, aby zrobić to swojej najlepszej przyjaciółce, czemu jeszcze przecież wczoraj zaprzeczała. Pomijam już też przy tym sam fakt czarnego Pe-eru, jaki mu w moich oczach wcześniej zrobiła. Ale dobra… Wstaję dzisiaj rano z myślą, że i jak ona wstanie – to jej coś napomknę odnośnie tego, że chyba coś się jednak jej odmieniło i, żeby następnym razem tak na niego nie pierdoliła, skoro jej mówienie i robienie nie zjeżdżają się na jednej trasie, bo nie chcę tego słuchać. Nic mnie bowiem tak nie wkurwia jak fałsz i zakłamanie. I wstaję… Coś mi się tak wydawało, że albo ona z kimś gada przez telefon o 6:00 rano już, albo… nie, no przecież chyba nie… Jak jest kurwa jebana mać możliwe mieć gościa o tej godzinie? Puściłam tę myśl mimo uszu, ale zza ściany nadal dobiegały dziwne, przyciszone głosy…

Poszłam jednak po cichu do kuchni, zrobiłam sobie kawę, wróciłam do pokoju i zaczęłam czytać książkę. Stwierdziłam, że i tak już nie zasnę, to po chuj zmuszać się do spania. W międzyczasie, gdzieś 6:30, chciałam wejść do łazienki, a tam już pali się światło, natomiast za moimi plecami wyrasta ta mała okularnica w bardzo kusych szortach, mogących również robić za pasek, T-shircie bez stanika, Z KOMUNIKATEM, ŻE:  „tam… ktoś… jest…”. Ja na nią w szoku, ona zamurowana na mnie, ja znów na nią – po czym z wyrazem twarzy pogardy level hard  ją w tym miejscu w takim stanie oszołomienia jak i ja – zostawiłam. Bez jakiegokolwiek komentarza. Poszłam w pizdu do pokoju, bez żadnego kurwa już słowa do tej całej sytuacji, co mi się raczej nigdy nie zdarza. Tak mnie to po prostu z samego rana rozjebało – ta jej pierdolona herezja, że przez 15 minut po trzaśnięciu z zaskoczenia drzwiami, zastanawiałam się w pokoju, z kim ja do kurwy nędzy mieszkam i co to za kolejna jednostka psychotyczna.

Wyjaśnień nie doczekałam. Więcej jej, ani jego – dziś rano nie widziałam, bo o wpółdo 9 wypierdolili razem na pociąg do jej chaty. Swoją drogą miło – skoro już przedstawia go rodzinie, co?

Jakieś sugestie? Bo ja mam: w celu objaśnienia –> Pan J. o 12:30 w nocy… wyszedł… ale tylko po kondomy. Także wrócił jeszcze raz później, kiedy tylko ona mu napisała, że ja zasnęłam, żeby nie robić na noc przypału i awantury – wszedł po cichu i zamelinował się znów u niej w pokoju. Największa beka? Nawet buty i kurtkę tym razem zostawił u niej w pokoju dla porannej niepoznaki. Miała jednak pecha, bo myślała, że ja rano wyjdę przed nią (miałam mieć dziś coś z rana do załatwienia), ale jeszcze jestem w domu, więc w innym wypadku to oni nie zdążyliby na pociąg… Nieźle, co?

Dalszą część nocy to niestety, ale nie wiem – choć podejrzewam, że było zbyt ciemno, by patrzeć sobie w oczy około pierwszej/drugiej, zatem puenta jest króciutka – bo ujeżdżał ją jak dwuletniego kucyka.

Pozdrawiam.

 

 

Wasza Nuka.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 5 raz(y), średnia ocen: 9,80 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!
Tagi:

Patologia na patologii patologię pogania z wójtem na czele…

19 października, 2017, Autor:

Kurwa. Czas chyba się wyprowadzić bo inaczej zrobię kurwa coś za co mnie w pierdlu zamkną. Taa ciekawe za co się wyprowadze skoro kredyt mam na głowie.

