Archiwum dla Październik, 2019

Ludzie z mojego najbliższego otoczenia są pierdolnięci, rozdział IV

16 października, 2019, Autor:

Mój stary jest fanatykiem…

Lubię się pośmiać z memów o nosaczach reprezentujących typowego Polaka Janusza, jednak wiem, że w moim życiu nie stanowi to żartu a fakt, z którym muszę się borykać od samego początku swojego istnienia. Mój ojciec jest osobą, którą przez 26 lat zdążyłem znienawidzić. Wiem, że to mój rodzic, ale w sumie nic na to nie poradzę, po prostu czuję do niego wyłącznie odrazę i stresuje mnie jego obecność. Ale zacznijmy od początku.

Mój ojciec nigdy nie stosował przemocy fizycznej – to trzeba mu przyznać. Ale przemoc psychiczną jak najbardziej. Właściwie teraz nie ma prawie że dnia, aby tego nie robił. Do tego jest pracoholikiem przekonanym o tym, że zawsze ma rację, ponieważ zapierdala 24 godziny na magazynie i najwięcej zarabia. Potem przychodzi z nocki, kładzie się spać, a jak wstaje to ciągle twierdzi, że nic nie zostało zrobione. Czasami zdarza się, ze po tych 24 godzinach nadal nie chce iść spać i sprząta cały dom. Często budzi mnie, napierdalając mopem o wiadro, kiedy jest przed 7.00 rano. Mój stary nie umie odpoczywać i z roku na rok jest coraz gorzej, bo przeradza się to u niego w manię. Potrafi zapierdalać od rana do wieczora, ciągle pod nosem prowadząc swój monolog, że „jest wykończony”, „nikt nic nie robi”, „nikt mu nie chce pomóc”. I winą za to obarcza innych domowników.

To właśnie życie z nim pod jednym dachem spowodowało, że w poprzednim roku musiałem podjąć terapię antydepresantami, która trwa po dziś dzień. Jego zachowanie nie stanowiło może jedynego powodu mojej depresji i nerwicy, lecz na pewno było przyczyną w 70%. A gdy mu powiedziałem, że na to choruję, stwierdził, że przecież ja żyję bezstresowo i on to na wsi dopiero miał zapierdol w moim wieku. Chuj mnie to obchodzi – w jego wieku po świecie zapierdalały jeszcze mamuty, a prąd nosiło się wiadrami. Pomyślałem sobie, że skoro lekarz stwierdził u mnie te zaburzenia, to ojciec potraktuje mnie trochę łagodniej ze względu na moje stany lękowe. Ale nie, absolutnie nic się nie zmieniło. Dalej na mnie napierdalał i to w taki sposób, że potem ciężko mi było oddychać, nie mogłem spać w nocy, bo śniły mi się koszmary, a często nawet miałem krótkotrwałe myśli o tym, żeby ze sobą skończyć. Na szczęście te myśli trwały tylko kilka sekund.

W jego opinii nic nie robię. Nawet jak mu pomagam cały dzień na podwórku, to i tak twierdzi, że nic nie robiłem. A jak chcę sam zaproponować, że coś zrobię, to też jest niedobrze. Bo przecież nie umiem napalić dobrze w piecu albo ugotować ziemniaków, mimo że robię to dosyć często, kiedy nie ma nikogo w domu. Owszem, nie umiem wielu technicznych rzeczy, ale to dlatego że w dzieciństwie nigdy nie byłem do nich dopuszczany. Mogę odkurzyć cały dom, zrobić śniadanie-obiad-kolację, wytrzeć kurze i nakarmić zwierzaki domowe, pójść do sklepu i posprzątać podwórko, ale to i tak nic nie znaczy, bo to są rutynowe rzeczy, a więc to nie jest praca. Mogę zrobić 10 rzeczy dobrze, ale ta jedenasta mi nie wyjdzie i oczywiście tylko to się liczy. Czasami mój stary chce, żebym mu „podpowiedział” coś z zakresu elektryki, bo on przykręca gniazdko i nie wie jak, a potem dostaję opierdol, że nie chcę pomóc. Ale ja się, kurwa, na tym nie znam. Nie uczyłem się elektryki. Jak chce porady, to niech wynajmie fachowca.

Ale nie, bo fachowcy to drodzy są, więc lepiej samemu zrobić. Potem tak robi, że trwa to 3 tygodnie, a on kurwuje na wszystko. Raz w całej swej inteligencji chciał zdemontować gniazdko bez wyłączenia prądu i go pierdolnęło. Innym razem na upartego wszedł po drabinie i z niej spadł, bo nie mógł poczekać tych 2 godzin, aż ktoś wróci do domu i mu ją przytrzyma.

