Wkurwienia w kategorii: ‘Edukacja’

Pić, jebać, niczego się nie bać!

18 października, 2016, Autor:

WITAM,

Przedłużyłem sobie wakacje tak buntowniczo, bo olałem pierwsze zajęcia na uczelni, tak buntowniczo bo napisałem do szefowej, że nie będzie mnie w pracy dłużej niż sądziłem. Klejnotem tej korony byłoby zbuntowanie się przeciw całemu światu i wyruchaniem go tak dla odmiany, lub chociaż oderwanie się na moment od wszystkiego co chujowe w codziennym życiu, i zaszycie się w miejscu gdzie stresujące irytacje przypominają się tylko w pijackich majakach. Taki czas udało mi się odnaleźć. Niestety nie zatraciłem się w zapomnieniu, jedynie skryłem pod dziurawym parasolem w środku ulewy. Nie chcę się o tym rozpisywać bo to w końcu wkurw, także czas dobrotliwej sielanki tak szybko przyszedł jak się zakończył. Wspaniałe życie w dewizie „pić, jebać, niczego się nie bać” zostawiłem za sobą w pociągu jadącym dalej do Szczecina. Czasami odwracam się ku niemu z uczuciem towarzyszącym starej kurwie, która pierwiastkiem młodzieńczego sentymentu żegna swojego najlepszego klienta, by następnie oczekiwać bandy niewyżytych, brudnych roboli którzy do końca upodlą jej resztki kobiecości.

I oto wróciłem do tego padołu hodującego szarańczę najgorszego gatunku zwanego uczelnią. Byt który dumnie reklamuje swoją ideę kształcenia przyszłych elit, doskonalenia umiejętności jednostek zasiadających na szczytach ludzkich hierarchii, obiecujący życie godne, pożyteczne, jest tak naprawdę niczym innym jak zaprzedanym chlewem hodującym świeże mięsko dla największych korporacji; wypruwającym z marzeń i ambicji w imię motywów ulepionych z pseudointelektualnej gliny. Chciałbym krzyczeć, że ten twór powinien mi gwarantować życie w którym nie będę się czuł jebany na lewo i prawo, jednak wszyscy ludzie stojący w oknach tego budynku tłumią mój krzyk, bacznie obserwując ruch mojego portfela w kieszeni. Ich nie obchodzi nic po za nim, a student już nie jest studentem, tylko żywicielem. Widząc i czując na sobie wzrok całej tej intelektualnej mafii, przekroczyłem próg swojego wydziału, jak ten zbieg próbujący skryć się przed światłem więziennych latarni. Znając doskonale cel swojej tułaczki, skierowałem się do legendarnego pokoju z napisem „dziekanat” na drzwiach. Zawsze mnie intrygowała istota drzwi do tego pomieszczenia. Zamiast takich fanaberii, wystarczyłoby zamontować  tam okienka na wysokości pasa, by każdy klient mógł podać przez nie legitymację, opuścić spodnie do kostek, wypiąć się i czekać aż nadjedzie wielka ciuchcia, której stacją końcową jest ciepły odbycik studenta-petenta. Niewiele by się zmieniło, ale za to jaka oszczędność! Oczami wyobraźni widzę jak te babsztyle wyciągają wielkiego bata w kształcie chuja i atakują wypięte dupsko krzycząc: „Źle napisane podanie! Taki śmieć ma wylądować na biurku Pani dziekan?! Uuuu, widzę nie zapłacono za ECTSy. Halinka daj tego większego, bo ten mój już wchodzi jak we wiadro! Tylko obsyp piaseczkiem tak jak Ty to robisz fajnie”. Straszne babska. Nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć sadystów, którzy w okresie sesji wykładają się nago na wszystkie prace swoich klientów i zostawiają kropelkę spermy przy każdym nazwisku, które w jakiś dziwny sposób przyprawia ich o tryskające podniecenie. Śmiejcie się, ale idę o zakład, że wśród społeczności akademickiej znajdzie się wielu takich lub podobnych pojebańców (jak z resztą w każdym środowisku). Czasami po prostu nie ma innego wytłumaczenia na sposób oceniania niektórych egzaminów.