 

Do rzeczy. Zacznę może od ogólnego zarysu sytuacji. Mieszkam tuż przy urzędzie gminy. W gminnym mieszkaniu. Poniemiecki dom, odpadają tynki, dziwne, że jeszcze się trzyma przy mocnych podmuchach wiatru. Budynek urzędu gminy wygląda nie lepiej. O remont odkąd pamiętam nie można się doprosić. Wokół mamy spory plac. W sumie był większy ale ktoś wykupił, ogrodzenie. Nie ważne. Jednak zostało sporo terenu. Na domek jednorodzinny by starczyło.

 

Jedziemy dalej. Przy prawie głównej drodze też są mieszkania, nazywane przez wszystkich getto. Poza patologia, menelami nikt normalny tam raczej nie mieszka. Dach tej patologii zrobili. Ściany może nie wyremontowali lub nie pamiętam ale pomalowane było. Coś im się paliło. Wyremontowane było. I teraz znów był jakiś pożar ktory skurwysyny same wywołały tak samo jak podobno poprzedni. I ta cała skurwiala śmierdząca patologię mają wpierdolic w kontenery prosto na tym placu przed moją chata. Jak się wkurwie to którejś nocy pierdolne wzdłuż nie wiem kurwa płot z drutem kolczastym? Chuj że to nie mój teren. Chuj że złodziej wójt będzie to miał prosto przed swoim oknem. Jeśli by skurwiel tylko do mnie skoczył to bym mu wyjebał z półobrotu. Ale ja kurwa menelstwa nie chce kurwa widzieć dzień w dzień do tego kurwa kręcącego się przed moim domem, oknem i kurwa samochodem.

 

Ja bym kurwa wypierdolił ich na ulice bo mogę się założyć że chuja za coś płacą a jeszcze kasę dostają. Jebane zera…

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 1 raz(y), średnia ocen: 7,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

Gównoburze

28 sierpnia, 2017, Autor:

Pierwsza rzecz która mnie wkurwia to te gównoburze wokół tematu karmienia piersią np w miejscach publicznych. Pierwszy post jaki mi się wyświetlił po zalogowaniu na facebooka to „Karmi trzy latka piersią, to pedofilia? !”. Jak dla mnie kobieta może karmić piersią kogo chce nawet po trzydziestce, chuj to kogo obchodzi lub komu to przeszkadza ?. I co kogo obchodzi że robi to na ławce w parku, w szkole czy jadąc rowerem przez miasto?. Jak się nie wstydzi cyca pokazywać to nie widzę problemu. To nie jest widok w stylu „Dwie laski i kubek”  żeby jakoś na to specjalnie reagować. Dałbym sobie rękę uciąć że to pierdolenie zakompleksionych kobiet i pseudo feministek. Lajki na facebooku i innym badziewiu to jedyny sens życia takich pierdolących głupoty krów.

Kolejna sprawa która ostatnio wyjątkowo mnie wkurwia to bezdomne psy. Ogólnie rzecz biorąc kocham zwierzęta. Jestem wrażliwy na krzywdę wobec zwierzaka który nikomu nic nie wadzi. Dlatego chętnie dałbym chuja do pyska gnojowi który zostawia zwierzaka gdzieś w mieście lub na wsi i daje nogę. Wkurwia mnie jeszcze bardziej fakt że potem te np psy  ( bo o nich mowa najczęściej ) dziczeją i na ludzi się sadzą. Miałem dziś taką sytuacje że psa ktoś zostawił, i jebaniec biegł za mną kawałek a potem się sadził.  I mimo swojej wielkiej miłości do zwierząt chętnie jebną bym mu z wiatrówki gdyby nie lenistwo by po nią iść. Bo miłość to jedno, ale nie będzie się do mnie srał żaden jebany burek, człowiek czy jakakolwiek inna istota na drodze do mojej hacjendy. Dom to świętość, i będę strzelał mimo współczucia.

