Czy wszystko muszę robić sam?

11 stycznia, 2020, Autor:

Miałem mieć produktywny dzień, ale nie po co, klątwa polaka. Rozpierdala mnie brak komunikacyjny na rynku i poniekąd też dzięki temu wziął się januszyzm, który to z kolei działa w 2 strony. Podam przykład. Najbardziej wkurwiają mnie oferty związane z mieszkaniem i to chyba taki prl-owski relikt marketingu przetrwał aż po dziś dzień. Sprzedam mieszkanie. Wymiary lokalizacja kontakt. I tyle. Halo halo! A cena? Chuj z cena „cena do uzgodnienia”. Pierdolcie się wszyscy z takim podejściem, kawa na ławę, a nie na tel naciągać i marnować cudzy czas….

To jak trailer taniego, tandetnego filmu Vegi, który popycha kamerzystę na deskorolce, bo chuja nie stać na statystów czy porządną szynę do kamer. Czym płaci?  Aż uściskiem dłoni prezesa, 50 złociszy za 16 h odmrażania se dupy na planie (bez cateringu ofc) i wymienieniem nazwiska w obsadzie miliona statystów w napisach końcowych. Interes życia i wozić się brykami na leasingu. Coś w tym jest, że ludzie się dadzą pokroić za flaszkę. Jak to powiedział Linda – Łódź to miasto meneli. A że frajerzy i desperaci się znajdą – to tylko chyba potwierdza jego tezę.

Dziś mnie niesłusznie oskarżono, jakobym chciał więcej za mniej. Ok, podajesz cenę, podaj nawet kurwa zaporowa i nie będzie trzeba się wdawać w przepychanki, polemiki i argumenty. Ale do rzeczy od początku czyli co dziś mnie rozpierdoliło? Ostatnio mój webmaster od strony daje dupy od strony komunikacyjnej. O ile się już trochę nauczyłem na własną rękę bawić w optymalizacje strony, to ostatnio poległem. W końcu się wkurwiłem i wlazłem na alledrogo i znalazłem parę ofert. Póki co odbyłem niezbyt konstruktywną rozmowę z roszczeniowcem. Dialog wyglądał mniej więcej tak.

Ja: Mam do zrobienia to to i to, oszacuj pan ile (cena +/- 150zl, wiedziałem, ze powinno być więcej, ale nie uprzedzajmy faktów)

Typ: A co z tamtym gościem, czy mam go zastąpić w opiece strona internetowa

Ja: Potrzebuje komunikatywnego człowieka, z którym będę mógł współpracować

Typ: A za ile ta stronę zrobił? (pada kwota i się kurwa zaczyna standardowa litania wymieniania stawek godzinowych programistów, zarobków netto itd)

Typ: Noooo to jest pan rrrrrraaaaaaczej truuudnym klientem (chodziło ci o słowo Janusz pajacu, ale trza mieć jaja by się odważyć to powiedzieć) i nie dziwne, ze webmaster zrezygnował (i zaczyna mi napierdalać zarzutami, które w większości nie miały miejsca wrzucając mnie z automatu do wora z innymi, bo mu zadziałał jakiś instynkt samo/pieniężnozachowawczy. Ze chcę wszystko za mało. Podałeś chujowo niską cenę, miej pretensje do siebie, bo się gościu skompromitowałeś. A kto wie czy nie umiesz jeszcze mniej ode mnie, skoro przeszkadzają ci myślący klienci mający cokolwiek do powiedzenia a nie plac i spierdalaj. Najlepiej znaleźć jelenia do wyjebania, który da hajs i się go oskubie. Tacy to „łatwi klienci”

Ja: szanuje ludzi, którzy mówią konkrety, nawet jak podadzą cenę z kosmosu bo przynajmniej wiem, by nie marnować swojego ani czyjegoś czasu (i znów alegoria do aut/mieszkań na slupach ogłoszeniowych czy w blokach). Najlepiej jest pierdolnąć najniższą cenę od czapy, byle wzbudzić zainteresowanie frajerów, bo jest się w top wyszukiwań sortując po cenach na 1 stronie allegro, a potem rzucanie morda, ze klient chce za dużo. Z mojej strony jak trzeba dopłacę, powiedzieć ile. Jeżeli jestem w stanie to mówię, jeżeli nie, kończymy współpracę. A i B a nie A i C. Albo rybki albo pierdolone akwarium. Jabłka i pomarańcze.

Z takimi to jak z lekarzami, pacjent wyleczony – pacjent stracony. Bo „stała współpraca” oznacza studnię bez dna. Nie zakłada się, że pewnego dnia klient uniezależni się od ciebie, a tak naprawdę ma do tego śfinte prawo. Tak jak ja mam prawo do zmiany/zakończenia świadczenia usług.