Zawsze marzyłem żeby przyjść do tej szkoły, wygłosić publiczny wykład jako „ktoś” i opluć tych wszystkich wszarzy. Opluć system boloński, władze uczelni, biurokrację, obnażyć prawdę o poziomie kształcenia studentów, i na koniec w porywach emocji wygrzmocić jakąś napaloną studentkę w moim aucie. Niestety nikt z jakże oświeconej akademickiej społeczności nie będzie chciał słuchać byle korposzczura, który kiedyś tam studiował na tym wydziale. Gówno życiowe takie jak ja, które będzie żyło z miesiąca na miesiąc z żebraczej wypłaty, w połowie uszczuplanej przez wielkiego pasożyta w postaci białego ukoronowanego orła, nie ma żadnego wpływu na nic. Pozostaje mi zatem tylko upić się kolejny raz, próbując zapomnieć o moim chujowym położeniu w tym chujowym kraju. Nic tu nie pozostało prócz żalu nad sytuacją która nie zmieni się, chyba że wojna albo jakiś inny przewrót wywróci ją do góry nogami i otrzymamy szansę zbudowania czegoś od podstaw. Spierdolone mamy tutaj życie. Chciałbym tylko znów znaleźć się w miejscu, gdzie będę pić, jebać i niczego się nie bać.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 8 raz(y), średnia ocen: 9,88 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

Oda do kierownika

15 września, 2016, Autor:

Ileż to czasu mi zabrałeś,

ileż nerwów zszargałeś,

tego nie zliczę.

I za to Ci życzę:

kulasów połamanych,

licznych pał murzyńskich,

anusa rozerwanego,

i chuja przez prąd rozjebanego,

Ty kurwo jebana.

Zdechnij.

 

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 9 raz(y), średnia ocen: 7,89 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!
Tagi:

Lista zjebanych osób – Tom II

28 sierpnia, 2016, Autor:

Zacznijmy to chore gówno:

5. Maniacy e-papierosów. Kurwa, palisz to palisz, to nie jest ani pozytywne, ani jakoś szczególnie negatywne. Zresztą, zawsze jak ktoś mówi o jakimś samochodzie, który można by kupić z zaoszczędzonych na fajkach pieniądzach, to tylko się śmieję, bo zwykle jeśli nie wydajesz tej kasy na fajki, to wydajesz ją na coś innego i w efekcie gówno oszczędzasz. No ale teraz to są e-papierosy, a to już przecież nie jest zwykłe palenie, tylko jebany styl życia. Nawet już określa się to jako subkulturę. O co biega? Dlaczego ludzie palący e-pety uważają, że wolno im to robić w autobusach? Albo dlaczego tłumaczą swoje palenie e-petów tym, że walczą z nałogiem i próbują rzucić? Przecież takie tłumaczenie jest w chuj absurdalne. To tak, jakby alkoholik powiedział: „Kiedyś piłem codziennie, ale piłem tylko wódkę, a teraz przerzuciłem się na piwo, bo rzucam”. Dochodzi nawet do patologicznych sytuacji, gdzie rodzice kupują swoim dzieciom e-papierosy na ich urodziny. Kiedyś kupowało się rower, komputer albo Neostradę, teraz funduje się e-peta, żeby gówniak mógł popierdalać z nim przez miasto i zaciągać się co pół minuty. Dorosłość przybrała właśnie taką formę. Pracowałem blisko takiego stoiska z olejkami i elektronicznymi papierosami. I wiecie co? Jakieś 80% kupujących stanowiły dzieciaki w wieku gimnazjalnym i wczesnolicealnym. Nie orientuję się, jak działa prawo polskie w takich przypadkach, ale jakoś te dzieciaki dostawały to, co chciały, i nikt ich nie sprawdzał. Wróćmy jednak do poczucia tego, że takie osoby tworzą jakąkolwiek subkulturę. Mam inną propozycję – od teraz nie używajmy zwykłych kibli ze spłuczką, tylko produkujmy kible elektroniczne, które wysyłają gówno przez ogólną sieć prosto na satelitę w dalekim kosmosie. Gratulujemy, teraz możesz się pochwalić, że nie srasz jak jakiś plebs, tylko uprawiasz e-sranie, które jest przeznaczone dla wąskiej grupy odbiorców.

