…
19 sierpnia, 2011, Autor: wkurwiolkaJeśli spodziewasz się cudów w tym wkurwie to od razu na wstępie ci powiem, żebyś sobie odpuścił bo tylko pogłębisz swój wkurwiony stan.
Właściwie to coraz rzadziej niestety tu zaglądam. I choć każdego dnia mogłabym pisać po kilka wkurwów, to to, że nie piszę/bądź nie będę pisała nie oznacza wcale, że u mnie zajebiście i że nic mnie nie denerwuje. Po prostu na wiele rzeczy nie mam czasu.
To dziwne, stąd te 3 kropki w tytule, bo nawet nie wiem jak to ująć w słowa. Wszystko jest zbyt zagmatwane. Nawet nie wiem, czy mnie dobrze zrozumiecie.. Zamykają mi się oczy, w końcu. Bezsenność w takim wieku to aż śmiech na sali, ale przyznam, że chcąc nie chcąc już dawno mnie dopadła. Więc kiedy nie śpię to o wielu rzeczach myślę. Ale jak już tu wpadłam to napiszę to co chciałam..
Wszystko mi się zajebiście skomplikowało. Nawet nie byłam świadoma,że aż tak. Do teraz. Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że będzie tak jak jest to kazałabym mu się grzecznie puknąć w czółko. No tak- dziecko nigdy nie wie czego się spodziewać, żyje w pięknym świecie swojej bajkowej iluzji i nie dostrzega wylęgującej się gehenny, która dopiero co ma nadejść. To wszystko to był dla mnie szok. Można to porównać do odwiedzin u dentysty, gdzie dziecko przychodzi aby wyrwać sobie na żywca wszystkie zęby bez znieczulenia. Tak się wtedy czułam i tak się czuje dziś. Bo można wybaczyć, ale nie zapomnieć. Na chwilę obecną nie potrafię ani tego ani tego. Na dzień dzisiejszy staram się nie obwiniać siebie za to,że tu jestem bo jaki miałam wpływ na to, że się urodzę akurat tu? Że będę z tymi ludźmi, z którymi jestem, poznam tych, których miałam poznać, z czego wielu jest… (jakby to fachowo nazwać)… toksycznych. Takich, którzy tylko czekają czy upadniesz, a później próbują cię jeszcze przytrzymać w parterze, przygnieść, dobić i przydusić. Skoro tak, to wiele razy umierałam. Męczy mnie to. Męczy mnie przeszłość, która jak uśpiony wulkan wybucha w chwilach takich, jak ta. Nie miałam lekkiego życia, możecie mi wierzyć lub nie, ale naprawdę kurwa wiele przeżyłam.. Było mi bardzo ciężko,żeby nie powiedzieć zajebiście ciężko… Czułam się jak jedyna osoba na świecie, jedyna tak samotna i tak odosobniona osoba na świecie. Zawsze sobie to tłumaczyłam, że każde jebane cierpienie ma jakiś sens, że trzeba przecierpieć w życiu pewne rzeczy,aby później było lekko. Choć nie pamiętam momentów,abym tak miała. Zawsze coś za czymś, a nieszczęścia nie chodziły i nie chodzą parami tylko w wielkich koloniach. Przynajmniej u mnie. Czasem nie chce mi się nawet rano otworzyć oczu, zobaczyć, czy świeci słońce, czy też znów pada. Jedyne co wiem to to, że sąsiedzi zaraz zaczną wiercić – o ile już nie zaczęli i mnie nie wybudzili. Wiem, że zaraz będę musiała robić milion rzeczy, których nienawidzę. Wiem, że zaraz znów ktoś na mnie wydrze swoją cudowną mordę i z niewiadomych przyczyn zniży do takiego poziomu, który mu sprawi niemałą satysfakcję. Nienawidzę tego. Chciałabym się stąd wyrwać, gdzieś bardzo daleko i nie widzieć tych ludzi, których widzę na co dzień, którzy zbyt mocno oddziałują mi na psychikę, którzy muszę to napisać – w dużej mierze zrujnowali mi życie, którzy mnie kurwa zwyczajnie męczą, a każde ich słowo jest jak gwóźdź do trumny. Czasem nie muszą nawet nic robić, wystarczy, że są. Wystarczy sama świadomość, że wiem o tym, że są kurwa w pobliżu, że cisza przed burzą jest nieunikniona. Nie życzę im źle, nie jestem tym typem człowieka. Życzę im jak najlepiej, ale sama też chcę się oderwać, odejść gdzieś, jak najdalej, „nie patrząc w tył, zostawić problemy i żale”. Wiadomo,oczywiście są też wkoło życzliwi, ale to mała garstka.. Tych ludzi się trzymam.
Przez tych pierwszych czasem nie mam nawet siły pomyśleć, jaki mnie czeka „piękny dzień”, co fajnego mogę zrobić, gdzie iść, z jakimi ludźmi się spotkać itp. W ten sposób przeszłość zamyka mi bramy do przyszłości, a teraźniejszości w ogóle nie czuję. I żeby nie było, zaznaczam, że nie mam depresji. To jest kurwa coś innego… Łzy lecą same kiedy to piszę. To przeżycia,doświadczenia zrobiły mi takie spustoszenie w mózgu i zbyt mocno wgryzły się w psychikę,aby wstać sobie jutro z uśmiechem na twarzy i zadać jakże banalne pytanie „hm.. to co dziś na śniadanie?”.
