O ciotce i babce – cz.2.
27 sierpnia, 2011, Autor: wkurwiolka(* – Żeby zrozumieć o co mi chodzi, zmuszony jesteś przeczytać poprzednią część opowiadania)
Pojechały, kurwa! Jestem szczęśliwsza, niż miałabym wygrać w lotto! Właściwie to zmyły się już jakąś godzinę temu (razem oczywiście z moją mamą i siostrą) i jadą w te swoje jebane zaścianki. Ale najważniejsze, że ich już nie ma! Nim oczywiście podpełzły do samochodu i zawinęły ogon, cała szczęśliwa rodzinka ochoczo wróciła ze spacerku i odwiedzin u znajomych, a razem z nimi szła oczywiście ciotka Krysia z Hong-kongu i babka z Kairu. Miałam moment by odetchnąć i wtedy tamto do Was napisać. Momento… kiedy nadeszła owa chwila ich powrotu, serce zabiło mi szybciej i jeszcze szybciej… Później pauza, jakbym nie mogła wyczuć tętna, pulsu. Następnie mocne uderzenie krwi do mózgu, głęboki oddech, po czym dopiero nastąpiło otwarcie im drzwi. Przywitałam je najfałszywszym uśmiechem jaki potrafiłabym zrobić, co myślę nawet nie dało im powodu do mniejszej, bądź większej refleksji. Z tego uśmiechu zamknęły mi się oczy. Weszły, czując się swojsko i jak u siebie, same rozsiadły się na kanapach. Nie zdjęły butów, bo po co… W tejże chwili zachciało mi się siku, więc ruszyłam w kierunku ubikacji i zaraz słyszę: „Kochanie, puścisz mnie? Mogę wejść?”. Nie zdążyłam zdjąć spodni, usiąść spokojnie na klozecie i wchodzi b. informując mnie, że musi się załatwić! No to wyginam z tejże łazienki, aby gość „czuł się jak u siebie” choć na pęcherz mnie cisnęło niemiłosiernie. Czaiłam się, aby wejść po niej do łazienki, ale zaraz z siedziska zrywa się ciotka pytając, czy może skorzystać?! Odburknęłam, że tak, chociaż inne słowo cisnęło mi się na usta. Kurwa mać! Dysponujemy tym samym sprzętem, ale czemu ja do kurwy nędzy mam czekać za dwiema osobami w swoim domu na załatwienie jednej z najpodstawowszych czynności fizjologicznych?
Wyszczały się, czy tam wysrały, a ja za ostatnią z nich ruszyłam do domowego toi-toia. Kiedy wyszłam i załatwiłam co trzeba, obie glorie tylko czekały, aż mama zapowie, czy zrobimy jakąś kolację. Mamita przygotowała stół, na nim wędliny, sery, pomidory i inne gotowe, czekające i przeznaczone do spożycia rzeczy. Żeby nie było później opierdalania mi dupska (co i tak na miliard procent nastąpiło w drodze powrotnej) zaproponowałam, czego się napiją. Wstawiłam wodę na herbatę i czekałam, kiedy się zagrzeje. Nim woda się zagotowała, mama zawołała nas do stołu. Nie zdążyłam odebrać sygnału o tej informacji a babka z ciotką już zajęły miejsca w kuchni. Myślałam, że śnię. Nie wiem, czy obie w życiu nic nigdy kurwa nie jadły, ale to był jakiś jebany wyścig szczurów! Nie czekały, aż któraś z nas powie: ‘Co podać? Na co babciu/ciociu masz ochotę?’ tylko same wzięły sprawy w swoje ręce w taki sposób, że to ja się czułam, jakbym była u nich w gościnie a nie u siebie. Mało tego, co chwilę słyszałam komendy w moją stronę: „Kochanie, a podaj mi ten twarożek co tam stoi. O, widzę jakie ładne pomidorki macie! Jakie to? Malinówki? Możesz mi skarbie podać ze dwa? Och, u nas takich nie ma… Ile za kilogram?” No ja pierdolę! Nie to, żebym komuś wyliczała, ale chyba savoir vivre w szkole nie było! Gorzej, niż świnie dopuszczone do koryta po miesięcznej głodówce. Na chleb to się tak rzuciły, że nie wiedziałam czy dla mnie nawet wystarczy. ‘O! Ze słonecznikiem?’ A z czym kurwa!? Z krowim jajem chciałaś? I rozbrajająca puenta babki: „Ah, ja nie wiem, ale u was to wszystko zawsze lepiej smakuje…” Jak pierwszy raz w życiu jadłaś, to nie dziwię ci się, że smakuje! Babka w ogóle nie przełykała, tylko pochłaniała to całe jedzenie! Czuły się na tyle dobrze, żeby zapomnieć o całym otaczającym świecie i na zapas się nawpierdalać. Tak,jakby zaraz miały zapaść w sen zimowy. I znowu: „Ooo, cóż za polędwica! A z czym to?”. Mama: „To nie jest polędwica, tylko karkówka. Ze śliwką.” „- Ah posmakuję, ale wiesz, u nas takich nie ma. Powiedz kochana, gdzie ty to kupujesz?”
(Myślę: a w twojej dupie!)
„W mięsnym.” – rzuciła nerwowo mama.
Widziałam, że aż zagotowała i zaparzyła się w środku z narastającej liczby pytań i zachowania obu „arystokratek”, ale krótko, acz dosadnie starała się im odpowiadać. Nawpierdalały się jak banie, a ja widząc, że prawdopodobnie się najadły, choć może tylko złagodziły narastający wciąż głód rzuciłam: „Może jeszcze coś?” Ale oczywiście nie skumały. Powiedziały tylko, że się najadły i już nie chcą. Rozwaliła mnie babka pytając, czy pomyję. Ciśnienie znów narosło i to bardzo. To chyba oczywiste, ale nienawidzę jak ktoś mi daje polecenia, rozkazy, czy komendy. Nie minęło 5 minut, a były spakowane i czekały, by je odwieźć. No tak, kandydatki akurat, by się nawpierdalać i spierdalać! Jak ktoś chce je poznać, podam numer!
Żmije.
Komentarzy: 5 do “O ciotce i babce – cz.2.”
Napisz komentarz
Musisz być zalogowany żeby móc komentować.



(oceniano 10 raz(y), średnia ocen: 9,60 na 10)
27 sierpnia, 2011 o godzinie 21:07
tak czytam i czytam i jedna mnie refleksja naszła:
nie ma jak polska gościnność ;) a serio to lepiej zapobiegać niż leczyć i na drugi raz trzeba powiedzieć, że w chacie jest epidemia tyfusu,czerwonki, czarnej ospy i sraczki, to może sie przestraszą i nie będzie wizyty.
28 sierpnia, 2011 o godzinie 08:01
Luke, niestety ta decyzja (ich przyjazd) nie była zależna ode mnie.. Ale zapowiem na przyszłość domownikom, którszy już chyba też się przekonali… ;)
28 sierpnia, 2011 o godzinie 14:51
Pisanie wkurwów w dwóch częściach, to już chyba taka Twoja tradycja :P
luke, najczęściej jest tak, ze żadna wymówka nie daje rezultatów. Bo jak chce się zwalić na darmowe spanie, sranie, jedzenie to nic od tego rodzinki nie odwiedzie. Lepsze to niż siedzenie w samotni na emeryturce…
28 sierpnia, 2011 o godzinie 18:36
A żebyś wiedział Sztur, że lubię w dwóch częściach! ;D A ma to za zadanie stopniowanie (Waszego) napięcia – czyt. wkurwienia ;p
Pozdrowienia dla Szturmierza!
Racja co do tego, co piszesz.
28 sierpnia, 2011 o godzinie 21:04
Mama mistrzem ciętej riposty