Lato, nazwijmy umownie  tak obecną porę roku jest tak dojebane że nie pamiętam abym takie widział wcześniej. W maju padał śnieg, w czerwcu trochę słońca. A teraz od kilku miesięcy na zmianę kilka dni deszczu, kilka dni mega dusznej pogody zachmurzonej i znowu deszcz. A wieczorami przymrozki takie że trzeba skórę zakładać jak chce gdzieś pojechać motorem. Tornado które ostatnio przeszło przez okolice Chojnic ( czyli dość niedaleko mnie ) zrobiło rozpierdol jakiego niejeden film by pozazdrościł. Ciągle alarmy powodziowe ( też niedaleko mnie ), j chujowe ciśnienie sprawia że człowiek ma ochotę tylko siedzieć i zabijać ludzi w postalu. Wtf się dzieję z tym klimatem ?

 

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 5 raz(y), średnia ocen: 6,80 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

Owady, ćmy, koce… ciepłe, letnie noce.

9 sierpnia, 2017, Autor:

Przyznam, że wpis, który dodam – nie jest pisany na mocnym ciśnieniu, więc ani to Was podkurwi bardziej, ani mniej. Jest coś takiego jednak w megawkurwie, co nie pozwala uciec na dłużej… Nie miejcie mi proszę tylko za złe, że być może zjadę na jakości, pisząc dziś bardziej chillowo.

Żarto-kurwa-wałam! Nie zjadę na jakości. Nie, nie ja i tak – mam ostatnio na pieńku ze skromnością.

Od czego by tu kurwa zacząć… Być może najpierw od rzeczy najbardziej przyziemnej – kiedy wstukuję te litery w półmroku, nakurwia mi właśnie stado małych muszek, dobijając się do ekranu. Bogu wyszło wprawdzie wszystko, jednak to małe badziewie, które ślepo mi napierdala teraz po kilkudziesięciu centymetrach monitora, zdaje się być nie do zatrzymania i urządza sobie a’la Tour de France bez czyjegokolwiek jebanego przyzwolenia. Tak, zduszam te stworki z nieskrywaną rozkoszą, rozmazując je w te i we wte i wierząc, że moje poczynania przyczynią się dla ogólnego dobra ludzkości. To samo robię, kiedy idę spacerem i widzę małe czerwone pancerzaki na chodniku. Niby to nikomu nie szkodzi, ale czy ich ostatnie brzmienie pod butami nie jest i dla Was rozkoszne? Nie wkurwia mnie o tyle ich widok, o ile ich zaiste dziwne sposoby kopulacji. I o ile nie są to przejawy niepełnosprawności wśród tego robactwa, to czasem jeden drugiego ciągnie na grzbiecie, czasem czepia się odwłoku, a czasem dość perwersyjnie zajeżdża drugiego od tyłu. Żeby zatem ich przyjemności stało się za dość i by się chmara dalej nie mnożyła, moje adidasy już wiedzą co robić. Niemoralna jestem, ale to już kiedyś ustaliliśmy.

Lećmy dalej. O właśnie! A propo kurwa latania. Siedzę, nie dalej jak dwa dni temu w domu – światło w pokoju lekko przygaszone, a poza tym tylko ja i komp. Jeszcze chwila i miałabym zbierać się spać, jednak kątem oka dostrzegłam wielki cień. Spojrzałam niepewnie nad siebie i widzę, że po suficie zaczyna napierdalać puszysta ćma wielkości mojej dłoni! Dłoń wprawdzie kobieca, ale i tak doskonale oddaje rozmiar tamtej gadziny, która to o mało nie wywołała u mnie ataku paniki, histerii i innych maniakalnych urojeń. W pierwszej chwili myślałam, że to nietoperz i nawet nie byłam pewna, czy słynny kapeć wystarczy, aby ją rozkurwić. Postanowiłam spróbować. Nie pisnęła. Włochata na tyle, że mogłabym z niej zrobić chyba zimowy kożuch. No dobra, na turecki dywan też by wystarczyło.

