O pobycie w psychiatryku. (czyt. ŻYCIE)

6 grudnia, 2011, Autor: wkurwiolka

Pojawiłam się tu jakiś czas temu,kiedy nadmiar bodźców i impulsów otoczenia zadziałał drażniąco na mój ośrodkowy układ nerwowy i wywołał natychmiastową reakcję w postaci wyrzutu nadmiaru informacji z wewnątrz. Emocje były na tyle silne, że moja stoicka osobowość dała sobie nieco upustu i pozwoliła na zniwelowanie nieco przygnębionego humoru w postaci wyrzutu satysfakcji i rozkoszy, a także ogromu innych uczuć we mnie nagromadzonych. Ciśnienie wzrosło, a adrenalina znacznie skoczyła w górę. Chwilowy problem z sercem okazał się być bardziej złożony niż wydawać by się mogło – podzieliło się na miliardy niezwiązanych często ze sobą odczuć, na co lekarze nie znaleźli jeszcze lekarstwa, a farmaceuta nie wynalazł leku. Pompa mojego organizmu zaczęła tłoczyć jeszcze więcej krwi niż u przeciętnego człowieka, co spowodowało znaczne rozciągnięcie naczyń krwionośnych. W porę zdążyli z respiratorem. Około godziny 15.00 poinformowali, że tętno jest naprzemienne, co oznaczało niewydolność lewokomorową. Wytrzeszcz gałek ocznych rozszerzył źrenice i zaobserwował niebywałą ilość ludzi w białych fartuchach, którzy przypinali napięte ciało pasami. Prawdopodobnie wygadywali niezrozumiałe rzeczy w postaci haseł i rozkazów w obcym dla mnie języku. Wyglądali równie śmiesznie jak ja w tym białym kombinezonie. Właściwie to się niczym nie różniliśmy. Amplituda zachowań wahała się od euforycznych po histeryczne, depresyjne i wybuchowe. Mimo wszystko, szanse na przeżycie wzrosły. Lekarze zauważyli chęć walki, niebywałe pobudzenie i możliwość sprostania zaistniałej sytuacji. Nastąpił głęboki rozkurcz oskrzeli, płuca nieco się zapadły, aby z ulgą odetchnąć następnego dnia. Z objawów psychicznych ostał się jedynie strach przed jutrem i nieświadomość życia. Nikt jeszcze wówczas nie wiedział,że to choroba o wiele poważniejsza w swoim przebiegu niż schizofrenia, czy psychoza – a zwie się życiem. Kazali mi zostać w domu przez kilka tygodni i nie wynurzać nosa z łóżka. Ale to nie było przeziębienie. Ta choroba jest bardzo zaraźliwa i charakteryzuje się ogromną śmiertelnością. Nigdy nie wynaleziono na nią lekarstwa – istnieją jedynie środki zastępcze i suplementy diety – alkohol i papierosy – które częściowo tylko zmniejszają napięcie, powodując nieporównywalne z niczym uczucie ekstazy i zapomnienia. Podobno działają tylko doraźnie,ale przyjmowane przez długi czas mogą zapobiec tej śmiertelnej chorobie, jak i jej przerwaniu. Równie dobrze działa morfina. Chorobą zarażasz się już w momencie urodzenia. Objawy na początku są znikome, ale wraz z wiekiem się nasilają, dają przerzuty – i trafiają prosto to mózgu,gdzie robią ogromne spustoszenie. Przebiega tym gorzej, jeśli ma się czynniki genetyczne – a jak donoszą media – na chwilę obecną ma je już każdy z nas. Każdego dnia na życie umierają tysiące osób, ale wylęgarnia trwa nadal.
Akcja przywrócenia mnie do żywych zakończyła się pomyślnie i tak żyję blisko dwie dekady, a miliony wciąż się zarażają.

1 Wkurwik2 Wkurwiki3 Wkurwiki4 Wkurwiki5 Wkurwików6 Wkurwików7 Wkurwików8 Wkurwików9 Wkurwików10 Wkurwików (oceniano 5 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
Loading ... Loading ...
Lubisz to, kurwa?!
Kategoria Różności

Komentarzy: 2 do “O pobycie w psychiatryku. (czyt. ŻYCIE)”

  1.  MalinowyTygrys pisze:
    7 grudnia, 2011 o godzinie 16:27

    Bo to wszystko, to jedna wielka wieża błaznów, rozszalałe morze bez zasad i skrupułów. Pięknie to napisałaś Olka. Coś się ostatnio za dużo wzruszam:) Ale warto, dla takich tekstów. Chciałbym napiscać coś więcej, ale ujęłaś tu wszystko.

  2.  olkawkurwiolka pisze:
    7 grudnia, 2011 o godzinie 18:17

    Bardzo miło, że tak myślisz i wiem, że zrozumiałeś przesłanie. A to, że się wzruszasz to najpewniejszy znak,że nie dałeś się zamknąć w schemat i wyciągasz właściwe wnioski. ;)
    Każdy z nas jest chory na życie.

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany żeby móc komentować.