Nie mogę znaleźć sklepu
8 sierpnia, 2011, Autor: wkurwiolkaSytuacja z przed kilku dni.
[Spis treści, aby wyjaśnić moją chaotyczną historię]
Główny uczestnik wydarzeń: ja
Miasto: obce
Główne miejsce poszukiwań: Sklep (ale nie spożywczy, nie kosmetyczny, nie meblowy i nie market) w rzeczywistości nie mogę napisać jaki, gdyż wiele osób – moich znajomych mogłaby wiedzieć, że ja to piszę a po co?
Przyjmijmy, że nazwę owy sklep – Sklepem X.
Jest piękny, rześki poranek. Obudziłam się w innym mieście, niż w swoim. Nie byłam u siebie na dwa dni – ot tak, taki wakacyjny dwudniowy wyjazd do rodziny. Coś było nie tak, nie mogłam rano dojść so siebie. Twarz w lustrze jakby nie moja, ale przyszło mi uwierzyć w to, że widzę siebie. I choć nic nie piłam, (nie paliłam!) dnia poprzedniego to jednak czułam się dość dziwnie, nieswojo.
Właściwie przyjazd do rodziny miał być jakby przy okazji. Przyjechałam po to, aby znaleźć pieprzony sklep X,
o którym mówię, bo potrzebuję z niego pewnych rzeczy. Wyprawa poszukiwawcza miała odbyć się rano. Tak więc jak 80% populacji wcześnie zjadłam śniadanie, spakowałam torbę i z mapką rozkładów autobusów ruszyłam w trasę. Członkini mojej rodziny, babcia – zapowiedziała jak trafię do Xsiastego sklepu, uwzględniając przy tym dojazd w jedną stronę. Wskazała na mapkę, którą trzymałam w ręku i z pewnym siebie głosem,oznajmiła: “Tym dojedziesz w jedną stronę, ale nie wiem czy tam jest przystanek, żebyś mogła z powrotem wrócić”. Zajebiście – pierwsza rzecz, która mi przyszła do głowy. Dojechać – to nie jest problem, a jak kurwa wrócę, jak nie będzie czym i jak? Chuj. Wzięłam co miałam ze sobą i jazda na przystanek. O 9: 18 miał być na miejscu. Więc czekam. Dziewiąta minut 18, 19, 20. A go kurwa nie ma. Patrzę na przylepiony do ścianki rozkład i widzę.. Co widzę? Napis minidruczkiem: Od 1-go kwietnia godziny przyjazdów i odjazdów zmienione. Tyle co udało mi się dostrzec. I myślę – nosz kurwa, jak to możliwe? Mam przed sobą rozkłady jazdy miasta na 2011 rok, a tu kurwa takie coś. No dobra.. 09:24 – podjeżdża. A u góry napis: Trasa zmieniona. Autobus pospieszny.
Jak to?!! Miał być normalny! No dobra, wsiadam do feralnego autocaru i pierwsze co, to pytam kierowcy czy dojadę na tą i tą ulicę, a on na to wzrusza ramionami! What the fuck? Myślę znów – NOSZ KURWA!! I już wiedziałam, że zapowiada się zajebiście ciekawy kurwa mać dzień. No czy kierowca nie powienien tego kurwa wiedzieć? Kogo zapytać, jak nie jego? Powtórzyłam pytanie, myśląc, że nie słyszał, ale jego reakcja była identyczna jak przed chwilą, z tym, że dodał jeszcze “no chyba tak”. Ja nie wiem, czy to był jakiś podstawiony cwel, czy co, ale łaska jaka była widoczna na jego mordzie jest nie do opisania, jakby wydał z siebie ostatnie tchnienie. Ale już chuj z nim..
Jadę, jadę, jadę. Przede mną dwie starsze kobiety, jedna z nich wybierała się na tą samą ulicę co ja, bo słyszałam jak rozmawiała z tą drugą – prawdopodobnie obcą, ta zaś jej tłumaczyła, że “to jeszcze nie tu”. W każdym razie pomyślałam “a też tu wysiądę”. No i czekam, nie patrzę wcale na mapkę, tylko wyczekuję kiedy babsko wysiądzie. I w końcu wysiada, ba, wysiadają obie. To ja za nimi. I podchodzę do jednej z tych podekscytowanych kobiet i pytam.. “Przepraszam, mam takie pytanie, jak dojdę do Sklepu “…” ? A ona: “Oj kochana, musisz iść w prawo i zaraz tu za zakrętem będzie” No to idę. Prawo, prawo, prawo. Kurwa, nic nie ma, idzie jakaś kobieta, podchodzę do niej i pytam. “Przepraszam bardzo, gdzie tu jest Sklep “X”? ” I słyszę: “Hmm.. jakby to pani wytłumaczyć.. musi pani przejść przez pasy, dalej za przystankiem, za światłami jest brama i tam za tą bramą jest ten Sklep.” Kobieta wydawała się bardziej zorientowana w terenie,niż dwie poprzednie toteż to co mówiła wydało się bardziej wiarygodne. No to śmigam. Chuj, że miało być “tylko w prawo i na miejscu”. Idę, fakt – jest przystanek, jest brama, wchodzę do przedsionka Sklepu a tam zajebiście wyjebany napis: “SKLEP ZAMKNIĘTY OD 02 – 15. SIERPNIA!” Zaaaaajebiście! No kurwa, już wychodziłam z siebie, a patrz, niedoczytałam, pod tym napisem, jeszcze jeden – nieczytelny : Podobny Sklep na ulicy.. Chujwiejakiej. Wychodzę, ciśnienie rośnie, humoru brak. Przechodzę przez jezdnię, idę w miejsce, w którym jeszcze nie byłam, bez celu, mijam ludzi, twarze bez wyrazów, każdy zajebany w swoim świecie. Idę przed siebie, chcę już szukać przystanku, aby wrócić do babci, bo nie znalazłam tego co chciałam – a raczej znalazłam, ale kurestwo było zamknięte. Idę, wkurwiona nawet zapomniałam czego tu szukam. OD tamtego miejsca przeszłam jakieś półtora kilometra. Spotykam kobietę, starsza, z dzieckiem. I pytanie to, co poprzednio: “Przepraszam..” A ona do mnie: “ależ proszę panią, musi się pani cofnąć, cały czas prosto i tam do ronda, taki duży budynek.” Mój wyraz twarzy wyglądał mniej więcej tak: O_o
[Napisałabym znów "What the fuck?" - ale wiem jak Was wkurwia angielski. Mnie też, do chuja dlatego mówię to irytujące WTF!]