6. Weganie. Tak, jak toleruję dużą liczbę osób, tak wegan po prostu nie trawię i uznaję ich na wyjątkowo zadufane w sobie istoty, którą myślą, że budują lepszy świat, a tak naprawdę uprawiają megalomanię, sądząc, iż ich styl życia jest najlepszy na świecie. Mówią coś o wartościowaniu życia, ale zapytani, dlaczego wpierdalają rośliny, powołują się na jakieś badania, że przecież rośliny nie czują bólu i nie odbierają tak bodźców jak zwierzęta. Gratuluję, właśnie doszło do wartościowania przez was życia. Tego samego wartościowania, które zarzucacie każdemu, kto spożywa mięso. Dziwi mnie też, że tak duża grupa z nich musi sobie zastępować mięso jakimiś substytutami, ale jednocześnie nadal twierdzi, że mięso przecież nie ma smaku i nie potrzebuje go do życia. Tak. Zajebista logika – nie lubię mięsa, ale spożywam jakiś roślinny odpowiednik o tym samym smaku, bo w głębi duszy czuję, że jednak mięso jest mi potrzebne. Śmieszy mnie też zarzucanie wyzysku rolnikom, którzy podbierają jajka biednym kurom. Bo to przecież nie jest tak, że wybudowali im kurnik, sypią im ziarno, zmieniają słomę na grzędach i przywiązują obok psa, żeby chronił je przed lisem, czy kuną. Co ciekawe, mimo że sram na politykę i nienawidzę zarówno prawa jak i lewa, to zauważyłem, iż znaczna część wegan jest z tej lewej strony. Co to ma do rzeczy? Ano wyobraźcie sobie paradoks człowieka, który rzuciłby się za rybą w Bałtyk, byle tylko źli rybacy jej nie złowili i nie przerobili na paluszki, ale jednocześnie takiego człowieka, który nie ma problemu w mówieniu, że aborcja jest w sumie spoko, a Ziemia jest przeludniona :D  Ostatnio nawet natrafiłem na artykuł, gdzie dwóch braci ogłosiło, że wpadło na pomysł „wegańskiego rzeźnika”. Kurwa, leżę i się nie podnoszę. Albo sprzedajecie mięso i rzeczywiście można o was powiedzieć, że prowadzicie rzeźnię, albo tego nie robicie. Nie widziałem nigdzie „mięsnego warzywniaka”. Mam jednak pewną teorię co do nazwy tego sklepu: oni po prostu chcą przyciągnąć to całe „hipsterstwo”, które korzystając z ich usług, będzie czuło się elitarnie. Chuj, że za następną ulicą znajdą sklep czy restaurację z artykułami roślinnymi, które po prostu będą się nazywać „sklepem wegańskim/wegetariańskim”. To przecież nie to samo. To brzmi zbyt konwencjonalnie. I tu znowu posłużę się porównaniem do kibla. Bo to trochę tak, jakby ktoś otworzył toaletę publiczną, ale nazwał ją „Strefa Pozytywnego Wydalania”. Brzmi mądrze i elitarnie? Owszem, tyle że zamiast 2 złotych zapłacisz 10, bo to nie byle jaki sedes. No i można zrobić fotę i wstawić na Instachuja czy Pejsbuka, żeby znajomi z zazdrości wykurwili z papci.

7. Ludzie, którzy nie potrafią zrozumieć, że z pociągu/autobusu/tramwaju najpierw się, kurwa, wysiada, a później dopiero się do niego wsiada. Wychodzący pasażerowie mają jebane pierwszeństwo i to nie dlatego, że czują wyższość, tylko dlatego że to jest po prostu logiczne. Jeśli pojazd jest zajebany, to lepiej żeby kilka osób najpierw wysiadło na swoim przystanku, by pasażerowie wsiadający mogli się tam wcisnąć, nie tworząc przy tym kompletnego chaosu. Ale nie, kurwa. „Grażyna, musimy wsiąść pierwsi, bo 5 sekund nas zbawi, mimo że autobus po prostu stoi i raczej nie spierdoli nam sprzed nosa, skoro przed chwilą się zatrzymał”. Proste rzeczy, kurwa. Nie fizyka kwantowa, nie transplantacja serca, nie wielki zderzacz hadronów, tylko proste zasady, które można rozpisać w dwóch, góra trzech zdaniach.