Nie mogę niczego robić na kompie, bo w jego opinii zajmuję się graniem. A tymczasem mam zdalne zlecenia pisania tekstów i po prostu muszę poświęcić te 4-5 godzin, aby coś naskrobać i móc dostać za to sensowne pieniądze. Ale nie, bo to jest nieważne. Ojciec nigdy nie ułatwiał mi zdawania egzaminów na studiach. Zawsze, gdy nadchodziła sesja, wymyślał sobie nowe remonty: dachu, piętra, chuj-wie-jeszcze-czego. Przychodziłem z wykładów i nie miałem czasu się uczyć ani pisać prac zaliczeniowych, bo musiałem z nim przy tym zapierdalać. A jak nie, to była wielka obraza. Mój ojciec nawet nie zapamiętał jaki kierunek studiuję. Mało tego, on uważa, iż kierownik banku to dokładnie to samo co kierownik Żabki. Jeszcze jedną bardzo ważną rzeczą jest to, że od wielu, wielu lat próbuję wydać książkę. Teraz w końcu znalazł się wydawca i mogą się spełnić moje marzenia na jakieś lepsze życie i ogólnie na czerpaniu profitów ze swojej pasji. Kiedy się tym pochwaliłem, jedynymi reakcjami rodziców było „Aha”, co mnie bardzo zdołowało i już przez większość dnia leżałem w łóżku, bo bardzo źle się czułem. Pisanie książki było ciężkie, ponieważ rodzice non stop się kłócili, a ja się tylko denerwowałem i nie potrafiłem nic sensownego napisać. Dopiero u mojej dziewczyny, w Wejherowie warunki okazały się sprzyjające. Do tego ciągle miałem przeświadczenie, że ojciec patrzy na mnie z byka, bo robię głupoty na kompie. Raz stwierdził, że na pewno zmyślam z pisaniem pracy magisterskiej, bo przecież mam włączonego Facebooka. Jakbym nie mógł jednocześnie robić dwóch rzeczy naraz. Ale jak mu się w telefonie coś spierdoli (oczywiście samo, bo on przecież nie wchodzi na te wszystkie zjebane strony, które mu przesyłają malware i wirusy na komórkę), to mam to zrobić w trybie natychmiastowym.

Moja matka nie jest lepsza. Kocham ją, ale ona uznaje to ciągłe napierdalanie na wszystkich za normę i nic nie mówi. Gdy jest sama w domu, można z nią pożartować i pogadać na różne tematy, jednak takich dni jest stosunkowo niewiele. Ja też do pewnego czasu cierpiałem na syndrom sztokholmski i po prostu wyłączałem się, czekając aż wszystko samo się skończy. Jednak ostatnio postanowiłem to zmienić. Zdarzyło mi się kilka razy zwrócić staremu uwagę, nic to co prawda nie dało, ale czułem satysfakcję, że mu dopierdoliłem. Bo na to całkowicie zasłużył. Najgorsze jest to, że mam obawy przy podejmowaniu jakiejkolwiek pracy, ponieważ w głowie uroiło mi się, że będzie tam tak jak przy robocie z ojcem – będą krzyki, wrzaski, poczuję się jak gówno i ogólnie niczego nie pojmę.

Mój ojciec ma też skłonność do kupowania coraz większej liczby sprzętów gospodarstwa domowego, co daje mu pretekst do narzekania, jak to on dużo ma do roboty. On sobie po prostu tę robotę dopierdala na własne życzenie. Ogarnięcie tego wszystkiego zajmuje cały dzień, a ja nie zamierzam tak żyć. Chcę rozwijać swoje pasje i zainteresowania, których mój stary nie posiada. Co więcej, to on sam zadecydował, że babcia Klara się do nas wprowadzi, a teraz na nią narzeka i liczy, że będziemy przy niej cokolwiek robić. Ja nie zamierzam. Ona nie pamięta nawet o moich urodzinach, twierdząc, że nie może pamiętać o każdym swoim wnuku, bo jest ich za dużo. Mam nadzieję, że kurwa szybko umrze, bo to najbardziej pazerna i świętojebliwa osoba, jaką znam.

O prywatności we własnym pokoju też nie ma co gadać. Po kilku dniach mojej nieobecności (bo wybywam często do dziewczyny, ponieważ tam czuję się spokojnie i po prostu dobrze), gdy już jestem w domu, potrafię od razu poznać, że grzebano mi po szafkach, plecakach itd. A mam tam różne rzeczy, które są… no, po prostu moje i nie chcę się z nimi afiszować. Wiecie, prezerwatywy, jakieś małe piwko, czasami papierosy, albumy czy kartki z moimi bazgrołami. To są rzeczy takie typowo moje i skoro ja nikomu po szafkach nie grzebię, to chciałbym, aby też nie robiono tego u mnie.

Pora chyba się wyprowadzić. Życie z moim starym i jego matką jest niemożliwe. Nie wiem, dlaczego moja mama nadal z nim jest, ale pewnie z przyzwyczajenia. Ja nie przyzwyczaję się do tego nawet po 40 latach, więc muszę wziąć sprawy w swoje ręce.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 3 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!

bip bip!

3 października, 2019, Autor:

Jadąc ścieżką rowerową nigdy nie trąbiłem / nie dzwoniłem na pieszych, jak leźli moją stroną. Nad Wisłą jakoś tak się przyjęło, że ten dzwonek to nie tylko informacja „no hej, jadę, uważaj”, tylko od razu jakiś opierdol i zniewaga. Pomny tego nie używałem dzwonka w ogóle. Po prostu omijałem pieszych ze ścieżki wjeżdżając na chodnik. Aż do dziś.

No więc jadę sobie do pracy, piękna jesienna pogoda. Sunę gdzieś tak z 20 na godzinę, afirmuję życie, te sprawy. Przede mną idą budowlańcy. Ubrani jak ja, kamizelki kaski. Część idzie chodnikiem, jeden po ścieżce, ale tuż obok chodnika. Było sporo miejsca na ścieżce, więc chcę ich normalnie ominąć. Nagle jeden się odwraca i do tego na ścieżce:
– Uważaj!
I typ odruchowo odskoczył… prosto we mnie, bo już go mijałem :D
Jak nie pierdolnę :D
Budowlaniec nie chucherko, tylko kawał chłopa. Cale szczęście było blaszane ogrodzenie od którego się odbiłem i tylko dzieki niemu się nie wyłożyłem, bo leciałbym w metrach :D

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 1 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!
Tagi: , ,