Wiem jak to wygląda, bo sam sprzedaje usługi. Jak ktoś wymaga mniej to obniżę średnią cenę/stawkę. Jak sporo to liczę jak za każdego klienta. A nie ze zapodaje z dupy ofertę i mowie grosze a potem okazuje się, ze nie jestem w stanie dźwignąć zlecenia i wyzywam kogoś od „trudnych klientów”. Nie umiesz zrobić czegoś porządnie to zajmij się robieniem na drutach czy tam szydełkowaniem (ale tu tez trza mieć jakieś pojecie, samo się nie zrobi)

Wniosek: jeżeli wszystkie agencyjki oferujecie mi niepowtarzalna ofertę, nie gwarantując żadnego efektu za 4-5 cyfrowe kwoty i nie kiwnąwszy palcem to ja was serdecznie pierdolę, nauczę się wszystkiego (albo połowy, może większości) sam, szukajcie frajerów dalej, ale głupich podobno nie sieją. Tak jestem pojebany, bo nie lubię przepłacać, szczególnie, jak ktoś udaje, ze coś robi lub zrobi. Odbyłem dziesiątki telefonów i choć sam gardzę Januszami, nienawidzę marketingowych manipulacji jeszcze bardziej, które stawiają klienta w pozycji winnego. Co w tym złego, ze ludzie chcą mieć dobry stosunek jakości do ceny? To wszystko o chuja rozbić, jak sekta telemarketerów chcących wykorzystać starych i chorych umysłowo ludzi albo innymi słowy – naiwnych i nie-asertywnych.

I co to za zleceniobiorca, któremu trzeba uświadamiać, jakie podstawowe rzeczy trzeba wykonać? To chyba mi powinni dopłacać. Za co tu kurwa takiemu tępemu „Janowi” płacić? To wolę sam sobie to zrobić, niż odwalać cudzą robotę, za którą płacę. Z pozdrowieniami dla Nuki (lubisz monologi to baw się dobrze, lepiej niż ja przynajmniej).

 

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 3 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!
Kategoria Różności

komentarzy 5 do “Czy wszystko muszę robić sam?”

  1.  Nuka pisze:
    12 stycznia, 2020 o godzinie 15:42

    O – czyli komunikacyjne wkurwienie. Domyślam się, że aż kipi pod pokrywą w kontaktach z takimi ludźmi.
    Tak mi się właśnie przypomniało jak jednego razu gdzieś tam wysłałam CV, zadzwonił do mnie sam prezes (firma marketingowa) i 15 minut nakręcał o tym kim są, co robią, jak i wkręcał o możliwościach, jakie firma oferuje (byli rzekomo skłonni opłacić studia MBA). Na koniec zapytał mnie, gdzie mieszkam (de facto adres był przecież w CV, więc do dziś nie rozumiem) – powiedziałam, po czym on (jakby nagle) się dopasował, twierdząc, że mieszka na moim osiedlu, ale jakoś bardziej z tyłu, a w ogóle – to on mnie kojarzy z widzenia. Myślałam, że padnę, zwłaszcza, że raczej nie rzucam się jakoś specjalnie w oczy. Nie wiem zatem co to była za technika rodem z NLP, ale mniemam, że miała ona wzbudzić moją ciekawość, kimże ten człowiek był i zachęcić, aby przybyć na rozmowę. No i się pewno gość zdziwił, jak mu napisałam, że się nie pojawię.

    A i jakie miłe, wyróżniające, ostatnie zdanie! Dziękuję bardzo za pozdrowienia, dla Ciebie również Lemmy.

  2.  Lemmy pisze:
    13 stycznia, 2020 o godzinie 05:11

    Wybacz, ale chyba za krotko zyje, NLP? Programowanie neurolingwistyczne? A propo marketingu – to jest piekne, wincyj takich ludzi do nawracania przegrywow https://www.youtube.com/watch?v=3sxbjw70Q-4

  3.  Nuka pisze:
    13 stycznia, 2020 o godzinie 17:43

    Słucham tej pogadanki z linku. Ale gościu jej równo pojechał… I role się zamieniły, bo to nie ona namawia go, ale on ją – do rzucenia niewdzięcznej robo.

  4.  Letalne Prącie pisze:
    13 stycznia, 2020 o godzinie 18:47

    @Nuka
    Ja kojarzę Twoje opowieści o zmianie roboty i ocierało się to o thriller. Gdzieś w hotelu jakaś fake oferta z której zwiałaś w obawie o swoje życie:D

  5.  Nuka pisze:
    13 stycznia, 2020 o godzinie 20:40

    Tak i żebym to ja jedną taką przygodę miała… :D Z tym hotelem to do końca świata nie zapomnę i stąd też żałuję, że usunęłam moje wpisy.

    A propo. Całe moje życie ociera się o thriller, dlatego ciężko byłoby mi opuścić MW.

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany żeby móc komentować.