8. Czwarty punkt pierwszego tomu był o księżach. Ósmy będzie o ludziach, którym wiara (i tu niekoniecznie musi chodzić o religię) tak przeżarła mózg, że brakuje im dystansu do samych siebie. Nie zaliczają się do fanatyków, lecz mają do tego aspiracje. Lubisz te osoby, możesz z nimi pogadać na wiele tematów, ale spróbuj wyrazić własne zdanie na temat ich świętości, to masz przejebane. I okej, nie od dziś wiadomo, że w towarzystwie rozmowa nie powinna schodzić na politykę i religię, chyba że jesteś w grupie tak zaufanych „ziomów”, że wiesz, że nikt się tym zbytnio nie przejmie. Ale tu nawet nie chodzi o poważne rozmowy, tylko o żarciki, jakieś spostrzeżenia czy uwagi. Ja po kilku piwach często rzucam niejednoznaczne komentarze z tym związane, dla przykładu ktoś kiedyś wspomniał o Najwybitniejszym Polaku Znanym Na Całym Świecie (podpowiedź 1.: to nie był Wałęsa; podpowiedź 2.: ma rzymską dwójkę w nazwie). No i oczywiście gadka, że był wielkim człowiekiem itd. Odpowiedziałem, że nie wiem, czy był wielkim człowiekiem, bo nie wiem, jakiego był wzrostu. Kurwa, jakie oburzenie. Jak ja śmiałem podważyć autorytet (w sumie to chyba tego nie zrobiłem, nie?) tak wybitnego człowieka. Ktoś puści „dla beki” techno remix „Dobry Jezu a nasz Panie” i efekt ten sam. Kurwa, gdzie jest dystans? Najgorsze jest to, że takich osób jest w sumie dużo i każda ustala sobie jakieś autorytety, o których tak naprawdę wie tyle, co jej na mszy powiedzą. Często uznają te autorytety za bogów, mimo że to już podchodzi ewidentnie pod bałwochwalstwo. Polityk z muszką zawsze ma rację. Papież Polak wiele zrobił. Prezydent najlepszy od lat. I koniec, kropka! I takie osoby niekoniecznie są głupie. Mogą posiadać dużą wiedzę z różnych dziedzin, jednakże pragną żyć we własnym świecie, nie dopuszczając do siebie opinii, które mogłyby je zmusić do zastanowienia się. Bo nie chodzi mi o to, żeby je siłą nawracać i usilnie im pokazać, że są idiotami. Tylko żeby potrafiły zająć jakieś stanowisko i je obronić. Ale nie. One zatykają uszy i krzyczą „la, la, la”, żeby ich strefa komfortu nie została naruszona. I to się tyczy każdego: katola, ateusza, żyda, muzułmanina, prawaka czy lewaka.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 4 raz(y), średnia ocen: 9,75 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

To tacy jesteśmy? …serio kurwa?

10 marca, 2015, Autor:

Kończąc okres dłuższej, tutejszej posuchy w sztuce piśmienniczego wkurwiania się, w tym także i mój, wyjątkowo dziś stanę w obronie Polaków, zamiast obnażać ich stereotypowe słabości lub pastwić się nad głupotą nimi rządzących polityków (ich samych Polakami już raczej nie można nazwać). Bo o ile ja to robię zawsze z wkurwienia lecz w dobrej wierze, to niektórzy w przeciwieństwie do mnie czynią tak z czystą premedytacją, mając tylko na celu szkalowanie Polaków i czerpiąc z tego jeszcze przyjemność. Niestety często też pośród bezczelnych oskarżycieli trafiają się osoby deklarujące się jako Polacy, co uwłacza nam jeszcze bardziej.

Głośno, zwłaszcza w ostatnich tygodniach, zrobiło się o filmie „Ida”, za sprawą głównie otrzymania Oscara jako najbardziej pożądanej nagrody w świecie kinematografii. To pierwsza taka nagroda dla filmu pochodzącego z Polski więc naiwni entuzjaści propagandy sukcesu w Polsce oniemieli z zachwytu. Nie brakowało wśród nich najważniejszych osób publicznych w państwie, jak premiera czy prezydenta, którzy chętnie podczepili się pod ten „sukces”, choć nie spodziewam się by w ogóle sam film kiedykolwiek widzieli. Słowo „sukces” nie jest jednak adekwatne wg mnie, jeśli popatrzy się na fabułę filmu przez pryzmat faktów i rzeczywistości. Fabułę, w której tytułowa bohaterka mająca wstąpić do zakonu dowiaduje się, że z pochodzenia jest Żydówką. Przeżywa więc nostalgiczną podróż ze swoją ciotką, byłą prokurator stalinowską, ku odkryciu prawdy o sobie. Urzekające… tak bardzo, że aż niedobrze mi się robi. Ida dowiaduje się bowiem dalej, że jej rodzina została zamordowana przez Polaków, a oni czyli właściwie – my, ukazani są jako głupi, wredni i pazerni rasiści, którzy rządzę mordu i antysemityzm mają już w genach. To oni są winni całemu złu jakiego doznał Naród Wybrany, włącznie z „polskimi obozami śmierci” i Holocaustem, które to pojęcie notabene przywłaszczyli tylko własnej martyrologii. Nigdzie natomiast nawet nie jest nic wspomniane o okupacji niemieckiej czy chociażby enigmatycznych Nazistach, którzy dopuszczaliby się jakiś zbrodni w trakcie wojny. Oglądając film odnosi się zatem wrażenie, że jedynymi winnymi i odpowiedzialnymi całego zła świata są Polacy.

