Nie mogę znaleźć sklepu cz.2.
10 sierpnia, 2011, Autor: wkurwiolkaMam nadzieję, że wszyscy zdążyli wysłać smsy na numer podany w pierwszej części mojego wkurwa. Mieliście czas do godziny 21.00. Ale z przykrością muszę stwierdzić, że część z Was w treści smsa (której de facto nie podałam) wpisywała “kurwa”, “ja pierdolę”, “olkawkurwiolka”, a moi kochani – treść miała brzmieć: megawkurw! Ale dobra,powiedzmy,że taka mała usterka nie zaważy na Waszej wygranej! ;) Właśnie zwolniłam blokadę, komora losująca jest pusta, następuje zwolnienie blokady… Już odliczajcie minuty, ciekawe kto kurwa wygrał!?
[Dobra, do sedna, na czym to ja skończyłam? Wiem, pewnie zżera Was ciekawość co się kurwa później wydarzyło, ale tak naprawdę to wiem, że macie wyjebane na to, ale ja i tak swoje napiszę.]
Jesteśmy w momencie, kiedy wkurwiona z ciśnieniem (tak! – dobrze pamiętasz 1000/1000) wypierdalam na zewnątrz ze Sklepu X. Wkurwienie niemiłosierne. Miałam ochotę wejść tam jeszcze raz i załatwić kobietę, która ostudziła mój jebany zapał. Ale pokonałam chęć owego czynu i spróbowałam zebrać się w sobie, aby znów przemierzyć jebane półtora kilometra w poszukiwaniu przystanku. W tej samej chwili zajebiście zachciało mi się rzygać, pierwszy raz miałam ochotę wyrzygać stres, który praktycznie sam mnie zjadał. Ale idę, stóp już kompletnie nie czułam, odciski na nich same się starły a pęcherze same przebijały. Celsjusz jeszcze bardziej skoczył w górę. Mimo wszystko, nie wymiękam, idę, a razem ze mną idą i nogi i uszy i oczy – a wszystkie części ciała poszukują jednego – PRZYSTANKU! Moje sprężyste łydki zdawały się swobodnie drylować po chodniku, jednak było to niesamowite złudzenie, gdyż łydek już chyba kurwa nie miałam. Nawet nie wiedziałam co mnie boli, bo napierdalało mnie wszystko. W głowie pustka, dosłownie zero myśli. Miałam coś takiego co często jest w kreskówkowych dymkach, kiedy ludek niby o czymś myśli, coś w stylu: „x@f?%!!&?” Ale ja nie myślałam nic, po prostu szłam. I tak idę, idę w ciszy i pustce nagle zaczynają mi się wkręcać dziwne jazdy, jakoby każdy się na mnie dziwnie patrzył, mierzył wzrokiem i z niewiadomych powodów obczajał moją osobę. Mnóstwo samochodów teraz, ruch jak w Paryżu na wsi, widzę ścigające się crossy, młodych, starych ludzi. Każdy inny od każdego, a jednocześnie taki sam. Miałam ochotę zdjąć ogrzewającą mnie warstwę ubrań i dzielnie iść sobie nago przed siebie. Nie wiem w sumie co powstrzymało mnie przed tym szalonym czynem – może wstyd – może świadomość, że czasem ktoś znajomy by mnie zobaczył, a może fakt, że nie chciałabym być wyśmiana, co by pewnie się zdarzyło, albo nie spotkać siebie na YouTube z milionową liczbą wyświetleń z nazwą „Naga psychopatka” jeszcze tego samego dnia. Ze wzrokiem wlepionym w betonowe kratki przypomniałam sobie zajebistą zabawę z dzieciństwa, więc starałam się zważać na to, aby nie nadepnąć na „linię”. To był normalny chód w nienormalnie obolałych nogach.
W którymś tam momencie przeszłam te jebane 1,5 km i ujrzałam Raj, wybawienie, mój zajebisty Eden. Poznałam w miarę znajome strony, bo wiedziałam, że kiedyś.. kiedyś, bardzo dawno temu tu byłam. Coś mi świtało, teraz musisz iść tu, poczekać na ten i na ten autobus. Więc szczęśliwa jak dziecko, które pierwszy raz w życiu dostało lizaka, usiadłam tobołem na ławeczce i czekałam. Zdążyłam położyć moje szczuplejsze już (od pielgrzymki po obcym mieście) cztery szanowne litery, kiedy podjechał. Do autobusu: wstałam, weszłam, skasowałam bilet. A w autobusie: stałam, patrzyłam i jak inni obczajałam. Stado spoconych, oblepionych, śmierdzących, tłustych, szczupłych, młodych, starych, owłosionych i wydepilowanych, wyperfumowanych, zadbanych bądź raczej niezadbanych ciał patrzyło się na mnie. Jakaś kobieta z naprzeciwka – na pierwszy rzut oka ładna, zadbana, babka z krótkim T-shirtem, odsłoniła swoje piękno pod pachami. Rękoma przytrzymywała się tego śmiesznego wieszaczka u góry, przyczepionego do rury, a jej lasek pod pachami skutecznie odizolował od niej część społeczeństwa, która zapewne miała podobne cuda pod swoimi pachami – włączając w to różne żyjątka. Aż mnie zemdliło jak to zobaczyłam. Pomalowana, wyszykowana, ale na golarkę nie stać, kurwa. Nie rozumiem tego. Społeczeństwo niby wysoko rozwinięte a braki w obyczajach kurwa nie do przeskoczenia!
