Magiczne trzy dni

15 maja, 2012, Autor:

Poniedziałek. Dzwoni budzik. Z niechęcią otwieram oczy, bezlitośnie bijąc go prawą ręką. W końcu milknie. Wstaję, patrzę w okno. Zajebista, słoneczna pogoda. Zachęca do życia. Cudowny dzień na szkołę. Zwłaszcza na początek szkoły po 2 tygodniowej przerwie. Śniadanie i do autobusu. 8 minutowa podróż minęła spokojnie. Potem bieg do skm-ki i tu zaczyna się robić wkurwiająco. Siadając potrąciłem kobietę z naprzeciwka torbą i teraz ona się dziwnie uśmiecha do mnie. Jebać ją. Na wysokości Janowa dodatkowo zauważam, że coś jest nie tak. Przez niskie dźwięki pianina utworu In silence przebija się jakiś jebany bit. Stopuję utwór i rozglądam się wokoło. W przejściu stoi pizduś i z jego słuchawek słychać chujowy trance’owy bit. Patrzę na chuja i szukam w kieszeni noża. Jest ! Powoli go wyciągam z pokrowca, odblokowuję. Pizduś odwzajemnia moje spojrzenie i patrzymy chwile sobie w oczy. Bit dalej napierdala. Wzdychając, odpuszczam, bo przecież nie potnę go w pociągu zajebanym ludźmi po sam szczyt. Przełączam na utwór, który go zagłuszy i podgłaśniam do maksimum. W głównej kobieta wysiada(na oko miała 21-23 lata) obdarzając mnie pogardliwym spojrzeniem. Jeb się.
Mija WF i przychodzi ang. Sprawdzian w chuj dziki(pomimo nauki i własnej wiedzy kobieta daje słówka z kosmosu, znacie słowa typu: lozange ? negligence ? Tylko gramatyka była w miarę ogarnięta, bo tam nie może cudować). Po sprawdzianie oświadcza beztrosko, że jest listening na drugiej lekcji. Fajnie, dla mnie luz, tylko mogła szybciej powiedzieć. Jak się okazało, listening był dziki jak murzyni z Sudanu. Wykurwiła tekst o niesamowicie pojebanej strukturze. Zastępstwo za polski. Miało być czytanie ze zrozumieniem(ja też tego nie rozumiem). Nikt nie przyszedł. Po 15 min przybiega vice-dyrektor i się pyta co mamy za lekcję. Po chwili wraca z historykiem(historię mamy za godzinę) i każe mu zostać z nami, żeby poczekał, aż polonistka wróci z matur. Kurwa, jakby nie mógł przesunąć historii na polski i byśmy szybciej kończyli. Ja pierdolę.
Wtorek
Rozładował mi się odtwarzacz muzyczny rano. Nie miałem jak go naładować wcześniej. Na chemii kobieta coś pierdoli od rzeczy, zjada ją starcza niemoc. Jest grubo po wieku emerytalnym dla nauczycieli, a mimo to dalej uczy. Krewni i znajomi królika, kurwa. Następnej lekcji nie było. Informacji o jej braku czy zastępstwie nie było, w efekcie czego siedzieliśmy na parapetach, zajebiście marnując czas. Uwielbiam za to polską edukację. Wieczorem siedzę i napierdalam niemiecki. Robię ściągi i staram się coś zrozumieć. Głupia kurwa jest ślepa na to, że mamy wyjebane i nienawidzimy języka. Robi swoje i to w najgorszym układzie – dokładnie według scenariuszy lekcji dla nauczyciela. Nawet te same pytania zadaje…
Środa
Prognoza zajebista. Odcięli 2x WF, więc na 9:50. A potem sama chujnia. To zjebane czytanie, karta pracy z bioli, a potem niemiecki, mój Nemezis. Jak go nie napiszę na co najmniej połowę pkt to oblałem semestr.
Życzcie kurwa szczęścia.

PS Nie chcę, żeby to wyświetlało na fejsbuku. To mój sprzeciw.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 2 raz(y), średnia ocen: 6,00 na 10)
Loading...
Lubisz to, kurwa?!
Kategoria Różności

komentarze 4 do “Magiczne trzy dni”

  1.  Szturmierz pisze:
    16 maja, 2012 o godzinie 19:36

    Mimo niemrawego zerwania ze szkołą, wcale za nią nie tęsknie. Przyjdzie dzień w którym i Ty zerwiesz kajdany edukacji. Wyrazy współczucia!
    A tak nawiasem trance nie jest chujowy :D. Mówię o prawdziwym trance, a nie kurwa Energy2000, czy hitach z eski.

  2.  anonymous pisze:
    17 maja, 2012 o godzinie 09:23

    Przebolejesz i sam się będziesz z tego śmiać, mówi Ci to maturzysta hehe

  3.  ninotachi pisze:
    23 maja, 2012 o godzinie 11:31

    wkurwiają mnie takie cwaniaki jak autor ”W przejściu stoi pizduś i z jego słuchawek słychać chujowy trance’owy bit. Patrzę na chuja i szukam w kieszeni noża. Jest ! Powoli go wyciągam z pokrowca, odblokowuję. Pizduś odwzajemnia moje spojrzenie i patrzymy chwile sobie w oczy. Bit dalej napierdala. Wzdychając, odpuszczam, bo przecież nie potnę go w pociągu zajebanym ludźmi po sam szczyt.”

    A najpewniej jest zakompleksionym dupkiem, który boi się odezwać.

  4.  Faquś pisze:
    23 maja, 2012 o godzinie 21:21

    Zakompleksieni to są wszyscy, a słowo ,,Dupek” to racz zdefiniować. Nie znam człowieka, który w moim mniemaniu nie zachowałby się jak ,,dupek” przynajmniej 3 razy.
    Mnie wkurwiają takie kozaki jak komentujący.

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany żeby móc komentować.