To wkurwia. Nawet nie macie pojęcia jak, chciałabym żyć jak wy wszyscy, ale nie idzie. Nie ucieknę przed sobą. Jakby to napisać – na tamten czas nie miałam nic pomalowanego różową kredką, tylko wszystko pomazane czarnym markerem. Tak to po prostu wyglądało. Przez wiele lat byłam w samym centrum piekła a do tego labiryntu niestety nikt nie dał mi mapy. I tak kurwa było..
Nie wiem jak powinnam zakończyć.
the End.


(oceniano 4 raz(y), średnia ocen: 10,00 na 10)
20 sierpnia, 2011 o godzinie 11:06
Nic się zrobić nie da. Taka dola.
20 sierpnia, 2011 o godzinie 11:29
Co się kurwa nie da? Przecież swoim życiem kierujemy my sami. Owszem w wieku niepełnoletności, albo trochę starszym jesteśmy uwiązani jak pies na łańcuchu do rodzinnego środowiska. Ale kurwa kiedyś to się kończy, kiedyś zaczniesz żyć swoim życiem, mimo że na pewno nie zrealizujesz większości swoich marzeń, to będziesz żyła ze świadomością że żyjesz na własny rachunek i odpowiadasz sama za siebie.
Pozdrawiam!
20 sierpnia, 2011 o godzinie 12:20
Czytam to i mam przed oczyma twarz Breivika heheheh! Masz może farmę?
20 sierpnia, 2011 o godzinie 17:24
No więc korzystając z chwili spokoju..
Powiem Ci Szturmierz,że właśnie taka nadzieja mnie przy życiu trzyma, że marzę o tym, aby uniezależnić się finansowo i wyginać stąd jak najdalej i zrobić to, co napisałeś w ostatnim zdaniu.
Kółko.. przestraszyłeś się? Zapewniam Cię, że nie jestem drugim Breivikiem! Choć wiem, że napisałeś to żartem, to spokojnie, nie jestem psychopatką, więc ani Ty ani nikt inny nie ma się raczej czego obawiać. Nie mam farmy tak jak on, ani w przeciwieństwie do niego nie jestem seryjną morderczynią a jeżeli według Ciebie to co napisałam mogłoby posłużyć jako motyw zbrodni,to niestety jesteś w błędzie. Ja nie z tych…
Pozdrawiam.
20 sierpnia, 2011 o godzinie 20:09
Też bym napisał taką odpowiedź, bo w powietrzu wisi wizyta CBA na chacie!!!
20 sierpnia, 2011 o godzinie 21:56
Kółko, wiesz co? Znów udało Ci się mnie rozśmieszyć. ;)
20 sierpnia, 2011 o godzinie 23:10
Z osób, które znam na tyle, by powiedziały mi o sobie dużo, każda ma przykre urozmaicenia w życiu.
Kiedy przeżyje się cało ten ciężki czas, odczuwasz satysfakcję, że dałaś sobie radę i przeszłaś dużo więcej, niż większość ludzi;)
21 sierpnia, 2011 o godzinie 13:48
Nie ma to jak dobre pocieszenie od Prącia :D. Szturmierz, naprawdę sądzisz że własnym życiem kierujemy sami ? Tak naprawdę jedyną decyzją, zależącą od nas jest nasza śmierć. A i tego się nie chwytamy, bo każdy zbyt kocha życie(o ile go za mocno nie kopnęło w dupsko). Wolny wybór to najgorsza jaka istnieje. To męka i pewne rozczarowanie.
21 sierpnia, 2011 o godzinie 19:28
“Tak naprawdę jedyną decyzją, zależącą od nas jest nasza śmierć.”
np. czy te wagony stoczą się na nasz dom dzisiaj, czy jutro :P
21 sierpnia, 2011 o godzinie 21:19
Bardziej mi chodziło o to, że niemal w każdej chwili możesz łyknąć zestaw kolorowych pigułek, czy się powiesić, bądź rzucić pod koła pociągu ;).
22 sierpnia, 2011 o godzinie 11:01
Pigułki?- zawsze mogą Cie odratować. Pociąg? odpierdoli ci nogi bo za mocno się wybiłeś, lina tez się może urwać, albo ktoś w porę wbiegnie i Cie podtrzyma :D. Owszem śmierć to jedyna pewna rzecz w życiu wg mnie, ale w przeznaczenie nie wierzę, nie wierzę w to że mój los zapisany jest gdzieś w gwiazdach. Wolny wybór to wolność, wolność zmusza do wyboru, więc wg mnie to że dokonuje wyboru już stanowi kierowanie własnym życiem. Bo to ode mnie zależy czy będę siedział przez całe życie z matką w domu, czy wyjadę do Amazonki, doliny Konga czy na Antarktydę i tam zamieszkam. W zasadzie mogę nawet dzisiaj wypierdolić z domu, spalić za sobą mosty, umrzeć na dworcu z głodu ale z myślą że sam takiego wyboru dokonałem, sam pokierowałem swoim życiem.