Cała ta historia jest fikcją, porównywalną do krasnoludów walczących mieczami świetlnymi z hybrydami Transformersów i Godzilli, co jednak jest całkowicie pominięte w projekcji, pomimo nalegań ze strony organizacji patriotycznych. Jedynym jej autentycznym elementem jest wspomniana ciotka, której postać została jednak całkowicie sfałszowana i wybielona. W filmie ukazana jako ofiara strasznych opresji sprzed lat ze strony, a jakże – Polaków! To oni zniszczyli w niej uczucia i sumienie, dlatego w swej profesji była tym, kim była i robiła, co robiła. A Helena Wolińska, bo o niej mowa, w rzeczywistości była „mordercą w mundurze”. Jako prokurator aparatu komunistycznego z pełną premedytacją i świadomością, fałszywie oskarżała w procesach przeciwko Żołnierzom Wyklętym skazujących ich tym samym na śmierć, w tym generała „Nila” Fieldorfa. Dokonywała tego wraz z innymi sędziami i prokuratorami pochodzenia żydowskiego, ponieważ nawet zawzięci, polscy komuniści nie mieli odwagi skazać tych żołnierzy. Tacy jak Wolińska, bez skrupułów i spoza polskiego narodu, nadawali się więc do tego idealnie. Po latach wyjechała do Anglii i choć państwo polskie nareszcie próbowało się upomnieć o sprawiedliwość, broniła się przed tym zarzucając, że to sprawa polityczna, ma charakter antysemicki i nie będzie miała sprawiedliwego procesu… cóż za paradoks, nieprawdaż? Takich to bohaterów opisuje film, gdzie kat i oprawca, morderca najgorszego rodzaju, stał się prześladowaną ofiarą. Zachowanie choć odrobiny obiektywizmu i dobrego smaku byłoby więc na miejscu.

Nikt nie wspomniał za to, że Polska była najbardziej zniszczonym krajem po II wojnie światowej, za co nigdy ostatecznie nie otrzymała rekompensaty. Że zginęło w niej ok. 6 milionów Polaków oraz tysiące później w wyniku wieloletniej okupacji sowieckiej, nie wspominając o przepaści cywilizacyjnej jaką Polska przez to poniosła. Próżno szukać też w tego typu kinematografii faktów, ile tysięcy Żydów zostało uratowanych w trakcie wojny przez Polaków i że za taką pomoc wyznaczana była natychmiastowa kara śmierci wraz z całą rodziną, jak w żadnym innym kraju okupowanym przez Niemców. To nie Polacy mordowali i byli gnębicielami lecz sami najbardziej zostali pokrzywdzeni, bo choć walczyli na wszystkich frontach wojny, to po jej zakończeniu oddani zostali jeszcze przez swoich sojuszników w okupację sowiecką. Przekornie zadałbym więc tylko jedno, jedyne pytanie bezczelnym oskarżycielom, głównie ze środowisk żydowskich, którzy ośmielają się winić w dużej mierze Polaków o to, że nie dość wiele zrobili dla ratowania Żydów w trakcie wojny – a co amerykańscy Żydzi w takim razie, którzy dobrze wiedzieli co się dzieje z ich pobratymcami w Europie, zrobili by ich ratować? Może wpierw taka uczciwa refleksja przydałaby się przed nieprawdziwym wyrokowaniem i fałszowaniem rzeczywistości.