Nie było gdzie usiąść, spojrzałam na zegarek i właśnie wybiły 3 i pół godziny od czasu wyjazdu od babci. Pomyślałam: „Kurwa, będzie ze mnie dumna. Sama nie wiedziała gdzie znajdę przystanek, a tu kurwa wnuczka sobie poradziła.” Mówię do siebie – Nie ma co! Nagroda się należy! Wysiadłam kilka przystanków wcześniej niż miałabym do babci, bo byłam zajebiście głodna i wysuszona. Poszłam do marketu z zamiarem stłumienia, a raczej zaspokojenia mojego głodu i pragnienia. Wchodzę i zaraz w oczy rzuciło mi się stoisko z lodami! Mniam – jedyne co pomyślałam. – Dwie gałki poproszę. Te i te. – 2,20. odrzekła (Daję jej 5 złotych) – Proszę i smacznego. Wiecie ile mi wydała reszty? 80 groszy! Ale oczywiście o tym fakcie skumałam jak już odeszłam od stoiska, tak liczę, liczę i mówię – kurwa, albo jestem zmęczona, albo ona mnie ojebała. I cofam się do babki i mówię: Przepraszam, ale ja dałam pani 5zł. I chyba pani mi źle wydała. A ta od razu: Ah tak, właśnie też mi się coś tu nie zgadzało, już daję.. Jasne kurwa!! Jej się nie zgadzało, ale jakbym odeszła dalej to by mnie kurwa nie wołała! Wkurwiłam się, że na każdym kroku człowiek człowieka w chuja zrobi. Poszłam do Mc’. W samotności zjadłam Kurczakburgera, który nie smakował tak, jak je się w towarzystwie, ale bynajmniej zaspokoiłam i jedno i drugie. Pokręciłam się jeszcze chwilę po markecie i zjebana jak truskawka z Jogobelli, wróciłam kurwa do domu..
Ten dzień zapamiętam kurwa na długo!
Kategoria RóżnościKomentarzy: 15 do “Nie mogę znaleźć sklepu cz.2.”
Napisz komentarz
Musisz być zalogowany żeby móc komentować.




(oceniano 6 raz(y), średnia ocen: 6,67 na 10)
10 sierpnia, 2011 o godzinie 20:22
A i zapomniałabym – babcia była zajebiście ze mnie dumna,bo cały czas się głowiła – czy tam jest przystanek i czzy z tego wypiździejewa wrócę z powrotem. A ja nie wiem gdzie i kiedy zgubiłam tę zjebaną, chujową, nieważną mapkę. I kurwa dobrze.
11 sierpnia, 2011 o godzinie 03:14
ni chuja nie wiem po co trzeba się tyle namęczyć, żeby coś kupić – proszę o podpowiedź – czy poszukiwany towar jest jednorazowego użytku czy starcza na dłużej, a jak na dłużej to na ile?
11 sierpnia, 2011 o godzinie 14:24
poszukiwany towar nie jest potrzebny do codziennego użytku, jest rzadko wykorzystywany w praktyce, wykonany z metalu – wystarcza na zawsze.:)
11 sierpnia, 2011 o godzinie 15:51
Dziwnie przychodzi mi na myśl wieszak (czy coś w ty stylu)na papier toaletowy. Fajna historia, ja rozwiązuje takie sprawy w jeden sprawdzony sposób:
SPRZEDAŻ INTERNETOWA. Bez zbędnego pierdolenia i zasrajania się z ludźmi.
11 sierpnia, 2011 o godzinie 18:05
Toteż Szturmierz – tak właśnie rozwiązałam mój problem, zamówiłam to coś przez internet, a nawet 3 podobne sztuki tego czegoś i oczywiście zabuliłam 2 razy więcej, no ale cóż.. nie miałam wyjścia bo jest mi to niezbędne w przyszłości.
Hehe w życiu bym nie poszukiwała wieszaka na papier toaletowy po obcym mieście przez pół dnia,ale sama bym nie wpadła na taki pomysł.
Ile ludzi, tyle pomysłów!
12 sierpnia, 2011 o godzinie 02:09
strzelam – sklep PEWEX, a wspomniany towar to młotek! no… mi tam młotek codziennie potrzebny!
14 sierpnia, 2011 o godzinie 01:57
strzelam : sklep żelazny a poszukiwany towar to replika miecza koronacyjnego W. Jagiełły ?
14 sierpnia, 2011 o godzinie 12:11
strzelam: sklep nieopodal kurii, w poszukiwaniu świętego Graala…
16 sierpnia, 2011 o godzinie 21:36
strzelam: pif paf!
17 sierpnia, 2011 o godzinie 18:58
Nikt z Was nie trafił,ot kurwa co.
Letalne mnie zastrzelił..
18 sierpnia, 2011 o godzinie 11:39
Kurwa “pif paf!” xD
18 sierpnia, 2011 o godzinie 21:13
klękajcie do miecza!
18 sierpnia, 2011 o godzinie 21:20
do olkawkurwiolka:
przepraszam. Do tej pory żaden z moich strzałów nie potwierdził przydomka. Zdarzało się dawać.. ale odbierać życie, to po raz pierwszy.
19 sierpnia, 2011 o godzinie 00:03
no to ja już kurwa nie wiem – chyba imadło?
19 sierpnia, 2011 o godzinie 21:20
Letalne Pr.,na przeprosiny to już za późno,bo zdaję się nie żyć.. heh.
A tak ładnie wam już szło.. Cóż ludziska,nikt z was nie zgadł, a ja zamykam ten temat, bo nie ma co się wkurwiać!