Ja pierdolę, cofam się w zajebiście niewygodnych butach, pęcherze na nogach już wychodzą poza sandały, ale idę niczym Jezus przez pustynię. Upał chyba ze 40 stopni. Idę znów tą samą drogą, żadnego człowieka (pieszego!), jedni na rowerach śmigają i w równie zawrotnym tempie znikają w zaułkach ulic, deskarze, rolkarze zapierdalają niczym wozy strażackie, ale nikt nie idzie pieszo, tylko kurwa ja. Nagle myślę – niemożliwe! Oaza! Idzie z naprzeciwka młoda dziewczyna i już chcę do niej podejść a tu nagle ona mnie zagaduje: “Przepraszam, gdzie tu jest kafejka internetowa?”, a ja na to w śmiech i zaczynam gadkę “Wiesz, ja też nie jestem stąd, nie mam pojęcia, sama szukam Sklepu “…” podobno tu gdzieś miał być. Przykro mi, że nie mogę pomóc.” A ona: “Ależ ten sklep jest tu zaraz w tym dużym budynku, niebieskim (bardzo istotna informacja – niebieskim! – wszystko inne dookoła w jebanych kolorach tęczy, że się dwoi i troi w głowie, setki budynków, naprawdę.) Rzuciła uśmiech na koniec, ja też i się rozstałyśmy. Wychodzę zza rogu i… jest! Kurwa, kurwa jest! Uchachana wchodzę i pytam o to, co chciałam dostać. I odpowiedź ekspednientki, bezcenna: “Nie ma!”
Mina strusia Pandy i wypierdalam na zewnątrz. Ciśnienie 1000/1000. Myślałam, że padnę. Kuuuuuuurwa, nie dość, że ludzie mnie podpuszczają, walą zmyłki, chodzę od ronda do ronda jak jakaś opętana i jeszcze słyszę w sklepie odpowiedź: Nie ma?!! Ja pierdolę, ja jebię, nosz kurwa!
To nie koniec tej jebanej historii, ale jak będzie Was ciekawiło jak zakończyła się sytuacja to wyślijcie smsa na nr. 7953, nagrodą jest samochód, zestaw dvd, lub laptop. Kto pierwszy, ten lepszy.
Wiem, podkurwiłam Was, ale i tak się rozpisałam i chyba dziś nie mam siły dalej. Jak w ogóle to ktoś będzie czytał i będziecie chcieli się dowiedzieć to dokończę, a jak nie to po chuja mam się produkować.
U.. znów się wkurwiłam.
Komentarzy: 7 do “Nie mogę znaleźć sklepu”
Napisz komentarz
Musisz być zalogowany żeby móc komentować.




(oceniano 8 raz(y), średnia ocen: 8,75 na 10)
8 sierpnia, 2011 o godzinie 22:42
wkurwiłem się strasznie, bo zajebiście mnie zainteresowało co to za sklep i czego nie było ;)
9 sierpnia, 2011 o godzinie 13:51
Spokojnie Luke – dodam tylko, że ten sklep nie jest łatwo dostępny, ale oczywiście to nie jest żaden “Sex shop”(!) jak pewnie połowa pomyślała.. ;)
Hmm, cóż,więcej Ci zdradzić nie mogę. Oj tamten dzień był jednak zajebiście ‘udany’.
9 sierpnia, 2011 o godzinie 15:22
Ja Ci powiem, że niedawno tez byłem w innym mieście niż na co dzień żyje. Ale mimo że to nie jest małe miasteczko, to jakoś zajebiście zorganizowane. Przeczytałem mapkę, doszedłem do przystanku i nakurwiałem po mieście bez większych problemów.
Mnie też kurwa ciekawi co to za sklep, ale uszanujmy Twoją prywatność :D
9 sierpnia, 2011 o godzinie 16:12
Sam widzisz Szturmierz, nie każde miasto ma dobry rozkład i w większości to trzeba skakać to stąd – to gdzieś indziej. Jak to wkurwia..
Hmm no cóż.. możecie strzelać co to za sklep!
a jak ktoś trafi to wygrywa laptopa, dvd, albo.. co tam jeszcze było? hehe
To co, dokończyć historię? ;)
9 sierpnia, 2011 o godzinie 22:43
UWAGA UDZIELAM ODPOWIEDZI : TEN SKLEP TO POLMOZBYT A TOWAR TO ŁAŃCUSZEK ROZRZĄDU DO PLONEZA
10 sierpnia, 2011 o godzinie 11:41
Luke, z przykrością muszę stwierdzić, że.. nie trafiłeś.. ;D
16 sierpnia, 2011 o godzinie 21:28
“…ten sklep nie jest łatwo dostępny, ale oczywiście to nie jest żaden “Sex shop”(!) jak pewnie połowa pomyślała.. ;)”
Moja dolna połowa zawsze tak myśli.