Wracając jednak do głównego wątku, najgorsze w tym wszystkim jest to, że to nie inni, ale my sami prezentujemy to jakoby swoją historię i jeszcze się tym chwalimy, wysyłamy na jakieś festiwale, Oscary i mamy się cieszyć bo to wielki sukces. Jaki sukces?! Taki obraz Polski i Polaków zobaczą za granicą i co oni mają o nas myśleć? Zwłaszcza, że sami zachęcamy ich do tego i reklamujemy. To nie jest wg mnie film polski, tylko antypolski! Nietrudno zatem domyślić się do jakich wniosków po seansie dojdzie osoba, która historii Polski i świata nie zna za dobrze, a bezkrytycznie za źródło wiedzy i informacji przyjmuje to co powiedzą jej media lub zobaczy w telewizji, jak np. taki przeciętny Amerykanin. Oczywiście historia jest zmyślona co opisałem powyżej, ale ponieważ nigdzie wspomniane to nie jest, a film nakręcony został jako czarno-biały, co wręcz przeciwnie, dodatkowo ma sprawiać wrażenie autentyczności, owy przeciętny Amerykanin nie będzie docierał do źródeł prawdy – dla niego ta historia jest prawdziwa! Taki obraz nas zobaczą więc ludzie na świecie. Co gorsze, sami jeszcze im to prezentujemy jako naszą dumę narodową i to za nasze pieniądze, bo film dostał grubą kasę by mógł powstać z ‘instytutu sztuki filmowej’ czy czegoś takiego.

Nie uważam się za wielkiego krytyka kina, choć wiele filmów oglądam, lubię kulturę i np. bardzo często chodzę do teatru. Może i ten film jest sukcesem reżysera, aktorów, ekipy filmowej itd. Ale z całą pewnością, nie jest to sukces polskiej kinematografii, a już tym bardziej Polaków! I nie muszę być znawcą by to osądzić. Godzi bowiem we mnie osobiście jako Polaka, gdyż uraża moje poczucie dumy narodowej, a przede wszystkim poczucie sprawiedliwości jako zakłamany fałsz. Toż to już cały wysyp ostatnio takich filmów, jak choćby „Pokłosie”. A przecież potrafimy pokazać historię jak w filmie „Bogowie”, gdzie wiele brakuje bohaterowi do bycia kryształowym, a jednak jest ona prawdziwa i ma w pełni wydźwięk pozytywny. Dlaczego nie robimy filmów, które byłyby właśnie tak zajebiste, ale które opowiadałyby o tym jak naprawdę jest/było bo sądzę, że mało który naród ma tyle do pokazania co my. Bo co, bo żydowskie lobby w Hollywood nie przyzna Oscara za to? Aż tak ważne to jest i tak nisko trzeba upaść by dostać statuetkę, która ideologicznie wpasowuje się w preferencje jury? Na pewno daleko nam do ideału, ale jak reżyserzy tego typu filmów tak nas absurdalnie krytycznie oceniają, to tym bardziej Niemcy lub Rosjanie już dawno sami powinni zniknąć z powierzchni ziemi ze wstydu, a jakoś wcale nie uważają siebie za takich. Klaskają za to myślę na stojąco ze łzami w oczach na filmach typu „Ida” bo oto Polacy pokazują siebie jak sami są winni wszystkim ohydnym zbrodniom, a nie Niemcy. Staram się pisać dosadnym, acz elokwentnym językiem, jak moja Kobieta zachęca mnie do tego, ale jak widzicie, po prostu nie da się tak cały czas i muszę powiedzieć, że mnie to ciężko wkurwia! W końcu dlatego to piszę. Wcale nie czuję się zbrodniarzem, ani potomkiem nikogo takiego. Wręcz przeciwnie, jestem dumnym Polakiem, którego przodkowie walczyli bohatersko o niepodległość i uważam, że wszyscy mamy podstawy ku temu by takimi być. Dlatego z podniesionym czołem, bez fałszowanego i obrażającego nas zakompleksiania jak w filmach pokroju „Ida”, powinniśmy się czuć dumnymi pośród innych narodów. Może i z kraju dumni być nie możemy przez rządzącą nią mafię, ale pierwszy krok do zmiany tego, to zmiana mentalna i uzasadniona wiara w naszą własną wartość jako ludzi zasługujących na to. Bo właśnie tacy jesteśmy naprawdę.

———————————————

Pragnę przy okazji z głębi wkurwienia podziękować Latelnemu Prąciu za oryginalny, jedyny i niepowtarzalny Kubas Megawkurwa, który daje natchnienie i wzruszający list do tego jaki otrzymałem… kurwa, nikt wcześniej chyba do mnie listu nie napisał ;) Obiecałem sobie, że wrzucę słit focię z Kubasem podczas mojego najbliższego wkurw-tworzenia, ale ponieważ wkurw się opóźnił już dość znacznie i tak, to następnym razem może;)

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 7 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!