O owadach mogłabym napisać książkę. Albo raczej książkę anty-owadzią, ale czym byłoby życie, gdyby nie wkurwiali mnie ludzie…? Gdyby nie wkurwiali mnie konsultanci telefoniczni, którzy to ostatnio namiętnie wstukują bliskie mi 9 cyfr w swoje systemy i napierdalają po kilka razy dziennie swoimi pytaniami: „Czy byłaby pani zainteresowana naszym produktem?”. Nie byłabym. Kurwa jasna, zrozum – nie byłabym! Nigdy nie jestem, a gdybym była to bym sama te cwane pszczoły (nie powiem niegrzeczniej) ze zmodernizowanych biurowców wyłapała i zadała pytania, które im się nawet w głowie nie pojawiają. Rozumiem wszystko, nawet to, że targety w pracy, czy prowizje od sprzedaży to główne motywatory, żeby niestrudzenie nie przyjmować do wiadomości słowa „nie” od słuchawki po drugiej stronie. Rozumiem. Ale maniakale zrozumcie i to, że ja nawet za ósmym razem się nie zgodzę. Nieee kurwy… Możecie dzwonić nawet do mojej 80-tki i chuja, tracicie tylko opłacany przez szefa czas, prawdopodobnie zresztą – wyzyskiwacza i sknerę, korposzczura. Oczywiście dziwne numery blokuję na bieżąco i wówczas wracam do swoich codziennych czynności – jak na przykład naprzemienne zamykanie i otwieranie okien. A czemu o tym piszę… Nie bez powodu zaczęłam od małych i wkurwiających mnie muszek – bo i na nich Moi Drodzy – również skończę. Do czego zmierzam… Mam nad sobą sąsiadów, parę. Dwójka młodych ludzi (około 30-tki), gdzie kobieta prawdopodobnie znęca się psychicznie nad swoim facetem. Słynne wyzwiska – kurw, nierobów, chujów, pedałów, dziwkarzy, zlewomord (?) i innych, padają tu częściej, niż jakiekolwiek inne słowa naszego języka. I spoko. Każdy dom ma w końcu swój system komunikacji, ale to, co jest powodem mojej tachykardii to to, że ta pierdolona czarna małpa trzepie mi kilka razy dziennie koce i ręczniki, których niewiadoma zawartość wpada mi przez okna prosto na łóżko, dywan i meble, a często i również na mnie, kiedy leżę przy otwartym oknie z kawą i kompem. Kurwa mać! Mamy lato. Nie wyobrażam sobie siedzieć w takiej pogodzie przy zamkniętych oknach. Sęk w tym, że ta czarna prudera nie zważa na owe fakty i kontynuuje swój pierdolony proceder. Zapłacę soczyście w dolarach temu, kto mi powie, co trzeba robić, żeby trzepać owe koce i ręczniki w takiej częstotliwości?! Zaiste biorę pod uwagę to, że sąsiedzi nade mną prawdopodobnie nie mają okien, a ich aranżację stanowią właśnie owe płachty szału, które czasem to babsko strzepuje z nagromadzonego u siebie brudu. Dostaję epilepsji, kiedy słyszę nad sobą te gwałtowne ruchy materiałowych szmat, leżąc sobie smacznie w wyrze i musząc się zerwać, aby się od tego odgrodzić. Ostentacyjnie wtedy napierdalam oknami, żeby łeb z piętra wyżej skumał mój racjonalny wkurw, ale okazuje się, że jej mózg – mniejszy od kolibra, nie odpala na płaszczyznach międzyludzkich i uznaje to za całkiem normalne zachowanie. Póki co, w owych sytuacjach stosuję więc łagodne określenia na głos – typu: „idiotka”, aby oswoiła się już ze swoim pochodzeniem i po prostu aby była na bieżąco z używanym slangiem. Przysięgam jednak, że dziś na końcu języka miałam coś znacznie mocniejszego: „Szkoda, że swojemu mężowi tak kurwo nie trzepieeeeesz!!!”. I dajcie mi kilka dni, a to bankowo zrobię. A wtedy to już megawkurw spłonie, bo czuję, że będzie z tą patologią nade mną – ostra wojna…

 

Znów na horyzoncie,

~ Nuka

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 5 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!